W tym wpisie występują tu sceny mocno erotyczne, niekiedy brutalne – czytasz na własną odpowiedzialność!
Dziś znów mi się śnił koszmar, wolałem jednak nie przyznawać się do niego Sasoriemu, tylko jak najszybciej zmusiłem się do ponownego zaśnięcia. Gdybym był w swoim pokoju, pewnie nie przyszło mi to tak łatwo, jak u mojego mistrza. Gdy był obok, czułem się znacznie spokojniejszy.
Rano jak zwykle się rozstaliśmy. Ja poszedłem na śniadanie, zaś sam Akasuna został u siebie. Będąc na parterze, usłyszałem głosy dochodzące z miejsca, do którego zmierzałem. Szybko zorientowałem się, że przebywają tam Hoshigaki z Uchihą. Skrzywiłem się. Nie miałem najmniejszej ochoty na konfrontację z tymi dwoma, toteż postanowiłem, że zjem coś na mieście. Skierowałem się więc jak najciszej na przedpokój. Nałożyłem buty oraz zarzuciłem płaszcz na plecy. Wyszedłem.
*.*.*
Siedziałem już jakiś czas w kawiarni. Byłem już dawno po zjedzeniu bułki i wypiciu kawy, jednak zaciekawiła mnie pewna gazeta, w której wyczytałem coś bardzo interesującego. Mianowicie… Informacje o mnie samym. Tak, dobrze słyszeliście. Byłem w gazecie, moja wioska zorientowała się, że żyję.
Zakląłem pod nosem i odruchowo chwyciłem za krzyżyk, który nosiłem na szyi. Popatrzyłem na niego. Moja drużyna wraz ze starym Tsuchikage muszą być na mnie wściekli, a przede wszystkim… Zawiedzeni. Ponad to, tygodnik, który czytałem jest sprzedawany w każdej wiosce, co oznaczało, że wielu ludzi dowie się również o „tajemniczych ludziach w czarnych płaszczach”, jak to zostaliśmy nazwani przez redaktora. No, ładnie. Organizacja zaczyna być sławna. Coś czuję, że liderek wkrótce zwoła zebranie.
- Deidara senpaiii! – Usłyszałem pisk i nim się zorientowałem, Tobi już tulił się do moich pleców – Tobi się tak stęsknił za senpaiem! Tyle się Tobi z senpaiem nie widział!
- Tsaa… - Mruknąłem. Fakt, ostatnio mało ze sobą przebywaliśmy. Albo ja byłem na misji, albo on zostawał przydzielony do jakiejś misji z Zetsu – To prawda, że długo się nie widzieliśmy. Ale prosiłbym cię, żebyś odszedł, jestem zajęty.
- Nie ma mowy, senpai! – Zachichotał zamaskowany, po czym gwałtownie schwycił mój nadgarstek i siłą wywlókł po za teren kawiarni – Idziemy na spacerek po za wioseczkę! Tobi się chce pobawić z senpusiem!
- Tobi, puść mnie, nie chcę! – Protestowałem twardo, jednak idiota nie chciał mnie słuchać. W okolicy nie było też nikogo, kto mógłby mi pomóc.
W końcu znaleźliśmy się po za wioską, gdzie moja zmora zaciągnęła mnie pod jakieś drzewo, sadzając na jakimś kamieniu.
- Co to miało być?! – Warknąłem, rozmasowując nadgarstki – Mówiłem ci, że nie chcę spędzać z tobą czasu!
- Ależ proszę, senpai! Tylko na chwilkę! – Upierał się Tobi. Wywróciłem oczami.
- No dobra – Zgodziłem się w końcu – Co chcesz robić?
- Niewiele, tylko niech senpai nie krzyczy, dobrze? – Zapytał przymilnym tonem. Uniosłem brwi w zdziwieniu. Wtedy też przysiadł się do mnie na tyle blisko, że stykaliśmy się ramionami. Chłopak nic nie mówił, tylko uważnie się na mnie gapił.
- C…Co? Chcesz się tylko na mnie… Pogapić? – Upewniłem się, czując się co najmniej nieswojo.
- Nie do końca, senpai – Zaprzeczył zamaskowany, po czym przybliżył się do mojego ucha – Ale Tobi chce czegoś spróbować, dobrze?
- No… Eee, zgoda? – Przytaknąłem niepewnie. Po chwili już tego żałowałem, gdyż chłopak zaczął niespodziewanie masować mi ramię, potem kolano, by za chwilę przejść na moje krocze, gdzie jego całkiem wprawne palce zaczęły rozpinać mi rozporek. Przytrzymałem gwałtownie jego rękę – Co ty wyprawiasz do cholery?!
- Senpuś, zgodziłeś się przecież – Wymruczał mój napastnik, po czym stanowczym ruchem rozpiął mój płaszcz i bezceremonialnie włożył mi dłoń pod koszulkę. Oczywiście starałem się mu udaremnić wszelkie działania, jednak szybko to zaczęło przeszkadzać i denerwować zwykle beztroskiego i głupawego Tobiego, gdyż w końcu bez żadnych ostrzeżeń pchnął mnie na ziemię, o którą uderzyłem plecami.
- Ałć…- Jęknąłem boleśnie i już miałem wstać, gdy zorientowałem się, że zamaskowany postanowił się na mnie położyć. Widziałem nad sobą pochyloną, zamaskowaną twarz. Postanowiłem, że nie będę agresywny i przemówię do niego spokojniej – Tobi.. To nie jest śmieszne. Zejdź ze mnie.
- Nie ma mowy, bym miał puścić wolno mojego słodkiego senpaia – Zachichotał – Senpai jest po prostu najsłodszy ze wszystkich!
- Ech – Skrzywiłem się, niezadowolony przez przygniecenie i niemożność wstania.
- Tobi nie może już sobie dłużej odmawiać i musi pobawić się z senpaiem! – Pisnął podekscytowany chłopak, po czym wsadził mi dłoń pod spodnie. Jęknąłem mimowolnie i poczułem wstępujące na moją twarz rumieńce, gdy jego palce gładziły moją dolną część ciała.
- Kurwa… Tobi… Przestań… - Dukałem i już miałem go odepchnąć, gdy zamaskowany schwycił obie moje dłonie, przełożył je za moje plecy i ku mojemu przerażeniu, zwyczajnie je związał jakimś sznurkiem – Co… Co ty robisz?! Czemu związałeś mi ręce?!
- Dzięki temu senpai będzie mieć ograniczoną swobodę – Wyjaśnił podekscytowany chłopak – A teraz proszę, senpai, bądź grzeczny…~
- Pojebało cię?! – Wrzasnąłem, czując jak wzbiera we mnie wściekłość – Rozwiąż mnie! Natychmiast! Ty…! - Tu nie dokończyłem zdania, gdyż zamaskowany postanowił podwinąć mi koszulkę do góry, na co zadrżałem pod wpływem zimna, jakie panowało na dworze. Dostrzegłem też, że mój napastnik chwyta za swoją maskę i delikatnie ją podnosi tak, by odkryć swoje usta. Nie zamierzał jednak pokazywać mi całej twarzy, tylko bez zbędnych wyjaśnień gwałtownie przywarł swoimi wargami do moich. Zacisnąłem mocno powieki, wiercąc się ile wlezie, z nadzieją, że w ten sposób jakoś się wyswobodzę z tej chorej akcji. Niestety było tylko gorzej, gdy jego usta wepchnęły do moich swój język. Całował mnie przez chwilę, nie dając chwili na oddech, następnie jego wargi przeszły na moje sutki, by zawędrować coraz niżej. Podczas całej tej ścieżki, zostawiał mi na ciele bolesne malinki. Jego ręka wciąż nie przestawała manewrować pomiędzy moimi nogami, co spowodowało, że byłem już całkiem twardy.
- Jesteś taki łatwy, senpai – Stwierdził zamaskowany, uśmiechając się i poprawiając nakrycie swojej twarzy tak, że znów była cała zakryta. Po chwili zsunął swoje spodnie wraz z bielizną, ukazując mi swoją dolną część ciała w całej okazałości. Z przerażeniem stwierdziłem, że jest większy od Itachiego Ręka agresora spoczęła na mojej głowie – Teraz, senpai, chciałbym by twoje słodkie usteczka się nim zajęły.
- Chyba śnisz! – Warknąłem wojowniczo, spluwając na jego maskę – Prędzej ci go odgryzę, niż ci obciągnę!
- Tobi nie radziłby senpaiowi odmawiać – Tu chłopak schwycił mnie z całej siły za włosy, po czym poderwał na kolana – No, senpuś, dobrze wiesz, że Tobi nie wypuści cię aż do końca zabawy. Pokaż Tobiemu, co potrafisz!
Patrzyłem na niego ze złością, po czym zrezygnowany, spełniłem jego rozkaz i ująłem jego penisa ustami, ssąc go i liżąc na przemian. Podczas gdy on wydawał z siebie pełne zadowolenia dźwięki, w mojej głowie panował totalny chaos. Nie rozumiałem, co się dzieje i dlaczego. Cała ta sytuacja na tamtą chwilę wydawała mi się być wyjęta żywcem z jakiegoś horroru bądź koszmarów, jakie mnie nawiedzały co noc. Ze związanymi za swoimi plecami rękami czułem się kompletnie bezsilny i bezradny wobec silniejszego i wyższego chłopaka, który robił ze mną co tylko chciał. Zastanawiałem się, ile to potrwa i modliłem, by nikt nas nie zobaczył. Było mi okropnie wstyd i czułem, że gorzej być już nie może. Niestety myliłem się, i to strasznie.
Tobi postanowił upokorzyć mnie jeszcze bardziej, spuszczając mi się dosłownie w usta. Poczułem natychmiastowy szok, który szybko przerodził się w obrzydzenie. Mój napastnik, widząc wyraz mojej twarzy, zachichotał głupkowato, po czym gwałtownie mnie od siebie odepchnął, przez co znów wylądowałem na ziemi.
- No, no, Tobi musi przyznać, że senpai jest w tym całkiem niezły – Pisnął zamaskowany, podczas gdy ja plułem i rzucałem przekleństwami. Byłem przerażony i zdegustowany. Czułem się jak wymięta szmata. Nawet Itachi, będąc dupkiem, nigdy nie zrobił mi czegoś takiego i nawet nie wiem, czy zamierzał. Do tej pory, gdy doszło między nami do zbliżeń, to nigdy się we mnie nie kończył. Zazwyczaj jego sperma lądowała gdzieś na jakiś grunt, ale nigdy nie pozwolił sobie zrobić mi czegoś tak obrzydliwego.
- Jesteś… chujem, wiesz?! – Warknąłem w stronę chłopaka w masce, dysząc ciężko. Splunąłem znów.
- Ależ senpai nie miły – Westchnął mój napastnik, kucając przy mnie – Spokojnie, mój śliczny senpusiu, zaraz tobie będzie przyjemnie – Mówiąc to, obrócił mnie tyłem do siebie.
- Co?! Nie! Przestań! – Krzyknąłem, rozwścieczony na nowo, rzucając się jak ryba w sieci – Nie zrobisz tego! Nie chcę, żebyś wpychał we mnie… To monstrum!
- Oj, senpai, senpai – Tobi pokręcił głową z dezaprobatą – Tobi chce senpaiowi tylko pokazać, że nie tylko Tobi będzie się dobrze bawił! To nie monstrum! To przyjaciel!
- Zostaw… mnie – Dyszałem, trzymając kurczowo związane ręce przy pasku spodni, którego zamaskowany skutecznie próbował się pozbyć.
- Oh, Tobi już rozumie… - Szepnął mi do ucha mój napastnik, kładąc ręce na moim kroczu, intensywnie je masując – Senpai chciałby masażyk od Tobiego, prawda?
- Nie… puszczaj… - Z moich oczu pociekły łzy, spowodowane całą niemocą. Błagałem, by stało się coś, co mogłoby mnie uratować. I już mi było obojętne, czy ktoś nas widzi czy nie, chciałem, by ktoś mi pomógł, ktokolwiek…
Nieoczekiwanie twarz chłopaka oderwała się ode mnie… A raczej, odleciała, jakby ktoś kopnął ją jak piłkę nożną. Ze zdumieniem obserwowałem, jak koleś ląduje na dupie nieopodal mnie, patrząc się w górę, jakby odrętwiały. Mogłem założyć się, że w tamtej chwili był nieźle przestraszony. Spojrzałem z zaciekawieniem w tę samą stronę co on i w jednej chwili oblało mnie mdłe zimno. Przede mną stał Itachi, patrzący na Tobiego z nieopisaną wściekłością.
- Mogę łaskawie wiedzieć, co z nim wyprawiasz?! – Warknął, podchodząc szybkim krokiem w stronę zamaskowanego, na co ten gwałtownie podniósł się na równe nogi i zaczął cofać.
- T… Tobi się tylko bawił z Deidarą senpaiem… - Wyjąkał zlękniony chłopak To była zabawa, panie Itachi, zwykła zabawa, Tobi się bawił…
- Tia? – Upewnił się czarnowłosy – Jakoś mi się nie wydaje, by twój partner do zabawy był nią szczególnie zachwycony. Co zamierzałeś z nim zrobić?
- N-Nic takiego, Tobi nic nie chciał… – Odrzekł natychmiast mój napastnik – Proszę, panie Itasiu, nie rób mi krzyw… II!! – Pisnął niespodziewanie, gdy przypadł plecami do jakiegoś drzewa, co czarnowłosy wykorzystał, wbijając nad jego głowę kunai.
- Teraz, ten jeden raz ci daruję, ale jak zobaczę jeszcze raz taką akcję… – Zagroził czarnowłosy - … albo dostrzegę w nim… – Wskazał na mnie - … jakieś podejrzane zachowania, to przysięgam, że będziesz pierwszy na liście podejrzanych, zajebię cię z zimną krwią, jak psa. I nawet nie będę wahał się tego zrobić. On jest MÓJ, czy to jasne?
- T-Tak…- Pisnął trwożnie Tobi. Dopiero potem Itachi się od niego odsunął na bezpieczną odległość. Kopnął go jednak jeszcze w brzuch dla zasady.
- To zejdź mi z oczu – Nakazał mu Uchiha głosem tak cichym, że prawie niesłyszalnym. Zamaskowany polecenie spełnił natychmiast. Dopiero wtedy mój wybawca postanowił zaszczycić mnie swym spojrzeniem, podchodząc do mnie – Dalej tak leżysz jak kotka w rui? Podnieś się!
Zaczerwieniłem się, po czym posłusznie podźwignąłem się na kolanach i wstałem na równe nogi. Ręce jednak wciąż miałem związane. Czarnowłosy podszedł do mnie jeszcze bliżej i stanął za mną, uwalniając mi nadgarstki. Poczułem ulgę, gdy lina spadła na ziemię, tym samym nie zadając mi już więcej bólu poprzez ucisk, który czułem podczas wcześniejszych tortur.
- Pójdziesz ze mną – Usłyszałem za sobą. Obróciłem się do mężczyzny twarzą. Jego oblicze jak zwykle wyrażało znudzenie i obojętność.
- Dokąd? – Chciałem wiedzieć. Ten jednak nie raczył mi odpowiedzieć, tylko mnie wyminął, idąc gdzieś w znanym sobie kierunku.
- Po prostu rób co mówię – Powiedział. Zawahałem się przez chwilę, jednak ostatecznie się go posłuchałem. Mimo wszystko wolałem go nie wkurzać po tym, gdy mnie uratował. Zresztą… Cała złość i żal, jakie do niego wcześniej żywiłem, zdążyły ulecieć.
*.*
W końcu, po niedługiej ale pełnej milczenia podróży dotarliśmy do jakiejś chatki, położonej blisko kraju Deszczu. Dokładniej obok łaźni, do której czasem chadzam. Posiadłość nie była ani mała, ani duża. Powiedziałbym że średnia, mogłaby spokojnie starczyć dla czteroosobowej rodziny. Spojrzałem na Uhihę pytająco.
- Czyj to dom? – Zapytałem – Twój?
- Poniekąd – Odparł wymijająco zapytany, otwierając drzwi wejściowe kluczem –Przychodzę tu czasem z Kisame, gdy nie chce nam się wracać do Deszczu – Nagle spojrzał na mnie tak, jakby chciał mnie do czegoś ponaglić – Na co czekasz? Właź!
Zrobiłem posłusznie, jak mi kazał. Przekroczyłem próg domu, co on sam zrobił tuż po mnie, po czym zamknął za nami drzwi na klucz i spojrzał na mnie surowo.
- Pierwsze, co zrobisz, to umyjesz zęby – Powiedział zirytowany – Nie mam zamiaru wkraczać z tobą w jakiekolwiek interakcje z myślą, że dałeś się zmusić do obciągania komuś innemu. A już w szczególności temu skurwysynowi.
Zaczerwieniłem się z zażenowania, po czym poszedłem za nim do łazienki. Podczas przemierzania korytarza, a następnie, salonu, dostrzegłem na ścianach ślady od ramek zdjęciowych. Zapewne wszystkie fotografie jakie kiedykolwiek tu były, należały do członków rodziny mojego towarzysza. Domyślałem się, że dom, w którym byliśmy należał do kogoś z jego klanu, zaś zdjęcia zostały pochowane przez obecnego właściciela tego domu, czyli Itachiego. W końcu dotarliśmy pod odpowiednie drzwi, które mi otworzył i gestem zaprosił do środka. Wszedłem tam bez żadnego gadania.
- Na półce nad umywalką powinny być dodatkowe, nowe szczoteczki do zębów – Poinformował mnie czarnowłosy – Wybierz sobie którąś, jak skończysz to przyjdź do salonu.
Gdy zakończył swoją wypowiedź, zniknął za drzwiami. Odpakowałem bez słowa nową szczoteczkę, wziąłem leżącą nieopodal mnie pastę i zabrałem się za szorowanie zębów. Starałem się umyć je jak najdokładniej, nie było to jednak ze względu na samo polecenie, ale również dla własnej wygody. Chciałem przede wszystkim pozbyć się tego okropnego smaku, jaki miałem w ustach. Dla pewności przepłukałem jeszcze kilka razy gardło, po czym przetarłem twarz. Po skończonej czynności oparłem ręce o zlew.
W sumie… Jedyne, czego teraz chciałem, to święty spokój, chwila ciszy. Tymczasem jestem nie u siebie, w dodatku czeka mnie pewnie niezbyt przyjemna rozmowa. Co więcej… Moja złość i bolesne wspomnienie ze szpitala znów powróciły. Jeśli teraz Itachi wyprowadzi mnie z równowagi, nie będzie już tak kolorowo. Nie będę mógł uciec. Najchętniej uciekłbym teraz oknem, umieszczonym obok wanny, które i tak byłoby dla mnie za małe. Westchnąłem załamany, po czym leniwie skierowałem się do wyjścia prowadzącego bezpośrednio do salonu.
Uchiha siedział tuż przy oknie, ćmiąc papierosa. Na dźwięk otwieranych przeze mnie drzwi, odwrócił głowę, by na mnie spojrzeć. Gdy nasze oczy się spotkały, natychmiast zgasił peta, by do mnie podejść. Odruchowo przywarłem plecami do drzwi. Mężczyzna stanął wreszcie naprzeciw mnie, by bez uprzedzenia odchylić mój płaszcz.
- Podwiń bluzkę – Nakazał cicho.
- Po… Po co? – Wyjąkałem.
- Rób co mówię – Warknął czarnowłosy. Zawahałem się, po czym posłusznie ją podwinąłem, odwracając zawstydzony wzrok na bok. Poczułem, jak opuszki jego palców wędrują wzdłuż mojej szyi, klatki piersiowej, brzucha. Wszędzie tam, gdzie Tobi pozostawiał bolesne ślady po swoich pocałunkach. Zadrżałem mimowolnie. Dalej nie mogłem wyjść z szoku, że tak mnie potraktował. Owszem, już wcześniej podejrzewałem u niego, że coś z nim nie tak, gdy przemówił do mnie raz tym dziwnym, niskim głosem. Jednak gdy próbował mnie zgwałcić i tak się ze mną zabawiał, cały czas ukazywał mi twarz wioskowego głupka. Teraz jednak byłem już pewny w stu procentach, że to przykrywka, że pod tą maską kryje się okropny, obleśny gnój.
- Kurwa – Zaklął nagle Itachi, na co niepewnie na niego spojrzałem. Nadal przyglądał się mojemu ciału w skupieniu, po czym gdy zorientował się, że na niego patrzę, zmroził mnie wzrokiem – Jak mogłeś się tak dać załatwić?!
- Ja… Nie spodziewałem się, że może mi to zrobić – Wyjaśniłem drżącym głosem – Nie wiedziałem, że taki jest…
- Mimo to, jesteś skończonym idiotą – Warknął – Dobrze wiesz, że ten palant ma coś do ciebie. W głowie mi się nie mieści, że nie potrafiłeś się przed nim obronić. Naprawdę, nie mam słów na ciebie…
Gdy to mówił, wstąpiła we mnie złość.
- Skoro jestem aż tak zły, to po co ze mną jeszcze gadasz?! – Odszczeknąłem mu się – Po za tym, gdybyś był w mojej sytuacji, wątpię, byś był taki mądry! On mnie unieruchomił! Jak niby miałem się przed nim obronić?!
- Tak, jak na shinobi przystało – Syknął czarnowłosy – Następnym razem, gdy ktoś będzie próbował coś ci zrobić, masz wyjść z tego obronną ręką, zrozumiałeś?! Nie zniosę myśli, że ktoś inny położył na tobie swoje łapska!
Słysząc to, moje oczy lekko się rozszerzyły. Czy on właśnie próbuje powiedzieć mi że się o mnie martwi? A może… Chce mi w ten sposób powiedzieć, co do mnie czuje? Bo jeśliby mnie nie kochał, to by się nie martwił… Prawda? Nie miałem pojęcia, jak powinienem na to zareagować, dlatego zamilkłem, wciąż się w niego wpatrując.
- W dodatku… – Kontynuował - … to nie jest pierwszy raz, gdy ktoś ratuje ci skórę. Z tego co mi wiadomo od dowódcy, wysłużyłeś się moim bratem na misji. Aż tak nisko upadłeś, by prosić dzieciaka o pomoc?! Przez ciebie będzie mieć problemy!
- Wcale go o nic nie prosiłem! – Zaprotestowałem z irytacją – Po dłuższej chwili miałem własny plan działania, w którego się wtrącił i sam mi pomógł! Nie mam pojęcia, czemu to zrobił, ale nie mieszaj mnie do tego! A problemów nie będzie miał, bo ten okularnik nawet nie wiedział, że to właśnie Sasuke go zaatakował!
Gdy wylałem z siebie potok wszystkich tych wyjaśnień, na twarzy Uchihy przemknął wyraz ulgi. Po chwili westchnął, przymykając oczy i krzyżując ręce na piersi. Zapadła długa pauza, w czasie której nie miałem pojęcia co ze sobą zrobić.
- Czy…- Postanowiłem przerwać panującą, niezręczną ciszę – Czy mogę już sobie pójść?
- Nie – Mruknął mój rozmówca, otwierając znów swoje czarne ślepia, by na mnie spojrzeć – Dziś spędzamy tu noc. Powiedziałem liderowi, że wybieramy się na dłuższy trening.
Uniosłem brwi ze zdziwienia.
- I on się na to zgodził? – Parsknąłem – Nic nie podejrzewał? Przecież wszyscy myślą, że…- Zawahałem się przez moment, zastanawiając się nad odpowiednim określeniem - … że się nie znosimy. A raczej, że ja… Nie znoszę ciebie.
- Po pierwsze, nie wiem, na co miałby się nie zgodzić. A po drugie, o nic nie pytał – Stwierdził Itachi – Zapewne nie obchodzą go nasze relacje. Jeśli myśli, że udaliśmy się na trening, jak mu powiedziałem, to sądzi, że przeprowadzamy ze sobą serię pojedynków.
- Ale…- Odezwałem się znów, zaciskając dłonie w pięści – Skąd wiesz, czy ja chcę tu być? Po tym wszystkim, co mi zrobił Tobi, ja…
Tu nie dokończyłem, bo mężczyzna ujął mój podbródek, po czym przysunął do mnie swoją twarz. Następnie drugą ręką objął mnie w pasie. Zaczerwieniłem się i gdybym mógł, szybko uciekłbym wzrokiem od jego spojrzenia, niestety nie miałem na to szans.
- A kto powiedział, że zamierzam pytać się o twoją zgodę? – Zapytał z chytrym uśmieszkiem – Już dziś mówiłem, jesteś mój. Po za tym, nie skończyłem z tobą rozmawiać.
- C-Czego jeszcze ode mnie chcesz? – Zapytałem z obawą w głosie – Znowu cię czymś wkurzyłem?
- Można tak powiedzieć – Uśmieszek zszedł powoli z twarzy czarnowłosego – O ile dobrze pamiętam, zabroniłem ci się wypytywać o moją przeszłość, a ty robisz to nadal. Czy ty mnie prowokujesz?
- Ale… O czym ty mówisz? – Zdziwiłem się – Niby kiedy się o nią pytałem?
- Gdy byłem na śniadaniu, natknąłem się na Sasoriego, tłumaczącego regulamin Hidanowi razem z Konan – Powiedział mój rozmówca – Twój głupkowaty koleżka nie omieszkał mnie zapytać, którą zasadę złamałem. Wtedy Sasori poinformował go, że mówił już tobie o tym, ale może powiedzieć też i jemu. Kazałem mu milczeć, nie wiem, czy posłuchał czy nie, ale wiem, że ty na pewno musiałeś o to pytać.
- Nie pytałem – Zaoponowałem od razu – No, może troszkę pociągnąłem go za język, gdy się wychlapał jak rozmawialiśmy, ale to on zaczął mi to mówić!
- Rozumiem – Stwierdził Uchiha, wciąż przyglądając mi się w skupieniu.
- C-Co? – Wyszeptałem – Czemu tak patrzysz?
- Kisame mówił mi również, że… Sypiasz u swojego mistrza, zgadza się? – Zapytał mężczyzna – Jaki jest tego cel?
Zamurowało mnie na moment, po czym poczułem niemałą złość na mojego rekinowatego kumpla. Nie wierzę, że się z tym wychlapał…
- Cóż…- Odparłem nerwowo, panicznie wyszukując w głowie jakiejś sensownej wypowiedzi – To… To nie to, co myślisz… Zresztą i tak on jest kukłą, więc…
- Wiem, że jest kukłą – Powiedział sucho czarnowłosy – Pytam, czemu to robisz. Próbujesz mnie wkurzyć?
- Oczywiście, że nie – Zaprzeczyłem od razu – Ja… To robię z powodu pewnych… Problemów. Nie chcę o nich mówić.
- Jeśli o to ci chodzi, to cię nie wyśmieję – Stwierdził Itachi – Wiem, że często jestem nieprzyjemny, ale nie na tyle niedojrzały, by śmiać się z czyichś zmartwień. Możesz mi powiedzieć.
Przyglądałem mu się przez chwilę podejrzliwie. W tym czasie czarnowłosy zdążył zabrać swoją rękę z mojego podbródka, nie przestawał mnie jednak obejmować w pasie. Przygryzłem wargę w zastanowieniu. Po dłuższym czasie milczenia, jakie zapanowało, postanowiłem zabrać głos.
- To przez… Koszmary – Odezwałem się wreszcie. Mój rozmówca uniósł brwi w zdziwieniu – Ostatnio miałem problemy ze snem. Nie mogę spać bez świadomości, że ktoś jest obok mnie… Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale odkąd śpię u mojego mistrza, wszystkie noce mam przespane. Czuję się lepiej. To… Żenujące, wiem.
- Skoro miałeś takie stany, to normalne, że szukałeś jakichkolwiek rozwiązań – Mruknął Uchiha, na co otworzyłem szerzej oczy – Nie uważam, że miałbyś czuć się zażenowany.
- Na… Naprawdę? – Wydukałem. Mężczyzna niespodziewanie pochylił się nade mną, całując czule w usta, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło. W końcu do osób subtelnych on nie należy, w dodatku zawsze traktował mnie oschle. Czyżby naprawdę się mną przejmował? Może jednak nic sobie nie ubzdurałem i on naprawdę mnie kocha?
Trwaliśmy tak przez kilka minut. Niewiele chwil musiało minąć, bym poddał się całkowicie temu pocałunkowi. Położyłem dłonie na jego torsie i stanąłem na palcach. Przez moment nawet zapomniałem o tym, co wydarzyło się między nami niedawno w szpitalu. Itachi w końcu otworzył oczy i odsunął się ode mnie. Zamrugałem zdezorientowany.
- Tak jak mówiłem, spędzamy tu noc – Oświadczył mój rozmówca – I jak się domyślasz, śpisz ze mną.
- Wiedziałem już o tym w momencie, gdy powiedziałeś że będziemy tu nocować – Wymamrotałem. Czarnowłosy lekko się uśmiechnął.
- To dobrze – Mruknął, po czym pokazał mi kuchnię (informując mnie przy okazji że mam coś sobie przygotować, gdy zgłodnieję) oraz sypialnie, następnie wrócił do pokoju, by wziąć jakąś książkę i usadowić się z nią na kanapie.
Spędził tak czas aż do wieczora. Tymczasem ja kompletnie nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Cały dzień łaziłem w tę i z powrotem, desperacko szukając sobie jakiegoś zajęcia. Nie rozumiałem, czemu i po co Itachi zaprowadził mnie do tego domu, ani czyj on jest. Żadna z książek, jaka była w biblioteczce, nie zainteresowała mnie. Nie było tu również żadnych gier czy innych atrakcji. Jedyne, co mogłem zrobić, to spróbować zająć mojego „kochanka” rozmową, ale wolałem nie ryzykować. Nie chciałem go wkurzać, gdy był zajęty, toteż zwyczajnie poszedłem do kuchni, zrobiłem sobie jakiejś herbaty i usiadłem przy stolę, wpatrując się w parujący kubek.
Pozostaje mi tylko rozmyślać o niedawnych wydarzeniach. Czemu Tobi potraktował mnie w taki bezczelny i zboczony sposób? Może i jest głupi (bądź nie?), ale przecież nie uważałby próby gwałtu za zabawę! Myślę, że nawet on wie, że molestowanie seksualne jest niedopuszczalne! Nie wierzę, że nie był świadom tego, co ze mną robi! Przez te całe trzy lata pobytu w Akatsuki, jakie spędziłem, ten chłopak kompletnie mnie nie interesował. Fakt, może zdarzały się chwile, w których mnie irytował i to na maksa, gdy się do mnie kleił, ale po za tym… Ignorowałem jego obecność. Interesowali mnie tylko moi przyjaciele, oraz Uchiha. Nie zwracałem na niego szczególnej uwagi… chociaż…
Zmarszczyłem brwi. Nagle mój mózg zaczął analizować wszelkie momenty, w których widziałem zamaskowanego. Przypomniało mi się, że nie widywałem go, gdy Kakashi Hatake pojawił się w wiosce, nie widziałem go również na niedawnym zebraniu, po za tym bardzo często nie ma go w towarzystwie innych członków organizacji. Tylko… Co to ma za znaczenie? Czemu do mojej głowy przychodzą takie myśli? Nie rozumiałem tego.
Westchnąłem i wypiłem zimny już napój. Cholera, ile czasu siedzę tak i myślę? Spojrzałem w okno. Było już ciemno. Ponieważ zaczynałem być głodny, to zrobiłem sobie jakieś biedne kanapki, po czym je zjadłem i już miałem skierować się znów do salonu, gdy coś mnie tknęło. Zawróciłem się i znów podszedłem do blatów oraz kuchenki. Nastawiłem wodę, odczekałem aż czajnik zacznie gwizdać, wyłączyłem go i wziąłem nowy kubek, do którego wsypałem herbaty i zalałem ją wodą. Nie słodziłem. Dopiero wtedy skierowałem się do dużego pokoju.
Itachi wciąż czytał swoją książkę. Podszedłem nieśmiało do stolika przy kanapie, stawiając na nim kubas z gorącym płynem. Mój partner zerknął na niego kątem oka, po czym przeniósł pytające spojrzenie na mnie.
- S-Siedzisz, tak cały dzień… Pomyślałem, że zrobię ci herbatę – Powiedziałem, czerwieniąc się z zażenowania. Mężczyzna westchnął.
- Czasami zachowujesz się jak zakochana dziewica – Stwierdził, na co jeszcze bardziej spaliłem buraka – Ale dziękuję.
Nachylił się po parujące naczynie, by po nie sięgnąć. Postanowiłem , że skorzystam z okazji i usiadłem obok niego. Upił kilka łyków i odstawił kubek, powracając do czytania. Podczas gdy on studiował swoją lekturę, ja niepewnie ułożyłem głowę na jego ramieniu. Myślałem, że zdenerwuje się tak jak wtedy, gdy pocałowałem go w szpitalu. Tym razem jednak zdawał się nie zwracać na mnie szczególnej uwagi. Uśmiechnąłem się pod nosem, powstrzymując się, by tego nie skomentować. Nie chciałem mu przerywać, toteż zwyczajnie siedziałem, oparty o niego i trwałem w ciszy. W pewnym momencie przez moją głowę przemknęła myśl, że chyba ten jeden raz wyglądamy jak szczęśliwa, a przede wszystkim normalna parka. Szczególnie, że w pewnym momencie postanowiłem go wyręczyć i podać mu jego kubek, co by herbata nie stygła. Na ten gest czarnowłosy popatrzył na mnie uważnie.
- Zazwyczaj nie jesteś taki milutki – Zauważył, odbierając ode mnie naczynie, po czym wziął z niego łyka.
- Ty też – Odbiłem pałeczkę. Mina Uchihy momentalnie zrzedła.
- Kiedy niby byłem milutki? – Zapytał.
- Wiesz, spodziewałem się, że skoro mnie tu przyprowadziłeś…- Miałem zamiar wysunąć swoje spostrzeżenia na temat tego, czego spodziewałem się gdy tylko znajdziemy się sam na sam, jednak szybko się zaciąłem i urwałem zdanie, krwiście się rumieniąc, spuszczając przy tym głowę. O matko… Co ja mu chciałem podsunąć? Ja chyba jestem nienormalny, że zaczynam takie tematy…
Na nieszczęście, mój słuchacz zainteresował się niedokończoną myślą, bo cały czas się we mnie wpatrywał, zaś na moje zakłopotanie uniósł z zaciekawieniem brew. Odstawił kubek.
- Tak? – Podchwycił wątek, przyglądając mi się z niemałą ciekawością. Przyjrzałem mu się uważnie. Widać było jak na dłoni, że doskonale wiedział, do czego zmierzam i obrał sobie przez to idealny moment, by się ze mną podroczyć – Co chciałeś powiedzieć?
- T-Ty już dobrze wiesz… Znaczy… Ja… Nic, nic takiego – Zająknąłem się – Nieważne…
Czarnowłosy ujął mój podbródek, podnosząc moją głowę tak, bym mógł spojrzeć mu prosto w oczy.
- Ja jednak nalegam, byś zdradził, do czego zmierzasz – Szepnął, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. Z każdym jego słowem, miałem wrażenie że moja twarz robi się coraz bardziej czerwona.
- M-Myślę, że wiesz – Odszepnąłem – Powinieneś wiedzieć… Ale to nieistotne…
- A co, jeśli ci powiem, że tego nie wiem? – Przekomarzał się, zaś jego spojrzenie przybrało bardziej prowokujący charakter. Wciąż jednak nie przestawał się uśmiechać – I kto powiedział, że to nieistotne? Słuchałem cię, byłem ciekawy, co masz mi do powiedzenia.
- Itachi…- Jęknąłem zrezygnowany – Nie udawaj, że nie rozumiesz… Dobrze wiesz, o co mi chodzi.
- Skoro wiem, to zdradzenie swoich myśli nie powinno stanowić dla ciebie problemu – Kontynuował swoją gierkę, nie przestając się ze mną drażnić. W tamtym momencie miałem szczerą ochotę umrzeć lub zapaść się pod ziemię. Cokolwiek, by nie ciągnąć tematu, który sam zacząłem przez swój długi ozór.
Zacząłem gorączkowo zastanawiać się nad tym, jaki powinienem być mój następny ruch w całej tej przepychance słownej. Brnąć w nią dalej i ryzykować, że zakończy się źle, czy poddać się i wyznać swoje myśli, tym samym narażając się na więcej wstydu? Czy może mam spróbować swojego szczęścia i po prostu go… Pocałować? Nie, trzecia opcja zdecydowanie odpada. Nawet, jeśli mój rozmówca wydaje się być w lepszym niż zazwyczaj humorze, lepiej nie ryzykować. Więc w takim razie co mam robić? Tak naprawdę nie odpowiadało mi nic. Westchnąłem zrezygnowany. Już wiem, tak samo jak wiem, że upadłem na głowę, dokonując takiego wyboru. Ja naprawdę jestem masochistą.
- No… Zazwyczaj, gdy jesteśmy gdzieś sami… - Zaryzykowałem, czując jak powoli umiera mi się w środku – To my… No, wiesz…
- Taak? – Dociekał Itachi, specjalnie przeciągając słowo. Zdusiłem cierpiętnicze stęknięcie. Nie miałem już odwrotu, byłem zmuszony kontynuować. I tak byłem na przegranej pozycji, skoro sam zacząłem cały ten cyrk, jasne było, że to on będzie miał zwycięstwo. Główkowałem, czy mam bezpośrednio wydusić mu, o co mi chodzi, czy dalej się katować i myśleć nad subtelnym określeniem tego, co ostatnio ze mną robił.
- Gdy jesteśmy sami…- Kontynuowałem, starając nie myśleć o szaleńczym kołataniu swojego serca na samo wspomnienie naszych „zabaw” - … to od jakiegoś czasu… Jest między nami… No, se…- Nabrałem powietrza, by móc wydusić z siebie ostatnie słowo, szybko jednak znalazłem określenie bardziej mi odpowiadające i z gracją wydobyć następujące zdanie – Pieklisz mnie po kątach.
Kiedy tylko to powiedziałem, o mało nie spaliłem się ze wstydu, gdy dotarło do mnie tego treść. Ludzie! Skąd mi się w ogóle wziął ten zwrot? Gdybym chociaż powiedział, że my „nawzajem się pieklimy”, to jeszcze bym przeżył, ale że on mnie…
Słysząc to, Uchiha aż zaniemówił z wrażenia, by po chwili wybuchnąć głośnym śmiechem, jakiego chyba jeszcze nigdy od niego nie słyszałem. Przynajmniej w takiej tonacji. Bogowie, zabijcie mnie…
- No nie powiem… Zaskoczyłeś mnie – Wykrztusił w końcu, wciąż podśmiechując. Zakryłem oczy dłonią z zażenowania. Niedługo potem mężczyzna nieco spoważniał – A tak na serio… Pierwszy raz widzę, byś wyskakiwał z jakąkolwiek inicjatywą w tych sprawach.
- J-Jaką inicjatywą? – Nie rozumiałem.
- Cóż…- Dotknął mojej twarzy, by ją pogłaskać - … zawsze to ja zaczynam ten temat. Różnica polega jednak na tym, że ja nie posługuję się słowami, tylko przechodzę do rzeczy.
- Wiem o tym doskonale – Zaczerwieniłem się, odwracając od niego wzrok.
- Czemu o tym mówisz, tak w ogóle? – Zapytał czarnowłosy – Czyżbyś… Chciał mi coś zasugerować?
- C-Co? – Wydukałem. Nie zauważyłem nawet, kiedy Uchiha odłożył książkę. Nim się obejrzałem, leżałem na sofie, podpierając się łokciami o materac, zaś on już wisiał nade mną, przyglądając mi się z nagłym pożądaniem. Przełknąłem nerwowo ślinę, miałem wrażenie, że moje serce zaraz wyrwie się z klatki piersiowej.
- A więc, chcesz tego? – Dopytywał się mój rozmówca, jedną ręką podpierając się oparcia sofy, zaś drugą jeździł po moim biodrze. Jedno jego kolano spoczywało pomiędzy moimi nogami. Ponieważ się nade mną pochylał, nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów – Wiesz, zamierzałem ci dziś darować, ale skoro prosisz…
- C-czemu chciałeś mi darować? – Pisnąłem, starając się przedłużyć chwilę – Z-Z tego, co mówiłeś w szpitalu, miałeś zamiar… Ukarać mnie?
- Owszem, miałem nawet zamiar dzisiaj to zrobić – Odrzekł – Jednak po incydencie z Tobim, uznałem, że po prostu potrzymam cię przy sobie i nic po za tym. Chciałem, żebyś mógł się pozbierać.
- Ja…- Zaniemówiłem, wpatrując się w niego w kompletnym szoku.
- Jednak nasza gierka słowna skutecznie oderwała moje zainteresowanie czytaniem – Uśmiechnął się półgębkiem – Wolę się z tobą pobawić, zresztą…
- N-Nie chcesz jednak czytać dalej? – Spróbowałem szczęścia –A w ogóle, to moja wina, że ci przeszkodziłem…
- No właśnie – Zgodził się i bezceremonialnie wpił się swoimi ustami w moje. Tym razem nie był już tak delikatny.
Całował mnie bardzo namiętnie, ssąc i gryźć na przemian moje wargi, ja zaś starałem się za nim nadążać i nie ustępowałem mu przy oddawaniu kolejnych pocałunków. Po jakimś czasie jednak znudziło mu się to, bo postanowił wprosić się swym językiem do moich ust. Nie protestowałem jakoś specjalnie, pozwalając mu na złączenie swojego języka z moim, by wykonały ze sobą wyuzdany taniec. Zadrżałem, czując ich pierwszy, wspólny dotyk, otarcie, wirowanie. Jego dłoń zawędrowała z bioder na moje uda, masując je wzdłuż całej nogi, niby przypadkowo co jakiś czas dotykając mojego krocza. Jego zęby znów przygryzły moją dolną wargę, całując ją jakby na pożegnanie, po czym nasze usta odłączyły się od siebie. Czarnowłosy spojrzał mi głęboko w oczy.
- Drżysz – Zauważył, odsuwając się nieco – Wszystko ok.?
- Czemu tak nagle… Pytasz się o moje samopoczucie? – Zapytałem podejrzliwie – Zwykle nie zadajesz takich pytań. To chyba ja powinienem dociekać, czy z tobą w porządku…
Mężczyzna westchnął.
- Jeśli musisz wiedzieć – Odrzekł, krzywiąc się nieco – To zwyczajnie nie mogę znieść faktu, że myślisz o tym kretynie, kiedy cię dotykam.
- Ale ja… Ja nie myślę o nim – Zaprzeczyłem od razu, po chwili jednak się poddałem – No, dobrze… Trochę myślę. Ale to przez to, że nigdy bym się po nim…
- To nie myśl – Powiedział Uchiha, dotykając mojej twarzy – Z tego co mi wiadomo, ten palant nigdy cię szczególnie nie interesował. Skup się na mnie.
Przekaz jego słów był jasny i klarowny. Nie miałem wątpliwości, że jest zazdrosny i w każdej chwili może wpaść w złość. Nie wiedziałem jednak, czy odbije się ona na mnie, czy na Tobim, którego zapewne mój kochanek zabiłby z zimną krwią, jak sam zresztą niedawno oświadczył. Skinąłem więc potulnie głową, po czym nieśmiało się do niego przysunąłem. Dał mi krótkiego całusa w usta, by po chwili położyć swoje wargi na moją szyję, przejść na obojczyk…
W końcu zdjął ze mnie koszulkę, rzucając ją gdzieś w kąt. Zmarszczył brwi, przyglądając się krytycznie mojemu ciału.
- Coś… nie tak? – Upewniłem się nerwowo.
- Te blizny na twoim ciele…- Szepnął, na co uniosłem brwi. Znów spojrzał mi w oczy, następnie chwycił mnie za nadgarstek, ciągnąc mnie za sobą do ciemnej sypialni. Tam, bez zbędnych uprzedzeń, zwyczajnie pchnął mnie na łóżko. Popatrzyłem na niego zdziwiony, jak ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy ściąga z siebie koszulkę, by po chwili do mnie podejść. Instynktownie zacząłem odsuwać się na sam koniec materaca, jednak mój zamiar ucieczki został udaremniony przez Itachiego, który zdążył usiąść mi okrakiem na biodrach. Ujął mi podbródek, zmuszając mnie bym spojrzał mu w twarz.
- Połóż się – Powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nie spełniłem jednak jego polecenia, tylko przebiegle się uśmiechnąłem.
- A jeśli tego nie zrobię? – Zapytałem niby niewinnie. Słysząc to pytanie, czarnowłosy nie powiedział nic, tylko objął dłonią mój kark, by następnie ucałować mnie w szyję. Normalnie nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że miejsce, jakie sobie wybrał, było jednym z tych wcześniej przygryzanych przez Tobiego. Blizna wciąż mnie bolała, mimo to, mężczyzna nie przestawał poprawiać zrobionej wcześniej przez zamaskowanego malinki.
- P-Przestań…- Wymamrotałem słabo – Nie tu…
Uchiha jednak mnie nie słuchał, dalej kalecząc mi ciało. Zagryzłem wargi i bezsilnie opadłem plecami na materac, z całej siły zaciskając jedną dłoń na pościeli, zaś drugą zakryłem sobie usta, by nie wydawać żadnych dźwięków, co było zadaniem nie lada trudnym. Zjeżdżając do dalszych, położonych coraz niżej śladów na moim ciele, ugryzienia mojego partnera były coraz mocniejsze i boleśniejsze, co było naprawdę niekorzystne dla mojej delikatnej i wrażliwej skóry. Czułem, że siniaków długo się nie pozbędę, nawet jeśli będę smarował je najlepszą maścią.
- Itachi, kurwa… proszę… To boli – Jęknąłem błagalnie. Dopiero na te słowa Uchiha przerwał te tortury, by na mnie spojrzeć.
- Widzisz? Tak się dzieje, gdy mnie nie słuchasz – Powiedział, patrząc na mnie ze złośliwym uśmieszkiem. Prychnąłem na to, odwracając od niego wzrok – Po za tym…- Kontynuował wypowiedź – To kara za to, że spoliczkowałeś mnie w szpitalu... i dałeś się załatwić temu gnojowi w masce.
Znów na niego spojrzałem.
- Moja wina, że mnie zaatakował? – Warknąłem rozeźlony.
- Już o tym rozmawialiśmy – Mruknął znudzony – Powinieneś więc wiedzieć, że tak.
Zmarszczyłem brwi i zacisnąłem usta, nie komentując. W tym czasie czarnowłosy dokładnie oglądał zrobione przez niego ślady na moim ciele, po czym znów na mnie spojrzał.
- Wydaje mi się, że dobrze je poprawiłem – Stwierdził, gładząc mnie po twarzy – Mam też nadzieję, że te blizny nauczą cię, że należysz do mnie. Powtórzę to jeszcze raz, jesteś mój i tylko mój. Nie chcę, by kto inny cię dotykał, jasne?
Przełknąłem nerwowo ślinę, mimo to, miałem niemałą ochotę odrobinę mu się postawić.
- A jeśli…- Zaryzykowałem - … jeśli się na to nie zgodzę? Co, jak będę próbował uciec? I nie zechcę być… Twój?
Itachi nachylił się nade mną tak, że kosmyki jego włosów dotykały mojej twarzy. Moje serce przyśpieszyło bicie jeszcze bardziej, niż wcześniej.
- To wybiję ci to z twojej ślicznej główki – Syknął mi do ucha i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, wstał, by skierować się do jakiejś szuflady. Tymczasem ja dalej leżałem na materacu oszołomiony, przyglądając mu się nic nie rozumiejącym wzrokiem, jak wyjmuje z górnej szafki rzemień po czym zmierza w moją stronę. Odruchowo podniosłem się do siadu i już miałem wstać, jednak mój zamiary został udaremniony przez czarnowłosego, który natychmiast mnie złapał i siłą przygwoździł plecami do materaca. Znów usiadł na mnie okrakiem.
- C-Co chcesz zrobić? – Spytałem go trwożnie.
- Ukarać cię – Oznajmił beznamiętnie, wyciągając rękę, by schwycić moje nadgarstki. Spróbowałem przekonać go, by zmienił swój zamiar, przytrzymując jego ramię. Mężczyzna uniósł brew.
- Czyżbyś chciał mi coś powiedzieć? – Zainteresował się.
- Itachi, ja tylko żartowałem – Wyjaśniłem najspokojniej, jak umiałem – Wiem, że jestem twój… Nie pójdę do nikogo innego… Obiecuję.
Słysząc to, Uchiha lekko się uśmiechnął, nie zamierzał jednak przerywać swojego wcześniejszego zamiaru. Ponownie sięgnął po moje nadgarstki, po czym przywiązał je rzemieniem do ramy łóżka. Nie bolało, ale za wygodne to to nie było. Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia.
- C-Czemu…? – Wyszeptałem – Czemu dalej chcesz mnie karać?
- I tak miałem to zrobić – Odrzekł – Pamiętaj, że podpadłeś mi nie tylko incydentem z Tobim.
- Ale… - Stęknąłem - … nie satysfakcjonuje cię to, co ci teraz powiedziałem?
- Cieszę się z tego, ale to nie powód, by ci darować – Wymruczał, całując mnie w szyję, tym razem robił to delikatnie, obyło się bez malinek – A teraz bądź grzeczny i przestań gadać…
Wstrzymałem oddech, gdy jego język dotknął mojego sutka, następnie tę część mego ciała objął swoimi wargami, by delikatnie ją zassać. Wydałem z siebie zduszone westchnięcie. Moje serce za nic nie chciało się uspokoić. Jego dłonie zaczęły błądzić po całym moim ciele, aż nie zatrzymały się na moim rozporku. Jego usta przeszły na drugi sutek, zaś dłonie wprawnie rozpinały przejście do moich bokserek. Mężczyzna przeniósł ręce na mój brzuch, zaś jego biodra zaczęły się zmysłowo poruszać, masując tym samym moją męskość. Po chwili podniósł głowę, by móc spojrzeć mi w oczy. Po jego wzroku widać było, że był coraz bardziej podniecony. Sam zapewne nie byłem lepszy, czując, że powoli odchodzę od zmysłów, zwłaszcza, że wciąż poruszał się na moim kroczu.
- Ciekawe, czy na dole też jesteś tak twardy – Jego palce delikatnie musnęły moje sutki – Bo tu bardzo szybko zesztywniałeś. Powiedz… Podobam ci się?
Biorąc pod uwagę, iż wcześniej dochodziło między nami do podobnych incydentów, jego pytanie było absurdalnie głupie, nie byłem jednak w stanie powiedzieć nic sensownego, toteż tylko kiwnąłem nieśmiało głową.
- Rozumiem…- Mruknął czarnowłosy, po czym zszedł ze mnie i bez słowa wyszedł z pomieszczenia. Nie rozumiałem, co się dzieje, śledziłem go niespokojnym wzrokiem aż zniknął za drzwiami. Przełknąłem znów ślinę, nie wiedząc, co robić. W końcu nie wiele mogłem. Byłem przywiązany. Spojrzałem w sufit, zrezygnowany, Po chwili jednak usłyszałem dźwięki dochodzące po za sypialnią, toteż znów przeniosłem spojrzenie na mahoniowe drzwi, w których zobaczyłem Uchihę.
W rękach trzymał jakąś żelazną miskę, z której dojrzałem butelkę szampana. Nie mówiąc nic, podszedł on do stolika stojącego obok łóżka, na którym postawił naczynie. Następnie wrócił on do tej samej komody, z której poprzednio wyjął rzemień. Tym razem wydobył z niej… Świecę zapachową, kolejny rzemień (tym razem dłuższy) i pejcz. Wytrzeszczyłem gały, obserwując, jak zakłada na dłonie czarne, skórzane rękawiczki. Do czego on zmierzał, zrozumiałem momentalnie…
- I… Itachi… Ty chyba nie chcesz…?- Jęknąłem, urywając ze stresu zdanie. Mężczyzna jednak nie zwrócił na to szczególnej uwagi, tylko z obojętną miną zapalił świecę, stawiając ją na nocny stolik, na którym znalazł się również dodatkowe liny. Następnie spojrzał na mnie. W jego oczach odbijało się światło emanowane przez ogień w świeczce, która emanowała zapachem czekolady i pomarańczy.
- Skoro jest tak, jak mówisz… – Powiedział, dotykając mojej twarzy końcówką pejcza - … I naprawdę za mną tęskniłeś, w dodatku podobam ci się, to nie będziesz mieć nic przeciwko, jeśli się z tobą pobawię w nieco inny sposób niż dotychczas?
- K-Kiedy … Ja… - Wydusiłem -… nie jestem doświadczony… w czymś takim…
- Ale ja jestem – Powiedział czarnowłosy, pochylając się nad moją twarzą, by ująć ją w dłoń i pocałować mnie w lekko rozchylone usta. Jego głos przerodził się w szept – Nie bój się, jeśli będziesz współpracował, będzie ci równie przyjemnie, co mi.
Odsunął się, po czym obejrzał z zastanowieniem trzymaną przez siebie szpicrutę (pejcz), by znów dotknąć nią mojej twarzy. Następnie przejechał nią po mojej szyi i powolnym krokiem zaczął obchodzić dookoła łóżka. W tym czasie jego zabawka zaczęła schodzić na moje obojczyki, zahaczyła o jeden z sutków… Przez cały czas drżałem, nie mogąc pozbyć się lęku przed nieznanym. Z przerażeniem patrzyłem, jak czarnowłosy staje nagle w miejscu, wpatrując się w moje ciało, na którym wciąż kreślił różne wzory swoim pejczem. W końcu zatrzymał go na moich żebrach, po czym przeniósł swoje spojrzenie na mnie i przykładając szpicrutę do swoich ust, oblizując ją po całej długości. Nie wiedziałem już, czy moja twarz jest czerwona ze zdenerwowania, czy z podniecenia, które mnie ogarnęło, gdy robił przy mnie takie dwuznaczne rzeczy. Nadszedł jednak moment, w którym znów zwrócił wzrok na moje ciało. Zrobił mały krok do tyłu, w jego oczach dostrzegłem wiele silnych emocji. Już wiedziałem, co mnie czekało.
Itachi zamachnął się, uderzając mnie w żebro. Z moich ust wyrwał się głuchy jęk, zaś moje związane dłonie zacisnęły się w pięści, a plecy oderwały się lekko od materaca. Mój partner spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem, a ja nie mogłem uspokoić oddechu.
- I co? Nie było wcale tak źle, prawda? – Zapytał, patrząc z satysfakcją na moje rumieńce… Oraz wybrzuszenie w spodniach, pomiędzy moimi nogami, przez które zaczerwieniłem się jeszcze bardziej – Widzę, że się ze mną zgadzasz. W takim razie będę kontynuował. Byłoby nie fair odbierać ci taką przyjemność, nie uważasz?
- A-Ale ja…- Wyjąkałem, jednak nie zdołałem nic więcej dodać, gdy poczułem kolejne uderzenia, każde w inne miejsce. Z coraz kolejnym siła była coraz większa, zaś ja miałem wrażenie, że odchodzę od zmysłów. Nie rozumiałem swoich odczuć, nie rozumiałem, czemu moje ciało reaguje tak a nie inaczej. Tym bardziej, że gdy Tobi mnie tknął, to żadne z doznań, jakie przeżywałem z Itachim, nie pojawiło się. Ciosy były niemal wszędzie… Na brzuch, na nogi, ręce, plecy, gdy mnie obracał… Może wszystko zależało od moich osobistych uczuć? Czy to przez swoje zakochanie byłem niemal na skraju szaleństwa?
Próbowałem powstrzymać zaskoczone okrzyki, niestety nie udawało mi się to. Uderzenia były zbyt intensywne, bym nie mógł na nie zareagować. Było mi coraz goręcej za każdym razem, gdy skórzany pejcz odbijał się od mojej skóry. Nie mogłem powstrzymać również rytmu mojego serca. Z jednej strony bałem się znów dostać, zaś z drugiej… Czułem, że pragnąłem zostać uderzony tą zabawką coraz mocniej, a dźwięk jaki temu towarzyszył, był dla mnie niczym najpiękniejsza muzyka. Powoli przyzwyczajałem się do bólu, który zaczynał być coraz bardziej przyjemny i znośny, nie przeszkadzało mi nawet to, że pejcz nie omijał nawet wcześniejszych malinek. Zamknąłem oczy. I wtedy bicie ustało.
- Myślę, że ci wystarczy – Odezwał się nagle czarnowłosy, znudzony chłostą. Odłożył pejcz na stolik, po czym usiadł na skraju łóżka, łapiąc mnie za podbródek – No, no… Nigdy bym nie przypuszczał, że możesz być z ciebie takie ziółko. Nie ładnie.
- O-Odezwał się…- Odgryzłem się – To ty sobie wymyśliłeś… Chorą zabawę w bicie, która…
- …która ci się podobała – Dokończył za mnie Uchiha, tym samym przerywając mi – Nie jestem tu jedynym zboczonym, więc nie pleć głupstw.
Zamilkłem na moment, po czym znów zabrałem głos:
- To… To co, to już… Koniec? – Chciałem wiedzieć. Mój partner roześmiał się.
- Chyba żartujesz – Parsknął – Dopiero zaczynamy, kotku.
- D-Dopiero? – Wystękałem – J-Jak to?
- Koniec będzie wtedy, gdy cię wezmę – Powiedział – Póki co, nie zamierzam jeszcze tego robić. Mam ochotę wypróbować z tobą kilka innych rzeczy.
Mówiąc to, wstał z materaca i wziął ze stolika długi rzemień, po czym w skupieniu zaczął obwiązywać całe moje ciało. Gdy skończył, a ja byłem doszczętnie skrępowany, znów usiadł mi na udach. W dłoniach trzymał oba końce sznura.
- Zobaczymy, jak duży nacisk wytrzymasz – Oznajmił czarnowłosy.
- Ale to… To nie wyg… Ah! – Jęknąłem, nie dokończywszy zdania, gdyż mój partner bez ostrzeżenia pociągnął za liny, które natychmiast ścisnęły każde związane miejsce. Zacząłem się wić, próbując choć na chwilę się poluzować, jednak to tylko pogarszało moją już i tak beznadziejną sytuację. Ścisk w okolicach lędźwi szczególnie pobudzał moją namiętność, co w połączeniu z ruchami bioder Uchihy doprowadzało mnie niemal do szaleństwa. Jego widok, jak patrzy na mnie z góry gdy jestem w takim stanie, podniecał mnie jeszcze bardziej. Kolejne pociągnięcie rzemienia. Wydałem z siebie zaskoczony jęk, zdradzający, jak na mój gust, za dużo pożądania. Ten dźwięk wyrażał absolutnie cały stan mojego pobudzonego ciała. W pasie byłem już naprawdę ciasny, spodnie naprawdę zaczynały mi przeszkadzać. Kolejny ucisk, z moich ust wyrywa się tym razem krzyk pełen rozkoszy.
- Jaki niegrzeczny chłopiec…- Zamruczał mężczyzna, po czym położył swoją dłoń na moim policzku, następnie jego kciuk dotknął moich warg, naciskając na nie. Zrozumiałem, o co mu chodziło, toteż od razu przeszedłem do czynu, rozchylając usta, do których czarnowłosy włożył kciuk. I nawet, jeśli jego dłonie były obleczone w skórzane rękawiczki, zacząłem ssać i lizać jego palce, tak jakbym miał mu obciągnąć. Nie miałem pojęcia, czemu dawałem się tak wykorzystywać i dlaczego zachowywałem się jak męska dziwka, jednak w tamtej chwili byłem tak cholernie podniecony, że nie patrzyłem na nic, zupełnie zignorowałem fakt, że później na pewno będę sobie to wyrzucał.
Itachi znów pociągnął za sznurki, tym razem mój jęk został stłumiony przez mojego kochanka, który brutalnie wpił się w moje wargi swoimi, wpuszczając język do moich ust. Nie miałem siły protestować, a zresztą… Czy w ogóle chciałem to przerywać? Skrępowane ciało nie miało zamiaru słuchać głosu rozsądku, który już dawno został przyćmiony przez przyjemny ból, pochodzący ze ściskających mnie lin.
- Odnoszę wrażenie, że jesteś typem osoby, która bardzo lubi być wiązana – Wyszeptał Uchiha wprost do mojego ucha. Zadrżałem, nie komentując – Skoro nic nie mówisz, to musi być prawda.
Tu ujął moją twarz, byśmy patrzyli sobie w oczy.
- No proszę, nigdy bym nie przypuszczał, że okażesz się tak perwersyjny – Na jego twarzy wypełzł pełen satysfakcji uśmieszek – I pomyśleć, że to moja zasługa…
- W-Wcale nie twoja…- Szepnąłem, nie do końca świadomy, co powiedziałem.
- Hm? A więc chcesz mi powiedzieć, że zawsze taki byłeś? – Odgarnął mi nieco włosy, które za bardzo przysłoniły mi twarz.
- T-To…- Wydukałem, lecz zdania nie dokończyłem, bo mój partner postanowił sięgnąć po świecę, z której wylał wosk na moją klatkę piersiową. Syknąłem i wypuściłem ze świstem powietrze – T-Ty normalny jesteś?! Czemu mnie tym oblałeś?!
- Dla zabawy – Stwierdził mężczyzna, po czym ponownie wylał na mnie zawartość świeczki, przez co niechcący trafił mnie w miejsce, na którym miałem jedną z malinek. Zakląłem siarczyście – Hm? Czyżby ta forma przyjemności ci nie odpowiadała?
- N-Nie! Przestań! – Warknąłem, wiercąc się, a rzemień, który otaczał moje ciało, zacieśniał się coraz bardziej, co na nowo wprawiało mnie w ekstazę, toteż szybko znieruchomiałem, w obawie, iż mój partner uzna, że skłamałem z tą świeczką.
Uchiha poobserwował mnie jeszcze chwilę, po czym odłożył świecę na stół. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie pełne ulgi. Czarnowłosy jednak dalej nie przestawał grzebać przy stoliku. Zauważyłem, że tym razem sięga do żelaznej miski, z którą wcześniej przyszedł. Myślałem, że wpadł na pomysł, by z jakiegoś powodu napić się szampana, jednakże myliłem się.
- Ostudzę cię w takim razie – Stwierdził z lubieżnym uśmieszkiem, po czym chwilę się zastanowił i nieco spoważniał – Ale nie myśl sobie, że na dobre zrezygnuję ze świecy. Jeszcze ją wypróbuję.
Na to oświadczenie moje związane dłonie odruchowo zacisnęły się w pięści, zmarszczyłem brwi. Naprawdę nie miałem ochoty dać mu się poparzyć . Szybko jednak zapomniałem o ogniu i o ryzyku jakie występuje przy igraszkach z tym żywiołem, gdyż mój partner postanowił tym razem sięgnąć po… Kostkę lodu, którą wyjął z miski na szampana.
- Co… Co ty chcesz z tym zrobić? – Zapytałem podejrzliwie. Itachi pochylił się nade mną tak, że nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Mówiłem nie wyraźnie? – Parsknął cicho – Zamierzam cię ostudzić.
- Ale… Ale że co? – Dopytywałem się niepewnie. Czarnowłosy nie zamierzał dłużej odpowiadać mi słowami, toteż nic nie mówiąc, umieścił lodową kostkę pomiędzy swoimi wargami i nim zdążyłem jakkolwiek zareagować, jego usta znalazły się na mojej szyi. Syknąłem przeciągle. Nie było to spowodowane bólem, a zaskoczeniem jakie wywołane jest przy nagłym zetknięciu z czymś zimnym. Na przykład wtedy, gdy chcesz wejść do morza po długim opalaniu na plaży. W pierwszej chwili kontaktu z wodą masz ochotę jak najszybciej się cofnąć, jednak gdy wejdziesz dalej i troszkę się w niej pomoczysz, powoli się przyzwyczajasz i nie zwracasz uwagi na jej temperaturę. Mimo wszystko moja sytuacja była nieco inna.
Nie taplałem się w żadnym skupisku wodnym, tylko leżałem na materacu, przywiązany do ramy łóżka. Jasne więc było, że mała, nieco większa niż ta od gier planszowych kostka lodu mogła sprawić, że czułem się co najmniej dziwnie. Wstrzymywałem oddech i wzdychałem za każdym razem, gdy ten niewinny, zimny kwadracik przemieszczał się z obojczyków, na klatkę piersiową, brzuch… Wszędzie tam, gdzie miałem podrażnioną przez malinki oraz rzemień skórę. Zamknąłem oczy, próbując uspokoić nierówny oddech. Niestety było to niemożliwe, gdyż ciało nie miało zamiaru tak łatwo odpuścić. Przyłapałem się na tym, że w pewnym momencie ta mała kosteczka zaczęła działać na moje zmysły bardzo pobudzająco i dodanie kolejnej wprawiało mnie w ekstazę.
- Deidara – Usłyszałem nad sobą. Uchyliłem powieki, by spojrzeć na Uchihę, który przyglądał mi się dzikim wzrokiem, jakby był na skraju szaleństwa i wytrzymałości.
- T… Tak? – Mruknąłem. Wtedy bez najmniejszego ostrzeżenia po prostu wpił się w moje wargi swoimi. Nie przyjąłem tego z żadnym szczególnym szokiem. Wręcz przeciwnie, żarliwie oddałem pocałunek, prowokująco poruszając biodrami, by zachęcić swojego partnera do dalszego działania. Nie musiałem długo czekać. Mężczyzna, nie przestając mnie całować, szybko pozbawił mnie spodni i bielizny, tym samym czyniąc mnie całkiem nagim. W końcu zostawił moje wargi, by móc się odsunąć i obciąć mnie wzrokiem z góry do dołu.
- Gdybyś się teraz widział… - Wymruczał z chytrym uśmieszkiem. Spaliłem buraka i odwróciłem od niego wzrok. Wolałem nawet nie myśleć jak wyglądałem w tamtym momencie. Bezbronny, z dłońmi przywiązanymi do oparcia łóżka, rozebrany do rosołu z licznymi śladami na ciele… O, bogowie.
Itachi po raz kolejny tego dnia uchwycił moją twarz w taki sposób, bym na niego spojrzał. Gdy zorientowałem się, że również jest pozbawiony wszystkich już ubrań, zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.
- Nie przypominam sobie, bym pozwolił ci odwrócić wzrok – Powiedział zaczepnym tonem, nie przestając się uśmiechać. Tym razem jednak ten uśmiech się nieco różnił. Nie wiedziałem tylko, czym. Speszyłem się.
- P-Przepraszam? – Wymamrotałem niepewnie. Kąciki ust czarnowłosego podniosły się nieco bardziej, po czym sięgnął do framugi łóżka, by mnie nieco odwiązać. Mówiąc „nieco”, miałem na myśli to, że nie byłem już przyczepiony do jednego miejsca, mogłem spokojnie obrócić się całym ciałem na jeden czy drugi bok, aczkolwiek dłonie wciąż miałem skrępowane linami. Już miałem się odezwać, gdy mój partner postanowił obrócić mnie twarzą do materaca. Zupełnie tak, jak wtedy, gdy mnie chłostał. Z tą różnicą, że teraz on również razem ze mną był na materacu.
Nie chciałem leżeć jak placek z brzuchem na materacu, toteż z pewnym trudem podniosłem się na łokciach. Poczułem na swoim ramieniu dłoń Uchihy, na co lekko się wzdrygnąłem.
- Ogólnie najbardziej podoba mi się twoja oporna strona, ale… – Wyszeptał mi wprost do ucha - … nie powiem, jesteś dziś tak słodki i uległy, że naprawdę z trudem się powstrzymywałem, by od razu cię nie przelecieć…
Tu opuszki jego palców znów znalazły się na moich wargach, które lekko rozwarłem. Myślałem, że będzie chciał znów włożyć palce do moich ust, jednak tego nie zrobił. Trzymał mnie tylko za żuchwę, obcałowując mój policzek, oraz szyję. Westchnąłem z przyjemności. Pomimo tego, jaki jest dla mnie wredny na co dzień, nie przeszkadzały mi prawie żadne z rzeczy, jakie ze mną robił (no, może oprócz świecy), w tamtej chwili, nie obchodziło mnie też to, jak będę mógł na niego spojrzeć w nadchodzących dniach. Liczyło się tu i teraz. Nawet jeśli się rządził, nie był dla mnie jakiś szczególnie nieprzyjemny. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że miało to pewnie związek z tym, iż byłem do przesady uległy. Oczywiście nie zamierzam być przez to taki na zawsze, ale jeśli raz na jakiś czas zgodzę się na bycie jego zabawką w zamian za jego inne niż dotychczas nastawienie… To mógłbym się nawet na to pisać.
- I wiesz co? – Usłyszałem znów – Naprawdę warto było czekać… Na swoją kolej.
- S-Słucham? – Zapytałem, nieco zbity z pantałyku. Na odpowiedź długo czekać nie musiałem, gdy uniósł moje biodra tak, że klęczałem z lekko rozchylonymi nogami, wsparty na łokciach o materac. Poczułem jego dłoń na moim udzie, jego oddech na swoim karku, oraz dyskomfort, gdy wsunął we mnie główkę swojej męskości. Wydałem z siebie głuchy, pozbawiony pozytywny emocji jęk, który widocznie zainteresował mojego partnera, bo przerwał swe działania.
- Tylko mi nie mów, że w obliczu tego, co ci wcześniej robiłem, to właśnie seks najbardziej cię przeraża – Rzucił z rozbawieniem.
- J-Ja nie wiem, czy jestem gotowy…- Wymamrotałem - … na to, żebyś to we mnie…
- A teraz? – Upewnił się czarnowłosy, chwytając nagle za końcówki luźno zwisającego rzemienia, który za jednym pociągnięciem ścisnął całe moje ciało. Stęknąłem mimowolnie, tym razem jednak z niepohamowanego podniecenia. Zaraz potem z moich ust znów wyrwało się kwilenie z bólu, ponieważ mój partner bez ostrzeżenia wepchnął we mnie nie tylko czubek swojego przyrodzenia, ale i trzon, by zaraz potem zacząć się we mnie poruszać. Przygryzłem wargę, nie chcąc wydawać jakichkolwiek dźwięków. W tamtej chwili byłem wdzięczny mojemu kochankowi tylko za to, że nie zdecydował się robić tego mocno, a delikatnie, bym mógł się przyzwyczaić. Mimo to, dalej nie mogłem pozbyć się nieprzyjemnego doznania i nawet ściskające mnie liny nie były w stanie tego zagłuszyć.
- Rozluźnij się – Poradził mi Uchiha, nie przestając mnie posuwać. Z całych sił próbowałem dostosować się do jego sugestii, było to jednak dla mnie bardzo trudne, dlatego starałem się najzwyczajniej w świecie być cicho, czekać cierpliwie na koniec, co nie było proste w tamtym momencie. Szczególnie, że w końcu rytm przyspieszył. Nie mogłem już dłużej milczeć, moje ciało ciągle protestowało, chciało jak najszybciej się wyrwać, nawet jeśli mózg doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma ucieczki. Zacząłem wydawać ciche jęki pełne bólu. Modliłem się o najszybszy finisz, obojętne mi już było, czy by się we mnie spuścił, czy nie, chciałem tylko być wolny od tego cierpienia.
Tymczasem mężczyzna nie ustawał i dalej mnie pchał. Wreszcie jednak postanowił obrócić mnie na plecy, byśmy mogli spojrzeć sobie w oczy. Odruchowo miałem odwrócić twarz, ten jednak ją przytrzymał, by wybić mi z głowy ten zamiar.
- I co ja mam z tobą zrobić? – Westchnął – Przecież ci mówiłem, żebyś się rozluźnił, prawda?
- P-Przepraszam… - Powiedziałem cicho – N-Nie wiem, czemu tak dziś reaguję, ale…
- Posłuchaj – Przerwał mi, chwyciwszy moje dłonie tak, by następnie znów przymocować je do ramy łóżka – Ogólnie jest to twoja działka, ale że naprawdę mam ochotę cię dziś wziąć, to ten jeden raz zrobię dla ciebie wyjątek.
- C-Co? – Nie rozumiałem – Jaka działka? Jaki wyjątek? O czym ty…? Aah…! – Stęknąłem, gdy wziął do ręki moją męskość, by następnie przesuwać po niej swoją ręką z góry na dół. Odruchowo wprawiłem biodra w ruch, wzdychając co jakiś czas. Czarnowłosy przyglądał mi się z satysfakcją, jak wiję się z rozkoszy pod jego dotykiem. Miałem wrażenie, że znów odchodzę od zmysłów, najlepsze jednak miało dopiero nadejść.
Mężczyzna znów skrępował całe moje ciało, odchyliłem głowę do tyłu, zaraz potem wydając z siebie pełen zaskoczenia jęk, gdy wyczułem, że mój partner bierze moją męskość do ust. Moje plecy automatycznie wygięły się w łuk, gdy ten zabawiał się moim penisem, ssąc go i trącając językiem, zupełnie tak, jakby był doskonale w tym wprawiony, jakby wiedział, w jaki sposób sprawić mi przyjemność. Robił to przez jakiś dłuższy czas, nie pozwalając mi na chwilę wytchnienia. W końcu nadeszła chwila, w której doskonale wiedziałem, że należy przestać. Inaczej może być różnie z moim życiem…
- I-Itachi…- Wydukałem, nie przestając się tarzać po pościeli – P-Przestań… Ja już nie…
W momencie, w którym miałem dokończyć zdanie, mimowolnie je urwałem. Mój stan ciała nie wytrzymał, pozwalając mojemu członkowi na spuszczenie się w usta czarnowłosego. Tak mnie to zestresowało, że na sekundę cały zdrętwiałem, obserwując, jak mój partner podnosi się, wyciera usta, spogląda na mnie… By chwycić mnie gwałtownie za kark, wpijając się we mnie swoimi wargami.
Jego język bez problemu dostał się do wnętrza moich ust, w które wlał to, co niedawno z siebie uwolniłem. Odruchowo zadrżałem z chwilowego obrzydzenia, nie protestowałem jednak i posłusznie przyjąłem własne nasienie. Gdy było już po wszystkim, Itachi oderwał się od moich warg, patrząc na mnie karcąco.
- Jak mówiłem, to ostatni raz, gdy ci na to pozwoliłem – Mruknął cicho, po czym bez ostrzeżenia włożył we mnie dwa palce, na co automatycznie wydałem z siebie zduszone kwęknięcie, tym razem ból nie był tak nieznośny, jak przedtem – Pamiętaj, że gdy znów się do ciebie dobiorę, to oczekuję od ciebie tego samego, jasne?
Kiwnąłem z trudem głową, czując pulsowanie po całym ciele. Było mi tak dobrze, a równocześnie odczuwałem niedosyt, że aż nie byłem w stanie mówić.
- Dobrze – Powiedział Uchiha i nim zdążyłem jakkolwiek zareagować, uniósł moje biodra ku górze, po czym bez zbędnych pieszczot, po prostu we mnie wszedł, pakując się aż po sam koniec. Zakrztusiłem się własną śliną, jednak nie miałem zamiaru dłużej się opierać, jak brutalnie, rytmicznie się we mnie zagłębiał, zderzając się z moim ciałem. Wchodził i wychodził, podrażniając moje ścianki. Wzdychałem i jęczałem, wijąc się jak wąż.
- Jesteś już wystarczająco wilgotny – Skomentował krótko Itachi, po czym uwolniwszy częściowo moje ręce, gwałtownie obrócił mnie na brzuch, by znów się we mnie władować i pchać ze zdwojoną siłą. Moje zmysły szalały, już nie wydawałem subtelnych dźwięków. Krzyczałem z rozkoszy, na próżno próbując się przed tym powstrzymać. Nie działało już gryzienie się w wargi, czy w rękę. Nie pozostawałem mu dłużny, dostosowywałem się do ciągle przyspieszającego tempa, chcąc jak najlepiej go zadowolić. Moje ciało było zdanie tylko na jego łaskę. Gdy w końcu i on osiągnął niebo, byłem tak wykończony, że nawet nie zarejestrowałem, czy faktycznie się we mnie spuścił, czy też zrobił to na materac. Jedyne, co poczułem, to całkowite uwolnienie moich nadgarstków, zaraz potem padłem głową na poduszkę. Uchiha leżał twarzą zwrócony do mnie, przyglądając mi się. Odwróciłem się na bok, by również móc spojrzeć na jego twarz, w której kierunku wyciągnąłem dłoń. Pogłaskałem go po policzku. Nie protestował.
- Kocham cię – Szepnąłem do niego czule. Ten jednak nic na to nie odpowiedział, tylko chwycił mnie za kark, przytulając do piersi. Nieco zbity z pantałyku, odwzajemniłem uścisk, uznając, że chciał powiedzieć mi to samo. Niewiele później, zasnąłem.
.*+C.DN+*.


Nadrobiłam przegapiony rozdział. Teraz już wiem, co dokładnie zrobił Tobi... Fajnie Ci wyszedł opis zbliżenia Deidary z Itachim. Wprawdzie było tam trochę chlastania pejczem itd., ale było ogólnie ciekawie. Zastanawia mnie, jak długo Itachi będzie jeszcze taki miły (jak na niego oczywiście, bo normalnie trudno nazwać takie zachowanie uprzejmym) i co zrobi potem Deidara, czy będzie mu bardzo wstyd.
OdpowiedzUsuńKimi