środa, 5 lutego 2020

| Katsu 23 | Niewieścimi oczami

Hej ho!
Witam Was bardzo serdecznie w 23 rozdziale tegoż opowiadanka ^^ Dziś notka będzie nieco inna niż zwykle, co pewnie zauważyliście po tytule. Tak, dziś do głosu dojdzie postać kobieca, wspomniana w poprzednim rozdziale. Nigdy nią nie pisałam, więc będzie to całkowicie nowe dla mnie doświadczenie i wiecie co? Strasznie nie mogłam się doczekać, aż się w nią wcielę. To tyle ode mnie, jak na razie. Przypominam tradycyjnie o nowych rubrykach w menu – Muzyka i opisy postaci.
PS. Wybaczcie mi też, że rozdział jest tak krótki ale... No w pewnym momencie aż za bardzo zatęskniłam za głównym bohaterem ^^””” Po za tym za wiele pomysłów na ten rozdział nie miałam. Parcie by go napisać - owszem, ale gdy już się zabrałam to miałam pustkę :c
Czas akcji - Maj.
Zapraszam do czytania! ~
=========================================>

Kolejny dzień w wiosce Skały, kolejny słoneczny dzień. I znów wstaję bez depresji, która dręczyła mnie do niedawna. Teraz jest już lepiej, nie czuję się tak ciężko na duszy… Ale czy na pewno?
Gdy tylko otworzyłam oczy po przebudzeniu, pierwsze co zobaczyłam to biały, oświetlany przez promienie słoneczne sufit. Przetarłam ślepka i podniosłam się do pozycji siedzącej, następnie klęczącej, by przekręcić żaluzje tak, by rozjaśnić cały mój pokój. Zasłałam łóżko, po czym skierowałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro, w którym powitał mnie widok białej jak śnieg twarzy, czarnych, krótkich włosów i oczu o tej samej barwie co czupryna.
Przemyłam buzię lodowatą wodą, weszłam pod prysznic, szorując odpowiednim płynem całe swoje ciało oraz włosy, które zaczęłam suszyć i układać zaraz po wyjściu z brodzika. Gdy były już gotowe, zrobiłam sobie skromny makijaż (w pewnym wieku po prostu trzeba go zacząć nakładać), po czym zaznaczyłam w kalendarzu kolejny przeżyty dzień. A ponieważ siedziałam w samym ręczniku, to zarzuciłam na siebie bieliznę, czarny t-shirt, dżinsowe spodenki i jakieś klapki. Tak odstawiona wyszłam z pokoju, potem z domu i skierowałam się do kawiarni, gdzie zjadłam śniadanie w postaci rogalika i kawusi, racząc się również lekturą w postaci gazety. Moją czytankę nagle przesłonił jakiś ogromny kształt. Podniosłam głowę, by móc spojrzeć na ubranego jak ja po cywilnemu Akatsuchiego, wykrzywiającego twarz w wesołym uśmiechu.
- Hej, jak tam się spało? – Zagadał.
- O dziwo, jest coraz lepiej – Odwzajemniłam uśmiech – W końcu przespałam całą noc.
- Żadnych koszmarów? – Dopytywał się mój kumpel, w międzyczasie przysiadając się do mnie.
- A wiesz, nie pamiętam co mi się śniło – Odparłam – To chyba dobry znak, szczerze wolę nic nie pamiętać niż mieć ten sam straszny sen. Męczył mnie przez trzy lata. Pewnie nawiedzałby mnie i cztery, gdybym nie zaczęła chodzić do odpowiednich lekarzy.
- Być może i by tak było – Zgodził się czarnowłosy – Ale nie warto nad tym myśleć. Co było, nie wróci.
- Zapewne masz rację – Spojrzałam w kąt, posępniejąc lekko. Oplotłam palcami kubek z kawą, podnosząc go do ust.
- Wiesz, że od jakiegoś czasu Liść i Piasek zdecydowali się podjąć współpracę? – Zmienił temat mój rozmówca – Mieli niedawno rozejm, zawarli przymierze.
- Żartujesz! – Zdziwiłam się. Tak naprawdę mało mnie to interesowało, właściwie wcale ale uprzejmie słuchałam – Przecież jeszcze te trzy lata temu… – Tu urwałam na chwilkę, krzywiąc się z lekka, postanowiłam jednak kontynuować wypowiedź – Trzy lata temu mieli ze sobą wojnę! Ludzie z Piasku trzymali z Dźwiękiem! Co się zmieniło?
- Nie mam pojęcia, ale słyszałem że ma to coś wspólnego z tą organizacją zwaną Akatsuki – Wielkolud zaniżył znacznie głos – Wiesz, to ci co świadczą lewe usługi.
- A co to ma niby w twoim rozumieniu znaczyć? – Ubawiłam się – Że co oni takiego robią? Burdel prowadzą? xD
- Hm, niekoniecznie ale…- Zamyślił się Akatsuchi, jakby dokładnie zastanawiał się co chce mi przekazać – No na pewno zajmują się porwaniami, demolują okolice podobno, są zamieszani w hazard…
- Czyli prócz tych porwań to zwykli wandale – Wzruszyłam ramionami – Szybko się ich skasuje i po kłopocie.
- No właśnie nie – Zaoponował ciemnooki – Widzisz, oni… Oni nie są jakimiś byle jakimi shinobi, to są…
- To ty mówisz o shinobich? – Uniosłam brwi do góry.
- Cały czas i to próbuje przekazać – Mój kumpel przetarł twarz dłonią – Kurotsuchi, ty mnie w ogóle nie słuchasz!
- Ehhh…- Westchnęłam – Wybacz, rano naprawdę jestem nie do życia.
- W każdym razie – Chrząknął wielkolud – Są to shinobi, którzy wyrzekli się swoich wiosek, zdezerterowali i prócz tego, co ci mówiłem, są odpowiedzialni za liczne morderstwa, zlecane im najczęściej przez innych, drobniejszych przestępców.  Albo i nawet obywateli, którzy formalnie są niekaralni, choć na boku piorą brudne interesy i chcieliby żeby ktoś wykonał za nich czarną robotę.
- Wszystko fajnie, tylko… Po co mi o nich mówisz? – Zmarszczyłam brwi.
- Niedawno padło zarządzenie by informować o nich każdego – Odrzekł mi mój kumpel – Wiesz, dwójka z nich napadła jakiś rok-dwa lata temu na Liścia, chcieli porwać im jakiegoś dzieciaka… W którym siedzi dziewięcioogoniasty. Na szczęście im się to nieudało.
- Że… Że co?! – Zatkało mnie – To oni też…
- … Porywają ludzi w których siedzi bijuu – Dokończył za mnie czarnowłosy – Niedawno całkiem, bo jakoś w środku kwietnia dwójka innych zaatakowała wioskę Wodospadu i też im porwali dziewczynę.
- Ale jazda… - Nie mogłam wyjść z szoku.
- Co więcej, każdy choć raz przynajmniej słyszał o wszystkich tych typach… No, prawie wszystkich – Ciemnooki zmrużył powieki, jakby chciał sobie przypomnieć każdego z nich – Wśród nich są na pewno…
- Zakuro, wybierzesz stolik? – Usłyszeliśmy dość znajomy głos i obróciliśmy jednocześnie głowy. W progu ujrzeliśmy nasze największe zmory: panią Junko oraz jej córusię Zakuro, potocznie nazywane przez większość mieszkańców Jadźką i Zuzką.
Ta druga, gdy tylko nas zobaczyła momentalnie zawiesiła na naszej dwójce oczy. Wymieniliśmy między sobą szybkie spojrzenia i stanowczo wstaliśmy od stołu. Przywołałam do siebie kelnerkę, zapłaciłam jej z napiwkiem i wyszliśmy, mijając za sobą zarówno oburzoną („o zgrozo - nie przywitaliśmy się z nią!”) matkę jak i jej latorośl, otoczoną nagle przez wianuszek adoratorów, o których do niedawna mogła zapomnieć, z powodu bycia szarą myszką i introwertykiem.
Gdy wyszłam z moim towarzyszem po za lokal, zostaliśmy momentalnie zalani przez obficie obcałowujące nas słońce. Odruchowo zakryłam oczy dłonią i zerknęłam z rozbawieniem na Akatsuchiego, znacznie różniącego się wzrostem od reszty mieszkańców Skały, gdzie większość mieszkańców jest niskiego wzrostu. On był wyjątkiem, w porównaniu do którego musiałam wyglądać jak krasnal. Aczkolwiek ja to jeszcze nic! Gdybyście widzieli mojego dziadziusia! Ten to dopiero Niziołek, ale… Hm, może najpierw Wam się przedstawię? Eh, tak, wiem, mogłam zrobić to od samego początku, no ale cóż – roztrzepana jestem. Ok, to zaczynamy.
Jak już co poniektórzy z was mogli zauważyć, mam na imię Kurotsuchi i co było mówione już wcześniej parę razy – pochodzę z wioski ukrytej Skały. Nie mam matki od przyjścia na świat, wychowywał mnie ojciec, Kitsuchi, z którym mieszkam. Mój dziadek, Onoki, jest głową całego kraju Kamienia, czyli Tsuchikage i liczy sobie osiem dyszek. Blisko cztery lata temu wraz z całą moją drużyną, która obecnie składa się z dwóch uczniów plus sensei, awansowałam do rangi Jonina. Po tak krótkim zapisie mojego życiorysu zapewne myślicie, że wiodę sobie spokojne, zwykłe życie? Eh, prawdopodobnie odpowiecie mi zaraz że nie, że w końcu jestem kunoichi, a to nie jest praca należąca do spokojnych. Owszem, macie racje, tak właśnie jest. Jednakże to nie mój zawód w którym pracuję sprawia, że moje życie różni się znacząco od życia zwykłego obywatela. Jest inne od zdecydowanej większości. Skąd ten wniosek? Już wyjaśniam.
Wyobraź sobie, że uczysz się w akademii Ninja, obojętnie w jakiej wiosce, to Twoja decyzja, gdzie chciałbyś mieszkać, ważne, że masz wczuć się w to, co Ci teraz mówię. Już? Zrobione? No dobrze, to teraz wyobraź sobie że masz dwójkę kolegów, jednego znasz od dziecka, drugiego poznajesz we wspomnianej akademii i tak jak z pierwszym zawierasz z nim przyjaźń. Uczycie się wszyscy razem, bawicie po szkole, generalnie jesteście nierozłączni. Widzisz to? To teraz dodaj sobie, iż z jednym z nich, tym którego poznałaś/eś w szkole, nawiązujesz coraz bliższą więź i prócz spotkań z tym trzecim przyjacielem, ty spotykasz się po kryjomu z tym, do którego tak szczególnie się przywiązałaś/eś. Oboje nie rozumiecie tego uczucia, w końcu zarówno Ty jak i on jesteście jeszcze dziećmi, mimo tego nie macie za bardzo nic przeciwko temu, co pomiędzy wami się tworzy, jednak pewnych granic nie przekraczacie, nawet jeśli czasami za długo się przytulasz z tą osobą, niekiedy nawet całujesz w policzek, w późniejszych latach nawet kilka razy przymierzaliście się do pierwszego pocałunku, ale nic z niego nie wychodziło bo albo wam ktoś przeszkadzał, albo sami ostatecznie obracaliście wszystko w głupi żart, śmiejąc się nerwowo. Wszystko pięknie się rozwija, poszłoby to wszystko dalej, gdyby właśnie w tym momencie tej znajomości wasz dziadek postanawia mianować twojego przyjaciela na Tsuchikage. Tak, jego, nie was, wnuczkę/wnuka, mimo tego że bardzo tego chciałaś/eś. Kłócisz się z tym przyjacielem, do awantury włącza się drugi kolega, który również chciał ten tytuł… I tak oto kłótnia oraz głupi tytuł rozbija twoją więź, cenną więź z osobą na której ci zależało. Nie odzywacie się do siebie prawie cały rok, w międzyczasie dowiadujesz się że ojciec tego przyjaciela umiera, potem matka. Ty również rozmyślasz o tym wszystkim i decydujesz się odwiedzić twój obiekt westchnień by go przeprosić, złożyć kondolencje jak i wyznać mu w końcu miłość. I co się okazuje? Tej osoby nie ma w wiosce. Zniknęła, Twój przyjaciel zniknął w tajemniczych okolicznościach, nie zostało po nim ani śladu. Wpadasz w depresje, długą depresję, z której wydostałeś się na powierzchnię po jakiś dwóch i pół latach.
Tak, oto moja historia. Miałam przyjaciela, w którym byłam bardzo zakochana. Ten przyjaciel zniknął z wioski trzy lata temu. Nikt nie wie, co się z nim stało. Ludzie podzielili się w tej kwestii na dwie grupy: na tych, którzy zakładają jego zamordowanie ze zniszczeniem jego ciała, oraz na tych, którzy uważają, iż on żyje i został bardzo umiejętnie porwany.  Szczerze? Nie mam pojęcia, komu wierzyć. Z jednej strony nie mogę dopuścić do siebie myśli, że osoba, która miała być Tsuchikage dała się ot tak po prostu zabić, to samo z porwaniem. Co się więc stało z moim przyjacielem? To zagadka niewyjaśniona do dziś. Mój przyjaciel rozpłynął się w powietrzu. Moja pierwsza, prawdziwa miłość odeszła w nieznane. Mój towarzysz zabaw, codziennych rozmów, osoba, której na dziewiąte urodziny podarowałam drogi krzyżyk na szyję, u którego co jakiś czas wspólnie wymienialiśmy łańcuszek na dłuższy. To osoba, której straty nie mogę przeboleć jak nic i nikogo na tym świecie, Deidara. Tak miał… Bądź ma na imię.
- Kurotsuchi? – Usłyszałam nagle i spojrzałam z konsternacją na mojego dużego kumpla, przyglądającego mi się z zatroskaniem – Mówiłem do ciebie, a ty się wyłączyłaś… Wszystko w porządku?
- Eh, mhm – Mruknęłam, rozglądając się po okolicy. Staliśmy przy jednej z większych atrakcji naszej osady, stawku otoczonym kamiennym ogrodzeniem. Z wody, w której można było zobaczyć przeróżne gatunki kolorowych ryb, tryskały kolorowo podświetlane, jak na wieczór przystało, strumienie fontanny, zaś ludzie dokarmiali chlebem przylatujące na łatwy kąsek kaczki i łabędzie. Westchnęłam i podeszłam bliżej zbiornika, by w tafli wody przyjrzeć się swojemu odbiciu. Usiadłam na trawie, wielkolud przysiadł tuż obok mnie.
- Co się dzieje? – Zapytał podejrzliwie. Pokręciłam przecząco głową.
- Nic, skąd to pytanie? – Odparłam lekko, siląc się na promienny uśmiech. Mój rozmówca uniósł brwi.
- Znamy się od urodzenia. Przecież widzę, że coś jest nie tak – Naciskał, a widząc, że nie mam zamiaru współpracować, postanowił on poruszyć temat bardziej stanowczo i trafić w czułą strunę – Znowu O NIM myślisz?
Wzdrygnęłam się mimowolnie, spoglądając na czarnowłosego z wyrzutem.
- Czyli zgadłem – Podsumował mężczyzna, świdrując mnie wzrokiem. Pomasował się po szyi z ciężkim westchnieniem – Ja nie wiem, co już robić byś nie odpływała w takie stany. Nie ma go już, prawdopodobnie nie wróci, pogódź się z tym.
Na to ostatnie zdanie odruchowo zacisnęłam dłonie w pięści, zgniatając niechcący trawę.
- Ee… I co? Nic na to nie powiesz? – Zmieszał się ciemnooki – Zwykle się rzucasz… Czyżby lekarz pomógł?
- Możliwe – Rzekłam sucho – Po prostu… Nie mam zamiaru się z tobą kłócić. Zresztą powoli zaczynam się przekonywać do twojej teorii… Że nie żyje.
- Naprawdę? – Zdziwił się gruby, po czym posmutniał – Wiedziałem, że w końcu się przekonasz. Wiesz, gdyby żył, już byśmy o tym wiedzieli.
- Zmieńmy temat – Rzuciłam niechętnie – Sama nie jestem zachwycona że powracam do wspomnień o nim ale gdy widzę tę głupią piczę w okularach… To sam wiesz.
- Wiem, w zasadzie mam to samo – Skrzywił się Akatsuchi – W każdym razie… Słyszałem coś, że wśród tych ludzi z Akatsuki są takie osoby jak Kisame Hoshigaki czy Itachi Uchiha.
- Pieprzysz! – Zawołałam.
- Mam nadzieję, że nie, taką informację dostałem od jednego z żołnierzy – Poinformował mnie mój rozmówca – Ponoć niedawno widziano wśród nich Kakuzu z Wodospadu.
- Ale…- Wydukałam z niedowierzaniem. Dopiero teraz odczułam jakieś zainteresowanie tematem tej organizacji – On przecież… On przecież walczył z pierwszym Hokage… Ile on w takim razie ma lat?!
- Pojęcia nie mam – Odrzekł wielkolud – Wiem natomiast, że wszyscy ci ludzie, którzy tam należą, są nienormalni, a co za tym idzie, niebezpieczni. I kosmicznie silni.
- Czy mamy jakieś rozkazy względem nich? – Chciałam wiedzieć .
- Nic mi o tym nie wiadomo – Powiedział czarnowłosy.
- A, to tutaj jesteście! – Usłyszałam, po czym natychmiast wraz z moim towarzyszem obróciliśmy się w kierunku dobrze znanego nam głosu.
Należał on do Zakuro, czyli inaczej Bazyla. Na jej widok automatycznie zmarszczyłam brwi i niemal najeżyłam. Nienawidziłam jej, nie znosiłam z całego serca. To ona między innymi zniszczyła mi przyjaźń z Deidarą. Kiedy wraz z naszym dużym kolegą obraziliśmy się na blondyna, to właśnie wtedy zawarła ona z nim znajomość. Za każdym razem, gdy chciałam się z nim skontaktować, ta zawsze uprzedzała mnie mówiąc, żeby mu nie przeszkadzać bo ciągle ma testy i się uczy, a ona wie co mówi bo przecież chodziła z nim do jednej klasy. Oczywiście ja głupia jej wierzyłam, dopiero po tym, jak zniknął, uświadomiłam sobie cel tej cichej i niepozornej, przebiegłej suki. Ona również była w nim zakochana, dlatego próbowała mnie od niego jak najbardziej oddalić. Po całym tym zdarzeniu z jego zniknięciem, zaczęła się dziwnie zachowywać, zmieniać swój wygląd oraz styl bycia, nagle zaczęła mieć adoratorów, którzy wcześniej nawet by o niej nie pomyśleli. Przespała się z wieloma facetami z osady i złamała serce niejednemu. Chyba nie muszę mówić, jak bardzo podejrzane to jest?
- Szukałam was – Oznajmiła, podchodząc do nas. Akatsuchi złapał moje ramię i przycisnął je ostrzegawczo, zwęziłam usta, by powstrzymać się przed wypowiedzeniem jakiegokolwiek słowa.
- Co cię do nas sprowadza? – Zapytał fałszywo-uprzejmie czarnowłosy.
- Ah, chciałam w końcu gdzieś odpocząć od tych wszystkich wielbicieli, nie dają mi spokoju ani na moment, jak słowo daję – Westchnęła teatralnie, zerkając na mnie ukradkiem. Miałam ochotę poderżnąć jej gardło – No a że was zobaczyłam, to pomyślałam, że fajnie będzie spędzić ze sobą trochę czasu!
- Wybacz, jesteśmy nieco zajęci – Oznajmił jej ciemnooki.
- O, byłabym zapomniała – Nie odpuszczała słomianowłosa – Moja matka pytała, czemu się z nią nie przywitaliście.
- Kurotsuchi! Akatsuchi! – Naszych uszu dobiegły zbawienne wołania. Całą trójką spojrzeliśmy w tamtą stronę. Mój ojciec dawał znak mi i mojemu kumplowi, byśmy do niego podeszli, co też  zrobiliśmy, nie udzieliwszy odpowiedzi zirytowanej okularnicy (swoja drogą okulary to jedyne co zostało po jej dawnym wyglądzie).
Podbiegliśmy do mojego staruszka, z którym się przywitaliśmy.
- Co tam, tato? – Zapytałam wesoło.
- Tsuchikage zwołał naradę – Oświadczył tatuś – Ubierzcie się jak trzeba w stroje do walki i stawcie się w jego gabinecie. Ponoć nadchodzą kłopoty.
***
Jak mój rodzic kazał, tak też zrobiłam. Wróciłam się do naszego domu i od razu zmieniłam swoje cywilne ciuszki na czerwony mundur bez jednego rękawka, brązową kurtkę charakterystyczną dla żołnierzy w mojej wiosce, wciągnęłam na tyłek czerwoną spódnicę, na nogi rajstopki oraz czarne sandały na stopy, zaś dłonie przyodziałam w czarne rękawiczki a na moim czole znalazła się opaska z symbolem Skały.
Tak odziana, wyszłam z domu, przed którym stał już mój czekający na mnie tatko, również w swoim uniformie.
Przekręciłam zamek w drzwiach kluczem, po czym obróciłam się do mojego rodziciela.
- Jaka to sprawa? – Zaciekawiłam się, doskakując do niego. Ruszyliśmy w stronę „pałacu” w którym to rezydował mój dziadek.
- Myślę, że cię zainteresuje – Oznajmił mi papcio – Dotyczy ona między innymi organizacji zwanej Akatsuki.
- No nie, znowu oni? – Wywróciłam oczami, mój rozmówca spojrzał na mnie pytająco – Już drugi raz o nich słyszę! Akatsuchi dosłownie zalał mnie masą informacji na ich temat! Co jest w nich takiego że ludzie o nich gadają?! Nawet jak szłam z moim drogim kumplem to słyszałam drugim uchem jak jakieś kobieciny o nich gadają i się podniecają! Psychopaci i tyle, na cholerę drążyć temat?!
- Uwierz mi, że warto go drążyć. Gdy dowiesz się o co chodzi, na pewno będziesz chciała wiedzieć więcej – Rzekł ojciec, krzywiąc się jakby zniesmaczony – Zobaczysz.
- Jasne– Mruknęłam bez przekonania. W końcu jak mogę nagle chcieć wiedzieć więcej informacji o jakiejś sekcie, która kompletnie mnie nie interesuje?
- Zmienisz zdanie – Powiedział stanowczo mój rodziciel – A teraz wybacz, muszę cię na chwilę przeprosić, potrzebuję się oddalić po dokumenty, o których sobie przypomniałem. Poczekasz na mnie czy chcesz iść dalej sama?
- Poczekam, w międzyczasie się rozejrzę, może odnajdę Akatsuchiego – Odrzekłam. Rodzic skinął na to głową i odszedł w swoją stronę. Patrzyłam na niego przez chwilę, po czym zaczęłam krążyć po okolicy.
Tak naprawdę nie liczyłam na znalezienie mojego przyjaciela. Znając go to pewnie w te pędy zmienił ubrania na nasz czerwony mundur i błyskawicznie ruszył do mojego dziadka. To u niego normalne, w końcu jest dobrym żołnierzem. Wykonuje każdy rozkaz Tsuchikage, jakikolwiek by nie był i nie wyobraża sobie niczego opóźniać. Uśmiechnęłam się do swoich myśli. Cały on, wiecznie posłuszny. Spojrzałam w niebo.
Inaczej było z Deidarą. On to z kolei nigdy nikogo nie słuchał, nawet własnej matki. A, właśnie… Może pójdę po kwiaty dla niej na grób? Pamiętam że bardzo je lubiła. Ale to później. A co do nieposłuszności blondyna to… Jeżeli by nagle wykonywał bez gadania to, co się mu powie to musiałoby oznaczać, że nabawił się choroby psychicznej. Albo się zakochał. Takie zachowanie byłoby u niego nienormalne.  Przysiadłam na brzegu fontanny, zamykając oczy, moje włosy falowały z każdym podmuchem wiatru. Wzięłam parę głębokich oddechów, chcąc się wyciszyć.
- No w końcu cię znalazłam! – Usłyszałam znajomy głos, po czym gwałtownie otworzyłam oczy, klnąc siarczyście pod nosem, obróciłam głowę by spojrzeć na zmierzającą w moją stronę Bazyla. Zwinęłam dłonie w pięści, to był po prostu odruch. Usta same zwęziły się w linijkę, a powieki zmrużyły.
Dziewczyna stanęła niemal naprzeciw mnie, opierając się z nonszalancją o jakieś drzewo. Wbiła swoje zielone oczy prosto w moją twarz, wykrzywiając usta w szyderczym uśmiechu.
- Niedługo będą jego urodziny – Odezwała się, mocno podkreślając, o kogo dokładnie jej chodzi – Miałby tyle lat co my… A co jeśli wciąż żyje i zwyczajnie nie chce wracać?
Milczałam, przypatrując się jej. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, to fakt. Ale ucieczka od tej bezczelnej siksy też nie byłaby dobrym rozwiązaniem.
Popielatowłosa poprawiła okulary, a na jej gębie wisiał ten sam uśmieszek.
- No? Co byś zrobiła? – Prowokowała mnie – Na twoim miejscu dałabym sobie spokój. Albo zabiła, w końcu jako żołnierz masz do tego pełne prawo. Ja bym sobie rąk nie brudziła, zresztą… Bycie w tak idiotycznym zawodzie co ty mnie nie interesuje. Naruszanie swojej psychiki to ostatnie na co mam ochotę. Ale wiesz co? Na pewno bym kogoś na niego nasłała.
Nic na to nie mówiłam, jedynie słuchałam. Z jednej strony jej słowa były irytujące, a z drugiej tak śmieszne i durne, że aż nie mogłam przepuścić z tego ani jednej informacji. Okularnica chyba powoli zaczęła irytować się moją obojętnością, jednak uparcie starała się to ukryć.
- Hmm… A może Deidara ma już nawet kogoś? – Kontynuowała – Co byś zrobiła, gdyby miał dziewczynę i od tak cię po prostu olał? Wiem, że bardzo go lubiłaś… O, a chłopak? Co ty na to jeśli Deidara ma…?
Tu nie dokończyłam bo gwałtownie się zerwałam, mocno chwytając jej gardło, by następnie podnieść cały ciężar jej ciała w górę. Jeśli myślicie, że rozdrażniły mnie jej głupie teksty, to się mylicie. Nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Bardziej rozsierdził mnie fakt, że ta suka w ogóle wypowiada imię blondyna. W jej kurewskich ustach brzmiało ono na tyle źle, że miałam ochotę rozerwać je razem z oczami i całą jej mordą.
- Co ty… Co ty ro… Ah! – Dławiła się, próbując złapać powietrza – Pusz… czaj…
- Żeby było jasne – Wycedziłam – Mam w dupie twoje żałosne odzywki. Możesz sobie je gadać do woli tak jak i przechwalać się komu to nie dałaś dupy. Droga wolna, na mnie to i tak nie zrobi wrażenia, nie mam dziesięciu lat. Ale wiesz  co? – Ścisnęłam mocniej dłoń na jej szyi. Twarz dziewczyny robiła się purpurowa -  Jak jeszcze raz, szmato, usłyszę że wypowiadasz jego imię czy nazwisko, to bez wahania cię zajebię. Lepiej, żebyś to zapamiętała.
Gdy skończyłam swą wypowiedź wypuściłam ją niedbale z uścisku, co spowodowało gwałtowne zderzenie jej dupy z ziemią. Musiało boleć.
Zakuro zaczęła się krztusić i spazmatycznie oddychać, przy czym maniakalnie rozmasowywała sobie kark, posyłając mi nienawistne spojrzenie.
. Odwróciłam się wtedy na pięcie i zaczęłam iść przed siebie. Dopiero wtedy usłyszałam jak ktoś mnie woła. Zwróciłam głowę w stronę źródła. To był mój ojciec, który zmierzał w moim kierunku z plikiem jakichś dokumentów.
- Niestety – Powiedział, gdy już się przy mnie znalazł – Zebranie odbędzie się dopiero wieczorem, osoba, która ma dla nas wieści spóźni się.
- Kto to jest? – Spytałam.
- Nie wiem, nie dopytałem się, kogo wysłali po za osadę – Mruknął czarnowłosy – Ale to nikt nieznajomy.
- Domyślam się – Spojrzałam w niebo.
- Zaraz… co się stało Zakuro? – Zapytał znienacka mój rozmówca, zauważając nagle okularnicę, siedzącą nieopodal. Zwróciłam na nią obojętnie wzrok. Uu, chyba za mocno ją złapałam, bo miala siniaki. Nieźle – Ty jej to zrobiłaś?
- Wkurzyła mnie, to ją lekko „przycisnęłam” – Odparłam.
- Kuuuro… - Jęknął mój rodziciel, gwałtownie zmierzając do poszkodowanej, by ją opatrzyć. Prychnęłam cicho i odeszłam, zostawiając ich samych. Pewnie później mi się dostanie.
***
Nie wiem, ile minęło czasu od wyżej opisanych wydarzeń, straciłam rachubę czasu przy łażeniu po mieście i słuchaniu granej na zewnątrz muzyki. Wiedziałam tylko, że jest wieczór, a ja od śniadania nie jadłam kompletnie nic i byłam głodna. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła osiemnasta, w okolicy zaczęły zapalać się pierwsze lampy. Nagle mój wzrok natknął się na Akatsuchiego, który siedział przygnębiony na tarasie przy jednym ze stolików restauracji. Nie namyślając się długo, postanowiłam się do niego przysiąść.
- Co tam? – Zagaiłam go. Popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa.
- Twój dziadek jest okrutny – Oświadczył – Ja tu się staram, zawsze stoję u jego boku, a ten najzwyczajniej stwierdził, że dopuści mnie do jakichkolwiek informacji dopiero wieczorem!
- No taak… – Powiedziałam powoli – Też dostałam takie wieści od tatka, wszyscy się dowiedzą o co chodzi mniej więcej o… Dwudziestej, czy jakoś tak. W czym problem?
- W tym, że jako jego prawa ręka powinienem wiedzieć o wszystkim pierwszy! – Jęknął z pretensją gruby.
- A może mój dziadzio sam tego nie wie? – Podsunęłam mu.
- Właśnie… Myślę, że coś już wie – Skrzywił się chłopak – Wyglądał na nieźle wkurzonego… I przybitego.
- Tak? – Otworzyłam szerzej oczy, czując ukucie w sercu. Często uwielbiałam droczyć się z moim dziadkiem, nieraz go tym lekko wkurzyłam, ale widok jego zasmuconej i rozczarowanej twarzy jest jedną z rzeczy, której naprawdę nie chcę. Jestem do niego przywiązana może nawet bardziej niż do ojca. Co mogło się stać?
Widząc, jak marszczę brwi w zamyśleniu, mój towarzysz postanowił zmienić temat.
- Mhmm… - Pomasował się po karku z zamyśleniem - Zjemy coś? – Zapytał.
- Co? – Ocknęłam się.
- Pytałem, czy coś zjemy – Powtórzył – Jak jesteś głodna to powiedz, ja stawiam. Przyda nam się zresztą coś przegryźć przed zebraniem.
- Zapłacę sama – Mruknęłam. Oczywiście gdy tylko to powiedziałam, zaczął nalegać, więc ostatecznie się zgodziłam. Zamówiliśmy sobie po spaghetti, gdy zjedliśmy, postanowiliśmy się przejść. Od razu poprawił mi się humor.
- A w ogóle – Rzuciłam, gdy przechodziliśmy obok kwiaciarni – Chciałabym kupić różę. Najlepiej pięć
- Chcesz wstąpić na cmentarz do Rosaline, masz rację? – Domyślił się Akatsuchi, wzdychając – W takim razie ja też coś wezmę.
Weszliśmy więc do sklepu. Tak jak mówiłam, poprosiłam kwiaciarkę o pięć róż, z którego ona zaproponowała mi bukiet z dodatkiem liści konwalii oraz gipsówki. Zgodziłam się więc i parzyłam, jak dokłada i układa kwiaty oraz liście, a także wspomnianą już wcześniej gipsówkę (czy łyszczec, jak kto woli). Po wykonaniu swojej roboty zapłaciłam i podziękowałam, zaś mój wielkolud uznał za stosowne wzięcie skromnego bukietu z białej i zielonej chryzantemy z dodatkiem liści, których nazwy nie znałam. Tak wyposażeni wyszliśmy i skierowaliśmy się w milczeniu na cmentarz.
Ludzi było niewielu, raczej nikt nie kręci się o tej porze przy grobach, toteż mieliśmy spokój przy ewentualnym sprzątaniu. Nie było ono bardzo potrzebne, gdyż duża ilość mieszkańców dbała o nagrobek pani Rosaline. Jedyne, co trzeba było zrobić to zmieść suche listki i nieco przetrzeć płytkę. Gdy skończyliśmy, ułożyliśmy nasze bukiety w wazonach, które również kupiliśmy i nalaliśmy do niej wcześniej wody, która jest dostępna dla wszystkich odwiedzających miejsce wiecznego spoczynku.
Popatrzyłam na nagrobek. Rosaline Douhito, z domu Howard. Z pochodzenia była Angielką, wyszła za Japończyka, szychę naszej wioski. Z zawodu modelka, potem zaszła w ciążę, co spowodowało przerwanie jej kariery, jednak poroniła. Rok później znów zaszła w ciążę i znów ją straciła. Doniosła dopiero za trzecim, rodząc syna, Deidarę. Była w stosunku do niego bardzo opiekuńcza, chuchała na niego i dmuchała, czemu nikt się nie dziwił. W końcu strata poprzednich dzieci była dla niej bolesna, a ona marzyła o macierzyństwie, dlatego była bardzo kochającą matką dla swojego synka i często go broniła, nawet jeśli zrobił coś złego i faktycznie zasługiwał na karę. Ale ona go nie karała. A jeśli już, to bardzo rzadko.
Kochała kwiaty. W wolnych chwilach dorabiała właśnie w tej kwiaciarni, w której byliśmy, asystując swojej szefowej przy pielęgnacji roślin. Z czasem jednak spędzała tam dużo więcej czasu, co denerwowało Deidarę, w efekcie czego znienawidził kwiaty. Zawsze go pocieszałam, gdy się złościł o pasję swojej matki. Pamiętam, jak oboje się kłócili o swoje hobby. On kochał wszystko rozwalać i wysadzać, zaś ona wręcz przeciwnie. Potrafiła zrobić z pozoru bezużytecznych lub zniszczonych rzeczy zrobić coś pięknego, dać im drugą szanse. W ogóle… Była bardzo miłą, wesołą kobietą, nie zamartwiającą się byle czym. W sumie nigdy nie widziałam, by się martwiła bądź złościła.
- Była taka młoda – Odezwał się nagle czarnowłosy ze smutkiem – Nawet nie przekroczyła czterdziestki…
- Fakt – Przyznałam – Właściwie to miała przed sobą całe życie jeszcze – Westchnęłam – To niesprawiedliwe, że ona nie żyje. Jak to się mogło stać?
- Dobrze wiesz jak – Duży popatrzył na mnie znacząco – A pomijając ją… Pan Seiji też umarł młodo, to też… Niesprawiedliwe.
- Mnie on akurat nie obchodzi – Spochmurniałam, na wspomnienie tego imienia. Seiji Douhito, ojciec Deidary. Tylko my oboje z Akatsuchim wiedzieliśmy, jaki był dla swojego syna. Tak jak lubiłam panią Rosaline, tak Seijiego nienawidziłam. Pieprzony aktor, który grał troskliwego ojca oraz męża, doskonały żołnierz i obywatel pielęgnujący swoją rodzinę. Prawda była jednak inna. Nad dzieckiem się znęcał, a żonę zdradzał z kobietą, która wiedzie spokojne życie w naszej wiosce. Ale o tym również wiedziała tylko nasza dwójka plus mój dziadek. Nigdy nie miałam okazji powiedzieć tego ani Deidarze, ani jego matce, zresztą… Wtedy jeszcze nie miałam na to dowodów. A teraz? Oj, mam, byście się zdziwili. Sam Deidara by się zdziwił.
- …a żebyś wiedziała! Ten cały ich lider nie ma skrupułów! – Usłyszałam nagle i obróciłam głowę. Nieopodal mnie szły jakieś dwie, ubrane w długie sukienki kobieciny, na oko po pięćdziesiątce, prowadzące między sobą żywą rozmowę. Stanęły nieopodal nas przy jakimś grobie.
- Ale żeby coraz młodszych tam zaciągać? – Pytała druga.
- Kochana, coraz młodsi stają się teraz przestępcami! – Zapewniała ta pierwsza ze zgrozą w głosie – Ale słyszałam, że nie każdy może się tam dostać. Akatsuki wybiera tylko tych najsilniejszych, wybór padł na tego dzieciaka. Wyobrażasz sobie?!
- Co się dzieje z tym światem…? – Westchnęła słuchająca.
- Jeden zabił własną rodzinę, jakiś tam zatłukł Mizukage a jeszcze inny… Ah, szkoda gadać! – Machnęła ręką mówiąca – Podobno czwórka z nich zaatakowała niedawno czternastoletnią dziewczynkę z wioski Gorących Źródeł, wcześniej stosując masę morderstw w wielu małych i dużych wioskach. Większość zaatakowanych to młodzi ludzie, żołnierze, pewnie się przed nimi bronili, stąd te krwawe ataki… Ale widocznie było im mało, skoro rzucili się na takiego dzieciaka!
Słuchając tej wymiany zdań, wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Nic dziwnego, że ta cała sekta była na ustach wszystkich ludzi, skoro odpieprzają takie sceny…
- Chodźmy stąd może… – Szepnął mi Akatsuchi, a ja tylko skinęłam głową. Poszliśmy, wtedy też przypomniał mi się znów obraz mojego rozeźlonego dziadka i odruchowo zmarszczyłam brwi. Może to o nich chodzi? Może ci gnoje mają jakiś związek z naszą wioską? Podzieliłam się moimi przemyśleniami z moim towarzyszem.
- Myślę nad tym od samego rana – Stwierdził - I powiem szczerze, że myślę tak samo jak ty. Mam nieprzyjemne wrażenie, że ta organizacja… Ma z nami o wiele więcej niż nam się wydaje. I to nie są drobne spawy. Czuję wręcz, że twój dziadek coś ukrywa. I to nie chodzi o to jego zachowanie z dzisiaj, wydaje mi się że trzyma jakiś sekret, który ukrywa od lat i teraz dopiero coś wypłynęło na światło dzienne.
- A niby co miałby ukrywać? – Prychnęłam – Sądzisz, że dziadzio kogoś stamtąd zna a my o tym nie wiemy?
- Coś w tym stylu – Przyznał wielkolud, spoglądając w niebo – Ma wiele znajomości, a ile ich utrzymuje z kim i gdzie to nie mam pojęcia. Ale jeśli ma tam znajomego…
- Nie wierzę w to – Ucięłam, choć po cichu coś mówiło mi, że to, co usłyszałam było prawdziwe. Wolałam jednak do tego nie dopuszczać, nie chciałam i nie chcę wierzyć w to, że jakiś mój krewny ma konszachty z którymś z tych psycholi.
Wyszliśmy z cmentarza, wciąż dyskutując o tym samym, aż nie doszliśmy do parku z fontanną, miejsca, w którym niedawno zostałam zaczepiona przez Bazyla, której dawno już tu nie było. Przysiadłam na murku.
- …z kolei ja jestem bardziej skłonna uwierzyć w to, że ta szmata Zakuro ma jakiś związek z tą organizacją, niż mój dziadek – Powiedziałam, wyciągając się.
- Po czym byś to stwierdziła? – Parsknął czarnowłosy – Po tym, że nagle zmieniła wygląd po zniknięciu Deidary?  Że się w nim zakochała? Że ją odrzucił? Dajże spokój! To, że jej nie lubisz z pewnych powodów – Spojrzał na mnie znacząco – Ta dziewczyna nie jest kimś, kim zainteresowali by się przestępcy ich pokroju, a jeśli nawet, to tylko po to, by ją zabić. Owszem, wiele osób, które nie potrafią walczyć zleca im zabójstwa, ale aż tak zła nie jest.
- W sumie… - Przyznałam w końcu, wzdychając – Masz rację. Głupia jestem, że w ogóle tak pomyślałam.
- Przestań – Mruknął duży, poklepując mnie po ramieniu. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, miałam  zmienić temat na jakiś inny, jednakże moją uwagę przyciągnęła biegnąca ku nam kobieca postać, ubrana w typowy dla żołnierzy z naszej wioski mundur. Wstałam odruchowo, co uczynił również mój przyjaciel. Nieznajoma w końcu do nas dotarła, cała zmachana. Była to dziewczyna na oko szesnastoletnia o długich blond włosach upiętych w kitkę oraz brązowych oczach. Rozpoznałam ją, była nowicjuszką wśród chuuninów. Gdy tylko wyrównała oddech, przywitała się, zasalutowała nam, mówiąc:
- Czcigodny Tsuchikage informuje, że zebranie zaraz się zacznie!
- Co? – Wytrzeszczyłam oczy – A czy zebranie nie było aby o… Dwudziestej? Jeszcze trzydzieści minut zostało…
- Plany się zmieniły, szanowna pani! – Powiedziała nastolatka. Uśmiechnęłam się z politowaniem, klepiąc ją po głowie.
- Daj spokój, nie musisz zwracać się do mnie w ten sposób tylko dlatego, że jestem wnuczką szychy wioski – Mruknęłam.
- A-Ale…- Zająknęła się zakłopotana blondynka, na co znów poklepałam ją po głowie i zwyczajnie wyminęłam, dostrzegając kątem oka, jak Akatsuchi życzliwie się do niej uśmiecha.
***
Sala, w której zwykle odbywały się zebrania, składała się głównie z ogromnego biurka, czyli mebla wykorzystywanego przez kage oraz z ławek, a raczej stołów znajdujących się po jego lewej i prawej stronie.
Razem z moim towarzyszem weszliśmy tam prawie jako pierwsi. Prawie, bo swoje miejsce, położone tuż przy stoliku dziadka, zajmował już mój ojciec ze swoimi kolegami. Razem z czarnowłosym podeszliśmy do wyznaczonego specjalnie dla nas stołu, stojącego naprzeciw mojego rodzica
Podczas gdy tata rozmawiał z kumplami, ja i mój wielkolud siedzieliśmy cicho, obserwując co chwila wchodzących do pomieszczenia ludzi, zajmujących puste siedzenia, których z czasem było coraz mniej. Ku mojemu zdziwieniu, do Sali weszła również Zakuro wraz z jej matką, a także kilkoro innych cywilów. W dużej jednak mierze zdecydowanie przeważała tu obecność żołnierzy.
- Coś czuję, że  sprawa jest grubsza niż myśleliśmy – Szepnął mi olbrzym. Kiwnęłam głową w odpowiedzi. Gdy cały harmider ze znalezieniem siedzącego miejsca w końcu się uspokoił, po dziesięciu minutach wszedł Tsuchikage, mój dziadek. Odruchowo zmarszczyłam brwi, gdy zobaczyłam jego surowszy niż zazwyczaj wyraz twarzy. Akatsuchi miał rację. Coś go trapiło i coraz bardziej byłam przekonana, że sytuacja, która miała być omawiana, dotyczy naszej wioski, a nawet… Mnie czy mojego kumpla.
Onoki (dziadek) rozejrzał się po pomieszczeniu, wtedy nasze spojrzenia wreszcie się spotkały, jednak szybko odwrócił ode mnie wzrok. Upewniwszy się, że wszyscy są, chrząkną i skinął znacząco głową na mojego ojca. Ten wstał, poprawił doczepiony do kurtki malutki mikrofon, z ustawioną już przez jednego z żołnierzy głośnością.
– Przede wszystkim, dziękuję państwu za przybycie i witam was na kolejnym zebraniu, które poprowadzę ja, Kitsuchi Kamizuru – Przemówił mężczyzna – Na początek pozwolę sobie rozpocząć pozytywnym akcentem i wraz z czcigodnym Tsuchikage, pragnę pogratulować wszystkim Joninom udanych misji oraz cennych informacji, które zdobyliśmy – Wśród zebranych rozległy się brawa – Dzięki nim, gospodarka naszego kraju poprzez interesy z innymi osadami będzie coraz lepiej współpracować, co podniesie nas coraz wyżej. Mamy coraz większe szanse stać się większą potęgą niż kraj Wiatru, a nawet Ognia. Dlatego przejdę teraz do listy zmian w niektórych ustawach, jakie ustaliła narada oraz przedstawię korzyści, jakie z tego będą wynikać, czego będziemy się spodziewać… - W czasie, gdy tatko wyliczał te wszystkie punkty i podpunkty, moja koncentracja zaczęła słabnąć i nawet nie zauważyłam, kiedy ze znużeniem moja głowa oparła się o dłoń, a oczy same przymknęły i chyba nawet leciutko mi się przysnęło. Po mojej głowie zaczęły krążyć różne myśli. Ten dzień był tak nudny, że aż męczący. Może to wina pogody? Niedługo początek maja, niby jeszcze wiosna a mam wrażenie, jakby przyszło lato, tak upalne, że aż chce się spać. Przy wiatraku najlepiej, z wodą pod ręką. A w ogóle… Co Bazyl ze swoją matką robią na zebraniu takim jak to?  Może ja tak naprawdę cały czas śniłam i wszystkie wydarzenia, które Wam opowiedziałam to moje urojenia?
- Kurotsuchi… - Usłyszałam szept przy swoim uchu – Kurotsuchi!
Wzdrygnęłam się i gwałtownie otworzyłam oczy, mrugając zdezorientowana. Popatrzyłam głupawo na lekko ubawionego Akatsuchiego.
- Zasnęłaś – Upomniał mnie – Wiem, że słuchanie nowych przepisów jest nudne ale chyba teraz będziemy omawiać coś innego.
Uniosłam brew i spojrzałam na swojego ojca oraz dziadka z których, ten drugi, jak zapewnił mnie mój kumpel, niedawno również włączył się w omawianie tych wszystkich pierdów. Poprawiłam się na swoim siedzeniu i z uwagą spojrzałam na obu mężczyzn, starając się zignorować fakt, że zrobiło się ciemno na dworze (czego niestety nie dało się nie zauważyć przez wielgachne okno)
- Powracając do zasług żołnierzy – Przypomniał wcześniejszy temat tatko, na co normalnie wywróciłabym oczami z irytacją. Jednakże ton jego głosu, jaki przybrał zaniepokoił mnie na tyle, bym słuchała dalej, tym bardziej, że przez moment zerknął na mnie tak, jakby chciał mi powiedzieć „to o tym ci wcześniej mówiłem, właśnie to cię zainteresuje” – Ostatnio otrzymaliśmy kilka przydatnych informacji, istotnych dla bezpieczeństwa w naszej jak i wielu innych wioskach – Tu nabrał powietrza, po czym ostrożnie je wypuścił – Chodzi o Akatsuki, organizację, która trzy lata temu zaatakowała wioskę ukrytego Liścia.
Na dźwięk nazwy zrzeszenia w pomieszczeniu zrobił się lekki harmider w postaci szurających krzeseł i nerwowych szeptów, które ustały natychmiast poprzez stukanie przez mojego dziadka młotkiem o spodeczek na biurku.
- Jak zapewne wiecie – Kontynuował mój rodzic – Niedawno doszło do serii morderstw w okolicach wioski Gorących Źródeł, wioski Liścia a nawet przy kraju Fal. To zasługa, a raczej sprawka ludzi z tego stowarzyszenia, o którym już wspomniałem. Zebrali oni żniwo wśród osób z kraju Liścia, Chmury, Wody, mniejszych osad… Oraz tych z naszych stron. Co było ich celem? Prawdopodobnie to, co wydarzyło się ostatnio po egzaminie na chuunina, organizowanego przez wioskę Liścia oraz Piasku. Porwano wtedy jedną z uczestniczek, Fuu z kraju Wodospadu. Wiele osad zdecydowała się pomóc w znalezieniu dziewczyny, wysyłając swoich ludzi na poszukiwania, z których nie wrócili. Ponoć jedną z niedoszłych ofiar miała być czternastolatka z Gorących Źródeł, szczęśliwie jednak, uszła z życiem. Jakieś pytania?
Wszyscy zgromadzeni zaczęli patrzeć po sobie z wahaniem, w końcu swój głos zabrała Bazylka, wstając ze swojego miejsca.
- Czy rozpoznano tożsamość ludzi z tej organizacji? – Chciała wiedzieć, po czym znacząco na mnie spojrzała. Zmarszczyłam brwi, kompletnie nie rozumiejąc, o co jej chodzi. Przeniosłam więc wzrok w stronę taty i jego kolegów.
- Owszem, niektóre nie są pewne, ale w większości przypadków dało się ich rozpoznać – Odparł jej Ikemochi Asano, pracownik centralnego biura śledczego (oraz przyjaciel mojego ojca), po czym przeniósł wzrok na jakąś kartkę – W ciągu ostatnich miesięcy udało nam się rozpoznać osoby takie jak: Uchiha Itachi, Hoshigaki Kisame, Douhito Deidara, Kakuzu z Wodospadu, Sasori z czerw…
- Słucham?! – Wrzasnął Akatsuchi, podnosząc się gwałtownie z krzesła. Wszystkie oczy zwróciły się wprost na niego – Pomylił się pan, prawda?!  To przejęzyczenie, mam rację?!
- Ale o co ci dokładnie chodzi, Akatsuchi? – Zdziwił się mężczyzna, niezbyt ogarniając występ mojego kolegi.
- O to, że przeczytał pan Douhito Deidara! – Zniecierpliwił się olbrzym. Dopiero wtedy dotarło do mnie co właściwie się stało. Spojrzałam na czarnowłosego z przerażeniem, podczas gdy on darł się dalej – To jakaś pomyłka, czyż nie?! Pan to dopisał w żartach, prawda?! Niech pan powie, że tak!
- Co…- Wymamrotałam, wstając ciężko z miejsca, przy czym wpatrywałam się nic nie rozumiejącym wzrokiem w funkcjonariusza.
- Wszystkie te imiona i nazwiska, które przeczytałem należą do osób, które dołączyły do Akatsuki – Powtórzył Asano – Oznacza to, że plotka o śmierci waszego dawnego kolegi, jest fałszywa.
- Są na to jakiekolwiek dowody?! – Odezwał się ktoś z uczestników zebrania. I w tym momencie rozpoczęła się lawina pytań i protestów.
- Bzzzzdura! Deidara był przecież kandydatem na następnego Tsuchikage! – Włączyła się inna osoba.
- Wiedziałem, że to będzie przyszły kryminalista! – Dodał ktoś następny.
- To jakieś żarty! Natychmiast to skończcie! – Zaprotestowały kolejne osoby.
- Zlikwidować go! – Włączył się ktoś jeszcze. Podczas gdy wszyscy się darli, a ludzie od pilnowania porządku próbowali uspokoić zebranych, ja stałam jak słup soli, kompletnie nie ogarniając, co się dzieje. Deidara? Czemu o nim wspominają? Czemu teraz? Popatrzyłam na wielkoluda. W przeciwieństwie do mnie, on zdawał się dokładnie rozumieć to, co usłyszał i twardo się z kimś o coś wykłócał.
Batalię zakończył mój dziadek, uderzając młotkiem tak gwałtownie, że aż wszyscy ucichli. Automatycznie zwróciłam ku niemu oczy. Był naprawdę wściekły.
- Możemy kontynuować?! Czy może nałożyć na kogoś z was karę za zakłócanie zebrania?! – Krzyknął, co sprawiło, że większość zebranych od razu wbiła wzrok w blat stołu.
- Kontynuując – Westchnął Ikemochi – Tak, mamy dowody na to, że widzieliśmy Deidarę. On żyje i pracuje dla Akatsuki. Razem z całym zespołem przesłuchałem kilkoro świadków z naszej osady, a także paru ludzi z innych wiosek, które widziały osoby odziane w charakterystyczny dla tego zrzeszenia strój. Z początku najwięcej słyszeliśmy o Uchiha Itachim i Hoshihgaki Kisame. Dużo osób też wspominało o Sasorim z Czerwonego Piasku oraz Kakuzu z Wodospadu, jednakże od jakiegoś czasu przewija się również i imię Deidary, co poniektórzy wspominają coś na temat jakiegoś Hidana. Prawdopodobnie nasz były towarzysz oraz ów Hidan są, że tak powiem, „Świeży” wśród nich.
- Ale co pan pierdoli, za przeproszeniem?! – Zirytowałam się w końcu, na co mój przyjaciel gorąco mi zawtórował – Niby gdzie go widziano?! I skąd wiadomo, że to akurat on?!
- Pierwsze doniesienie mieliśmy na początku kwietnia – Odezwał się mój ojciec, po czym skinął na swojego kolegę – Kontynuuj.
- Pochodziło ono od dwóch mieszkanek naszej wioski, które pracowały w młodzieżowym klubie „Ego” – Powiedział śledczy – Podobno doszło tam do bójki, między nieznanym nam chłopakiem a Deidarą. Był on wtedy ze swoimi koleżankami, dość znanymi we wszystkich osadach – piosenkarką Qiu Tong oraz shinobi, Sun Jing, pochodzącymi z kraju Herbaty. Był on również w towarzystwie swoich towarzyszy z Akatsuki: Itachim Uchihą oraz wspomnianym wcześniej Hidanem z wioski Gorących Źródeł. Tę dwójkę rozpoznały inne osoby, które mieszkały w osadach, do których mężczyźni przynależeli. Po przesłuchaniu barmanów i kelnerów otrzymaliśmy zapewnienie, że tak, to byli oni, gdyż w pewnym momencie Deidara musiał się wylegitymować, by móc kupić alkohol.
- I obsługa tak po prostu ich wpuściła? – Zapytał któryś z żołnierzy, którego imienia nie pamiętałam – To nie zabronione?
- Takie bary są otwarte raczej dla wszystkich, po za tym… Zostali w pełni zauważeni gdy doszło do bójki – Mruknął funkcjonariusz – Osobiście potraktowałbym TĘ historię z przymrużeniem oka, mógł to być pewien chwyt, by przyciągnąć do siebie… Więcej ludzi, których faktycznie przybywa. Zarówno przez obecność Sun Yang i Qiu Yin, jak i tej organizacji właśnie w nadziei, że kogoś z nich spotkają. Żenada, nie warto w to wierzyć – Mężczyzna z rezygnacją pokiwał głową.
- A ja się nie zgadzam! – Wykłócił się ktoś i w ten sposób zrodziła się batalia o to, czy informacja była prawdziwa, czy też nie. Spojrzałam na Akatsuchiego, nie wydawał się być przekonany co do prawdziwości tej wiadomości, tak samo jak i ja. No i skąd w tej historii wzięły się Qiu Yin i Sun Yang? To czysta reklama sławnych osób i sianie paniki tym stowarzyszeniem. Ci co dostarczyli tę informację, prawdopodobnie nie wiedzą jak mnie w tym momencie zirytowali poprzez zawracaniem nam dupy takim fałszem. Jednakże w głębi duszy coś nie przestawało mi mówić, że to sama prawda. Nie. Nie, nie, to czyste kłamstwo. To musi być kłamstwo.
- Pozwolą mi państwo w końcu kontynuować?!  – Przekrzyczał wszystkich w końcu Ikemochi, sprawiając że ludzie niechętnie na niego spojrzeli, cichnąc – Temat Deidary i jego pojawienie się w różnych miejscach nie jest jeszcze ostatecznie skończony. Skoro nie wierzą państwo w prawdziwość zdarzenia z barem to pozwolę sobie na koniec wymieniania wszystkich dowodów na przynależność blondyna do Akatsuki, przyprowadzić każdego ze świadków wspomnianych przeze mnie wydarzeń. Może być? – Zapytał, jednakże nikt się nie odezwał, co mężczyzna uznał za potwierdzenie – Wspaniale. Kolejne miejsce, to wioska ukrytego Piasku. Zapewne wszyscy słyszeliśmy już o współpracy Liścia oraz Piasku, mam rację? – Zadał kolejne pytanie, tym razem ludzie zaczęli przytakiwać, zaś ja uniosłam w zdziwieniu brwi. Czy to nie o tym Akatsuchi mówił mi dziś rano? – Powodem tego sojuszu jest wydarzenie, które wydarzyło się trzy lata temu. A mianowicie śmierć trzeciego Kazekage, którego, tuż przed egzaminem na chuunina, zabili ludzie z wioski Dźwięku, czyli byli sojusznicy Piasku. Niewiele później wioska Liścia została odwiedzona przez dwójkę ludzi z Akatsuki, Uchihę Itachiego oraz Hoshigaki Kisame, którzy, według czcigodnego Jirayi, dostali rozkaz porwania jego ucznia, Uzumaki Naruto. Niewiele potem, stanowisko nowego Hokage zajęła wnuczka Hashiramy, Tsunade. A ponieważ i w wiosce Piasku (bo jak wiecie podczas egzaminu zginęli kage obu tych wiosek) panowało chwilowe bezkrólewie, to i oni musieli wybrać kogoś, kto będzie rządzić. Wybór padł na młodego chłopaka, Gaarę. I tym właśnie Gaarą również zainteresowało Akatsuki. Zapytacie, dlaczego akurat ci ludzie tak namiętnie powzięli sobie zamiar porwania tych dzieci? Już wyjaśniam. Powodem jest posiadanie przez jednego i drugiego ogoniastego demona – Tu Asano zaczął pokrótce tłumaczyć, co to jest, a ja czułam, że mam coraz większy mętlik w głowie. Zaczęłam się w tym wszystkim gubić. A przede wszystkim starałam ułożyć sobie to, co usłyszałam. Dlaczego ten facet mówi o statusie Deidary tak pewnie? Dlaczego? Popatrzyłam na niego.
- …właśnie dlatego obie wioski postanowiły informować się wzajemnie o każdym ruchu tego stowarzyszenia – Kontynuował – I teraz przejdę do konkretów. Zrobili kolejny krok w stronę wioski Piasku właśnie. Ich celem było odbicie im Kazekage Gaary ze względu na demona, który został w nim umieszczony. I właśnie w to porwanie został zamieszany były mieszkaniec tejże osady, czyli właśnie Sasori Akasuna oraz… Nasz Deidara.
Na Sali rozpoczął się kolejny gwar i protesty.
- na to dowody! – Wrzasnął śledczy, powodując nagłe przerwanie harmideru. Wyjął on spod biurka tajemniczy notes, który uniósł tak, by każdy go widział – To jest księga Bingo. Jak już mówiłem, masa osób zeznawała, iż widziała Deidarę. A skoro państwo tak bardzo się przekrzykujecie, to pozwolę sobie pokazać wam, że status chłopaka jest nadal aktywny. Tu macie jego zdjęcie oraz, no cóż, nagrodę za jego głowę.
Po usłyszeniu ostatniego zdania poczułam przeszywający mnie paraliż oraz zimno. Księga bingo? Zdjęcie? Nagroda? Popatrzyłam na Akatsuchiego, który spojrzał na mnie z tak wystraszonym wyrazem twarzy co ja i wymamrotał.
- Mógł od razu do tego przejść…
- Ale…- Chciałam coś powiedzieć, jednakże przerwałam, gdy widziałam reakcje ludzi, którzy podawali sobie z rąk do rąk ową księgę. Obserwowałam każdą reakcję, w nadziei, że ktoś między sobą powie że „to na pewno nie jest on”. Niestety każdy, kto to oglądał, miał minę jakby chciał powiedzieć zupełnie odwrotną wersję do tej, którą chciałam zobaczyć. Nagle tomisko trafiło do rąk Bazyla, która, ku mojemu zaskoczeniu, nawet nie zajrzała do środka, tylko razem ze swoją matką swobodnie przekazały przedmiot dalej. Reakcje ludzi były podobne do wcześniejszych.  Zerknęłam znów na mojego kumpla, a on na mnie.
- To… Powiedz, że oni się tylko z nas nabijają? – Poprosiłam błagalnym szeptem -  To nie jest prawda! Oni sobie robią z nas ja…! – Tu nie dokończyłam zdania, albowiem przede mną pojawiła się ów tajemnicza księga z zaznaczonym fragmentem, w którym każdy miał zaglądnąć. Przez chwilę wpatrywałam się tępo w ten przeklęty obiekt, po czym przygryzłam nerwowo wargi i drżącymi rękoma zabrałam się za otwieranie książki… I zrobiło mi się słabo, gdy tylko GO zobaczyłam. Dosłownie wszystko się zgadzało, data urodzenia, pochodzenie, rodzice… Oraz wygląd. Właśnie. Wygląd. To były jego oczy, jego twarz, nie miałam już wątpliwości. Kątem oka zerknęłam jak wielkolud ukrywa twarz w dłoniach, zaś ja nie mogłam się ruszyć. To naprawdę był Deidara. Deidara, który wyglądał dojrzalej niż go zapamiętałam, ale pewna część mnie nie przestawała krzyczeć, że to jest on, właśnie on. I nagle jego obraz się zamazał… Tylko przez co?
W tym momencie poczułam, jak ktoś odbiera mi księgę, był to mój ojciec, przypadający mi się troskliwie.
- Kurotsuchi, weź się w garść, nie możesz teraz płakać – Szepnął mi, na co lekko zdziwiona otarłam łzy. Ja… Płakałam? Popatrzyłam na mojego dziadka, już rozumiałam, skąd wyraz jego twarzy, jak również byłam skłonna uwierzyć już we wszystko, co kto mi powie.
- Skoro już wszyscy pojęli, że nie ma w tym żadnego kłamstwa, będę kontynuował – Zarządził Ikemochi, po czym zaczął opowiadać przebieg tego, co działo się w wiosce ukrytego Piasku. Ponoć to właśnie na Deidarze i Sasorim miał spoczywać obowiązek porwania Kazekage, jednakże to głównie blondyn zajmował się całą operacją. Dowiedziałam się również, że z chłopaka został później wyssany demon, co spowodowało jego śmierć. Na szczęście chłopak został przywrócony do życia po interwencji Liścia, oraz babki Sasoriego, która to postanowiła oddać Gaarze całą swoją czakrę. Pewne grupa z wcześniej wspomnianej osady Ognia (Liścia) próbowała nawet walczyć z Deidarą, ale podobno miał wysadzić się w powietrze, jednakże każdy z nich obstawia, że było to upozorowanie i dalej kontynuują poszukiwania. To samo z Sasorim, który prawdopodobnie w pewnym momencie umiejętnie wycofał się z walki z jedną z kunoichi Liścia, by uciec * , bo po walce ciało mężczyzny nagle rozpłynęło się w powietrzu a po marionetkach nie było ani śladu.
Słuchając tego wszystkiego, zastanawiałam się tylko nad motywami blondyna. Czemu on do nich dołączył? I czemu nie zamierza wracać? Zgaduję, że nie tylko ja zadawałam sobie to pytanie, ale i pozostali.
- Teraz odbędą się zeznania świadków, którzy widzieli lub wiedzą coś na temat Deidary – Zarządził mój ojciec, dostając w końcu swój głos.
Na salę weszły najpierw dwie dziewczyny, kelnerki z klubu Ego, które gorąco zapewniały o tym,  że widziały blondyna. Potem osoby, które bawiły się tego samego dnia w tym klubie… Aż w końcu temat tamtego wydarzenia się wyczerpał i powrócono do wcześniejszego. Do masakry do której doszło przy Gorących Źródłach, w tej sprawie również zostali wezwani nowi świadkowie, którzy twierdzili, że przy tych wydarzeniach natknęli się nie tylko na Deidarę i Sasoriego, ale i Kakuzu z Wodospadu jak i Hidana, o którym już wcześniej pisałam. Ta grupa miała ponoć z „nieznanych bliżej powodów pozabijać wielu silnych shinobi z różnych osad” i tu mielibyśmy temat zamknięty, gdyby nie jeden nagle zawarty głos…
- Ja wam powiem jak naprawdę było! – Usłyszałam i wraz z resztą zebranych zwróciłam wzrok na koniec Sali.
Przy drzwiach stał oparty o ścianę, piętnastoletni chłopak odziany w czarny, skórzany płaszcz, spodnie, oraz glany. Spod kaptura, okrywającego jego głowę dostrzegłam ukryte pod nim ciemnobrązowe włosy oraz bladą jak śnieg twarz o złowrogo błyskających tęczówkach o dwóch różnych kolorach. Prawa była złoto/zielona, zaś druga, jasno-niebieska.

Odruchowo zmrużyłam oczy, a po moich plecach przeszedł dreszcz. Dlaczego on tu jest? Czemu nie ma go na misji? Spojrzałam błagalnie na mojego ojca, który westchnął i ku mojemu zdumieniu, poprosił chłopaka gestem, by do nas podszedł. Odruchowo złapałam się ramienia Akatsuchiego, na co ten się wzdrygnął.
Dzieciak podszedł naprzeciw biurka Tsuchikage i obojętnym wzrokiem popatrzył na mojego staruszka.
- A zatem, Takumi, oddaję ci głos – Powiedział. Brązowowłosy zerknął na mnie i na mojego kumpla, na co mocniej zacisnęłam palce na ramieniu olbrzyma, zaś ten uważnie obserwował nastolatka i jego poczynania.
- Dla jasności, pragnę zaznaczyć, że ta „zaatakowana dziewczynka” to czyste kłamstwo – Rozpoczął swoje zeznania chłopak, na co wszyscy popatrzyli na niego zszokowani i zaczęli szepta między sobą. Znów rozległ się harmider, który trzeba było uciszać młotkiem. Gdy zapadła cisza, brązowowłosy postanowił dalej kontynuować – Zacznę od początku. Wszystkie te ofiary, o których słyszeliśmy, nie były zabite przez członków Akatsuki, a przez tę dziewczynkę. I mnie, częściowo.
- Ale o czym ty mówisz, Takumi? – Zapytał się nage Ikemochi – Chcesz powiedzieć, że te wszystkie zabójstwa, to była… Twoja sprawka?!
- Nie przerywaj mi – Warknął na niego nastolatek, na co mężczyzna potulnie usiadł na swoje miejsce. Zakryłam usta dłonią, by nie parsknąć śmiechem, że tak stary facet boi się dzieciaka. Tymczasem kolorowooki dalej kontynuował – Zapytacie, po co to zrobiłem? I czy współpracowałem z tą dziewczyną? Odpowiem najpierw na drugie pytanie. Otóż… Nie, nie znam jej, jedyne, czego udało mi się dowiedzieć, to to, że jest siostrą jednego z członków Akatsuki. A skoro już przy nich jesteśmy, to odpowiem na drugie pytanie – Tu nabrał powietrza, po czym je wypuścił – Prawdopodobnie cel tej dziewczyny jest taki sam, co mój. Jaki? Również wytłumaczę… Otóż w dniu masakry o której wcześniej tu mówiono, zauważyłem przez przypadek czwórkę ludzi z tej organizacji. W tym i Deidarę. Mieli się rozdzielić na dwie grupy. Deidara poszedł wraz z Sasorim a Kakuzu z Hidanem. A ponieważ mam dużo wspólnego z Deidarą, to chciałem poznać cel ich misji. Okazało się, że z jakiegoś powodu poszukują ludzi do swoich szeregów. A konkretnie jednej osoby. I stąd te zabójstwa. Razem z tą dziewczyną przeszkodziliśmy im w misji. A co do niej, to plotka o rzekomym ataku na nią wzięła się stąd, że w pewnym momencie ją zauważyli i chcieli ją dorwać, ale ostatecznie im uciekła. A gdy sobie odpuścili, natknęli się na mnie. I to wszystko.
Po zakończeniu wywodu przez dzieciaka, nastała dosyć długa cisza, w której zorientowałam się, że mam zsuniętą do samego blatu koparę, którą natychmiast zamknęłam. Nagle wszyscy się jakby ocknęli i patrzyli na siebie nic nierozumiejącym wzrokiem. Mój ojciec też był nieźle zszokowany.
- Ale… - Powiedział powoli – Chyba nie dokończyłeś historii. Spotkałeś się z nimi i… Co dalej?
- Przywitałem się z Deidarą, po czym zniknąłem im z pola widzenia za pomocą mojej techniki – Chłopak wzruszył ramionami – Zostałbym dłużej, gdyby nie zabrakło mi czakry.
- Czyli chcesz powiedzieć, że mają oni nabór na nowego członka organizacji? – Dopytywał się mój tatko.
- Tak, o ile nie dali sobie z tym spokój – Odrzekł zapytany. I w tym momencie, po raz któryś już, znów rozległa się gromka dyskusja, która znów została przerwana przez mojego dziadka. Tym razem jednak, to on postanowił zabrać głos.
- Jak sami widzicie – Przemówił, na co każdy ostatecznie zamilkł – Plotki o „śmierci” Deidary są nieprawdziwe, a jego „rozpłynięcie się w powietrzu” to bardzo umiejętne porwanie go przez ludzi z tej organizacji, do której zdecydował się dołączyć, a tym samym zdradzić własną wioskę i jego mieszkańców. Powtarzam jeszcze raz: Deidara ŻYJE. A co za tym idzie, mamy już teraz tylko jedno wyjście: sprowadzenie go do nas z powrotem… I ZABICIE GO.
- ŻE CO?! – Wydarłam się, zresztą nie tylko ja, pozostali mieszkańcy również nie byli zachwyceni tym werdyktem. Co on gada?! Czy mój dziadzio na mózg upadł?! Ból pleców go przygniótł czy jak?!
Kolejny dźwięk młotka. Kolejna cisza, tym razem cięższa.
- Nie zgadzacie się  tym wyrokiem?! – Wrzasnął Tsuchikage – To powiedzcie mi: myślicie, że on tu wróci po dobroci?! Nie! On już jest w ich rękach! To nie jest ta sama osoba, co kiedyś! Jeśli nie wierzycie, proszę o kolejnego świadka, który widział się z Deidarą tuż po jego dołączeniu do Akatsuki! Zakuro, proszę, wstań!
Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Bazylkę, która wstała ze swojego miejsca, podchodząc naprzeciw biurka kage, przy którym jeszcze niedawno stał Takumi (który to zdążył już dawno wrócić pod ścianę). Dziewczyna poprawiła okulary i przeczesała włosy dłonią. Westchnęła.
- Jak pewnie wiadomo, w pewnym momencie Deidara został zapisany przez jego matkę do szkoły średniej – Rozpoczęła – Ja również chodziłam do takiej szkoły, ale w pewnym momencie musiałam zmienić placówkę z osobistych powodów. Zbiegło się to ze zniknięciem Deidary z naszej osady. I tak się złożyło, że gdy się przeniosłam do nowej szkoły, to zobaczyłam, że Deidara tam chodzi. Ale był już inny, nie taki, jak zwykle był. Zmienił się, był… wredny i oschły. Miałam zamiar kilkukrotnie odnowić z nim kontakt, jednakże on odmawiał. W końcu jednak dał się przekonać i zaprowadził mnie do, jak mi wiadomo, kryjówki Akatsuki, gdzie zostałam brutalnie uświadomiona o tym, że ludzie z tej organizacji nie utrzymują kontaktów zarówno z rodziną, jak i drużyną czy zwykłymi znajomymi ze swojej osady... Zamykają się po prostu, grozili mi. Nie wiem, chyba to już wszystko – Westchnęła, a mnie włączyła się lampka ostrzegawcza. Owszem, byłam skłonna uwierzyć, że być może jakoś spotkała się potem z blondynem ale… Ciężko było mi uwierzyć, że Deidara od tak posłałby kogoś nzjaomego w takie miejsce.
- Co ma oznaczać „brutalne uświadomienie”? – Zapytał Ikemochi – Zrobili ci coś, prócz grożenia ci?
- Tak! Pobili mnie! ** – Poskarżyła się okularnica – Poturbowali, miałam pełno siniaków! Moje przyjaciółki nawet potwierdzą, że próbowali mnie zgwałcić! A najgorsze jest to… Że on za… Zaprzyjaźnił się z… Z tym… mordercą Uchihą – Tu dziewczynie zaczął łamać się głos, po czym nagle, autentycznie się rozpłakała, co spowodowało niemałą sensację na Sali. Wszyscy ją pocieszali, rozmawiali z nią. Rozpoczęła się dyskusja. A jeśli chodzi o mnie, to ja sama również poczułam się dziwnie. Owszem, wiedziałam, że coś tu nie gra, ale gdy wspomniała o tym Itachim, to zrozumiałam, że kryje się za tym coś więcej, o czym chce nam powiedzieć, ale coś ją przed tym hamuje. No chyba, że to kolejne kłamstwo. Spojrzałam na Akatsuchiego. Przyglądał on się dziewczynie niewzruszenie, jakby kompletnie nie wierzył w żadne jej słowo. W pewnym momencie dostrzegłam, jak kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze, co już totalnie mnie zmieszało.
Pociągnęłam go za rękaw, zmuszając tym samym, by na mnie spojrzał.
- Ej, ty… Wierzysz jej czy nie? – Szepnęłam do niego.
- Oczywiście że nie. Jak mogłaś pomyśleć, że się na to nabiorę? – Zapytał równie ściszonym co ja głosem – To aktorka i manipulator. O ile jestem skłonny uwierzyć, że nasz Deidara przeszedł na stronę tych świrów, tak jej nie wierzę absolutnie. Szczególnie ta scena z pobiciem i…
- Ej, gaduły! – Upomniał nas mój ojczulek, na co umilkliśmy.
- Zakuro, czy to już wszystko, co chciałaś nam powiedzieć? – Zapytał Ikemochi. Dziewczyna skinęła głową.
- Wobec tego przypominam werdykt, jaki postawiłem: od teraz naszym głównym celem jest odbicie i zabicie Deidary – Zarządził Tsuchikage.
- Sprzeciw! – Zaprotestował ostro mój kumpel, gwałtownie zrywając się z krzesła, po czym widząc spojrzenie mojego dziadka, lekko złagodniał – Czcigodny Tsuchikage, proszę mi wybaczyć, ale mam inne rozwiązanie tego problemu.
- Ach tak? Jakie? – Zakpił mój dziadek – Masz jakieś inne rozwiązanie dla zdrajcy oraz seryjnego mordercy?
Wywróciłam oczami i również wstałam.
- Przypominam ci, dziadku, że te liczne morderstwa to nie była sprawka Deidary, tylko jakieś gówniary z Gorących Źródeł… I nie tylko jej się to tyczy – Tu spojrzałam surowo na Takumiego, który dalej nie odrywał się od ściany, przysłuchując się ze znudzeniem całej tej sytuacji.
- No właśnie! – Zawtórował mi Akatsuchi – Dajmy mu chociaż szansę! Nie mógł się tak bardzo zmienić! Myślę, że jeśli dobrze się podejdzie do sprawy, to uda nam się z nim porozmawiać a może nawet przekonać, by do nas wrócił! Nie mówię, że mamy go przyjąć tak, jakby się nic nie stało, ale… Ale nie zabijajmy go. Gdy go przekonamy, odpokutuje i wszystko wróci do normy! A może i nawet sprzeda nam ważne dane, które pozwolą nam dostać się do organizacji? – Olbrzym uśmiechnął się rozbrajająco, zaś zgromadzeni wydawali się być zainteresowani jego pomysłem, jak również i ja. Jednakże dziadzio wraz z moim ojcem i pozostałą częścią rady nie wydawała się być do końca przekonana.
- Zanim się zapędzisz, Akatsuchi, przypominam ci, że wydostanie się z organizacji tego typu nie jest proste – Przypomniał mu mój dziadek – Po pierwsze, nawet jeśli uda nam się go przekonać, pamiętaj, że on i tak będzie ścigany. Możemy ryzykować wojnę z tymi ludźmi, co oznacza proszenie o pomoc pozostałe osady. Niemniej jednak – Tu staruszek uśmiechnął się – Jesteś moim ochroniarzem od dawna i wiesz, podoba mi się twój optymizm. Powiem więcej, biorę pod uwagę twój plan, jakkolwiek głupi on nie jest. ALE pamiętaj, że naszą myślą przewodnią jest zabicie Deidary. Twój plan wcielimy w życie, jeśli okaże on zainteresowanie współpracą z nami. Wtedy też możemy poprosić o pomoc inne wioski, w końcu powiedziane już było, że coraz lepiej nam się z nimi układa, co jest na plus. Jednakże wiedz, że może być różnie. To jak? Zgadzasz się na moje warunki, czy też nie?
Zapadła cisza. Wszyscy przyglądali się tej dwójce z napięciem.
- Zgoda – Odrzekł w końcu mój kumpel, na co przysłuchujący się zareagowali radością i entuzjazmem jak i złością i rozczarowaniem przebiegowi sprawy. Tu w ruch znów poszedł młotek, głos zabrał ponownie mój ojciec.
- Jak państwo słyszeli,  sprawa Deidary na ten dzień, zostaje postawiona pod znakiem zapytania. O dalszych decyzjach będziemy was informować. Proszę się rozejść!
***
Mimo tego, że zarządzono opuszczenie Sali, to zebranie i tak się przeciągnęło, gdyż tłum musiał sobie jeszcze podyskutować, przez co doszliśmy do nowych decyzji, o których zaraz wspomnę.
Kiedy wyszliśmy, była dwudziesta trzecia, to jednak nie powstrzymało mnie i Akatsuchiego wybrać się do lasku, w którym niegdyś się bawiliśmy i w którym wybudowaliśmy sobie domek na drzewie. Siedzieliśmy właśnie obok tego konaru, pry ognisku, milcząc. Oboje byliśmy pochłonięci własnymi myślami. Po wyjściu z zebrania dopiero dotarło do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło, nawet jeśli udawało mi się wtedy zachowywać normalnie, tak po opuszczeniu tamtego miejsca dotarło do mnie, że nie dość, że mój przyjaciel cały czas żyje, to zdradził nas wszystkich i teraz grozi mu przez to śmierć. Właśnie, śmierć. Spojrzałam na wielkoluda, który smętnie szturchał palenisko.
- Jak mogłeś zgodzić się na to, by go zabić? – Zapytałam z pretensją w głosie. Czarnowłosy popatrzył na mnie z politowaniem.
- I tak by doszli do takiego wniosku – Przypomniał mi – Zwróć uwagę, że wcześniej chcieli go tylko tu sprowadzić i go zabić bez żadnego gadania. A tak? Dzięki temu, że przy was wszystkich porozmawiałem z twoim dziadkiem, jest szansa na uniewinnienie go!
- No tak, masz rację – Zaczerwieniłam się, po czym wbiłam wzrok w migający ogień – Ehh… Mimo wszystko… Ale numer, co?
- Też się tego nie spodziewałem – Westchnął mój rozmówca – Dalej nie mogę pojąć, co nim kierowało, że tam dołączył. Kurde, zastraszyli go czy co? Pewnie pokonali go w walce i zmiękł.
- Deidara był z nas najsilniejszy – Zaprotestowałam – To nie możliwe, by go od tak pokonali… Chociaż – Zmarszczyłam brwi, przypomniawszy sobie scenę z Bazylem oraz jej wspomnienia, konkretnie jedno – To z Uchihą Itachim… Jak myślisz, co to mogło być? Może to on go zmusił?
- Być może tak jest, aczkolwiek nie wierzyłbym tej lafiryndzie w żadne jej słowo – Mruknął wielkolud – Dobrze wiesz, że jest fałszywa i zrobi wszystko, by zrobić wokół siebie sensację.
- Aleś ty zamknięty… - Usłyszeliśmy nagle głos dobywający się zza drzew, na co od razu poderwaliśmy się z pni, by spojrzeć w tamtą stronę.
Staliśmy nieruchomo,  nasłuchując zbliżające się w naszą stronę kroki, po czym odetchnęliśmy z ulgą. Z otchłani mroku wyszedł nie kto inny jak Takumi.
- Dziecko, weź nie strasz! – Jęknęłam, opadając gwałtownie na swoje miejsce.
- Sorry – Mruknął obojętnie chłopak.
- Od kiedy dzieciaki wtrącają się w rozmowy dorosłych? – Zapytał niezbyt przyjaźnie Akatsuchi, również siadając na swoim pieńku – A po drugie, o co ci chodzi z tym byciem zamkniętym?
- O to choćby, że z góry zakładasz, że wszystko, co powie Bazyl, to same kłamstwa – Zarzucił mu brunet.
- Bronisz jej?! – Zirytował się duży, na co popatrzyłam na tę dwójkę z niepokojem.
- Bynajmniej – Prychnął nastolatek – Mam o niej takie samo zdanie co wy, ale mimo to nie zamykałbym się na wszystko co powie.
- W co wierzysz w takim razie? – Dopytywał się gruby, ja zaś przyglądałam im się w milczeniu – Co cię zainteresowało?
- Moment, kiedy wspomniała o Itachim – Odrzekł kolorowooki, na co się ożywiłam.
- Ja mam tak samo! – Włączyłam się – Też wydaje ci się, że kryje się za tym coś więcej?
- Owszem – Odparł mi Takumi, spoglądając na mnie swymi kolorowymi oczami – Myślę, że jeżeli spotkała Deidarę, to dowiedziała się przy okazji o jego relacjach z innymi członkami Akatsuki. Być może przyjaźni się on z tym Itachim, tak jak sama mówiła i pewnie samo to, że zadaje się on z kimś takim, jest dla niej przerażające. Do tego doszedłem.
- A co z wersją z biciem jej i gwałtem? – Nie dawał za wygraną Akatsuchi – Wierzysz w to? Bo może znalazłeś w tym coś, czego ja nie zauważyłem?
Tu spojrzałam na mojego przyjaciela złowrogo. Czy on sobie kpi z tego dzieciaka czy serio chce znać jego zdanie?
- Jeśli zadajesz mi takie pytanie by sprawdzić, czy jestem głupim, łatwowiernym dzieckiem, to radzę ci, przestań - Rzekł Takumi, przenosząc spojrzenie wprost na olbrzyma – Cieszę się, że w końcu coś osiągnąłeś i sam doszedłeś do jakichś wniosków, dzięki których poczułeś się mądry i taki odporny na manipulację, jednakże nie staraj się proszę robić przez to idiotów z innych ludzi, nawet tych młodszych.
W tym momencie mój kumpel spalił cegłę, zaś mnie lekko zatkało. Zawsze wiedziałam, że ten chłopak nie daje sobie wchodzić na głowę, jednak teraz zrobił na mnie szczególne wrażenie.
- Ekhem, wybacz mu – Chrząknęłam, ponownie podejmując rozmowę – Jest zdenerwowany całym dniem, podobnie jak ja. Dużo się wydarzyło i…
- Ok, nie tłumacz się – Brązowowłosy wystawił rękę na znak, bym przestała, po czym przysiadł się do nas. Przez chwilę panowało milczenie, jednak po dłuższym czasie nastolatek postanowił zabrać głos ponownie – Skoro już zostałem przydzielony do waszej drużyny, to zapewniam was, że nie mam zamiaru was zdradzić. Pomogę wam w znalezieniu Deidary.
- A co ty będziesz niby z tego mieć? – Odezwał się znów wielkolud – Niby czemu chcesz nam pomóc?
- Jak już mówiłem, mam z nim wiele wspólnego – Przypomniał nam nastolatek – I chcę go spotkać ponownie.
- Wspólnego… Co? – Zapytał idiotycznie Akatsuchi, na co spojrzałam na niego błagalnie.
- Może to, że mamy wspólnych ojców, Sherlocku? – Zirytował się Takumi, cisnąc w czarnowłosego swoje kolorowe spojrzenie – Mam ci przypomnieć, że jesteśmy rodzeństwem?
Tak, dobrze przeczytaliście.
Wspominałam już Wam wcześniej o ojcu Deidary, o tym ,jakim był świetnym aktorem a w rzeczywistości był chujem i że jak kiedyś nie miałam na to dowodów, by je przedstawić, to mam je teraz w postaci wielu zdjęć (które zdobyłam przez pewne sztuczki) oraz… Osoby tego chłopaka. Tak, to brat Deidary. Brat przyrodni, zaznaczam. Co to oznacza? A to, że oba chłopaki mają różne matki, zaś ojca tego samego. I co jest jeszcze istotne w tej historii? Matka Deidary nie wiedziała, że była zdradzana, zaś matka Takumiego, owszem. Ponoć Seiji miał się przed śmiercią rozwieść z Rosaline, by żyć ze swoją kochanką, ale cóż, nie wyszło mu. Tak to właśnie wygląda.
- Przepraszam – Mruknął czarnowłosy – Źle zrozumiałem twoje intencje, wybacz.
- Spoko – Powiedział brunet – To co, macie zamiar ze mną współpracować? Przypominam, że mamy ten sam cel.
- Zgoda – Przytaknęliśmy wraz z wielkoludem. W końcu i tak nie mieliśmy wyboru, skoro i tak przypisano nas nam go na zebraniu (to moment, którego nie opisałam)  jako członka naszej drużyny. Odrodzonej drużyny.
I jakby nie patrzeć, nie było prawie żadnej różnicy. W końcu dołącza do nas rodzina Deidary. I każde z nas ma ten sam cel. Ja i Akatsuchi chcemy znaleźć przyjaciela, Takumi – brata.
Popatrzyliśmy się całą trójką na pierwszą kwartę księżyca.
Deidara, jeśli jakoś mógłbyś usłyszeć teraz moje myśli, to wiedz, że nie pozwolimy, byś zginął. I że wszyscy cię szukamy.
Chcę cię już zobaczyć….


====================================================>
 Tu jak się domyślacie zmieniłam wydarzenia z mangi/anime na potrzeby mojego opowiadania. Nie, Sasori, u mnie nie zginiesz, nie ma tak dobrze xD
** Nic takiego nie było, nikt jej nie pobił. Bazyl kłamie, zresztą kto ma dobrą pamięć, ten wie jak było :D
====================================================>
~ C. D. N. ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz