wtorek, 4 lutego 2020

| Katsu 21| Cykl fortunnych i niefortunnych zdarzeń


Czeeeeść! ~ :*
Witam Was, moi drodzy czytelnicy i zapraszam na 21 część tej dziwacznej historii :D
Pierw jednak mam trzy ISTOTNE ogłoszenia:
1} w "Menu Bloga" możecie teraz znaleźć link do muzyki, którą polecam do czytania notek na moich blogach. Napisałam tam już to, czego ja sama osobiście słucham, jednakże by nie było nudno i że Wam narzucam swoje gusta, zachęcam również i Was, by pisać tutaj, ale najlepiej tam - swoich ulubionych twórców i tytuły piosenek, a ja będę uzupełniać listę ^^
2} W rozdziale pojawi się wzmianka o wieku niektórych postaci. Niektóre mogą być zgodne z mangą anime, a niektóre zmieniłam - tu mam na myśli Paina, Konan oraz Sasoriego,
3} Akcja toczy się na początku kwietnia (Ok. 03-12 kwietnia), Deidara jest zatem przed dziewiętnastymi urodzinami,
A i jeszcze jedno - gwiazdki " * " symbolizują odniesienia do czegoś.  Możecie to znaleźć na samym końcu rozdziału, to przydatne jeśli nie wiecie o czym aktualnie mówię. Albo skąd coś wzięłam. Nie mam zamiaru już pisać "dop. autorki".
Pozwoliłam sobie również dodać do opowiadania dwie główne postacie z manhuy (chiński odpowiednik mangi) z Tamen Di Gushi oraz zmienić zwyczaje w niektórych wioskac.
Zapraszam do czytania! ~~
===================================================================
03-04 kwietnia
{Kochany pamiętniku! 
Kiedy tutaj ostatni raz pisałem, to było to jakoś około miesiąca temu i muszę przyznać, że rzadko mi się zdarza, by znów tak szybko sięgać po pamiętnik, no ale… Cóż.
Po ostatnich wydarzeniach emocje do tej pory ze mnie nie zeszły. Dalej nie ogarniam tego wszystkiego, co się tu niedawno działo. Mówicie, że Wam pamięć nie sprzyja?
To od początku: Kilka miesięcy temu… Można by wręcz powiedzieć że rok temu razem z Hidanem zostałem przydzielony do misji, w której to mieliśmy pomagać w hotelu. Pamiętacie coś troszkę? To świetnie. Idę dalej z opowieścią w takim razie…
I w tym hotelu… Cóż, poznałem kogoś. Chłopak miał na imię Naoki i że tak powiem, był on moją chwilową przygodą seksualną. Tak, zgadza się, miałem przygodny seks.
W trakcie tego jakże barwnego pobytu dowiedziałem się również, iż Hidan zerwał ze swoją długoletnią partnerką, Nadią. Pisałem też zresztą o jego wahaniach nastroju, przy których mówił, że wszystko jest w porządku i bym się nie martwił, co oczywiście robiłem. Dochodziło też przez to do naszych kłótni.
Całe to zadanie sprawiło również, że spotkałem się z moją największą zmorą – Itachim, z którym wreszcie wyjaśniłem sobie pewną zasadniczą kwestię bycia razem czy też nie. I co się okazało? Że od tej pory mam kochanka. Nie, nie chłopaka, bo on nie trawi tego określenia. Co, myślicie więc, że wszystko jest już teraz między nami super? No to muszę Was rozczarować: OCZYWIŚCIE  KURWA ŻE NIE. Ale do tego przejdę za moment.
Gdy misja z hotelem się skończyła jashiniście dalej nie poprawił się humor. Doszło nawet do tego, że nie zechciał przyjąć ode mnie i Kakuzu ekskluzywnej prostytutki. Tajemnicę jego okropnego stanu depresyjnego odkryłem przypadkiem, kiedy to wybiegł z mieszkania. Zobaczyłem go wtedy z Konan, której nie było w siedzibie pół roku: jak ją trzyma na rękach nieprzytomną i całuje z taką delikatnością, jakiej u niego nie widziałem w życiu.
Tak, Hidan zakochał się na zabój w Konan.
A co się dzieje aktualnie?
Dziś po przebudzeniu od razu po porannym prysznicu i ogarnięciu wyglądu poszedłem wprost do kuchni, by przygotować sobie śniadanie w postaci płatków.
W pomieszczeniu siedział Kakuzu, który jak zwykle obliczał coś na kalkulatorze, by następnie wpisać liczby do notatnika, przy czym dodawał od siebie swoje uwagi.
Postawiłem kubek z herbatą i miskę z jedzeniem na stole, by za chwilę sięgnąć po gazetę spoczywającą na blacie. Tak wyposażony postanowiłem przysiąść się do swojego towarzysza.
Rozłożyłem szmatławiec i jedząc, zacząłem przeglądać nowości. Pogoda, celebryci, zgony, morderstwa… I tu się zatrzymałem, albowiem moje oczy ujrzały znaną mi twarz. Była to twarz Itachiego, a nad nim nagłówek „Morderca sławnego klanu widziany w okolicy wioski Mgły!”. Z rozbawieniem zacząłem czytać. Oczywiście pierw zaczęli od opisu kim on tak naprawdę jest:
„Uchiha Itachi. Osoba, która posunęła się do zamordowania własnych rodziców, dziadków, narzeczonej, kuzyna, dalszych krewnych. Pozostawił przy życiu jedynie własnego brata, który dalej…”
Tu porządnie zakrztusiłem się herbatą, aż musiałem podnieść ręce w górę.
Kakuzu spojrzał na mnie zza swojego notatnika.
- Wszystko okej? – Zapytał, po czym klepną mnie lekko w plecy.
- Dzięki… - Wycharczałem, gdy mi przeszło – To… Przyśpieszyłem z piciem tylko.
- Jezu, uważaj – Mruknął kasiarz, wracając do swojego zajęcia. Chwyciłem znów za gazetę, wgapiając się w jedno z słów. Czy ja dobrze zrozumiałem…? NARZECZONA?
Przeczytałem to słowo kilkakrotnie, by upewnić się, że nie pomyliłem jakiegoś słowa. Nie, nie pomyliłem się. „Przyczynił się do morderstwa […] narzeczonej”.
- Kurwa mać – Szepnąłem – Co za… gnój…
- Co? Dalej rusza cię jego zbrodnia? – Prychnął bankier – Powiem ci, że na mnie od dawna takie rzeczy spływają jak woda po kaczce. To się nazywa „znieczulica”, mój drogi. Ciebie też to czeka, jak każdego zresztą w tej organizacji.
- Taak… - Przytaknąłem z wahaniem. Wstałem od stołu, by jak najszybciej spotkać się ze starszym Uchihą. Przystanąłem jednak przy wyjściu z pomieszczenia. Odwróciłem się znów do siedzącego tyłem do mnie brązowowłosego – Kakuzu, wiesz czy Itachi jest siedzibie? A przynajmniej gdzieś w wiosce?
- Nie wiem, ale sądzę, że w domu go nie znajdziesz – Odparł – Z tego co kojarzę, to wybrał się gdzieś z Kisame.
- No tak – Rozłożyłem ręce. No przecież. Ta dwójka wiecznie razem.
- A coś od niego potrzebujesz? – Zdziwił się Kakuzu, odwracając się do mnie twarzą – To chyba pierwszy raz, jak o niego pytasz.
- Ee… Nie, to w sumie… Nic ważnego – Wymamrotałem. Mój rozmówca uniósł brwi.
- Na pewno? – Przechylił głowę.
- Tak – Powiedziałem, po czym szybko wyszedłem na przedpokój. Założyłem płaszcz i postanowiłem szukać szczęścia w Deszczu. Może go jeszcze znajdę?
Wyszedłem z domu. Spojrzałem w niebo. Dziś Pain ma chyba lepszy humor, ponieważ postanowił nie ściągać ulewy. Zamiast tego świeciło słońce.
Zachwycony już miałem iść szukać mojego celu gdy… kurwa zaczął padać deszcz. Pięknie. Co on sobie w chuja wali? Znów spojrzałem w niebo, słońce świeciło nadal, mimo to rozpadało się na dobre.
Wzruszyłem ramionami i zacząłem iść, uważnie wypatrując znajomych płaszczy. Gdzie oni mogli pójść? Byłem już jakieś dwa metry od organizacji. Może poszli na stragan?
W tym momencie złapałem się za głowę, gdyż poczułem w niej przeszywający ból, zaś w moim mózgu zabrzmiał głos:
„Wszyscy, którzy są po za kryjówką a znajdują się na terenie Deszczu proszeni są o natychmiastowy powrót do bazy” Otworzyłem oczy ze zdziwienia i posłusznie wróciłem.
***
Ku mojemu zaskoczeniu w siedzibie byli praktycznie wszyscy. Nigdzie jednak nie znalazłem samego Paina i Konan, którzy najprawdopodobniej siedzą gdzieś sami, nie doszukałem się również Tobiego.
Podszedłem do wielkiego, przyciemnianego w razie wypadku okna przy którym zgromadzili się moi koledzy.
- O co tak w ogóle chodzi? – Zapytał Hidan, stojąc u boku Kakuzu.
- Mamy tu wizytę z Liścia – Mruknął ten.
- Mam nadzieję, że krótko temu komuś zejdzie – Odezwał się Sasori – Muszę pilnie wyjść, tymczasem ta wesz krzyżuje mi plany.
- Dokładnie – Przytaknął Kisame.
- Raczej krótko to nie zajmie – Usłyszałem za sobą głos Itachiego, spojrzałem na niego pytająco. Tak samo jak reszta – Patrzcie.
Znów skierowaliśmy wzrok na okno. Naszym oczom ukazał się koleś o siwych, dziwnie ułożonych włosach, oraz maską zakrywającą prawie całą twarz. Z ledwością zauważyłem jedno odkryte oko.
- Kto to? – Chciał wiedzieć Hoshigaki.
- Hatake Kakashi, spotkaliśmy go przecież – Przypomniał mu Uchiha, po czym popatrzył na pozostałe, przyglądające się mu osoby – Kopiujący ninja, bardzo znana szycha w Liściu. Miał dostarczyć coś do „Hanzo Salamandry”, ale chyba mu się troszeczkę „zapomniało” gdzie jest wyjście z osady.
- Czyli że co? Buszuje nam nielegalnie po terenie? – W głosie jashinisty dało się słyszeć lekkie zirytowanie.
- Dokładnie tak – Odparł mu lalkarz – Pewnie właśnie dlatego lider zalał nas deszczem, mimo że obiecał dziś słońce.
- O, wskoczył do wody – Zauważyłem, patrząc jak nasz szpieg zanurza się w stawiku – Ale będzie potem ujebany…
- Możliwe, ale skoro dzięki temu sądzi, że zdobędzie jakieś informacje, to czemu nie? – Marionetkarz wzruszył ramionami – W końcu to miejsce to najbardziej tajemnicza wioska ze wszystkich, prawda? Każdy by tak postąpił na jego miejscu.
- Aczkolwiek jest to na swój sposób głupie – Tym razem swój głos zabrała czarna połowa Zetsu – Nikt normalny nie ryzykowałby życia w ten sposób, nawet jeśli to potrzebne.
- Deszcz jest aż nazbyt dobrze chroniony – Powiedziała jego biała część.
- Szaleniec – Prychnął rudy.
- Przepraszam bardzo – Odezwał się nagle Kakuzu, na co odruchowo na niego zerknąłem – Może mi powiecie że jestem starej daty i się pewnie nie znam na dzisiejszej modzie… Ale co on ma kurwa na głowie?
- Gówno ptasie? xD – Parsknął siwowłosy – A nie, już wiem! To tandetna podróbka fryzu Deidary!
- Nie czeszę się tak – Ubawiłem się. Nagle coś mnie tknęło i spojrzałem na fioletowookiego, który śmiał się do mnie całą gębą. Nie jest już na mnie obrażony?
- Prędzej chciał zgapić ode mnie, to krejzol. No normalnie… Przygas – Stwierdził Hoshigaki. W tym momencie razem z Hidanem i Itachim, obróciliśmy powoli głowy, by spojrzeć na niego z zażenowaniem.
- No co? – Zapytał zadowolony z siebie.
- Wybacz, ale co to za slang? – Chciał wiedzieć Uchiha.
- Młodzieżowy! – Rekin zdawał się być coraz bardziej z siebie dumny – Wy też przecież tak mówicie, powinniście zrozumieć, o co mi chodzi.
- Co kurwa? – Sasori spojrzał na mnie ze wstydem. Chyba chciał mnie zabić.
- Ja tak nie mówię – Wycedził czarnowłosy.
- Ja też – Skrzywiłem się. Czułem jak moje policzki płoną ze zmieszania.
- Skąd to wziąłeś w ogóle? – Zapytał rozsądnie jashinista.
- A stąd – Niebieskoskóry wystawił przed nasze oblicza gazetę, na której był spis wszystkich słów, rzekomo używanych przez nastolatki. W tym momencie otoczyli go wszyscy.
Czytając te bzdury, miałem z każdym słowem coraz większą chęć się powiesić. Gdy przejrzałem już wszystko, spojrzałem poważnym wzrokiem na wstrząśniętego kasiarza, oraz mającego otwartą szczękę Hidana.
- Chyba oczy mi umarły – Oznajmiłem słabym głosem.
- A mi nawet nie mogą… - Jęknął siwowłosy – Bo jestem nieśmiertelny…
Usłyszałem cichy, nerwowy śmiech Itachiego.
- Kisame, możesz się do mnie nie odzywać – Wymamrotał wreszcie, po czym zamienił niezdarny uśmiech na kamienną twarz – Idę się zabić. Jakby ktoś o mnie pytał, będę u siebie w pokoju.
I poszedł.
Wszyscy zwrócili twarze w kierunku zdziwionego Kisame.
- O co mu chodzi? – Zapytał idiotycznie – Co ja zrobiłem?
- Wstyd mu za ciebie – Uświadomił go bezlitośnie Sasori – Doprowadziłeś go do skrajnego stanu żenady i myśli samobójczych. Nie dziwię mu się, też bym tak zareagował. Biedne dziecko… Brawo, durniu.
- Idę… Do lidera – Stwierdził biały Zetsu i oddalił się.
- Chodź, Deidara – Mruknął do mnie lalkarz.
- Idziemy z wami – Zadeklarował Kakuzu – Hidan, rusz dupę.
Wszyscy się rozeszli, zostawiając byłego mistrza miecza samego na środku korytarza.
Idąc za moimi towarzyszami, obejrzałem się jeszcze krzywo na zszokowanego Hoshigakiego, po czym dogoniłem bardziej kolegów.
***
Całą czwórką zeszliśmy do piwnicy, gdzie zwykle odbywają się popijawy czy gra w karty bądź coś innego.
W tym przypadku siedzieliśmy przy grze w monopol. Wszyscy milczeliśmy.
- Kurwa, dalej nie mogę wyrzucić tego z głowy – Odezwał się nagle Sasori, ciskając swoją zdobytą (nieprawdziwą) walutę na blat stołu, przy czym zakrył twarz w dłoniach.
- O czym mówisz? – Zapytał Kakuzu, rzucając kością po planszy i gdy zauważył na niej sześć kropeczek, z satysfakcją poruszył pionkiem, wypuszczając powietrze z ulgą, albowiem krok wcześniej znajdowało się więzienie.
- O tym slangu z ust Kisame – Warknął czerwono włosy.
- No i po co to przypominasz? – Westchnął bankier.
- Bo mam pytanie do naszych najmłodszych – Tu lalkarz spojrzał zarówno na mnie, jak i Hidana – Wy używacie takich słów?
- Niektórych – Mruknął siwowłosy – Ale o większości nie mieliśmy pojęcia… To znaczy, znamy wiele, ale nie wszystkich używamy.
- To jakich używacie? – Chciał wiedzieć marionetkarz.
- Mieć z kogoś bekę, friendzone, nieogar, melanż, alko – Wyliczałem – No i nołlajf. A, i czasem kuc.
- Jeszcze psiarnia, ale to na policję, nie szkołę – Zaznaczył jashinista – No i jeszcze to dawanie komuś 2/10 czy jaki tam numer się chce.
- A tak to większość widzimy po raz pierwszy – Skrzywiłem się – Ja nie wiem, kto tam mówi. Chyba jakaś patologia.
- Noo… Dobrze – Przytaknął Sasori, przyglądając nam się badawczo.
- A, jest jeszcze rak – Przypomniał sobie nagle Hidan.
- Faktycznie – Pacnąłem się ręką w czoło – To jakiś cud, że nam to umknęło. Ale chyba to dlatego, że tutaj tego nie ma.
- Nie dziwię się – Prychnął mój kumpel.
- A… Co to znaczy w waszym uniwersum? – Zapytał tym razem Kakuzu – Bo mnie to się kojarzy raczej z poważną chorobą bądź małym zwierzątkiem z rodziny skorupiaków.
- Rak to coś żałosnego – Objaśniłem – Jak się widzi coś, co cię żenuje to się mówi, że się dostało raka, czy coś takiego.
- W takim razie życzę sobie, byście tak nie mówili – Oznajmił kasiarz – Przynajmniej w mojej obecności.
Popatrzyliśmy na siebie z jashinistą. Wzruszyliśmy ramionami.
- Okej – Powiedziałem. Już mieliśmy kontynuować grę, gdy nagle moją głowę ogarnęło to samo uczucie co wcześniej. „Deidara, przyjdź do mojego gabinetu” głos Paina zabrzmiał w środku mojej czaszki.  Znowu się skrzywiłem.
- Słuchajcie, muszę iść – Poinformowałem moich kolegów.
- Co się stało? – Sasori uniósł wzrok z nad kart, przypatrując mi się z niepokojem. Moja mina musiała wyglądać strasznie.
- Lider chce mnie widzieć – Odparłem krótko, po czym wziąłem swój płaszcz z wieszaka – Później wrócę.
Wyszedłem z pokoju, poszedłem po buty, nałożyłem je i wydostałem się z kryjówki, zapinając płaszcz pod samą brodę.
Spojrzałem na budynek naprzeciw mnie, gdzie znajdowała się cała siedziba i gabinet dowódcy. Normalnie poszedł bym po prostu na najwyższe piętro i tak dostał się na balkon, przeszedł bym po nim i w szybkim tempie znalazł się na miejscu, ale… No, drzwi są z jakiegoś powodu zakneblowane i trzeba się wyślizgiwać z nory, by spotkać jaśnie pana. Nie pytajcie, czemu tak jest, sam tego nie wiem.
Ruszyłem w stronę bliźniaczego budynku, masując się po rękach, by się ogrzać. Pogoda mimo wszystko najlepsza wrotach kamienicy, to stojąca straż widząc mój ubiór, otworzyła mi jedynie wejście i nic nie powiedziała. Zacząłem wchodzić po schodach, aż nie znalazłem się w gabinecie, ukrytym za masywnymi drzwiami.
- Puka się, Deidara – Pouczył mnie dowódca, gdy wszedłem jak gdyby nigdy nic.
- Przepraszam – Mruknąłem i zapytałem retorycznie – Chciał mnie pan widzieć?
- Tak, podejdź bliżej mojego biurka – Polecił mi. Uniosłem lekko brwi ze zdziwienia, ale spełniłem polecenie.
- O co chodzi? – Dopytałem.
- Chciałem porozmawiać z tobą… A raczej uświadomić cie o tym, co widziałeś tydzień temu – Oznajmił.
- Tydzień temu? – Zapytałem i odruchowo dotknąłem palcami skroni, usiłując sobie przypomnieć to wydarzenie.
- Wtedy jak wybiegłeś za Hidanem podczas ulewy – Podkreślił kolczykowany, a mnie olśniło – Zobaczyłeś go wtedy z Konan, prawda?
- Ah… to! – Zawołałem – Tak, zgadza się. Pobiegłem za nim bo… Od jakiegoś czasu zachowywał się dziwnie, a to co wtedy zrobił utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś jest nie tak, wiec ruszyłem za nim i… Och.
- No właśnie, „och” – Pain wstał zza biurka, by podejść do okna, będącego widokiem na całą wioskę. Z drugiej strony znajdowało się drugi lufcik, mający bezpośredni wgląd na naszą siedzibę – O tym chciałem z tobą porozmawiać, Deidara. O tym, co wtedy zobaczyłeś.
- Ja nie wiedziałem nic o uczucia Hidana względem Konan – Powiedziałem szybko – Zauważyłem tylko, że jest jakiś dziki ostatnio, ale nigdy nie podejrzewałbym, że może chodzić… O nią.
- Też zauważyłem ten jego niecodzienny styl bycia – Zdradził lider, wciąż patrząc w okno – Dlatego nie bez powodu nie zatrzymałem ulewy, choc normalnie bym to zrobił na przybycie Konan. Byłem ciekaw, co się stanie i przyznam, że sam byłem zaskoczony.
- I… Co pan zamierza teraz zrobić? – Zapytałem cicho.
- Po pierwsze – Mój rozmówca odwrócił się do mnie twarzą, po czym położył ręce na biurku – Uświadomić cię, że to, co zobaczyłeś, jest niedopuszczalne w tej organizacji.
- Jak to? – Otworzyłem szeroko oczy – Związki są… niedopuszczalne?
- Nie do końca – Mruknął boss – Możecie sobie zawierać jakieś romanse, to wasza sprawa. Jest tylko jedno ale: nie wśród ludzi z organizacji, ale po za organizacją. Mamy być dla siebie kimś na zasadzie towarzyszy broni, nie rodziny.
- Ee… A jakby ktoś chciał mieć dzieci z kimś, kto jest po za organizacją? – Zmrużyłem oczy.
- To też nie wchodzi w grę – Odparł krótko rudy – Możecie mieć partnerów, ale żadnych dzieci, żadnych małżeństw. Rozumiem, że chcecie czasem ulżyć sobie na zasadzie seksu czy coś w tym stylu, nie bronię tego nikomu. Ale ma to nie ograniczać waszej dyspozycyjności.
- A jak ktoś chce być całe życie z daną osobą, ale bez małżeństwa? – Dociekałem.
- Proszę bardzo – Pain rozłożył ręce w patriarchalnym geście – Tylko nie miejcie potem pretensji że za mało czasu wam starcza dla drugiej połówki.
- Oookeej… - Powiedziałem powoli – To… już wszystko?
- Nie – Zaprzeczył mój dyskutant – Zapraszając cie tutaj, mam zamiar głównie prosić cię, byś uświadomił Hidana delikatnie lub nie, że u Konan nie ma czego szukać. No i powiedz mu, że ja wszystko wiem.
- Aaa, już rozumiem – Zawołałem nagle – Pan jest z nią w związku?
- Jak mogłeś tak pomyśleć…? – Rudowłosy spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, a mnie momentalnie zrobiło się głupio.
- No bo… - Zająknąłem się, wbijając wzrok w podłogę, by ukryć rumieniec – Wydawało mi się, że kiedyś was widziałem razem... W łóżku.
- Słucham? – Podniosłem znów oczy. Pain uśmiechał się do mnie z niedowierzaniem. Muszę przyznać, że bardzo ładnie wtedy wygląda. Chyba nieświadomie poprawiłem mu humor – Nie wiem, skąd masz to wspomnienie, ale prawdopodobnie odebrałeś coś nie tak, jak powinieneś. Konan jest moją przyjaciółką z dzieciństwa, żadnej chemii czy innych takich bzdur u nas nie ma, jeśli tak bardzo cię to interesuje.
- Przepraszam – Wydusiłem. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie szkodzi – Mruknął lider, obchodząc biurko tak, by podejść do mnie. Położył mi dłoń na ramieniu – W każdym razie masz zapamiętać to, co ci powiedziałem, jasne?
- Ekhem… Tak –Chrząknąłem. Przez głowę przeszła mi myśl, że to wcale nie będzie takie proste – To wszystko?
- Jeszcze nie – Uprzedził. Kurde, czego on jeszcze chce? – Jedna rzecz. Chcę, byś ograniczył nieco swoją znajomość z Hidanem.
- Że co?! – Wycharczałem – Ale… Ale ja się z nim przyjaźnię!
- Wiem, jednak chciałbym byś teraz skupił się na znajomości z Sasorim – Powiedział kolczykowany – Mowa o współpracy. Jak widzisz,  Hidan z Kakuzu są najlepsi w ciągu ostatnich miesięcy.  Tak samo jak i Kisame z Itachim, którzy również się starają. Nawet Zetsu i Tobi dają z siebie wszystko. A wy? Jak ta organizacja ma działać, skoro nie wszyscy pracują?
W tym momencie poczułem nagły przypływ oburzenia.
- Przecież się staram! – Wydarłem się, strzepując jego rękę z ramienia – Robię wszystko, by dobrze wypaść!
- Dobrze powiedziane – Pochwalił mnie ironicznie lider – TY się starasz SAM! Tak samo zresztą jak Sasori, z którym rozmawiałem wcześniej. Nie rozmawiacie, nie trenujecie wspólnie! Akatsuki tak nie działa! Latasz za Hidanem i Kakuzu, a swojego prawowitego kolegę, którego ci przydzieliłem, zostawiasz w tyle!
- Nie prosiłem, by wybierał mi pan kumpla – Odparłem sucho – A Sasori nie chce mnie nawet widzieć, jak próbuję z nim gadać to mnie przegania. Nie będę się mu narzucał, zresztą… Poglądy na temat sztuki mamy inne.
- To ostatnie obchodzi mnie najmniej – Mruknął dowódca – Ale tak to masz rację, wiem to. Dlatego wziąłem wcześniej Sasoriego na rozmowę, by traktował cię inaczej. Z kolei ty masz przestać zachowywać się jak dziecko, bo z tego co mi mówił, tak właśnie się sprawujesz.
Wzruszyłem obojętnie ramionami, próbując stłumić narastającego wkurwa.
- Hm, widzę, że nie kłamał. Krytykę to ty ciężko znosisz – Skrzywił się mój dyskutant – W każdym razie: uświadom Hidana o czym ci wcześniej mówiłem i najlepiej ogranicz z nim kontakt. Bo widzę że nic dobrego z waszej znajomości nie wynika. Wiem, że to trudne, bo macie pokoje na tym samym piętrze, ale nic na to nie poradzę. Takie są zasady.
- Tak, zasady, by partnerzy z tego samego duetu nie mieszkali na jednej kondygnacji, ale i tak mają trzymać się razem, brawo – Warknąłem.
- Nie pyskuj, Deidara – Syknął już zniecierpliwiony rudzielec. Co za chuj – Wiem, że właśnie nazwałeś mnie w myślach chujem, ale tym razem ci daruję. I nie, nie czytam wam w głowach na co dzień, tylko to był wyjątkowy raz. Możesz już wyjść.
Wytrzeszczyłem oczy i oszołomiony wyszedłem z budynku.
***
Po całej wyżej opisanej sytuacji zacząłem szukać jashinisty, by powiedzieć mu o wszystkim. Jednak jeśli myślicie, że bezmyślnie dostosuję się do wszystkiego, co powiedział mi lider.
Wziąłem sobie jedynie do serca przekazanie wiadomości o Konan i naprawienie stosunków z lalkarzem, bo tu akurat miał rację. Ale rezygnacja z przyjaźni bo on tak chce? Pojebało go.
Oparłem się łokciami o most, pod którym przepływała rzeka. Deszcz przestał już padać.
W ogóle… Jak on mógł powiedzieć, że się nie staram?
- Siema! – Poczułem nagłe uderzenie dłoni o moje ramię. Spojrzałem w górę. No proszę, Hidan we własnej osobie – Coś taki przygaszony?
- Słuchaj, musimy pomówić – Powiedziałem grobowym głosem – Najlepiej… Wyjdźmy z osady.
- Ee… No dobra – Mruknął siwowłosy z zaskoczeniem.
Wyszliśmy, udając się przy okazji do gorących źródeł. Pomyślałem, że lepiej będzie pogadać w uspokajającym miejscu, bo znając mojego kumpla, zaraz się wścieknie gdy mu oznajmię, czego się dowiedziałem.
Przebierając się w strój kąpielowy (tak noszę go do takich kąpieli), przeszło mi przez głowę wspomnienie, jakie miało miejsce właśnie w przebieralni. Tak, robiłem to z Itachim w miejscu publicznym. Dokładnie w tym. Odruchowo się zaczerwieniłem i potrząsnąłem łbem, próbując wyrzucić ze świadomości wszystkie zmysły i uczucia, jakie mnie wtedy ogarniały.
Ja pierdolę.
Wyszedłem do wody, gdzie czekał na mnie już mój kumpel, odziany w ręcznik na dolnej części ciała.
- Nie mogłeś inaczej się odziać? – Rzuciłem rozpaczliwie.
- To gorące źródła, a nie basen, cnotko niewydymko  – Spojrzał krzywo na moje kąpielówki.
- Zamknij się – Warknąłem, siadając naprzeciw niego. Rozejrzałem się. Jak dobrze, że nie było tu żadnych ludzi.
- Chciałeś o czymś pogadać – Przypomniał mi jashinista.
- Ach, no tak – Zreflektowałem się… I zacząłem mu opowiadać. O tym, co widziałem, o tym czego się dowiedziałem. Przez cały czas gdy to mówiłem, mój słuchacz nie mógł wyjść ze zdumienia.
- Ty… widziałeś mnie wtedy? – Zapytał, gdy skończyłem swój wywód na jednym wydechu.
- Trudno było cię nie widzieć – Parsknąłem – Powinienem się w ogóle na ciebie obrazić za to, że mi o tym nie powiedziałeś tylko zgrywałeś idiotę, gdy pytałem, o co chodzi.
- Ach, tak? – W głosie siwowłosego wyczułem nagłą irytację – To ciekawy jestem, czy w takim razie pomógłbyś mi się z nią zejść, gdybym poprosił. Założę się, że nie.
- Pragnę zaznaczyć, że ona jest od ciebie jakieś dziewięć lat starsza – Pouczyłem go.
- No i? Wiek nie ma nic do rzeczy – Prychnął.
- To samo mógłbym powiedzieć o Nadii i wspomnieć twoje uwagi na temat JEJ wieku, ale sobie daruję – Skrzywiłem się – Po drugie… Słyszałeś, co do ciebie mówię? Lider zakazał jakichkolwiek stosunków. Musisz sobie ją odpuścić.
- W takim razie zrób to samo z Uchihą – Nakazał. Widząc moją minę, zaśmiał się złośliwie – Widzisz? Nie dasz rady!
- Przypominam ci, że my to co innego – Wycedziłem – Ukrywamy się! Wszelkie spotkania odbywamy po za wioską…
- To co stoi na przeszkodzie, bym ja tak zaczął robić? – Fioletowooki uśmiechnął się krzywo. Potarłem skronie.
- Konan to prawa ręka lidera, Hidan – Westchnąłem – Raczej nie opuszcza wioski tak często jak my, po za tym… Najpierw by musiała się na to zgodzić, by wyjść gdzieś z tobą.
- Ale pomożesz mi, nie? – Zapytał wesoło. Spojrzałem na niego rozpaczliwie.
- Ty nic nie rozumiesz… - Jęknąłem – NIE, nie pomogę ci, bo to niemożliwe…
- Dla chcącego możliwe – Siwowłosy skrzyżował ręce na piersi – Ale ty wredny jesteś, wiesz? To ja ci zawsze pomagam, a ty…
- Dalej nie rozumiesz – Zamknąłem oczy, licząc cicho po dziesięciu. Po chwili znów je otworzyłem – Wiesz mi, gdybym mógł to pomógłbym ci z chęcią. Ja po prostu nie chcę, byś miał potem problemy… Zresztą, ja również bym miał za niewykonanie zadania.
- Jestem nieśmiertelny – Hidan uśmiechnął się triumfalnie – Lider może mi nagwizdać.
- A widzisz, a ja mogę stracić życie – Powiedziałem ze sztuczną radością.
- To przejdź na moją religię – Jashinista wzruszył ramionami.
- Zapomnij – Prychnąłem.
- To co, pomożesz mi? – Chciał wiedzieć mój rozmówca, powtarzając się jak stara płyta – W związku z Konan?
- Nie odpuszczasz, co? – Sapnąłem, na co ten się wyszczerzył – Dobra… Spróbuję, ale nie nastawiaj się że coś z tego będzie.
- Ok – Rzekł wesoło – W zamian za to, spróbuję się dla ciebie dowiedzieć, co Uchiha o tobie myśli.
- Nie trzeba – Wykoślawiłem twarz – Wyjaśniliśmy to sobie ostatnio… Dość dosadnie.
- No i co? – Zapytał fioletowooki.
- Można by powiedzieć, że oficjalnie, choć w ukryciu jesteśmy razem – Odparłem – Ale mimo wszystko nie jestem przekonany.
- Czemu? – Mój dyskutant podparł twarz o pięść – Nie jesteś szczęśliwy?
- Jestem, ale… – Zawahałem się – Mam wrażenie, że nie mówił serio. Widzisz, może jestem przewrażliwiony, bo on nie zgadza się na to, by nazywać mnie czy siebie swoim „chłopakiem”. Woli sformułowanie „kochanek” i to mnie jakoś nie przekonuje. Wygląda to tak, jakby dalej mnie olewał i traktował jak swoją zabawkę.
- Przewrażliwiony jesteś – Parsknął Hidan – „Kochanek” to tylko synonim słowa „chłopak”.
- No, nie do końca – Sprostowałem – W moim rozumieniu oznacza to tylko seks bez zobowiązań.
- Niekoniecznie – Mój rozmówca uniósł oczu ku górze – Jest wiele par takich ludzi, a czują coś do siebie.
- No nie wiem – Marudziłem – Nigdy mi tego nie powiedział wprost. Było tylko coś w stylu tego, że jestem jego ostoją czy coś takiego… Nic więcej.
- Weź już przestań narzekać – Zniecierpliwił się siwowłosy – Jęczysz jak jakaś trzynastka. Nie insynuuj sobie Jashin wie czego tylko przyjmij na klatę co masz!
Westchnąłem. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wiem, że Itachiego mało kto ogarnia, chyba nawet on sam, ale… Może Hidan faktycznie ma rację?
- A tak w ogóle – Odezwałem się wreszcie – Co ci nagle odbiło z tą Konan? Widziałeś ją tyle razy i byłeś wobec niej obojętny. Co się stało?
- No cóż – Uśmiechnął się szeroko zapytany – Jakoś tak wyszło. Nie wiem, czemu. Ostatnio spędzaliśmy ze sobą kilka misji… Może dlatego?
- Coś się na nich chociaż wydarzyło konkretnego? – Uniosłem brwi.
- No… - Zamyślił się chłopak – Kurde, była kiedyś sytuacja, w której… Aa, co ci będę mówił!
- No powiedz! – Nacisnąłem. Teraz naprawdę chciałem wiedzieć.
- Ech, ok… Wiesz, że ostatnio ćwiczy medyczne techniki? – Zapytał. Pokręciłem przecząco głową – No to słuchaj… Ostatnio byliśmy na misji schwytania jakiegoś typa. Konan miała pilnować mnie, żebym go nie zabił. No i znaleźliśmy gościa, ten widząc jak jesteśmy ubrani, nie pierdolił się w tańcu i mnie zranił, ja go ogłuszyłem, to padł nieprzytomny. Ale żywy! Wtedy postanowiłem poświęcić jakiegoś randoma, który w międzyczasie się nawinął i odprawić rytuał, ale Konan mnie powstrzymała. Rozumiesz, chciała sprawdzić, czy nic mi nie jest! xD – Szturchnął mnie, śmiejąc się – Wiesz, chwyciła mnie najpierw za rękę, a potem jej dłoń nagle znalazła się na mojej twarzy i zaczęła leczyć rany. Dłuuuugo na mnie patrzyła. W moje oczy. Kurwa, mówię ci, to był najbardziej magiczny moment w moim życiu.
Słuchając tego siedziałem z nietęgą miną, po czym wybuchnąłem śmiechem.
- Możesz się śmiać, ale to było zajebiste! – Fuknął – Dużo lepsza historia miłosna od twojej.
- Sorry, ale już moje zakochanie się w Itachim było lepsze! xD – Dusiłem się.
- Tak, pocałował cię i bęc – Zironizował fioletowooki – Zajebista historia.
- No, a na ciebie wystarczyło dłużej spojrzeć – Odbiłem piłeczkę – I serio, dlatego się w niej zakochałeś?
- To nie koniec – Uprzedził mnie – Wiesz, tak mi się ta sytuacja spodobała, że od tamtego momentu próbuję ją zbajerować jakimś flirtem, ale… Ona tego nie kupuje. Albo mnie ignoruje, albo ja dostaję w ryj. I chyba przez to pragnę jej jeszcze bardziej.
- Czyli kręci cię to samo, co ja – Podsumowałem – Niedostępność… To zrozumiałe, ale Konan ma jeszcze inne cechy. Pomijając fakt, że jest piękna, to… Jest też bardzo miła i pomocna, na przykład. No i na pewni dużo bardziej wyluzowana, niż lider. Sam zresztą wiesz, że w przeciwieństwie do niego, ona czasem do nas przychodzi pogadać.
- Kocham ją za wszystkie jej cechy – Stwierdził jashinista lekko urażony – Również za fakt, że potrafi być wredna.
- Wredna? – Zdumiałem się.
- Owszem – Uśmiechnął się Hidan – Od wydarzenia, o którym ci opowiedziałem, często się z nią przekomarzam. Nawet nie masz pojęcia, jak doskonale używa sarkazmu czy ciętych, przenikliwych uwag.
- No, tego nie wiedziałem – Przyznałem – Raczej nie rozmawiam z nią w takim charakterze.
- Ej, weź dowiedz się, co ona o mnie myśli – Siwowłosy przybliżył się lekko – Jestem strasznie ciekawy, co ci powie.
- No, dobrze… - Zgodziłem się. Mam nadzieję, że lider mnie nie ukatrupi za przekręcenie jego zadania w odwrotną stronę.
- Eh, my tak sobie gadamy – Rzucił lekkim głosem mój rozmówca – A tymczasem zastanawiam się, co tam u Ai.
- Kim jest Ai? – Chciałem wiedzieć.
- Moją młodszą siostrzyczką – Odrzekł zapytany – Opuściłem ją i ojca dla Akatsuki. Mówiłem co już, nie pamiętasz?
- Zapomniałem – Potwierdziłem – A… co się stało z twoją mamą?
- Umarła przy porodzie mojej siostry właśnie – Mruknął jashinista – Strasznie tęsknię za gówniarą. W tym roku skończy czternaście lat. Jak ją zostawiałem miała jakieś... dziesięć? Z tego, co się orientuję i tego, jak wyliczył Kakuzu to jestem w Akatsuki miesiąc dłużej niż ty.
- To krótko jesteś w tej organizacji, myślałem, że dłużej – Zdumiałem się – A w ogóle, to różnica pomiędzy wami jest taka sama jak między tobą, a Konan.
- Nie przeszkadza mi to – Uznał mój dyskutant – Eh, czasem naprawdę chciałbym ją zobaczyć. Starego zresztą też. Szkoda, że Akatsuki zabrania utrzymywania kontaktów z rodziną.
- Nigdy nie zrozumiem ludzi posiadających rodzeństwo – Prychnąłem.
- Bo jesteś jedynakiem – Powiedział z wyższością siwowłosy – Ludzie z rodzeństwem przynajmniej mają jeszcze kogoś bliskiego po śmierci rodziców. A jedynacy tego nie doświadczą.
- Ty w sumie też nie, skoro nie możesz się z nią nawet zobaczyć – Uśmiechnąłem się krzywo, jednak zaraz zmieniłem wyraz twarzy – No i… ja nie do końca jestem jedynakiem.
- Jak to? – Zdziwił się Hidan.
- Zanim się urodziłem, miałem mieć rodzeństwo – Wyznałem – Matka opowiadała mi, że przede mną była dwa razy w ciąży, ale poroniła. Prawdopodobnie tam u góry mam jeszcze brata i siostrę.
- A nazwała ich jakoś? – Zaciekawił się jashinista.
- Nie, nie dała im imion – Skrzywiłem się – Oświadczyła, że to i tak bez sensu, skoro nigdy nawet nie dane jej było ich zobaczyć. To dlatego jestem, jaki jestem. Była dla mnie nadopiekuńcza właśnie przez utratę pierwszej dwójki.
- Powiem ci, że przykro – Zasmucił się mój dyskutant.
- Ja jakoś nie odczułem tego boleśnie – Rzuciłem obojętnie – Nigdy nie chciałem mieć rodzeństwa. Owszem, gdybym ich miał, to pewnie bym ich kochał, czy coś, ale… No cóż, stało się. Zmieńmy temat.
- Z chęcią – Odetchnął Hidan – Ty… zastanawiałeś się czasem, co się kryje pod maską Tobiego?
- A wiesz, że nie? – Zdumiałem się – Nigdy jakoś nie głowiłem się nad tym specjalnie.
- Moim zdaniem, to będzie – Zaczął konspiracyjnym tonem - …Twarz.
Zaśmiałem się, ale nagle coś mi się przypomniało i spochmurniałem.
- Muszę ci coś powiedzieć – Rzekłem tym samym tonem co on wcześniej – Pain zabronił nam się kumplować.
- Co? – Parsknął jashinista – A co mu do tego?
- Twierdzi, że to zakłóca naszą pracę z Sasorim i Kakuzu i rozpraszamy się wzajemnie – Powiedziałem prześmiewczo.
- Ahaa… - Siwowłosy uniósł brwi – I co, zamierzasz go posłuchać?
- Ocipiałeś? – Fuknąłem – Jasne, że nie.
- Chyba słyszę znajome głosy! ~ – Dobiegło zza korytarza. Popatrzyliśmy po sobie. W progu łaźni stanął okryty ręcznikiem Kisame – A, to wy.
- Cześć – Przywitaliśmy go równocześnie.
- O czym tak debatujecie? – Chciał wiedzieć niebiesko skóry, siadając obok nas – Gdy się przebierałem słyszałem wasze głosy, ale tak niewyraźnie, że nie udało mi się nic podsłuchać.
- I dobrze, bo nie wtyka się nochala do cudzych spraw – Pouczył go siwowłosy.
- Oj, co wy tacy spięci? – Zapytał Hoshigaki, spoglądając wprost na mnie. Siedziałem ze spuszczoną głową i krwistymi rumieńcami – Deidara, co ty masz na sobie? Tu się wchodzi w ręczniku, nie kąpielówkach.
- Wolę kąpielówki – Wymamrotałem.  Wiecie, czemu poczułem się tak zdenerwowany? A przez to, co powiedział Kisame. Pamiętacie, co działo się w szatni do gorących źródeł  w poprzednim rozdziale? No, właśnie. Itachi mnie dopadł i zaczęliśmy się dość mocno pieprzyć. Sądziłem wtedy, że te garderoby są dźwiękoszczelne, a tu okazuje się, że nie do końca.  Co, jeśli ktoś nas słyszał?
Chociaż… Zaraz, ale wtedy mimo wszystko zachowywałem się jak najciszej mogłem, a głosów znad łaźni nie słyszałem. A może teraz z Hidanem jesteśmy zbyt głośno i jest nas tu tylko dwójka? Wtedy gdy byłem z Uchihą, to w gorących źródłach był tłok.
Odetchnąłem z ulgą. Popatrzyłem na jashinistę. Minę miał równie zaniepokojoną, co ja. Jemu z kolei pewnie chodzi o Konan.
- Wy naprawdę jesteście jacyś dziwni – Rekin popatrzył po nas obu – To przeze mnie? A! – Oświeciło go – Już wiem! Nie lubicie mnie? Mam sobie pójść?
- Nie, nie! To nie tak! – Razem z siwowłosym zaczęliśmy gorączkowo zaprzeczać.
- Hm… Dobrze – Mruknął Kisame bez przekonania – Bo już myślałem, że dalej się wściekacie o ten slang.
- Nie, chociaż przyznam, że to faktycznie było słabe – Zreflektowałem się i jak gdyby nigdy nic spytałem – Itachi z tobą przyszedł?
- Coś ty, na razie nie rozmawiamy – Prychnął zapytany – Dopiero jak zobaczę że do mnie rozmawia, to będę wiedział, że przestał odstawiać te swoje dąsy.
- Zawsze tak jest, jak się wkurza? – Ubawił się jashinista – W sensie, nie odzywa się do ciebie?
- Nie odzywa i zabrania się odzywać do siebie – Uzupełnił Hoshigaki – Zawsze tak było, no ale cóż… Nie ważne, czy jest młodszy wiekiem, tylko że starszy stażem. Dlatego chcąc nie chcąc muszę przymykać oko na jego humorki. Zresztą już wcześniej się na mnie wściekł za to, jaką daliśmy przeze mnie plamę na misji.
- Współczuję – Powiedziałem szczerze. Doskonale go rozumiałem, choć z tą różnicą, że on w przeciwieństwie do mnie pewnie wcale nie boi się starszego Uchihy, kiedy ten jest w nie najlepszym nastroju.
- Ee, przyzwyczaiłem się – Niebieskoskóry machnął ręką – Koniec końców zawsze mu przechodzi. I tak było gorzej, gdy przechodził okres buntu. Wtedy był nie do wytrzymania.
- Wierzę – Zapewnił fioletowooki – Moja siostra pewnie też teraz przechodzi to samo.
- Masz rodzeństwo? – Zdziwił się rekin. Mój kumpel przytaknął krótko – No widzisz, a ja na przykład nie mam. I ciężko mi zrozumieć, którzy mają.
- Ja też – Ucieszyłem się – Jestem jedynakiem.
I tak atmosfera się rozluźniła, pogadaliśmy chwile o rodzeństwie i ogólnie rodzinie (oczywiście bez wdawania się w szczegóły – w końcu nie jesteśmy z nim aż tak blisko), po czym zeszliśmy na temat związany z organizacją.
- Tak w ogóle to Konan jest całkiem niezła, co nie? – Wypalił znienacka Kisame. Spojrzałem na swojego ziomka, a raczej jego dłoń zwijającą się w pięść pod wodą. Jego twarz jednak dalej pozostała w kamiennym uśmiechu. Oczy jednak przybrały inny charakter, bardziej drapieżny. Postanowiłem działać:
- Tak, ładna jest. Dyskutowaliśmy już kiedyś o tym – Powiedziałem natychmiast. I to było prawda.  Takie obrady miały kiedyś miejsce. Pamiętacie tę dziewczynę, która na chwilę dołączyła do naszej organizacji, ale zginęła przez przypadek na jednej z misji?
Tak, chodzi mi o tę laskę, przez którą byłem zazdrosny o Itachiego, bo mi go zabrała. W tej chwili nie pamiętam już jej imienia. W każdym razie po jej śmierci była dyskusja na temat tego, która z dziewczyn w Akatsuki jest ładniejsza i wygrała Konan. Niestety nie opisałem tego wydarzenia.
- Może… Chodźmy już do siedziby? – Zaproponowałem po chwili.
- Dobry pomysł – Rzucił sucho Hidan, po czym wyszedł z wody i skierował się do przebieralni. Kisame przybliżył się do mnie nieznacznie.
- Ty, a temu co? – Zapytał szeptem.
- A, ma czasem humorki – Wyjaśniłem gorączkowo, po czym ruszyłem do swojej przymierzalni, pierw zahaczając o prysznic. Obmyłem się, wysuszyłem i ubrałem.
Zszedłem do recepcji i zapłaciłem. Tam czekali już na mnie koledzy.
- Zaczekajcie, pójdę z wami – Oznajmił niebiesko skóry, wyjmując portfel. Wtedy siwowłosy parsknął, zasłaniając sobie usta ręką, by się opamiętać.
- Co ci jest? – Zapytałem zniżonym głosem.
- Zaraz ci powiem – Mruknął.
- Ok – Szepnąłem i postanowiłem wykorzystać okazję, by go pouczyć – Słuchaj, nigdy wiecej nie rób takich jazd, bo naprawdę ktoś się domyśli że na nią lecisz.
- Sorry, to już ostatni raz – Odszepnął.
Rekin odszedł od recepcji . Wyszliśmy całą trójką z pomieszczenia. Przez pewien czas się nie odzywaliśmy, spojrzałem kątem oka na roześmianą twarz Hidana.
- Powiedz mi, Kisame – Rozpoczął wreszcie – Ty jesteś jednym z tych kolesi, co noszą w portfelu prezerwatyw „na wszelki wypadek”?
- No, a co? To źle? – Zapytał Hishigaki.
- Trochę lamerskie – Parsknął fioletowooki.
- Ale przydatne – Stwierdził niebiesko skóry.
- Twój ryj powinien być już wystarczającym zabezpieczeniem – Wypalił siwowłosy.
- Ej, to było bezczelne – Wtrąciłem.
- Bezczelne, ale nieprawdziwe – Wyjawił rekin. Spojrzeliśmy na niego z zaciekawieniem – Zanim wstąpiłem do Akatsuki, miałem wielbicielkę, która za każdym razem próbowała ze mną flirtować, ale ją odrzucałem. Misje były dla mnie ważniejsze.
- Sorry, ale ciężko mi w to uwierzyć – Prychnął jashinista – Tym bardziej to, że misje były dla ciebie ważniejsze. Będąc z Uchihą w ogóle się nie starasz.
- Celna uwaga – Przyznałem.
- Możecie się śmiać, ja wiem swoje – Chabrowo włosy uniósł głowę z godnością. Weszliśmy na teren wioski Deszczu, by skierować się od razu do siedziby.
Będąc w środku, rozwiesiliśmy swoje płaszcze na wieszakach. Nagle kątem oka ujrzałem schodzącą po schodach Konan.
- O, a kogoś my tu mamy! – Zagwizdał od razu Hidan, wpatrując się w kobietę z fascynacją. Zerknąłem ukradkiem na Kisame. Ten z obojętną miną skierował się w swoją stronę. No tak,  tego typu teksty siwowłosego w stronę płci pięknej nie są niczym niezwykłym.
- Daruj sobie – Mruknęła „anielica”, stawiając obcas na parterze. Uśmiechnęła się do mnie – Cześć, Deidara.
- Cześć – Odparłem z wahaniem. Poczułem lekkie szturchnięcie w żebro. Skierowałem wzrok na jashinistę, który kiwną głową w kierunku kobiety na znak, bym za nią poszedł.
Tak też zrobiłem. Dorwałem ją w salonie, gdzie spoczywającą na stoliku książkę i usiadła w fotelu dopijając herbatę, przy czym założyła nogę na nogę, odstawiła kubek i otworzyła tomik w zaznaczonym wcześniej miejscu.
- Dalej czytasz tę opowiastkę dla nastolatek? – Zagaiłem, dostrzegając tytuł „Pretty Little Liars”.
Zapytana wzruszyła ramionami.
- Ciągle nie mogę skończyć szóstego tomu, bo ciągle mi coś przeszkadza – Odrzekła – A to misje, a to ktoś coś ode mnie chce…
- Rozumiem, w takim razie się oddalę – Speszyłem się. Wice-Przywódczyni popatrzyła na mnie z zamyśleniem.
- Jak masz jakąś sprawę, to powiedz – Zachęciła. Nagle jej usta przekształciły się w szeroki uśmiech. Wspomniałem już, że Pain powinien się częściej uśmiechać, to samo właśnie zacząłem sądzić o jego towarzyszce. Oboje wyglądają wtedy dużo lepiej – O, przypomniałeś mi o tym, o czym mi mówił Pain!
- Ach, tak? – Zaciekawiłem się – O czym?
- Ty naprawdę myślałeś, że jesteśmy parą? – Zapytała Konan prosto z mostu.
- Eee… Tak – Zawstydziłem się – Zresztą, nie tylko ja. Kakuzu się nawet kiedyś założy o to z Kisame. A sama wiesz, jak oni się „lubią”, no nikt by nie podejrzewał, że oni razem będą o czymś dyskutować na osobności.
- Byłeś przy tym? – Niebieskowłosa wydawała się być naprawdę ubawiona.
- Nie, mistrz Sasori mi o tym opowiadał – Przyznałem – On przy tym był.
- Ale wy wszyscy macie tematy – Anielica pokręciła głową z niedowierzaniem, wciąż nie przestając się uśmiechać – Plotkujecie gorzej niż te staruszki co stoją przy trzepaku.
- No cóż, ja tylko mówię, co słyszę – Wzruszyłem ramionami i usiadłem na kanapie – Mnie aż tak nie interesują takie rzeczy. Właściwie to chyba w ogóle.
- Dlatego nigdy bym cię nie podejrzewała o ich rozpowszechnianie – Kobieta podparła podbródek o grzbiet dłoni – Wydajesz się by takim niewinnym i delikatnym dzieckiem.
- Nie jestem taki – obruszyłem się. Nie lubię takich komplementów.
- Wiem o tym – Odparła niebiesko włosa, a uśmiech powoli spełzł z jej twarzy – Żadna osoba w tej organizacji taka być nie może, a nawet jeśli, to ta cecha jest tylko w niewielkim stopniu.
Skrzywiłem się, mając przed oczami Itachiego. Z jednej strony kochającego, starszego brata i z drugiej, obrzydliwego kochanka, który doprowadza mnie na skraj wytrzymałości zarówno fizycznej jak i psychicznej. Człowieka, którego można równocześnie kochać i nienawidzić.
- Hidan potrafi być… kochany – Wydusiłem, starając się wyrzucić z głowy myśli o czarnowłosym.
- Chyba nie mówimy o tym samym Hidanie – Mruknęła moja rozmówczyni – Hidan, o którym myślę, należy do Akatsuki. To bezczelny gówniarz, myślący tylko o tym, by zaliczyć.
Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. No, takiego komentarza od niej bym się nie spodziewał!
- Ale… Ja mówię serio – Stęknąłem – On serio potrafi być kochany! Wiesz, jak byliśmy kiedyś na misji w charakterze opiekunek dla dzieci, to udowodnił, że ma do tego talent!
- I rozwalił telewizor – Uzupełniła Konan – Tak, słyszałam tę historię.
- Ty go nie lubisz? – Zapytałem wprost .
- To nie tak, po prostu mnie irytuje – Wyjaśniła niebieskowłosa – Jest taki narwany i dziecinny…
- Ja też – Powiedziałem.
- Ty przynajmniej nie próbujesz mnie poderwać – Kobieta spojrzała na mnie swoimi bursztynowymi oczami – A on tak i nie wiem, co on sobie wyobraża.
W tym momencie zacząłem zastanawiać się, czy anielica pamięta zdarzenie sprzed tygodnia, kiedy to jej absztyfikant niósł ją na rękach.
- A… Jak się ogólnie czujesz? – Zmieniłem nieco temat – Jak przybyłaś do wioski, byłaś nieprzytomna.
- Lepiej, jak widzisz na własne życzenie wypisałam się ze szpitala – Odrzekła zapytana i z niecierpliwością spojrzała na kartki w trzymanej książce – Przepraszam cię, aniołku, ale czy mógłbyś mnie już nie rozpraszać? Chcę to w końcu przeczytać…
- Jasne, wychodzę – Mruknąłem z rezygnacją.
Wyszedłem na korytarz. Cóż, niewiele z niej wyciągnąłem. A już miałem zapytać czy chociaż mój kumpel podoba się jej z wyglądu. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, toteż wyszedłem z siedziby, potem z samej wioski.
Chciałem się przejść, by zaczerpnąć świeżego powietrza, w międzyczasie podziwiając rosnącą wokół zieleń.  Zbliżała się wiosna. Przystanąłem, by rozpiąć lekko płaszcz.
W tym momencie ujrzałem ciemność, zrozumiałem, że mój wzrok oczy przysłania czyjaś ręka, odchylając do tyłu głowę tak, by zaraz poczuć, jak czyjeś usta dotykają moich warg, by złączyć się w namiętnym pocałunku. Nie protestowałem, tylko odwzajemniłem gest.
Co ciekawe, nie było to tak brutalne, jak zazwyczaj, choć w jakimś stopniu dało się w tym rozpoznać znajomą zaborczość. Nasze wargi oderwały się od siebie.
- Tęskniłem za tobą – Wyrwało mi się.
- Ja za tobą też – Usłyszałem… I odskoczyłem z przestrachem.  Moje oczy ujrzały nie Itachiego, którego byłem pewny, że zobaczę, a uśmiechniętego od ucha do ucha Naokiego – Coś taki spięty? – Zapytał wesoło.
- Ty… Co ty tu robisz?! – Wycharczałem – I co ważniejsze, jak mnie znalazłeś?!
- Wyciągnąłem od pani Masuyo informację gdzie można cię znaleźć – Białowłosy był wyraźnie z siebie zadowolony – No i… Miała rację! Wioska Deszczu, kto by pomyślał?
Stałem wryty w ziemię, z nietęgą miną. Milczałem. Cholera, nie spodziewałbym się, że ten typ zacznie mnie szukać!
- Wiesz, po tym, jak odszedłeś z Hidanem, nie mogłem się pozbierać – Chłopaka zaczął do mnie podchodzić. Stanął przy mnie, by pogłaskać mnie po włosach – Tęskniłem, marzyłem by znowu móc się ujrzeć. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem, pod koniec twojego pobytu stałeś się taki zimny… Nie wiedziałem, co się dzieje, chciałem to z tobą wyjaśnić.
- Tu nie ma nic do wyjaśniania – Odparłem oschle, odtrącając jego dłoń – To już skończone. Nic nie ważny epizod, nie rozumiem, czemu się fatygowałeś, by mnie szukać.
- Jak to, nic sobie z tego nie zrobiłeś?! – Zdumiał się mój rozmówca – Ten seks to było dla ciebie… nic?!
- Dokładnie – Mruknąłem – Zrobiliśmy to z dwa razy i wystarczy, zresztą… Od teraz powinieneś trzymać się ode mnie z dala.
- Czemu niby?! – Zakpił Naoki – Wydaje ci się, że od tak możesz wydawać mi polecenia?!
- Owszem – Przytaknąłem i pokazałem wymownie na swój płaszcz – Widzisz to? Wiesz, do jakiej organizacji należę, dlatego właśnie radziłbym ci mnie unikać. Jestem przestępcą, jak będę chciał, to mogę cie nawet zabić.
- Nie zrobiłbyś tego – Przekomarzał się białowłosy – Jesteś na to za DELIKATNY…
W tym momencie poczułem, że trafia mnie szlag. Chwyciłem chłopaka za kołnierz i ze złością cisnąłem jego plecami o drzewo, aż stęknął z bólu.

- Powiedz to jeszcze raz, a naprawdę zrobię ci krzywdę – Warknąłem – Jeśli uważasz za delikatnego osobę, która zabiła swoją matkę oraz kilkunastu niewinnych ludzi, to masz naprawdę coś z głową – Puściłem go. Patrzył na mnie z zaskoczeniem – Nie zbliżaj się więcej do mnie!
Odszedłem, zostawiając chłopaka samego. Byłem wściekły zarówno na niego, jak i na siebie. Co ja sobie myślałem, gdy szedłem z nim do łóżka? I gdy mnie całował po raz pierwszy, nie dałem mu w ryja? Jasne, miałem wtedy ciężki okres, nie wiedziałem, co mam czuć, ale bez przesady!
Ja chyba jestem jakiś nienormalny. Jak mogłem wtedy myśleć, że z tym kolesiem może mnie coś połączyć? Przecież go nie znam, a on sam jest nie lepszy, nic o mnie nie wie.
Wróciłem do wioski, błąkając się bez celu. Czułem się beznadziejnie z faktem, że robiłem to z innym chłopakiem niż Itachi. Jedyne, co mnie wtedy usprawiedliwiało, to cała ta niepewność w naszym chorym związku. Nie wiedziałem, czy jesteśmy razem.
Tak, tak to sobie można tłumaczyć. Spojrzałem w niebo, z którego spadały nieliczne krople deszczu. Otuliłem się bardziej płaszczem i spojrzałem na osłonięty stragan, a raczej sklep w wielkim namiocie. Sprzedawane tam były rzeczy różnego typu. Od breloczków po ubrania.  Podszedłem do stoiska z figurkami. Wziąłem jedną w dłoń. Przedstawiała smoka, nawet ładne. Może i ja bym coś podobnego zrobił i uczynił z tego sztukę?
- Deeeeiidara-Senpaaaaiiii! – Usłyszałem nagle i nim zdążyłem w ogóle odwrócić głowę, już byłem ściskany przez Tobiego – Tobi się tak cieszy, że senpaia widzi!
- Tobi… Puszczaj – Powiedziałem, czując że się duszę – Bo mnie zabijesz…
- Oj, Tobi przeprasza! – Zawołał z przejęciem zamaskowany, po czym stanął przede mną – Ojej, coś senapia martwi?
- Nic mnie nie martwi – Mruknąłem, masując się po szyi – Zresztą, to nie twoja sprawa.
- Ależ oczywiście, że Tobiego! – Koleś położył mi ręce na ramionach – Pocieszanie senpaia jest życiową rolą Tobiego! Tobi dobry chłopiec!
- Daruj – Westchnąłem i odwróciłem się na pięcie, wychodząc z namiotu.
- Senpaii! – Usłyszałem i znów poczułem, jak ten przygłup się do mnie przytula. Tym razem jednak delikatniej – Powiedz, co się stało!
- Tobi, ostrzegam! – Warknąłem, próbując się wyrwać.
- Ktoś senpaia skrzywdził? – Usta (jeśli mogę to tak nazwać) pomarańczowego znalazły się tuż przy moim uchu, zaś barwa jego głosu nieoczekiwanie przybrała inną tonację – Wtedy Tobi skrzywdzi jego. Tobi przyrzeka.
Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia i obróciłem się tak, by spojrzeć wprost na jego maskę.
- Ty… Kim ty jesteś? – Zapytałem z przestrachem.
- Tobim! – Pisnął głupkowato zapytany. Patrzyłem na niego zmieszany, a gdy ten stracił czujność, wyszarpnąłem się i stanąłem na stosowną odległość.
- Nie zbliżaj się do mnie – Zastrzegłem, wystawiając ręce na znak stopu.
- Ale Tobi się tak stęsknił za senpaiem! – Wdzięczył się bałwan, podchodząc do mnie malutkimi kroczkami – Sasori-senpai jest taki nudny! Tobi ma dość siedzenia z nim! Sasori –senpai  w kółko gada o śmierci, gdy Tobi jest w pobliżu!
- Nie dziwię się – Prychnąłem, czując jak moje usta wykrzywiają się w mimowolnym uśmiechu.
- A z Deidarą-senpaiem jest dużo zabawniej! – Zapewnił mój rozmówca – Tylko smutno Tobiemu, że senpaiowi jest smutno! Tobi pomoże!
- Idę do mistrza Sasoriego – Powiedziałem bardziej do siebie niż do niego. Zacząłem iść w kierunku domu.
- To senpaiowi nie pomoże!  - Marudziła moja zmora – Senpai tylko się pogrąży!
- Jestem innego zdania – Rzuciłem.
***
Razem z jęczydupą u swojego boku, zaszedłem do pokoju mistrza. Drzwi były otwarte, a on sam jak zwykle siedział przy biurku i coś strugał. Zapukałem, mimo, że wrota same zapraszały do wejścia.
- Kto tam? – Rudowłosy nawet nie podniósł głowy, by na nas spojrzeć.
- Pomyślałem, że mistrz poprawi mi humor – Odparłem wesoło, doskakując do biurka mojego partnera.
- Chyba cię pojebało, chłopcze – Stwierdził lalkarz – Prędzej radziłbym iść z tym do naszego lidera i zapytać o sensowną misję. Jebną byś śmiechem, uwierz.
- Na serio? – Zdziwiłem się i podszedłem do stojących przy ścianie marionetek.
- Nie dotykaj – Usłyszałem. Moja ręka zatrzymała się tuż przy twarzy lalki, która nie zainteresowała. Obróciłem głowę, by na niego spojrzeć. Dalej wpatrywał się w swoje marionetki, majstrując coś przy nich.
- A skąd wiedziałeś, że chcę to dotknąć, skoro nawet na mnie nie spojrzałeś? – Chciałem wiedzieć.
- Intuicja – Mruknął Akasuna – Po za tym to są MOJE marionetki. Normalne, że każdy chce je dotknąć, w końcu to dzieło.
Chciałem coś powiedzieć, ale zacisnąłem zęby. Mimo wszystko lepiej nie zaczynać z nim kłótni.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Przycupnąłem na podłodze, by nie denerwować swojego partnera tym, że kręcę mu się po pokoju. Tobi przysiadł obok mnie.
- Tobi się nudzi – Odezwał się wreszcie – Zagrajmy w bierki!
- A nie lepiej w rosyjską ruletkę? * – Zaproponował Sasori, a ja przygryzłem usta, by się nie roześmiać, zerknąłem ukradkiem na chłopaka w masce, który wyraźnie był zainteresowany.
- A co to jest, panie Sasori? – Zapytał.
- Taka gra z pistoletem – Wyjaśnił mu marionetkarz – Przykładasz sobie go do łowy, wcześniej naciskasz spust po zakręceniu obrotowym bębenkiem na zmianę z przeciwnikiem. Przykładacie sobie tak ten spust aż nie dojdzie do szóstej osoby, która najprawdopodobniej zaliczy zgon. I jak? Podoba ci się ta gra?
- Nie, Tobi myśli, że jest brzydka – Nasz wioskowy głupek walną pięścią o podłogę, wydawał się być obrażony – Tobi wiedział, że mistrz nam się nie przyda! Deidara senpai jest smutny, a mistrz się tak zachowuje!
- W takim razie mam coś dla niego – Oznajmił lalkarz, na co się zdumiałem – Deidara, podejdź do mojej szafy i otwórz te drzwiczki z lustrem.
Zaskoczony wstałem z podłogi i podszedłem do wskazanej garderoby, jak prosił. Gdy ją otworzyłem, omal nie udusiłem się ze śmiechu. Na wieszaku pomiędzy płaszczami w różnych, raczej ciemnych kolorach (mój towarzysz lubi płaszcze) wisiał… Sznur z pętelką na głowę!
- To było dobre! – Zacząłem się śmiać.
- Tobi też takie chce! – Pisnął zamaskowany, co mocniej nasiliło mój śmiech. Zauważyłem, że cieszy się z tego powodu.
- Ehhh… - Zreflektowałem się, ocierając łzę. Zmieniłem temat – W ogóle, byłem dziś u Paina… Słyszeliście o tych wszystkich zasadach, jakie są w Akatsuki?
- Kto by nie słyszał – Mruknął marionetkarz – Są przerażające.
- No, szczególnie to z zabijaniem dzieci – Przyznałem.
- Na szczęście Pain jest na tyle porządny, by nie robić krzywdy żeńskim członkom organizacji, które są w ciąży – Powiedział mój dyskutant.
- Jak to? – Zapytałem.
- Tobi chce zmienić temat! – Wtrącił buntowniczo skryty.
- Jeśli żeński członek organizacji byłby w ciąży, to zostałby wyrzucony z organizacji – Wyjawił Sasori, brutalnie ignorując naszego trzeciego towarzysza – Ale nie z wioski! Jeśli kobieta z Akatsuki spodziewa się dziecka, może zamieszkać w Deszczu i wychowywać tu swoje dziecko.
- To… miłe – Wydukałem, starając się przy okazji znaleźć inne słowo. Byłem pod wrażeniem – A raczej… Wspaniałe ze strony lidera.
- To prawda – Odrzekł mój mentor – Gdy się go dobrze pozna, to jest naprawdę w porządku. No i myślę, że zabijanie dzieci to raczej nie jest raczej zajęcie, które lubi… Nawet jeśli kazał by to zrobić komu innemu. To dobra osoba.
- Też tak myślę – Zgodziłem się, przypominając sobie wszystko, co dla mnie zrobił.
- Tobi chce się bawić! – Wrzasnął chłopak w masce. Razem z moim partnerem popatrzyliśmy na siebie i głęboko westchnęliśmy.
- Dwudziestego drugiego lutego były urodziny Shopenhauera – Oznajmił nagle lalkarz – To był dobry dzień, żeby się zabić.
- Dla Tobiego? – Chciał wiedzieć wyraźnie obrażony zamaskowany.
- Nie, dla mnie – Rzucił krótko czerwonowłosy, a ja przygryzłem wargę, żeby się nie roześmiać.
- A co do tych wszystkich reguł – Chrząknąłem postanawiając wznowić wątek – To dla niektórych musi być naprawdę wkurzające i zasmucające, że nie mogą nawet widywać się z rodziną. Spójrzcie na Uchihę i Hidana…
- Albo na mnie – Stwierdził Sasori – Mi została babka. Ale jakoś nie pali mi isę na spotkanie z nią…
- A rodzice? – Zainteresowałem się. Odpowiedziało mi milczenie, przerywane dźwiękami składania i majstrowania. Nagle mnie olśniło – Och…. Mistrzu, przepraszam, ja…
- Nie szkodzi – Zapewnił mnie – Nie wiedziałeś prze…. – Tu nie dokończył, bo postanowiłem zajść go od tyłu i przytulić (tak, przytulałem drewno) – Eee… Można wiedzieć, co ty wyprawiasz?
- Pocieszam cię!– Poinformowałem wesoło.
- Tobi też chce! – Ryknął mój koszmar i rzucił mi się na plecy.
- Deidara jesteś, chciałem…- Usłyszałem i w progu zobaczyłem Hidana, który gapił się na nas z niedowierzaniem – Sorry, pomyliłem pokoje.
- Hidan, poczekaj! – Wyszarpałem sięTobiemu i pobiegłem w kierunku swojego kumpla. Dogoniłem go dopiero w przedpokoju, gdzie zarzucał płaszcz.
- Ty, co to było tam u Sasoriego? – Rzucił z uśmiechem, gdy zobaczył, że za nim leciałem.
- Nic, pocieszałem go – Mruknąłem.
- Zrobiłeś już to, o co cię prosiłem? – Zapytał wprost.
- Ee, to może najpierw wyjdziemy, co? – Zaproponowałem.
Wyszliśmy.
*** 
Postanowiliśmy oddalić się po za wioskę, tam przysiedliśmy na jakiś kamieniach pośród drzew.
Odetchnąłem. Pogoda, jaką dziś mamy jest cudowna! Nie mogę doczekać się lata.
- A więc? – Niecierpliwił się Jashinista – Czego się dowiedziałeś?
- Eh… - Moje samopoczucie drastycznie spadło, postanowiłem jednak wyjawić wszystko prosto z mostu – No, cóż, to… Nic z tego. Ona cię nie lubi. Nie chciała uwierzyć, że jesteś miły… To znaczy, powiedziała, że ją irytujesz, ale ja to odbieram tak, że cię nie lubi.
- Ach, cała Konan – Westchnął rozanielony siwowłosy – Taka niedostępna… Ale powiedz, nie zauważyłeś przypadkiem jakichś oznak sympatii do mnie?
- Nie, żadnych – Odrzekłem – Pogódź się ze stratą, dobrze ci radzę.
- A w życiu! – Parsknął fioletowooki – Teraz pragnę jej jeszcze bardziej! Zobaczysz, kiedyś ją zdobędę!
Westchnąłem, zmęczony jego uporem. No cóż, jak chce.
- To, co wracamy do wioski? – Zapytałem, wstając na równe nogi.
- Jaaasne – Mruknął mój towarzysz.
Poszliśmy, dyskutując jeszcze o całej tej sytuacji oraz fakcie, że żeby porozmawiać wybraliśmy tak dalekie miejsce. To było śmieszne, tym bardziej, że wiadomość była krótka.
Po jakiś czasie dotarliśmy do wioski. Zanim jednak do niej weszliśmy, obowiązkowo wylegitymowaliśmy się u strażników i dopiero wkroczyliśmy w teren… I w tym momencie zdębieliśmy.
Na środku ulicy stały dwie dziewczyny. Jedna miała czarne, proste długie włosy zwinięte w niedbały kok, oraz brązowe oczy. Ubrana była w czarny t-shirt oraz krótkie Jeansy . Na nogach czarne trampki. Druga zaś miała złote oczy, długie blond, falowane włosy i odziana była w koszulkę bez ramiączek koloru zielonego w białe kropki, krótkie, dresowe spodenki oraz czarne klapki.
I wszystko byłoby ok – ot, dwie ładne dziewczyny, gdyby nie jeden dziwaczny fakt… One się obściskiwały! :O Tak! Obściskiwały się… A raczej brunetka próbowała obściskiwać się z blondynką, która nie do końca była chętna, a raczej speszona całą tą sytuacją, gdy jej „koleżanka” wciskała jej kolano pomiędzy nogi i całowała ją w szyję, nie przejmując się, że ktoś to zobaczy.
Widząc to, opadła mi szczęka prawie do samej podłogi. Za to Hidan poweselał.
- No, no, no… - Zagwizdał – Tylko weszliśmy i już takie erotyczne widoki nas witają!
- Co one… wyprawiają? – Wydukałem.
- Sprawdźmy – Mruknął siwowłosy i ku mojemu zaskoczeniu, poszedł śmiało w kierunku dziewczyn. Pobiegłem za nim. Stanęliśmy centralnie przed nimi – Przepraszam, możemy się przyłączyć?
- Jasne, możecie się razem całować obok, nie ma problemu – Zwróciła się do niego ciemnowłosa z szerokim uśmiechem.
Na to oświadczenie obaj parsknęliśmy śmiechem.
- Nie, nie! My nie jesteśmy razem! – Śmiał się dalej jashinista.
- Hmmm… Akatsuki? – Zapytała ta sama dziewczyna, podczas gdy jej towarzyszka pozostała w milczeniu, patrząc w bok. Przypuszczam, że wstydziła się za to, co właśnie się wydarzyło. Albo się nas bała – Też bym tam chciała należeć! 
- Sun Jing!** - Usłyszeliśmy i obróciliśmy głowy. W naszą stronę szedł lider. Przeszły mnie ciarki. No, to koniec, pewnie je opieprzy za homose…
- Ile razy mówiłem ci, byś nie robiła z Qiu Tong*** TAKICH rzeczy w miejscu publicznym? – Zapytał zniecierpliwiony, a mnie znów prawie opadła szczęka. Co ma znaczyć to „ile razy”?!  Czy on… Toleruje takie związki?
- Ach… Pain, Pain, Pain… ~ - Westchnęła beztrosko dziewczyna, co już totalnie mnie zwaliło z nóg. Popatrzyliśmy po sobie z Hidanem. KIM ona jest, by zwracać się do naszego dowódcy po imieniu?! – Ty naprawdę potrzebujesz kiedyś wyjść z nami na piwko!
- Wiesz, że to niemożliwe – Rudy uśmiechnął się krzywo – Co z twoim raportem z misji?
- Oddałam go Konan – Oznajmiła wesoło Sun Jing – Teraz próbuję wyciągnąć Qiu Tong na imprezkę ~ 
- Nie chcę nigdzie iść ;_; - Jęknęła blondynka – Pain, powiedz jej coś!
- Ach, wy się nigdy nie zmienicie – Zachichotał (!)  kolczykowany – Aż mam poważne wątpliwości, czy dawać ci płaszcz, Sun Jing.
- Och, jak miło, będzie mi w nim do twarzy!  – Pisnęła jego rozmówczyni.
- Halo! Kurwa! Stop! – Krzyknął nagle siwowłosy. Cała trójka spojrzała na niego, ja również – O co tu chodzi? Kim są te dziewczyny, liderze?
- Oj, gdzie moje maniery! – Czarnowłosa puknęła się pięścią w czoło, by następnie wystawić ją w kierunku – Siemka, jestem Sun Jing! A to moja dziewczyna, Qiu Tong! Miło poznać!
- Cześć wam – Szepnęła Qiu Tong. Chyba jest nieśmiała.
- Ja jestem Hidan, a ten grzyb tutaj to Deidara – Mój kumpel uścisnął jej dłoń, wskazując na mnie kciukiem u drugiej ręki – Nigdy was tu wcześniej nie widziałem.
- To wspólne przyjaciółki moje i Konan – Oświadczył nagle lider – Przychodzą zwykle bardzo by rano się z nami zobaczyć . Normalne więc, że ich nie widzieliście, skoro śpicie do dziesiątej jedenastej – Spiorunował nas wzrokiem – Ale dobrze… Zostawię was. Zapoznajcie się jak chcecie.
Oddalił się.
- Macie trochę niecodzienną urodę… Z twarzy – Zauważył nagle mój przyjaciel, przyglądając się bacznie dziewczyną – Jesteście cudzoziemkami?
- Tak, obie jesteśmy Chinkami – Odezwała się tym razem Qiu Tong – Ale zawsze mieszkałyśmy tutaj, w Deszczu. Uwielbiam to miejsce!
„Ja chyba również zacznę” pomyślałem. Perspektywa innych znajomych niż wśród ludzi Akatsuki wydawała mi się ekscytująca.
- Masz trudne do wypowiedzenia imię -  Powiedziałem do jasnowłosej.
- Tak, wiem – Nadęła się złotooka – I tylko Pain z Konan umieją je wymówić, reszta waszych kolegów… to porażka, delikatnie mówiąc.
- Ech, wybacz, jeśli i ja będę kaleczył twoje imię – Zasmuciłem się.
- Ej! – Usłyszeliśmy i wszyscy się obróciliśmy. W naszą stronę szli Kisame z Itachim (w końcu się chyba pogodzili).
Przez chwilę wszyscy na nich patrzyliśmy, aż nie podeszli do nas na tyle blisko by móc rozmawiać bez krzyku. Niebieskoskóry patrzył na obie panie z nieukrywanym zadowoleniem, Czarnowłosy również się lekko uśmiechał, co mnie dość mocno zaskoczyło. Coś czuję, że dziś zejdę na zawał od tych zwrotów akcji ;_;
- Hej, blondyna… - Zachichotał Hoshigaki – Zrobić ci syna?
W tym momencie owa „blondyna” aż poczerwieniała z oburzenia, jej partnerka życiowa zaś, podwinęła bardziej rękawki. Jednak to ta pierwsza podeszła do rekina i…. przywaliła mu z liścia w twarz.
- Zboczeniec – Syknęła dziewczyna, przenosząc nagle wzrok na Uchihę, który najwidoczniej się troszeczkę speszył.
- Ee… Cześć… Qiu Tog… - Wymamrotał, przy okazji źle wymawiając jej imię, co ją jeszcze bardziej rozjuszyło.
- Ile razy mam ci powtarzać, że robisz błąd?! – Opieprzyła go – QIU! TONG! Naucz się wreszcie!
- Przepraszam… - Skulił się chłopak.
- PFFFF…. – Parsknąłem, zatykając usta dłonią, przy czym wbiłem wzrok w jakiś budynek, by nie spotkać się z jego spojrzeniem. Boże, jaki polew xD
- Ah, Sun Jin… - Odezwał się znowu Kisame, rozmasowując obolały policzek – To kiedy się ze mną umówisz?
- Spieprzaj – Mruknęła czarnowłosa, obejmując od tyłu swoją sympatię. Były mistrz miecza był wyraźnie niezadowolony z tego powodu.
- W takim razie idę od was – Obraził się i odwrócił na pięcie – Itachi! Poinformuj mnie, jak wrócisz!
I odszedł. Cała pozostała trójka chłopaków (w tym ja) popatrzyła ze zmieszaniem na obie dziewczyny.
- To, co, chłopaki, imprezka zapoznawcza w klubie? – Zaproponowała nagle Sun Jing – My i Hidan z Deidarą?
- Pewnie – Zgodził się od razu siwowłosy.
- Jasne  - Dorzuciłem swoje.
- Idę z wami – Oznajmił znienacka Itachi.
***
Zanim jednak poszliśmy do tego klubu, wszyscy zgodnie ustalili, że pierw trzeba się przebrać i wziąć przy okazji jakieś okrycie. Wieczorem może być chłodniej. Aczkolwiek powitał nas już kwiecień i słońce coraz mocniej zaczęło przygrzewać, zaś wieczory nie są już takie chłodne. Mimo to… Ostrożności nigdy za wiele, co nie?
Postanowiłem więc  ubrać normalne, szare dżinsy i niebieski bezrękawnik. Na to skurzana czarna kurtka. W końcu pomimo tego, co powiedziałem wyżej, to prócz przeziębienia, nie mam zamiaru się też ugotować.
Skompletowałem sobie to, co chciałem założyć, wziąłem szybki prysznic, psiknąłem się perfumami  i zszedłem na dół, by udać się w stronę kuchni, gdzie mieli czekać pozostali.
Gdy tak przemierzałem korytarz, rozmyślałem o tym, co się jeszcze niedawno stało. Itachi… Idzie z nami? Nigdy bym nie pomyślał, że to się tak skończy… Już prędzej bym widział w tej roli Kakuzu albo Kisame, serio.
Wkroczyłem do pomieszczenia, do którego chciałem się udać. Tam zastałem jak zwykle Kakuzu, zajętego tym razem nie przeliczaniem pieniędzy, a czytaniem książki, jakiej nigdy w życiu nie widziałem. Zresztą… Nie pamiętam, żebym jakikolwiek tytuł przez niego czytany kojarzył. On sam mi kiedyś zdradził, że lubi stare dzieła literackie, bądź te naprawdę rzadkie.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Przy parapecie powitał mnie widok opartego o ścianę Uchihy, który popijał mleko.  Na sobie miał zwykły, czarny t-shirt z krótkim rękawkiem oraz czarne jeansy.
Natomiast nigdzie nie widziałem Hidana. Czyżby – mimo swojej sympatii do Konan – zdecydował się zaprosić na imprezę inną dziewczynę? Hm, jeśli myśli, że w ten sposób zdobędzie niebieskowłosą, to raczej mu współczuje. Kobieta nie będzie zazdrosna ani trochę.
O, o wilku mowa. Właśnie weszła do kuchni.
- Wybieracie się gdzieś? – Zapytała, patrząc na mnie i na Uchihę.
- Tak, idziemy na dyskotekę razem z Hidanem i takimi dziewczynami, które niedawno poznaliśmy – Wyjaśniłem – A raczej… Dopiero poznamy.
- A, to pewnie mówicie o Sun Jing i Qiu Tong – Mruknęła anielica – W takim razie nie będziecie się nudzić.
- Eh, powodzenia z tymi wariatkami – Machnął ręką skarbnik – Skoro z nimi idziecie, wiedzcie, że zaliczycie zgon. A ja po was nie pójdę.
- Raczej bym na to nie liczył – Uśmiechnąłem się krzywo.
- Czyżbyś nie chciał po nich pójść, bo nie lubisz par homoseksualnych, w których towarzystwie będą nasi koledzy? – Zapytała niewinnie brązowooka.
- Mniej więcej – Przytaknął kasiarz – W przeciwieństwie do was, jestem z innej epoki. Z czasów, w których takich rzeczy nie tolerowano i nie było to uważane za normalne, także nie miejcie pretensji, że jestem uprzedzony.
Przyznam, że gdy to usłyszałem, to zrobiło mi się smutno. Eh, mimo, że lubię Kakuzu, to już na pewno wiem, że nie może on ABSOLUTNIE wiedzieć o moim sekrecie.
- Och… - Konan przechyliła głowę w bok – To w takim razie pewnie nie poprzesz mojej pasji z czytania mang YAOI?
W tym momencie dostałem ataku kaszlu, zaś Itachi zakrztusił się mlekiem. Że… CO?! ;_;
- Ee, chyba nie chcę nawet wiedzieć co to jest – Wymamrotał bankier, patrząc na nas z niepokojem.
- To komiks o gejach! – Oznajmiła niebiesko włosa, kompletnie ignorując naszą reakcje – I zwykle ich opowieść zaczyna się od…
- Dość – Przerwał jej zielonooki – Konan, lubię cię… Wiec proszę, nie zepsuj tego. To nie na moje nerwy słuchać o czymś takim.
- Pff, jak chcesz – Prychnęła kobieta, by spojrzeć na mnie z nieodgadnionym uśmiechem, po czym usiadła przy stole.
Wtedy też do kuchni wkroczył bardzo wyperfumowany spóźnialski. Miał na sobie brązowy t-shirt z krótkimi rękawkami, oraz czarne spodnie. Na jego szyi zaś wisiał ulubiony wisior z okręgiem wpisanym w trójkąt.
- Ooo, a kogoż to moje oczy widzą? – Zachwycił się, gdy zobaczył naszą liderkę.
- Oesu…- Anielica wywróciła oczami – Daruj sobie, chociaż ten jeden raz…
- Jakbym mógł zostawić tak piękną panią w spokoju? – Jashinista opar się o stół w taki sposób, by być jak najbliżej niebieskowłosej, na co ta się skrzywiła. I ja również.
Kurde, mój kumpel jest idiotą. Najpierw prosi mnie o zachowanie tajemnicy o tym jaki to nie jest zakochany, a sam się z tym obnosi. Chyba nie pojmuję jego logiki…
- Dobra, Hidan… Chodźmy już – Stęknąłem.
- Oj, chyba nam się aż tak nie spieszy? – Zamruczał, próbując objąć swoją nieodwzajemnioną miłość, ta jednak twardo odpychała od siebie jego dłonie. Nagle zobaczyłem Kisame, który jak gdyby nigdy nic również wypełnił wnętrze swą osobą tylko po to, by dopaść lodówkę.
- Hidan, daj jej spokój – Nakazał swojemu partnerowi Kakuzu – Przecież wiesz, że Konan jest zajęta przez lide…
- Ludzie! Co wy wszyscy macie z tym Painem?! – Wkurzyła się nasza niewiasta – Zrozumcie w końcu, że nasza dwójka TO NIE PARA ZAKOCHANYCH!
- Nie? – Skarbnik wytrzeszczył z niedowierzaniem oczy.
- Oczywiście! – Warknęła anielica. Chyba pierwszy raz widzę ją tak zirytowaną… No i ogólnie pierwszy raz widzę, jak się na serio denerwuje. A dzisiejsza scena jak czytała książkę się nie liczy.
- Te, ryba! – Zawołał kasiarz w stronę Hishigakiego – Wyskakuj z trzech tysięcy yenów!****
- Że jak? – Obrócił się niebiesko skóry – O czym mówisz?
- Hidan, bo ci strzelę – Mruknęła w tym czasie brązowooka.
- Nie udawaj idioty! – Wykłócał się bankier – Wisisz mi trzy koła za nasz zakład! Mówiłem, że nie są razem!
- Ja pierdolę… - Westchnął rekin, kładąc niedbale banknoty na stół, przy czym przysunął je w stronę Kakiego, na co tamten skrupulatnie zaczął je przeliczać.
- AA! KURWA MAĆ! – Usłyszeliśmy nagle głuchy huk. Odwróciłem się w stronę hałasu. Na podłodze leżał Hidan, zaś nad nim stała rozwścieczona Konan, trzymając w rękach krzesło, na którym on sam wcześniej siedział.
- Czy teraz wyraziłam się jasno?! – Wrzasnęła kobieta, po czym cisnęła siedziskiem o wspomnianej wcześniej podłodze, cudem nie trafiając w kulącego się gwałtownie siwowłosego. Gdy to zrobiła, obróciła się na pięcie i zwyczajnie wyszła z pomieszczenia.
Patrzyliśmy na nią z wybałuszonymi oczami, nie odzywając się przez dłuższą chwilę.
- To było świetne – Stęknął w końcu Kakuzu.
- Wściekła kobieta to zło – Skomentował również dotąd milczący Itachi.
- Czy ona ma okres? – Pisnął jashinista. Wszyscy zwrócili na niego wzrok.
- Niekoniecznie, ale gdybym był kobietą zachowałbym się tak jak ona – Stwierdził skarbnik, następnie przeniósł spojrzenie na zegar – Chyba powinniście już wychodzić. Zaraz dwudziesta druga.
- Racja – Przyznałem – Chodźcie, chłopaki. Dziewczyny pewnie już czekają.
Moi towarzysze posłusznie oderwali się od ściany oraz wstali z posadzki, by pójść za mną w stronę przedpokoju.
Tam natknęliśmy się na jakby czekającego na nas Sasoriego, który grobowo oświadczył:
- Połamania nóg.
Zrobiłem zrozpaczoną minę, gdyż sam nie wiedziałem, czy żartuje, czy mówi serio.
***
W końcu byliśmy już w klubie. A raczej przed, bo pogoda była na tyle świetna, że można było siedzieć na zewnątrz, gdzie również była lada z alkoholami. I zarówno tu, jak i w środku dało się słyszeć piosenkę Maaron 5 pt. „Animals”.
Muszę przyznać, że cała nasza trójka chłopaków musiała wyglądać dość dziwacznie i zaczynam czuć, że Akatsuki nieźle wpłynęło na to, byśmy byli jednolici, albowiem zarówno ja jak i chłopaki mieliśmy na sobie skórzane kurtki w kolorze czarnym. A na stopach czarne glany. Zresztą, nie tylko my.
Sun Jin postanowiła również taką ubrać. Na sobie miała czarny T-shirt z logo jakiegoś nieznanego mi (pewnie chińskiego) zespołu rockowego, długie (tym bazem), ciemnoszare, wytarte na kolanach jeansy i pomarańczowo-fioletową bransoletkę na nadgarstku. Buty miała takie same jak my (nie zdziwiłbym się, gdyby były męskie) Jedynie Qiu Tong wyróżniała się na tle naszego towarzystwa. Ona postanowiła ubrać białą, koronkową sukienkę, bransoletkę z kwiatkiem oraz białe baletki.
Patrząc na obie dziewczyny zdałem sobie sprawę, że razem z Itachim znaleźliśmy swoje damskie sobowtóry. Jedyne, co nas od nich wyróżniało, to prócz płci brunetka jest dużo głośniejsza i wygadana niż Uchiha, zaś w przeciwieństwie do blondynki, ja nie jestem taki delikatny jak ona. Właściwie wcale taki nie jestem.  Największym naszym zaś podobieństwem do tejże pary jest fakt, że ciemnowłosa jest stroną aktywną, zaś jasnowłosa – bierną. No ale nawet tu pojawia się pewno ALE. Albowiem do różnic zaliczam również zamianę wieku tych stron. U dziewczyn dominuje ta młodsza, u nas ten starszy.
Całą piątką postanowiliśmy usiąść blisko baru, gdzie jakimś cudem znaleźliśmy wolne miejsca. Jak to w klubie, było bardzo głośno i ledwie dało się spokojnie rozmawiać, dlatego też plusem było siedzenie po za klubem. Tu przynajmniej można spokojnie porozmawiać. Minus zaś jest taki, że czuć unoszący się zapach dymu papierosowego. Aczkolwiek w tych okolicznościach mi nie przeszkadzał. Lubię, gdy ludzie palą na zewnątrz w ciepłe wieczory. Wtedy ta woń jest jakby… przyjemniejsza. Przynajmniej w moim odczuciu.
- Ale tu ekstra - zachwycała się Sun Jing, rozglądając się wokół – Deszcz to jednak się chowa przy innych wioskach pod względem rozrywkowym.
- To prawda – Przyznał siwowłosy, po czym westchnął – Szkoda, że Konan nie dała się zaprosić…
- Nie martw się, kiedyś ci się uda – Qiu Tong położyła mu swoją malutką dłoń na ramieniu – Wierzę w ciebie!
- A ja nie – Parsknął Itachi, wieszając swoją kurtkę na oparcie stołka, na którym usiadł – I nie wiem, co ci odbiło, by w ogóle chcieć ją poderwać.
- Nie twój zasrany interes – Odwarknął mu jashinista.
- Ej, ludzie, spokojnie. Przyszliśmy się tu bawić – Odezwałem się, po czym spojrzałem na swojego kumpla, starając się na próżno ukryć głupkowaty uśmiech – Też ci kibicuję, Hidanku!
- Ja też, więc bierz ją tygrysie! – Powiedziała słodko brunetka.
- Pieprzcie się! – Hidan machnął ręką – Możecie się nabijać i sobie nie wierzyć, ale kiedyś ją zdobędę! I zobaczymy, jakie będziecie mieć miny, gdy mi się to uda!
- Z takim podejściem i taktyką… – Mruknął czarnowłosy – Chętnie to zobaczę.
- Ale ja naprawdę w ciebie wierzę! – Zarzekła się blondynka – Słowo!
- No, jedyna normalna! – Zawołał fioletowooki, klepiąc dziewczynę po głowie – Nie to co wy! Banda kretynów.
- Tia… - Sun Jing wykrzywiła ironicznie usta, opierając się łokciem o blat baru, po czym podniosła głos – Barman! Proszę piwo z sokiem imbirowym!
- A osiemnaście lat skończone? – Zapytał grubo po czterdziestce facio z kozią bródką, marszcząc brwi.
- Skoro wpuścili mnie do klubu, to chyba jasne? – Zapytała celnie dziewczyna. Widząc jednak, że koleś nie zamierza odpuścić, westchnęła i wyjęła z torebki portfel, z którego nonszalancko wyciągnęła dowód osobisty.
Typ szybko odczytał co chciał po czym kiwnął krótko głową i zabrał się za realizację zamówienia.
- Piwo z sokiem imbirowym? – Spojrzałem z zaciekawieniem na ciemnowłosą – Nie słyszałem o takiej mieszance.
- Zajebista, polecam – Wyszczerzyła się.
- Dla mnie to samo! – Zawołałem. Mężczyzna tym razem uniósł brwi, patrząc na mnie znacząco.
Sapnąłem krótko,  otwierając saszetkę zawieszoną na biodrze, by wyciągnąć z niej swój dowód, by następnie podstawić go kolesiowi pod nos.
- Piña Colada! – Usłyszałem za sobą i obróciłem głowę, widząc Qiu Tong wystawiającą swoją kartę tożsamości. Wszyscy równocześnie wybuchliśmy na to śmiechem, nawet ten barman.
W końcu każdemu udało się dostać kto co chciał. Razem z Sun Jing mieliśmy swoje piwa z sokiem imbirowym (które nawiasem mówiąc było serio świetne z tym dodatkiem), blondynka cieszyła cię swoją Piña Coladą, siwowłosy postanowił uraczyć się whisky z lodem, zaś Uchiha wpadł na pomysł wódki z energetykiem. O dziwo, ostatnią dwójkę nikt nie chciał pytać o dowód. No tak, w końcu nawet wyglądają na starszych, nie to co ja i dziewczyny. To smutne ;_;
- Jak już zamawiałaś drink, to czemu nie wybrałaś Sex On The Beach? – Czarnowłosa szturchnęła swoją partnerką w bok.
- To koktajl, nie drink – Mruknęła złotooka, cisnąc zawstydzone spojrzenie w bok, przy czym mieszała nerwowo słomką w swoim trunku.
- A jak to smakuje? – Chciał wiedzieć jashinista.
- Co, Sex On The Beach? – Zapytała Sun Jing.
- Też, ale głównie interesuje mnie ten koktajl – Stwierdził Hidan.
- Kokosowy, ale czuć w nim też ananas i rum – Uśmiechnęła się jasnowłosa.
- Daj spróbować! – Zawołał fioletowooki, zadowolony.
- Najpierw ja! – Prześcignęła go brązowooka.
- W takim razie próbuję twojego piwa, Sun – Poinformował ją siwowłosy, biorąc do ręki jej szklankę.
Nagle ujrzałem jak Itachi podstawia mi pod nos swoją.
- Chcesz spróbować? – Zapytał. Poczerwieniałem.
- Zgoda – Skinąłem głową, biorąc trunek, równocześnie dając mu swój. Spróbowałem, nawet, nawet, tylko daje dużego kopa. Poczułem nawet, jak przez chwilę boli mnie serce ;_; No i bolało jeszcze bardziej, jak zobaczyłem, że czarnowłosy biorąc z powrotem swój drink, przy czym dotknął ustami dokładnie ten brzeg, którego ja wcześniej dotykałem. Nie obyło się też bez bezczelnego patrzenia mi w oczy, gdy to robił. Kurwa, musi akurat teraz zaczynać te swoje gierki?!
Oczywiście doszło do tego, że praktycznie każdy spróbował od każdego tego, co kto miał, dzieląc się przy tym swoją opinią, dopiero później wszyscy dostali swoje własne szklanki.
- W takim razie proponuję wznieść toast za nową znajomość! xD – Zaproponował jashinista. Wznieśliśmy, po czym wraz z Hidanem zrobiliśmy z dziewczynami tak zwane „haczyki” z rąk i wypiliśmy z każdą z nich. Itachi pierw nie chciał, twierdząc, że już je zna, a taka forma picia jest przecież dla ludzi sobie obcych, ale wtedy Sun Jing wytknęła mu, że nigdy razem nie pili, dlatego również się przyłączył.
- Jak dobrze w końcu wyrwać się z tej dziury, Deszczu i w końcu oddychać świeżym powietrzem ~ - Westchnąłem błogo.
- Ja tam lubię tę wioskę – Żachnęła się Qiu Tong – Jest fajna. No i można pochlapać się w deszczu! ~
- Tylko ty to lubisz – Wytknęła jej sympatia – Ja osobiście nie trawię tego, gdy pada. Ale trawię Akatsuki, chcę do was dołączyć!
- Byłoby miło – Przyznałem.
- Kurde, jak tak na was wszystkich patrzę – Zabrał głos Hidan – To nie mogę wyjść z wrażenia, że jestem piątym kołem u wozu.
- Czemu? – Blondynka zrobiła wielkie oczy.
Jashinista uśmiechnął się przebiegle, zerkając na mnie ukradkiem.
- Bo siedzę tu SAM Z DWIEMA HOMO PARAMI! – Walnął w stół swoją szklanką. Itachi się zakrztusił (już chyba drugi raz tego dnia) swoim drinkiem, ja o mały włos też.
- Jakimi homo parami? – Zapytał niewinnie Uchiha.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi – Siwowłosy skrzyżował ręce na piersi, szczerząc zęby w zadowoleniu.
- O cholera – Sun Jing przyłożyła dłoń do ust, patrząc to na mnie, to na mojego „kochanka” – To wy jesteście razem?
- Wiedziałam! – Krzyknęła Qiu Tong, aż podskoczyłem.
- Ekhem, tak, tylko wiecie… - Objąłem dłonią tył karku – To sekret, nie mówcie nikomu.
- Mhm, czyli mu powiedziałeś? – Czarnowłosy spojrzał na mnie z niezadowoleniem, podpierając podbródek dłonią – Ze WSZYSTKIEGO mu się spowiadasz?
- Ee, szczegółów nie chcę wiedzieć – Zapewnił go mój kumpel.
- Wybacz, Itachi, nie mogłem z tym sam zostać – Powiedziałem skruszony.
- Wiem tylko ja… No i teraz one – Jashinista spojrzał na dziewczyny.
- Ja nic nie powiem! – Obiecała brunetka – Nie chcę, żeby was wywalili z organizacji.
- Ja też nie! Też będę milczeć! – Dołączyła się blondynka.
- Okej – Mruknął mój partner, dlaej się dąsając. Tym razem jednak już trochę mniej.
- Eee… Jak się poznałyście? – Hidan postanowił szybko zmienić temat, zwróciwszy się do naszych nowych koleżanek.
- Wcześniej się mijałyśmy w okolicy – Powiedziała brązowooka – A że bardzo mi się spodobała to postanowiłam zagadać…
- Gapiąc się na mnie bez słowa przez kilka sekund, po czym odeszła – Weszła jej w słowo złotooka – I tak było parę razy pod rząd. W końcu moja koleżanka poleciła mi, bym jej unikała, bo prawdopodobnie uciekła z psychiatryka. To i ja zaczęłam uciekać, jak tylko ją potem widziałam.*****
- Ej! Wstydziłam się, ok?! – Żachnęła się Sun Jing – Przez tę twoją koleżankę musiałam ci w biegu się przedstawiać! Zatrzymałaś się dopiero wtedy, gdy darłam się że mam dobre oceny i że przepraszam jeśli cię wystraszyłam. Chyba cała wioska mnie słyszała!
- Serio?! Jaka beka! xD – Siwowłosy zaczął się śmiać, również nie wytrzymałem i zacząłem chichotać.
- No to nieźle – Przyznałem ubawiony.
- A wy obaj jak się poznaliście? – Zainteresowała się Qiu Tong.
Na to pytanie skrzywiłem się, zaś w głowie zrodził się obraz sharingana, którego wciąż nienawidzę. Na samą myśl o nim, spochmurniałem.
Uchiha chrząknął z zakłopotaniem.
- To… Skomplikowane – Stwierdził.
- Czemu? – Blondynka była coraz bardziej zaciekawiona.
- Powiem tak… - Czarnowłosy zastukał nerwowo o blat stołu – Razem z Kisame i Sasorim mieliśmy za zadanie, by ofiarować  temu tu pracę w naszej organizacji – Skinął na mnie głową – Ale że nie był tym zainteresowany, to musieliśmy go… przymusić. W wielkim skrócie: walczyliśmy. To chyba jedyna osoba w Akatsuki, która tak się stawiała.
- Ale ty jesteś głupi, blondasie – Brązowooka spojrzała na mnie z niedowierzaniem – Jakby do mnie przyszła taka propozycja, to bym weszła w to od razu.
- No przykro mi – Wymamrotałem niechętnie.
- Nie mówmy już o tym – Zaproponował Itachi w taki sposób, jakby starał się mnie ugłaskać, co bardzo mnie zdziwiło. Zwykle ma gdzieś, gdy się denerwuję.
Nagle coś do mnie dotarło. Wcześniej mój drogi kumpel wspomniał coś o tym, że jest piątym kołem u wozu, bo towarzyszą mu dwie pary… Czy w takim razie to spotkanie jest nie tylko wyjściem grupowym, ale i… Randką? Wyszczerzyłem oczy, patrząc w środek swojej szklanki, w której już trochę piwa ubyło. No ładnie. Pierwsza randka a ja mam z nim seks już zaliczony. Chyba się zacznę za siebie wstydzić. Ale… czy to właśnie dlatego właściciel sharingana jest dla mnie taki… miły?
- …No tak, masz rację. EJ! Pijmy lepiej szybciej to alko – Rzucił nagle Hidan, co wyrwało mnie z zamyślenia. Eh, gadali o czymś, a ja tak się zamyśliłem, że nie wiem o czym.
- Zastanawiam się, czy zostać przy tym koktajlu, czy jako następne zamówić mojito – Mruknęła Qiu Tong.
- Ee, przepraszam, a o czym wcześniej mówiliście? – Wtrąciłem.
- O tym, żeby znaleźć mi tu jakąś pannę – Odrzekł siwowłosy, po czym zwrócił się do blondynki – Mojito? A jak ci ktoś wrzuci pigułkę gwałtu to będzie mogwałto? xD
Na ten tekst wszyscy ryknęliśmy śmiechem. Tak, to chyba pierwszy raz jak widziałem śmiejącego się z żartu jashinisty, mojego partnera.
- Ej, barman! – Zawołała Sun Jing w stronę wydającego nam wcześniej alkohol faceta – Prosimy mogwałto!
Znów zaczęliśmy się chichrać, zaś mężczyzna pokręcił głową z lekkim rozbawieniem na twarzy. No tak, młodzi, lekko podchmieleni ludzie potrafią rozśmieszyć.
Rozmowa kleiła się w najlepsze, zaczęliśmy zamawiać shoty w postaci mogwa… mojito i kamikaze. Wszyscy, z wyjątkiem blondynki, która zdecydowała się zostać przy jednym rodzaju alkoholu, twierdząc, że woli nie mieszać.
Było fajnie, ale zawsze coś się musi kiedyś spieprzyć. Nawet najlepsze posiedzenie.
Byliśmy już wystarczająco podpici, by wyjść na parkiet. Oczywiście z Itachim zdecydowałem się nie tańczyć, no bo jak by to wyglądało? Wziąłem pod rękę brunetkę, zaś siwowłosy postanowił zaprosić blondynkę. Uchiha w tym czasie spokojnie czekał przy stoliku na swoją kolei, aż zwolnimy mu partnerkę do tańca.
Piosenka leciała ta sama, co pisałem wcześniej (widocznie DJ bardzo ją lubi, albo go ktoś poprosił by zapuścić znowu), zaś my wygłupialiśmy się na środku wcześniej wspomnianego parkietu. Nie przytulaliśmy się z między sobą ani nic. No, może parę razy się zdarzyło objąć, w końcu to normalne w tańcu, jednak nie było w tym nic romantycznego. Nie patrzyliśmy na siebie kokietująco ani nie flirtowaliśmy.  W końcu dziewczyny są parą, ja mam Itachiego, a Hidan lgnie do Konan. Ot, koleżeńskie wygłupy.
I w czasie tychże wygłupów musiała pogorszyć się sytuacja. Siwowłosy właśnie obracał się z Qiu Tong na prawo i lewo, aż ta nie zawinęła się niechcąco o jego nogi i nie potknęła, ten jednak miał refleks i szybko ją złapał, przytrzymując jej pleców, co zmusiło dziewczynę do szybkiego objęcia go za szyję.
Na ten wzrok oboje wybuchli śmiechem. I w tym momencie dobiegł mnie znajomy głos:
- Hidan? – Obróciłem się i osłupiałem. Przed sobą ujrzałem Nadię, w towarzystwie dwóch koleżanek.
Ubrana była w białą koszulę z kokardą, czerwoną spódniczkę w czarną kratę, czarne rajstopy i szpilki. Na uszach zaś zawieszone kolczyki w kształcie kół.
Jej towarzyszki były ubrane trochę cieplej, co dość mnie zdziwiło (jedna, prawdopodobnie najstarsza z całej trójki, w wyblakłych, brązowych włosach miała na sobie futro, druga, ścięta "na chłopaka" z najjaśniejszym odcieniem włosów - szalik i długą marynarkę), jednak nie tak bardzo, jak sama obecność mojej w miarę długoletniej przyjaciółki.
- Nadia? – Zdziwił się jashinista, powoli stawiając swoją towarzyszkę tańca na nogi, spochmurniał – Co ty tu robisz?
- To samo mogłabym zapytać ciebie – Warknęła, po czym przeniosła zabójczy wzrok na blondynkę – Co to za zdzira?!
- Co?! – Przestraszyła się złotooka.
- Hej! – Krzyknęła na brązowowłosą Sun Jing, podchodząc stanowczym krokiem do swojej sympatii, przy czym ścisnęła jej dłoń – Nie pozwalaj sobie, jasne!? Nikt ci nie dał prawa jej obrażać!
- To po cholerę dotyka mojego faceta w TAKI sposób?! – Wrzasnęła na nią ex mojego kumpla – On jest MÓJ!
- Jakiego „twojego”?! Co za „mój?! Weź się ogarnij, dziewczyno! – Upomniał ją zirytowany fioletowooki – Zerwałem z tobą miesiąc temu! Nie pamiętasz?!
- Poprzez Deidarę?! Bardzo dojrzałe! – Syknęła Nadia – Czemu nie mogłeś powiedzieć mi tego w oczy?!
- Nie i nie będę ci się spowiadać dlaczego – Uznał siwowłosy i już miał się odwrócić i iść w kierunku naszego stolika, gdy jego wcześniejsza sympatia wrzasnęła:
- Czekaj! Nie idź! Ja…! –Tu postanowiłem ją zatrzymać, łapiąc za rękę. Spojrzała na mnie tak, jakby właśnie mnie zobaczyła po raz pierwszy.
- Zostaw go – Powiedziałem spokojnie – To już skończone, Nadia, zrozum to.
- Ale czemu, do jasnej cholery?! – Dziewczyna próbowała wyszarpać się z mojego uścisku, na próżno, bo mocno trzymałem – I co tu właściwie robisz?! – Nagle ją olśniło – Eh… Wiesz co? Mam to gdzieś, idziesz z nami, zostawmy ich.
- Co? – Wytrzeszczyłem oczy – Ale… Nie mogę z wami nigdzie iść…
- A dlaczego nie? – Spytała zaczepnie pół-Rosjanka, łapiąc tym razem mnie za rękę, przy czym drugą zawiesiła sobie na biodrze – Skoro ON ma na mnie wyjebane i nie chce mi niczego wyjaśnić, to chyba mogę zebrać wytłumaczenie od ciebie, prawda? Chodź!
- Nadia, nie naciskaj go – Ostrzegł ją jashinista – On przyszedł tu z nami!
- Ach, tak? To ja go zabiorę! – Odszczeknęła mu nastolatka, próbując mnie do siebie przyciągnąć, nie udało się to jednak, bo nie dość, że się zaparłem to poczułem na swoim barku czyjąś dłoń. Odwróciłem głowę i spojrzałem wprost w oczy Itachiego.
- Nie szarp go, dziewczyno – Zwrócił się do mojej kumpeli, która momentalnie zdębiała – Słyszałaś Hidana, on tu przyszedł z nami, nie z tobą. Nie psuj nam posiedzenia.
- A ty kim jesteś, że tak się rządzisz?! – Rozjuszyła się Nadia – On wcale nie musi z wami siedzieć!
- Tak jak nie muszę siedzieć z tobą! – Teraz to ja się zirytowałem, podnosząc na nią głos. Mój partner popatrzył na mnie lekko zszokowany.
- Zostaw nas już w spokoju, Nadia - Do wymiany zdań ponownie dołączył się Hidan – Odejdź, nie chcę się powtarzać. Zrywam z tobą.
- Świetnie że słyszę to dopiero teraz, stojąc z tobą twarzą w twarz! – Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, przy okazji uwalniając moją rękę z uścisku.
- Możemy już iść? Nadia… – Zniecierpliwiła się dziewczyna z futrem, zaś ta z szalikiem posłała memu kumplowi współczujące spojrzenie. Dopiero teraz dokładnie się im przyjrzałem. Wygląda na to, że są w jakiś sposób spokrewnione z naszą złośnicą. Są bardzo do niej podobne, szczególnie ta w krótkich włosach.
- Rozmawiam, Katiusza! – Warknęła na nią brązowowłosa, na co ta wydała z siebie pełne złości westchnięcie.
- Tatiana, powiedz coś swojej walniętej siostrze! – Jashinista postanowił zasięgnąć pomocy u dziewczyny z czarnym szalikiem, na co ta rozłożyła bezradnie ręce.
- Ale co ja mogę?! – Jęknęła – Młodsza jestem… Zresztą nawet Katiuszy się nie słucha…
- Czemu się do mnie tyle czasu nie odzywałeś?! – Nastolatka postanowiła dalej kontynuować przedstawienie, które sama rozegrała. I tu chociaż raz przyznałem jej rację, co do jej pytania. W końcu to on przestał od tak z nią rozma…
- A Ty?! Ty to zaczęłaś! Próbowałem się skontaktować! – Wytknął jej siwowłosy. Zaraz… Co? Chyba się pogubiłem w tej całej ich sprzeczce…
- Miałam problemy! – Zarzekała się pół-Rosjanka – Nie mogłam ci o nich od tak powiedzieć, bo byś się wściekł!
- Wściekłem się już wystarczająco, gdy urwałaś znak życia! – Krzyknął fioletowooki.
- Hidan, przepraszam… - Brązowowłosa zaczynała mięknąć – Zapomnij i wróć…
- Za późno – Mój kumpel wystawił ręce w obronie – Skończone, sprzedane i co tam jeszcze chcesz!
- Ale…- Jęknęła zrozpaczona Nadia, po czym zmieniła wyraz twarzy na drapieżny – Pewnie mnie w tym czasie zdradzałeś! Działałeś na dwa fronty! Przyznaj się!
- Uwierz, że NAWET chciałem… – Prychnął siwowłosy.
- Jesteś chujem! – Jego była tupnęła ze złością swoim obcasem o parkiet.
- Tak mi przykro – Jashinista wzniósł oczy ku niebu – I założę się, że sama to robiłaś. Chyba się na tobie poznałem…
- CO TU SIĘ KURWA DZIEJE?! – Wtrąciłem się, łapiąc się za głowę – KTO TU W KOŃCU ZAWINIŁ?!
- Ona – Odparł mi mój kumpel, na co dziewczyna zacisnęła usta ze złością. Nagle zobaczyłem, że przed nami wszystkimi stoi ochrona wraz z barmanem. Wszyscy zebrani na dworze ludzie przyglądali się nam z przerażeniem, niektórzy z zaciekawieniem.
- Jak natychmiast się nie uspokoicie, to będę zmuszony wyrzucić z stąd waszą dwójkę, a nawet całą ósemkę.
Na to oświadczenie Nadia zwinęła usta w podkówkę i pobiegła w stronę wyjścia całego klubu. Jej siostra i (chyba) koleżanka pognały za nią.
Gdy ta cała trójka zniknęła, barman wrócił za ladę, ochroniarze rozeszli się, inni ludzie wrócili do swoich zajęć, szepcząc między sobą, zaś moje towarzystwo spojrzało na Hidana.
- Eh… - Westchnął ten – Tak, wiem co myślicie.
Mruknął i sam poleciał w stronę swojej byłej. Szczerze? To nie wiem, o co mu teraz chodziło.
Popatrzyłem na pozostałych.
Itachi jak zwykle był obojętny, Qiu Tong zdawała się wystraszona, zaś Sun Jing zaintrygowana całą tą sytuacją.
- No nieźle zaczynamy znajomość – Skomentowała brunetka – Ledwo się znamy a już robi się interesująco. Zawsze są u was takie dramy w organizacji?
- Tego typu to nie – Uchiha spojrzał na mnie porozumiewawczo – Ale nie powiem, jest ciekawie. Ta dziewczyna, to jego była czy jakaś laska na chwilę, którą zaliczył i wystawił?
- Ee, nie, to jego była dziewczyna. Mieli razem jakiś trzyletni staż – Odparłem – Sam ją też tyle znam, to moja przyjaciółka.
Zerknąłem na miejsce, w którym to kierunku pogrzała dwójka moich przyjaciół. I zobaczyłem ich razem przy samym wejściu. Rozmawiali, zaś pozostałe dziewczyny stały trochę dalej. Po dłuższym czasie, w którym to nikt się nie odzywał, tylko podobnie jak ja obserwował całe zajście, siwowłosy dostał w końcu w twarz, zaś sama dziewczyna zniknęła na dobre, opuszczając klub.
I wtedy dopiero fioletowooki się do nas ponownie przyłączył.
- Dostałem, bo skłamałem jej że faktycznie zdradzałem ją z jakąś randomową lalą – Wyjaśnił na wejściu.
- Ehh… No to co, pijemy dalej?- Rzuciła lekko ciemnowłosa.
- No ja na pewno pierw idę na fajkę – Stwierdził Hidan.
- Idę z tobą – Zaoferował się Itachi. Poszli, a ja zostałem sam z dziewczynami.
- Wy też nie palicie? – Zagaiłem – Bo ja kiedyś próbowałem, ale jakoś rewelacji w tym nie znalazłem.
- Żartujesz? To ohydne – Wzdrygnęła się Qiu Tong.
- Gram dużo w kosza i ogólnie często się ruszam więc jest mi to nie na rękę – Stwierdziła Sun Jing – Muszę często być w formie… Ale na wypicie od czasu do czasu sobie pozwolę.
- Ja też – Zgodziłem się i przygryzłem wargę – Kurde, zastanawiam się jak to wszystko Nadia przeżyje.
- Olej ją – Ciemnowłosa machnęła ręką – To jakaś wariatka, nie warto się z nią zadawać.
- Eh, mówisz tak, bo jej nie znasz – Mruknąłem – Ogólnie jest spoko, tylko jest bardzo… zazdrosna w niektórych aspektach. Szczególnie o Hidana i o mnie. Co do niego, to wiecie dlaczego a co do mnie… Cóż, ona chyba nie lubi gdy mam inne damskie znajome. Nie pytajcie czemu, bo nie wiem. O Bazyla też była zazdrosna i odwrotnie…
- Bazyla? – Blondynka zmarszczyła brwi.
- A, taka jedna… Dawna znajoma z rodzinnej wioski – Zdradziłem – Była dość brzydka, dlatego tak ją nazywałem… To znaczy, nie dosłownie, tylko w myślach. Potem trochę poprawiła się jej uroda, ale jakaś powalająca też nie była, przynajmniej nie w moim guście. Normalnie miała ksywkę „Zuzka”, a na imię jej było Zakuro. No i… Cóż podkochiwała się we mnie, jak dołączyłem do Akatsuki to przez chwilę utrzymywaliśmy kontakt, ale… Potem zapoznała Itachiego i zrezygnowała ze znajomości ze mną.
- Dlaczego? – Zdziwiła się złotooka – Czyżby ze strachu przed nim?
- To nie strach, a zazdrość – Sprostowałem – Ona dobrze wyczuła, że między nami jest coś więcej, niż bycie współlokatorami i współpracownikami. No i odtąd jej nie widziałem. Myślę też, że chyba nie do końca toleruje osoby o odmiennej orientacji, ale to tylko moje przypuszczenia.
- Smutne – Stwierdziła Czarnowłosa – Jest ci przykro, że się z nią rozstałeś? W sensie, że wasza znajomość zakończyła się w ten sposób?
- Trochę – Przyznałem – Ale jakoś specjalnie to nie jest mi szkoda. Mam innych przyjaciół. Hidana, Konan, Kakuzu… No i Nadię, ale tutaj stawiam to chwilowo pod znakiem zapytania. No i – Zawahałem się – W moje osiemnaste urodziny zapoznałem pewną ekipę… Z wioski Dźwięku.
- Z wioski Dźwięku? – Qiu Tong uniosła do góry brwi – Czy to przypadkiem nie są ludzie… Orochimaru?
- Ee… Tak – Powiedziałem, lekko speszony.
- To karygodne! – Zawołała blondynka – Jak możesz się zadawać z takimi… przestępcami?!
- Hej, wyluzuj – Upomniałem ją – Oni są spoko. Po za tym, przypominam ci, że ja też jestem przestępcą.
- Aj, no tak – Jasnowłosa pacnęła się w czoło – Głupia jestem. Faktycznie…. A co zrobiłeś, że tu trafiłeś?
- Eh.. To… Nie jestem w nastroju, żeby o tym gadać – Skrzywiłem się – To rozmowa na kiedy indziej.
- Mówiłeś coś o tych z Dźwięku – Przypomniała mi Sun Jing, kierując rozmowę na właściwy tor – Zainteresowali mnie oni. Powiesz coś więcej?
- Hm, no cóż – Zamyśliłem się – Jest ich w sumie szóstka, dwójka z nich to bliźniaki. Słyszałyście może o klanie Kaguya?
- To ci od tych wszystkich mordów, co nie mieli żadnych sojuszników i nie potrafili usiedzieć w spokoju? – Brunetka zmarszczyła brwi – Ci sami, co mieli jakąś technikę związaną z układem kostnym?
- Tak, dokładnie o nich mi chodzi – Potwierdziłem – No, to może nie kojarzycie, ale wśród moich znajomych znajduje się Kimimaro. Ostatni ocalały z tej rodziny.
- Pierdzielisz! – Zawołała ciemnowłosa – A fajny on jest?
- No, całkiem spoko – Przyznałem. Jak dotąd spotkałem ich tylko… trzy razy. Pierwszy raz jak się wybrałem z Hidanem od tak do ich wioski, drugi raz na urodzinach, a trzeci…. Hm, udało mi się wprowadzić ich do wioski Deszczu tak, by Pain się nie pokapował kim są.
To prawda, był taki incydent, ale nie opisałem go w pamiętniku, wybaczcie. Zapomniałem o tym (o napisaniu). W ramach przeprosin opiszę Wam teraz. Zdradzę też, że działo się to zaraz po moich urodzinach. W sensie jakieś dwa tygodnie po nich.
- Jak to zrobiłeś? – Zdziwiła się jasnowłosa.
- Normalnie, to nie było trudne – Wzruszyłem ramionami – Takiemu jednemu czarnemu, Kidomaru, po prostu zdjęliśmy jego opaskę i zamieniliśmy na także zwykłą w zielonym kolorze, zaś reszta opasek nie nosi także spoko. Mam też znajomego, u którego można podrobić dokumenty z danymi osobowymi******, także nie mieli problemu z wejściem. Chociaż….- Zawahałem się – Czasem zastanawiam się, czy czasem lider domyślił się, kim oni są. A przynajmniej skąd pochodzą. Jak tak to nie rozumiem jego toku myślenia. I że mnie za to nie ukarał.
- Może cię lubi? – Podsunęła złotooka – Wiesz, Pain ogólnie wcale nie jest taki zły. Właściwie jest całkiem miły, jak się go dobrze pozna.
- Nie znam go na tyle, by to ocenić, ale za to wątpię w to, by mnie lubił – Stwierdziłem – Bardziej patrzy na moje zdolności, jak już. Wiem natomiast, że Konan darzy mnie sympatią.
- No, Konan jest fajna – Poparła mnie czarnowłosa – Ale muszę wam przerwać, bo nie dokończyłeś o tym jak wprowadziłeś do nas tych z Dźwięku. Zeszliście z tematu.
- A, tak, faktycznie – Zreflektowałem się – W każdym razie, udało mi się ich ściągnąć i ugościć u nas. Liderowi powiedziałem, że są wioski Herbaty… Hm, wyglądał tak jakby niezbyt uwierzył – Skrzywiłem się – No ale powiedział, że w porządku.
- Nie dziwię się, że ci nie uwierzył – Mruknęła brunetka – W wiosce Herbaty mieszkają Chińczycy, Japończyka tam raczej nie spotkasz. To samo z wioską Ptaków, Księżyca i Rzeki******* No i wspomniałeś, że oni mają tam czarnego. Takie osoby raczej zamieszkują kraj Chmury.
- Serio? – Zdziwiłem się – Nie wiedziałem.
- Teraz to ty zmieniasz temat, Sun Jing – Zwróciła uwagę Qiu Tong – Deidara, proszę, kontynuuj.
- Eh – Westchnąłem – No to jak już oni weszli i zapoznali się z większością Akatsuki, to Kisame powiedział do takiej jednej… Qiu Tong, pamiętasz ten denny tekst o blondynce i synu, jaki dziś do ciebie poleciał?
- Aż za dobrze – Dziewczyna skrzywiła się.
- No, to on też coś wymyślił do takiej jednej dziewczyny, w sumie jedynej w ich składzie – Powiedziałem – Ona ma na imię Tayuya, więc palnął do niej coś takiego: „Tayuya, obciągniesz mi chuja”?
- Ale cham! – Wkurzyła się brązowooka – Zajebałabym go za to!
- No nie? – Zapytałem – Ona też była podobnego zdania i o mało mu nie połamała kości. Zaś jej chłopak, Sakon, chciał go nawet zabić! Ale jego bliźniak Ukon go przytrzymał. To samo z takim jednym Jirobo. Też chciał nam rybkę zrównać z ziemią.
- Nie dziwię się im wszystkim – Warknęła Sun Jing – Jakby do mnie coś takiego poleciało to bym się nie hamowała. Chcę poznać tych wszystkich typów, coś czuję, że się dogadamy.
- Polecam ich w chuj – Wystawiłem kciuk w górę – Ale niestety na razie nie zgadywaliśmy się co do następnego spotkania. Bo po tym jak u nas byli Orochimaru strasznie się na nich wszystkich wkurwił za to ich zniknięcie. Nic mu w końcu nie mówili, że gdzieś idą na cały dzień.
- A co oni, małe dzieci że się muszą spowiadać? – Obruszyła się brunetka.
- No nie, są w moim wieku – Odparłem idiotycznie – No, ok, Kimimaro jest w wieku Hidana i Itachiego. A co do tego spowiadania… o, niestety tak, muszą to robić. On ich strasznie kontroluje i jak coś mu nie pasuje to ich kara.
- Okropne – Zasmuciła się blondynka – Szkoda, też chcę ich jak najszybciej poznać. Chociaż nie jestem za dobra w kontaktach międzyludzkich.
- Ja odniosłem inne wrażenie – Uniosłem brwi.
- No tak, ale…- Zawahała się złotooka – To Sun Jing mi pomogła się wkręcić w towarzystwo twoje i Hidana. No i wy też mnie zagadaliście. Normalnie nie podchodzę od tak do ludzi, nie wiem, jak się zachować i jak zapoznać się samodzielnie.
- To oni ci w tym pomogą, do nieśmiałych nie należą – Machnąłem ręką i spojrzałem za siebie – Kurde, Itachi i Hidan coś nie wracają. A to miała być tylko jedna fajka.
- Może się gdzieś całują? – Zażartowała brązowooka – O kurde, chyba nie masz już chłopaka xD
- Nie sądzę – Parsknąłem – Hidan jest w pełni hetero i nie pozwoliłby się dotknąć facetowi w inny, niż przyjacielski sposób.
- Oj, zgrywałam się – Chinka szturchnęła mnie w bok – Poczekajmy jeszcze trochę. Może się po prostu zagadali.
Tak też zrobiliśmy. Wypiliśmy kolejną szklankę alkoholu i gadaliśmy. Tym razem temat zszedł na same dziewczyny. Pytałem jak się poznały z Painem i Konan (inicjatywa Sun Jing, którą zafascynowała owa parka, wciągnęła w to oczywiście swoją partnerkę), ile się znają (pięć lat), w jaki sposób wzięła się taka sława w Deszczu związana z brunetką i jaki zawód Qiu Tong wykonuje. W tych dwóch ostatnich muszę przyznać, że się zdziwiłem i prawie padłem.
- Jestem początkującą piosenkarką – Wyznała blondynka – Dlatego wszyscy mnie znają. Dziwię się, że  z Hidanem o mnie nie słyszeliście. Śpiewałam w kilku małych wioskach, raz byłam w Liściu. A po za tym, w schronisku, jak akurat nie jestem w trasie.
- O cholera – Wydukałem – No to nieźle… A Ty, Sun Jing?
- Mnie znają ludzie z misji i z moich znajomości – Odrzekła zapytana – Brałam udział w kilku grubszych akcjach w Deszczu i po za nim, ale nie będę się rozgadywać. No i… Przyjaźnię się z Raikage i Tsuchikage.
Na tego ostatniego zakrztusiłem się piwem.
- T…Tsuchikage?! – Wycharczałem – Przecież to Oonoki! Mój stary nauczyciel, prowadził moją drużyną! Jak można przyjaźnić się z tym starym durniem, którego co chwila jebie w krzyżu?!
- No cóż – Brązowooka skrzyżowała z zadowoleniem ręce na piersi – Mnie się to udało https://twemoji.maxcdn.com/36x36/1f49a.png
- Wiecie co? – Wtrąciła znienacka jasnowłosa – Może lepiej po nich pójdźmy, zaczynam się martwić.
- Słusznie – Zgodziłem się. Wstaliśmy od stolika, zabierając swoje rzeczy (chłopaki zabrali się ze wszystkim). Za alkohol już dawno każdy zapłacił, także kwestie materialne mieliśmy za sobą.
Wyszliśmy, mijając się z ochroną, na wszelki wypadek mówiąc jej „dobranoc”. Nie miałem pojęcia, czy tam jeszcze wrócimy.
Szukaliśmy ich przed klubem ładnych kilkanaście minut. Rozglądnąłem się po okolicy. Wokół nas były jeszcze inne kluby, jakieś palmy dekoracyjne i pełno świateł. Niedaleko plaża. Tłumy wesołych ludzi. Gdzie oni mogą być?
- Może jednak są w „Ego”?******** - Zasugerowała Qiu Tong. „Ego” to klub, w którym byliśmy.
- Hm, może… - Powiedziałem nieprzekonany – Dobra, wracamy. Może weszli do środka.
Wróciliśmy się, by dalej szukać naszych dwóch zgub. Po drodze poczułem na swojej klatce piersiowej dłoń jakiejś młodej, nawalonej dziewczyny, najpewniej chcącej ze mną zatańczyć, czy nawet się zabawić. Delikatnie ją z siebie zsunąłem i poszedłem dalej, rozmyślając o dwóch zaginionych.
Byłem naprawdę zdziwiony, że wypuścili się gdzieś sami we dwójkę. Szczególnie, że niezbyt za sobą przepadają. Itachi jest o mnie zazdrosny, zaś samego Hidana do nielubienia Uchihy podpuszcza Kakuzu.
Gdzie oni więc są…?
- Tam! – Krzyknęła Sun Jing, wskazując kierunek, na który wcześniej nie patrzyłem. Faktycznie, zobaczyłem ich przy altance (w końcu nie właziliśmy do budynku, chcieliśmy obejść najpierw dwór), otoczoną przez bambusy. Na dachu pawilonu wisiały lampiony z chińskimi znakami, których nie rozumiałem.
I wszystko byłoby okej, gdyby nie jeden, mały szczegół. Mianowicie… Chłopaki rozmawiali z NAOKIM!
Momentalnie wryło mnie w ziemię, czując, jak zalewa mnie fala gorąca. CO on tu robi?! I czemu, do cholery z nimi gada?! Czemu z Itachim?! Hidana bym jeszcze pojął, bo go zna, ale… Co tu się kurwa dzieje?!
- Deidara, wszystko dobrze? – Do moich uszu dobiegł zmartwiony głos blondynki. Spojrzałem na nią, trzymała dłoń na moim ramieniu, czego nawet wcześniej nie zauważyłem.
- Kim jest ten typ w białych włosach? – Chciała wiedzieć brunetka.
- Ja… To…- Zająknąłem się. Wtedy też zauważyła mnie moja hotelowa zmora.
- Deidara! – Zawołał mnie. Spojrzałem na chłopaków. Na twarzy jashinisty malowało się wielkie „WTF”, zaś wzrok czarnowłosego zinterpretowałem jako „wyjaśnij mi to - JUŻ”.
Przełknąłem ślinę. Wiedzą. Wiedzą, co odstawiłem… Kurwa, pewnie mnie znienawidzą. Obaj. I jeden i drugi uzna mnie za puszczalskiego pedzia. Co ja mam robić?! Chyba tylko zapaść się pod ziemię, albo…
- Właśnie im o tobie mówiłem, nie spodziewałem się, że tu będziecie – Naoki już do nas podszedł. Tak, chyba muszę go zabić.
- Coś ty im… - Wycedziłem, po czym wrzasnąłem – NAGADAŁ?!
W tym momencie poczułem na sobie wzrok obcych ludzi. Ci, co mnie usłyszeli, patrzyli z zaciekawieniem na całą naszą szóstkę.
- Deidara… czy to prawda? – Jęknął siwowłosy – Powiedz, że to nieprawda…
Na to zdanie poczułem, jak mi jest przykro. Czułem się podle, a wściekły wzrok mojej sympatii był dla mnie klęską. Mimo wszystko wiedziałem, że kłamanie nic mi nie da. Nie mogę sobie na to pozwolić.
- Tak – Powiedziałem skruszony – To prawda, ale…- Spojrzałem wkurwiony na białowłosego – To przez NIEGO! Ty to zacząłeś, gnoju! Ty mnie podpuściłeś!
- Nieprawda, to ty cały czas rozbierałeś mnie wzrokiem. Nawet mnie pierwszy pocałowałeś  ~ - Zełgał mój chwilowy romans. Wytrzeszczyłem oczy z niedowierzania. Czy ten chuj chce mi właśnie ZNISZCZYĆ związek?! Czy to zemsta za to, jak go wcześniej potraktowałem?! Zaglądając mu w oczy wiedziałem, że znalazłem właściwą odpowiedź. I że to ja muszę załatwić jego.
- Sukinsyn! – Syknąłem i nim ktokolwiek zdążył zareagować, chwyciłem nieszczęśnika za fraki i z impetem rzuciłem na czyjś pusty już stolik, na którym zostawione były szklanki, jakich kelnerzy nie zdążyli jeszcze sprzątnąć.
Podbiegłem tam i z największą siłą i brutalnością, na jaką mnie było stać, poczułem tłuc chłopakowi ryj, aż polała się krew. Mimo to, biłem dalej, nie bacząc na kelnerów i kelnerki, chcące mnie od niego oderwać. On sam się szamotał, próbując się uwolnić, ale na jego pecha, byłem sto razy silniejszy.  A ostrzegałem, że jak ze mną zadrze, to go dopadnę. I nie jest mi żal.
Zasłużył. Zasłużył. Zasłużył!
Możliwe, że napierdalał bym go aż do zgonu, ale nagle zostałem uchwycony delikatnie w pasie, na którym poczułem dłonie. Usłyszałem przy uchu znajomy głos.
- No już, wystarczy – Spojrzałem zaskoczony na Itachiego, którego wyraz twarzy drastycznie złagodniał. Zamrugałem szybko, po czym powoli zszedłem ze swojej ofiary.
Rozejrzałem się zmieszany. Ludzie byli w szoku, ktoś już dzwonił na pogotowie, zaś obsługa kazała nam wyjść.
Hidan wraz z Sun Jing mieli lekko ubawione twarze, który od razu przemieniły się w szok, w momencie, w którym ujrzeli ściekające natychmiast z moich policzków łzy, z których sam dopiero sobie zdałem sprawę, ukradkiem je ocierając. Wtedy podeszła do mnie Qiu Tong, przytuliwszy mnie, co odwzajemniłem. Było mi tak okropnie wstyd, że nie mogłem mówić.
miharu_and_deidara_hug___color_by_saske87-d38ch9f
Jashinista podszedł do mnie, klepiąc po plecach dla otuchy.
- Wszystko ok – Uspokoił mnie.
Wyszliśmy stamtąd, przechodząc do innego baru.
***
Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w klubie położonym jak najbliżej plaży.
Tu również można było siedzieć na zewnątrz, jednak bar był w środku lokalu, do którego nie było problemu z wejściem, ponieważ drzwi były szerokie i otwierały się mechanicznie. Dlatego jeśli jakiś pijaczek miałby problem z wyjściem, to miejsce jest dla niego. Oczywiście pod warunkiem, że nie upadnie. Wtedy może być gorzej.
Siedzieliśmy prawie wszyscy przy stoliku. Prawie, bo Itachi wyszedł na kolejną fajkę, czemu się nie dziwiłem.
Usadowiony pomiędzy dziewczynami dalej nie mogłem wyjść ze stresu, jaki mnie dopadł. Wciąż nie do końca byłem w stanie mówić. Blondynka głaskała mnie po recę, zaś brunetka obejmowała ramieniem moje plecy.
- Jest dobrze – Mówiła co jakiś czas, głównie jednak rozmawiała z moim kumplem. Opisywał jej skąd dokładnie znamy Naokiego i kim on jest. Ta dwójka widocznie bardzo dobrze się rozumiała. Mówiłem to już?
- Nie przejmuj się już, chłopie – Powiedział siwowłosy – Nie wierzę w te bzdury, jakie wypowiedział ten idiota, zanim obiłeś mu mordę. I wybaczam, że się dopuściłeś… No cóż tego, że to z nim zrobiłeś. Zresztą pamiętam, jak mówiłeś że nie wiesz, jak sprawy miedzy tobą a Uchihą stoją.
- Dokładnie, miałeś do tego pełne prawo – Poparła go czarnowłosa – A ogólnie to jak się teraz czujesz?
- Trochę… lepiej – Wymamrotałem. Przyszła obsługa, zebraliśmy zamówienia. To samo co wcześniej.
- Eh, to całe wyjście przybrało fatalny obrót – Skrzywił się Hidan – Mam nadzieję, że nam to wybaczycie, dziewczyny. Najpierw moja była, teraz ten frajer. Nie chciałem, żeby to tak wyszło.
- Luzik arbuzik – Mruknęła Sun Jing – Ja tam nie narzekam, przynajmniej jest ciekawie. Zapomnijmy już o tym i bawmy się dalej!
- Wy zapomnicie, a co z nim…? – Skinąłem głową na Itachiego, a raczej w kierunku w  którym (mówił, że tam będzie) prawdopodobnie stał przy samym brzegu - To idź do niego – Poradził mi jashnista – Nie sprawdzisz, to się nie dowiesz.
- Wątpię, bym się w życiu czegokolwiek dowiedział się od niego na temat jego osoby – Westchnąłem – Prędzej to on dowie się wszystkiego o mnie, niż ja o nim.
- No już! – Ciemnowłosa postanowiła mnie wyciągnąć z siedzenia i dotykając moich pleców, popchnęła mnie w kierunku schodków prowadzących na plażę. Zrobiłem grymaśną minę, ale ostatecznie poszedłem.
A piasku było usadowione jakieś morze ludzi, którzy zapalali i puszczali na wiatr kolorowe Lampione, które miały to dawać szczęście w miłości. Paleta kolorów była naprawdę wysoka, ale tak naprawdę jakie to miało znaczenie, skoro wszystkie ostatecznie miały wyglądać tak samo na niebie, na którym widoczna była pierwsza kwadra?
Szedłem niepewnym krokiem, szukając spojrzeniem mojego partnera. W końcu go znalazłem. Stał w dość odludnym miejscu, podchodząc i odchodząc co jakiś czas od brzegu tak, by woda nie zamoczyła mu butów i spodni. W ręku jak zwykle trzymał papierosa i kurzył. Nagle odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały.
Staliśmy tak przez chwilę, wgapiając się w siebie pytająco. Nie mogłem jednak tak sterczeć w nieskończoność i podszedłem.
Czarnowłosy wybuchnął dym z ust.
- I co? – Zapytał – Jak się czujesz po tym wszystkim?
- Hm… Trochę lepiej – Odparłem, rozdarty. W sumie sam nie wiedziałem, jak mam się czuć stojąc teraz obok niego – W sumie… To ja powinienem cię o to zapytać.
- Mhm… Cóż – Chłopak zerknął ukradkiem na morze, chyba nie chciał o tym mówić – Jestem bardzo… Zaskoczony. Raz, że w ogóle poszedłeś do łóżka z chłopakiem, mimo że wcześniej tak zaprzeczałeś swojej orientacji, a dwa że… - Spojrzał na mnie – Nie wiedziałem, że jesteś zdolny do takiego zachowania, to już ja miałem ochotę rozerwać tego faceta na strzępy.
- No, nie jestem taki delikatny, jak widzisz – Powiedziałem, lekko poweselawszy. Itachi uniósł brwi i podszedł do mnie dużo bliżej. Dzieliło nas teraz jakieś osiem cali. Wcześniej jakiś metr. Patrzył się na mnie bez słowa.
- Co? – Spytałem w końcu. Przeczesał moje włosy, chwytając dłońmi moje ramię, aż ta dłoń nie znalazła się na mojej twarzy. Przeszedł mnie dreszcz.
- To nie znaczy, że nie jestem na ciebie zły – Wyszeptał – Spodziewaj się kary w najbliższym czasie. Nie mogę odpuścić ci tego, czego się dopuściłeś w tej kiecce.
- Ale… - Zacząłem, ale nie dokończyłem, bo w tym momencie nasze usta się spotkały, łącząc w namiętnym pocałunku. Nie protestowałem. Wolałem już, by mnie przy tych wszystkich ludziach całował niż karał. Staliśmy więc tak pośród nich wszystkich i obściskiwaliśmy się. Z początku byłem tym nieco skrępowany, ale szybko zrozumiałem, że nikogo prócz mnie, gówno to obchodzi, co robimy.
Widzieli tylko siebie i swoje lampiony. I niech tak zostanie. Również widziałem teraz tylko jego. Ciekawe, czy u niego było to samo?
Wreszcie oderwaliśmy od siebie nasze wargi, by na siebie spojrzeć. Położył swoje czoło do moim.
- Jesteś tylko mój, pamiętaj – Oznajmił. Milczałem, przyglądając mu się. Chwycił mnie za dłoń – Chodźmy do pozostałych.
I wróciliśmy do klubu. Ku naszemu zaskoczeniu, nikogo przy stoliku nie było. Popatrzyliśmy na siebie i zdecydowanym krokiem weszliśmy do środka. Tam znaleźliśmy obraz nędzy i rozpaczy.
Z tego, co powiedział mi barman, to Hidan zdążył wyrwać w tym czasie jakąś pannicę, zaś moim oczom ukazał się widok mocno już podchmielonej Sun Jing, siedzącej przy barze, obejmując stojącą oboj mniej Qiu Tong, przy czym całowała ją po szyi. Na nasz widok blondynka odetchnęła z ulgą. No, ładnie. Sytuacja zła, a jashinista puka sobie jakąś lafiryndę, podczas gdy nasze koleżanki mają problem. A raczej jedna ma problem z drugą.
- Pomocy ;_; - Jęknęła blondynka – Zebrało się jej na amory i nie chce się odkleić, a Hidan…
- Tak, wiemy – Uspokoił ją Uchiha – Już się zwijamy.
- Idę po niego – Zaoferowałem się.
I tak zgarnęliśmy całe towarzystwo. Po drodze wszyscy lekko otrzeźwieli i skończyło się to kolejnym piciem. Tym razem w plenerze. W wiosce Deszczu byliśmy po godzinie szóstej. Zasnąłem prawie o siódmej.
****
Od zeszłotygodniowej imprezy minął już tydzień. W tym czasie zdążyliśmy bliżej zapoznać się z dziewczynami, które zdecydowały się już nie przychodzić tak wcześnie czy późno do organizacji, gdyż znajomość ze mną i moim kumplem bardzo się im spodobała. Teraz były tu częściej, co bardzo wyraźnie sprawiło radość Kisame z tego, że teraz może częściej widzieć się z jedną z nich.
Itachi zaś jak dotąd mnie nie ukarał, jak mówił. Wydaje mi się, że w rzeczywistości wcale nie jest na mnie tak zły, jak mówił. Jednakże poranki, w których nieraz przychodzi nam się spotkać i pobyć sam na sam, są dla mnie naprawdę niezręczne. Szczególnie, gdy przyjdzie mu do głowy, by sobie na mnie od tak popatrzeć.
Wcześniej mogliśmy gadać, lecz teraz, przy obserwującym wszystko naokoło Painie jest to wykluczone. Od teraz takie momenty są przesiąknięte krępującą ciszą, w której nie patrzymy na siebie, tylko spokojnie stoimy przy blatach po przeciwnych stronach i spożywamy nasze posiłki (raczej wolimy uniknąć siadania razem do stołu). Tak było i tym razem.
Była prawie dziewiąta godzina, zaś ja myślałem o tym, że dziś będzie pełnia księżyca, a także zastanawiałem się, kiedy wrócą Bracia Zombie (to nasza ksywka na duet Hidan-Kakuzu). W końcu po całej imprezie i wyleczeniu kaca lider wysłał ich po jinjuurikiego siedmioogoniastego. Ciekaw jestem, czy mu się to uda i czy wysysanie demona będzie takie długie, jak mówił mi mistrz Sasori, który właśnie wszedł do pomieszczenia. Uf, koniec z ciszą.
- Ja się dziwię, że się nie zabiliście jeszcze na tej imprezie – Powiedział, jak zwykle miło zaczynając rozmowę.
- Eh, mistrzu, do diabła z tym iść – Mruknąłem.
- Wykluczone, właśnie stamtąd wracam – Stwierdził, co strasznie mnie rozśmieszyło.
Zacząłem chichotać jak głupi. Obserwujący nas Uchiha, słysząc mój śmiech, uniósł jedną brew, przy czym krzywo się uśmiechnął. Jednak nie patrzył na nas długo, bo wziął do ręki gazetę, rozkładając j przed swoimi oczami. Wtedy też przypomniałem sobie o tym, co sam wyczytałem tydzień temu. I na samo wspomnienie zrzedła mi mina.
Narzeczona… Jego, narzeczona. W końcu nie dowiedziałem się, czy to prawda czy też nie.
- Ciekaw jestem, czy Bracia Zombie poginęli na tej misji – Odezwał się znów lalkarz – Czy może zdecydowali się spierdolić z organizacji.
- Oba przypadki są niemożliwe, mistrzu – Powiedziałem rozbawiony obydwoma sugestiami. Kurde, ale ze mnie huśtawka nastrojów – Raz, że są nieśmiertelni, a dwa, za bardzo lojalni.
- W sumie… Masz rację – Przyznał mój rozmówca – A zresztą wątpię w to, by Hidan tak sobie opuścił Konan. On się w niej podkochuje i każdy to już wie.
Skrzywiłem się na to zdanie. Eh, a miał to być sekret… Idiota. Za bardzo się afiszował. Już lepiej się krył jak był przygnębiony.
- No, nawet jeśli znalazł na imprezie jakąś laskę, to tylko na chwilę – Westchnąłem.
- Słyszałem od Sun Jing, że na tej imprezie była jakaś afera – Zdradził mi czerwono włosy – Ale nie chciała powiedzieć dokładnie, co to było. Mówiła, że mam się was pytać.
- A, to… - Prychnąłem, robiąc się nerwowy. Poczułem na sobie ukradkowe spojrzenie posiadacza sharingana – Cóż, spotkaliśmy po prostu dwóch… Niepożądanych znajomych.
- Rozumiem – Mruknął Marionetkarz. Do wnętrza kuchni niespodziewanie wszedł Kisame. Po wyrazie twarzy i nerwowym zerkaniu w zegar i na okno widać było, że coś go dręczy.
- Coś się stało, Kisame? – Zapytał go jego partner, wyręczając mnie z pytania, które sam chciałem zadać – Nie wyglądasz najlepiej.
-Eh, to nic – Hoshigaki machnął niespokojnie ręką, co tylko bardziej przykuło uwagę starszego Uchihy, który wlepił w niego uważnie oczy. Swoją drogą, byłem nieco zaskoczony jego postawą wobec swojego kolegi z pary. Myślałem raczej, że jest wobec niego obojętny, a tu proszę.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć – Powiedział łagodnym tonem – Postaram ci się pomóc jak tylko mogę.
W tym momencie powstrzymałem się, by nie złapać się za łeb. Co do chuja?! Czemu on jest taki kochany do innych, a mnie traktuje jak szmatę?! ;_; No dobra, przesadziłem… Wtedy w klubie też był czuły wobec mnie, gdy wpadłem w furię ale… Mogę się założyć, że bardziej się troszczył o gościa, który mimo wszystko go wkurwił, niż o mnie. Serio.
- Kisame… - Czarnowłosy podszedł do swojego kumpla, by położyć mu dłoń na barku – Powiedz.
Niebieskoskóry spojrzał na niego rozpaczliwie.
- Jest już ta pora, a nigdzie nie widzę Sun Jing! – Wypalił, na co jego towarzysz położył sobie gwałtownie dłoń na twarzy.
- Jezu, a już myślałem, że to coś strasznego – Sapnął – Nie strasz mnie…
- Ale ja się martwię! – Jęknął – Tęsknię za nią, no!
Spojrzałem na niego współczująco. Wiecie co? Żal mi go bardziej, niż Hidana. Dlaczego? W przeciwieństwie do jashinisty, ten nie ma już kompletnie szans na to, by wybranka jego serca jakkolwiek odwzajemniła jego uczucia. Żadnych, w końcu orientacji się nie wybiera. Zaś siwowłosy jakiś mały promyczek może dla siebie znaleźć… Kiedyś. A on?
- Eh, spokojnie – Próbowałem go jakoś pocieszyć – Pewnie gdzieś sobie spaceruje… To wszystko.
- Akurat nie – Włączył się Sasori – Z tego, co mi wiadomo, to siedzi u lidera w gabinecie razem z jej rodzicami… I poważnie rozważają jej dołączenie do nas.
- CO?! – Krzyknęliśmy wszyscy.
- A… Ale jak to? – Pisnąłem – Przecież ona… Nawet nie miałaby partnera!
- No właśnie – Zgodził się ze mną lalkarz – Dlatego to nie takie proste. W tym celu byśmy musieli jej kogoś przygarnąć, a wiadomo, że to nie będzie Qiu Tong.
- Chyba wszyscy źle wypowiadamy jej imię – Stwierdziłem, mówiąc oczywiście o blondynce – Ona nas kiedyś zabije za to.
- Mnie pasuje, wolę być martwy – Czerwonowłosy uniósł oczy w kierunku sufitu.
- O, nasi bracia wracają – Zauważył obojętnie Kisame, wskazując palcem na okno, na co ja osobiście się ucieszyłem, zaś reszta zgromadzonego towarzystwa niekoniecznie, bo wydali z siebie taki wydech, jakby szli na skazanie.
- A wam o co chodzi? – Chciałem wiedzieć.
- Nie widzisz, kogo niosą? – Jęknął Sasori.  Spojrzałem jeszcze raz na zewnątrz. Jashinista niósł na swoich rękach dziewczynę o śniadej cerze i zielono/niebieskich (nie mogłem zidentyfikować koloru), krótkich włosach, ubraną na biało. Gdy tak na to patrzyłem, przypomniałem sobie, jak siwowłosy niósł w taki sposób Konan. Dokładnie tak samo… Ale co to ma wszystko do rzeczy? Spojrzałem pytająco na pozostałych.
- To jinjuuriki siedmioogoniastego – Wyjaśnił mi Itachi.
- Dokładnie, teraz odbędzie wysysanie z niej paskudnego demona – Dodał Hishigaki, po czym uśmiechnął się szeroko – Będziesz miał okazję w końcu w tym uczestniczyć, młody. To samo Hidan, więc nie jesteś sam.
- A to jest… Trudne? – Wydukałem.
- Przede wszystkim cholernie długie i męczące – Odrzekł rekin – Jakbyś miał stracić przytomność (a zdarzały się takie przypadki), to mogę cię asekurować.
- Mhm, myślę, że sam sobie poradzę – Uznałem – Ale dzięki.
Nagle, ku uciesze swojego rozmówcy, do pomieszczenia weszła Sun Jing.
- Chłopaki, Pain was prosi pod posąg Gedo – Ćwierknęła.
- Ależ oczywiście! – Odćwierknął jej Kisame, na co ta wywróciła oczami. Poszliśmy wszyscy za nią, w trakcie czego rozmyślałem o owym wspomnianym posągu. Już go kiedyś widziałem i był przerażająco-imponujący, ale… Po co mieliśmy do niego iść? Czy to ma jakiś związek z wysysaniem demona?
Ku mojemu zaskoczeniu, weszliśmy do budynku, w którym znajdował się gabinet Paina, po czym zeszliśmy na dół do ukrytego przejścia. Coś mi się nie zgadzało.. To nie idziemy do miejsca, w którym ostatni raz widziałem tę rzeźbę?
W pomieszczeniu byli już wszyscy, nawet czarnowłosa. Stanęliśmy po środku jedynej lampy, u której migał wesoły promyczek.
- Połóż ją delikatnie na ziemi, obok oświetlenia – Poleciła Konan mojemu kumplowi, na co ten ochoczo się uśmiechnął i zrobił tak, jak prosiła. Po czym posłał jej pełne chęci aprobaty spojrzenie. Ta jednak go zignorowała i zasugerowała Kakuzu, by ten odsunął lampę za nasz krąg, by nie przeszkadzała. Poczułem, jak znowu robi mi się smutno na krzywdę jashinisty. Kurde, Konan, mogłabyś być dla niego milsza! ;_; Nagle moje plecy zostały obciążone czyimś ciężarem.
- Tobi tęsknił za senpaiem! – Usłyszałem znajomy pisk, na co dałem swojemu prześladowcy z łokcia w brzuch, aż upadł i boleśnie zawył.
- Spierdalaj – Syknąłem. W sumie… też powinienem być milszy x’D
- Jak zapewne niektórzy słyszeli „plotki” – Rozpoczął swój wywód Pain, jak tylko ten baran przestał jęczeć – Do organizacji mamy ponoć niedługo wcielić nowego członka, konkretnie członkinię, jaką jest Sun Jing – Po Sali rozległy się potwierdzające głosy – Tak, to prawda, nie przesłyszeliście się… Jednakże decyzja chwilowo zostanie wstrzymana, póki nie znajdziemy dla niej osoby towarzyszącej. A do tego celu pomyślę nad wyborem, kim będzie ta osoba oraz która para po delikwenta pójdzie. I to tyle z ogłoszeń. Jakieś pytania?
- Jak się ma sprawa z moim płaszczem? – Zapytała nasza nowa rekrutka.
- Już jest szyty przez zleconych ludzi – Odparł jej rudy – Zaś co do chrztu na kandydata… To pomyślę nad zamiennikiem tego, co było do tej pory.
Wśród moich kolegów rozległy się niezadowolone prychnięcia.
- Dobrze, to wszystko – Mruknął kolczykowany, ignorując nasze niezadowolenie. Zobaczyłem jak tworzy dłońmi symbole różnych pieczęci, po czym dotyka ziemi, z której to wyłonił się wcześniej wspomniany posąg.
Musiałem wyglądać w tym momencie idiotycznie, bo szczęka opadła mi do samej podłogi. Tak samo zresztą jak Sun Jing. Chyba wcześniej tego nie widziała.
Zajęliśmy swoje miejsca. Każdy wskoczył na jakiś palec rzeźby. Spojrzałem w dół na przyniesioną nieszczęśnicę. Starsi koledzy poinstruowali wraz z dowódcą mnie oraz Hidana co dokładnie mamy robić, po czym przystąpiliśmy do działania.
***
Gdy skończyliśmy, na niebie było już widać pełny księżyc, zaś wszyscy odetchnęli z ulgą, że nadszedł koniec tej męczarni. Zeszliśmy z posągu. Kurde, nie miałem pojęcia, że to jest aż tak… trudne.
- Eh, poszło szybciej, niż myślałem – Stwierdził Kakuzu.
- Że CO?! – Wrzasnął siwowłosy – Siedzimy tu cały jebany dzień! I dla ciebie to jest krótko?!
- Wcześniej było gorzej – Poinformowała go niebiesko włosa – Teraz naprawdę było lepiej, a to zasługa tego, że jest nas więcej.
- Wiecie, co zrobić z ciałem – Rzucił lider – Tym razem wydeleguję do tej roboty najświeższych stażem. Hidan, Deidara, to wasze nowe zadanie. Wynieście ciało do budynku położonego niedaleko tego miejsca. Jego nazwa to „cmentarz”
- Czy wy trzymacie umarlaków w pomieszczeniach? – Siwowłosy uniósł z niedowierzaniem brwi – W takim razie nawet nie chcę wyobrażać sobie, jak tam musi jebać. Naprawdę musimy tam iść?
- A nie wyraziłem się jasno? – Zapytał rudy, na co struchlałem.
- Ee, dobrze, pójdziemy tam! – Odezwałem się, szturchnąwszy jashinistę w żebro.
- Tobi pójdzie z senpaiami! – Zaszczebiotał chłopak w masce, przytulając mnie na siłę. Wystawiłem pięść, by mu przywalić.
- Tobi, nie denerwuj kolegi – Pouczył go kolczykowany, przy okazji posyłając mi karcące spojrzenie.
- Taaak, jest! – Zawołał śpiewnie nasz wioskowy głupek.
Wszyscy się rozeszli, zostałem tylko ja, mój kumpel oraz Sun Jing, która cudem jeszcze nie przysnęła.
- To było mocne – Skomentowała całe zajście – Podziwiam ich wszystkich, że tyle wcześniej ustali.
- Ja też – Zwróciłem wzrok na leżącą już sztywno ofiarę – Tak w ogóle, to biedna dziewczyna. Chyba jest z tego samego kraju co Kakuzu, no nie?
- Zgadza się – Siwowłosy zawiesił ręce na biodrach – Mimo to był dla niej strasznie paskudny… W sumie też nie byłem lepszy, ale cóż, w tej organizacji trzeba być chamski dla tych, na których polujemy.
- A co dokładnie się stało? – Zainteresowałem się.
- Wiesz, naprawdę żałuję tego – Westchnął Hidan – Szczególnie, że ona była tak słodka i niewinna. Uwierzysz, że chciała się zaprzyjaźnić z Kakuzu mimo tego, iż wiedziała, kim jesteśmy?
- Serio? – Zdziwiłem się.
- Tak, serio – Jashinista posmutniał – Gdybym tylko mógł, potraktowałbym ją inaczej, ale… Cóż. Kaki mnie uprzedził i brutalnie ją ogłuszył, mówiąc jeszcze przedtem, że nie zamierza się z nią zaprzyjaźnić.
- Ehh… - Pomasowałem się po karku z rezygnacją – Jak on już coś planie… To nie wiadomo czy płakać czy się zabić.
- Zaczynasz mówić jak Sasori – Zwrócił mi uwagę siwowłosy.
- Ah, tak? Przepraszam – Powiedziałem.
- Dobra, chodźmy do tego dziwnego cmentarza – Zaoferował Hidan, biorąc tę bidulkę na ręce, tak samo jak wcześniej. Po drodze minęliśmy wyżej wspomnianego lalkarza, który zdecydował się iść z nami i przy okazji pokazać nam drogę.
Idąc, spojrzałem na rozgwieżdżone niebo oraz cudnie świecący księżyc, który aż raził w oczy.
Weszliśmy do środka miejsca wiecznego spoczynku. Wbrew pozorom wcale tam nie waliło. Cała umarłych były wsadzone do szklanych, zamrożonych trumien. Wszędzie było pełno cmentarnych dekoracji.
Jakiś facet wskazał nam miejsce, gdzie kładzie się zwłoki do balsamowania, toteż tam się udaliśmy. W chwili, gdy mój kumpel kładł dziewczynę na stół, wydawało mi się, że drgnęła jej powieka, ale zignorowałem ten szczegół.
Gdy delikwentka już leżała, przyglądaliśmy się jej przez chwilę. Możnaby było wręcz tu rzucić klasycznym tekstem, iż wyglądała tak, jakby spała.
- Jak tak się zastanowić, to ładna nawet była – Stwierdził Hidan, na co wraz z pozostałymi skinęliśmy głową.
- Proponuję już wracać – Powiedział marionetkarz – Rano dowódca ma zamiar przydzielać osoby do następnych misji, także wiecie…
Udaliśmy się więc w stronę drzwi, każdy w ponurym nastroju.
- Pić… - Usłyszeliśmy nagle i z przerażeniem odwróciliśmy głowy, spoglądając na stół, na którym… Siedziała nieboszczka, przecierająca oczy ;_;
- Co do chuja?! O.o – Wrzasnęliśmy.
Tak oto w wiosce Deszczu nastał cud zmartwychwstania ;_;
~ C.D.N ~

========================================================
* Rosyjska ruletka kliknij TUTAJ by zobaczyć jak to mniej więcej wygląda,
** Sun Jing - czyta się jako "Sun Cin" :)
*** Qiu Tong - Czyta się (mniej więcej - tak usłyszałam) jako "Ciu tą" XD Natomiast inni członkowie Akatsuki (prócz liderka i Konan) czytają jej imię jako: Ciu Tongu X'DD
**** 3000 yenów to 106.36 polskich złotych (według przelicznika)
***** Tak właśnie poznały się w manhuie Sun Jing i Qiu Tong https://twemoji.maxcdn.com/36x36/1f617.png Zmieniłam jedynie miejsce wydarzeń :)
****** Patrz, rozdział siedemnasty
******* Informacja o kraju Herbaty całkowicie zmyślona przeze mnie, to samo z wioską Ptaków, Rzeki i Księżyca (w sensie zamieszkiwana ludność to Chińczycy).
******** Taki klub istnieje. Jest położony w Sopocie, byłam tam - polecam https://twemoji.maxcdn.com/36x36/1f60c.png Wygląd jednak zmieniłam na potrzeby opowiadania. To taki krzywy domek https://twemoji.maxcdn.com/36x36/1f60a.png  Ogólnie nie ma tam czegoś takiego jak barek na zewnątrz. Ale okolica taka sama (plaża, palmy itp) :P
Zaś klub "Ecstasy" jest przeze mnie wymyślony. Jedyne, co jest w nim prawdziwe to okolica. Wzorowałam się na klubie "Costa Dorada" w Łebie - również polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz