Czeeeeść! ~ :*
Witam Was, moi drodzy czytelnicy i zapraszam na 21
część tej dziwacznej historii :D
Pierw jednak mam trzy ISTOTNE ogłoszenia:
1} w "Menu Bloga" możecie teraz znaleźć
link do muzyki, którą polecam do czytania notek na moich blogach. Napisałam tam
już to, czego ja sama osobiście słucham, jednakże by nie było nudno i że Wam
narzucam swoje gusta, zachęcam również i Was, by pisać tutaj, ale najlepiej tam
- swoich ulubionych twórców i tytuły piosenek, a ja będę uzupełniać listę ^^
2} W rozdziale pojawi się wzmianka o wieku niektórych
postaci. Niektóre mogą być zgodne z mangą anime, a niektóre zmieniłam - tu mam
na myśli Paina, Konan oraz Sasoriego,
3} Akcja toczy się na początku kwietnia (Ok.
03-12 kwietnia), Deidara jest zatem przed dziewiętnastymi urodzinami,
A i jeszcze jedno - gwiazdki " * "
symbolizują odniesienia do czegoś. Możecie to znaleźć na samym końcu
rozdziału, to przydatne jeśli nie wiecie o czym aktualnie mówię. Albo skąd coś
wzięłam. Nie mam zamiaru już pisać "dop. autorki".
Pozwoliłam sobie również dodać do opowiadania dwie
główne postacie z manhuy (chiński odpowiednik mangi) z Tamen Di Gushi
oraz zmienić zwyczaje w niektórych wioskac.
Zapraszam do czytania! ~~
===================================================================
03-04 kwietnia
{Kochany pamiętniku!
Kiedy tutaj
ostatni raz pisałem, to było to jakoś około miesiąca temu i muszę przyznać, że
rzadko mi się zdarza, by znów tak szybko sięgać po pamiętnik, no ale… Cóż.
Po ostatnich
wydarzeniach emocje do tej pory ze mnie nie zeszły. Dalej nie ogarniam tego
wszystkiego, co się tu niedawno działo. Mówicie, że Wam pamięć nie sprzyja?
To od
początku: Kilka miesięcy temu… Można by wręcz powiedzieć że rok temu razem z
Hidanem zostałem przydzielony do misji, w której to mieliśmy pomagać w hotelu.
Pamiętacie coś troszkę? To świetnie. Idę dalej z opowieścią w takim razie…
I w tym
hotelu… Cóż, poznałem kogoś. Chłopak miał na imię Naoki i że tak powiem, był on
moją chwilową przygodą seksualną. Tak, zgadza się, miałem przygodny seks.
W trakcie
tego jakże barwnego pobytu dowiedziałem się również, iż Hidan zerwał ze swoją
długoletnią partnerką, Nadią. Pisałem też zresztą o jego wahaniach nastroju,
przy których mówił, że wszystko jest w porządku i bym się nie martwił, co
oczywiście robiłem. Dochodziło też przez to do naszych kłótni.
Całe to
zadanie sprawiło również, że spotkałem się z moją największą zmorą – Itachim, z
którym wreszcie wyjaśniłem sobie pewną zasadniczą kwestię bycia razem czy też
nie. I co się okazało? Że od tej pory mam kochanka. Nie, nie chłopaka, bo on
nie trawi tego określenia. Co, myślicie więc, że wszystko jest już teraz między
nami super? No to muszę Was rozczarować: OCZYWIŚCIE KURWA ŻE NIE. Ale do
tego przejdę za moment.
Gdy misja z
hotelem się skończyła jashiniście dalej nie poprawił się humor. Doszło nawet do
tego, że nie zechciał przyjąć ode mnie i Kakuzu ekskluzywnej prostytutki.
Tajemnicę jego okropnego stanu depresyjnego odkryłem przypadkiem, kiedy to
wybiegł z mieszkania. Zobaczyłem go wtedy z Konan, której nie było w siedzibie
pół roku: jak ją trzyma na rękach nieprzytomną i całuje z taką delikatnością,
jakiej u niego nie widziałem w życiu.
Tak, Hidan
zakochał się na zabój w Konan.
A co się dzieje aktualnie?
Dziś po
przebudzeniu od razu po porannym prysznicu i ogarnięciu wyglądu poszedłem
wprost do kuchni, by przygotować sobie śniadanie w postaci płatków.
W
pomieszczeniu siedział Kakuzu, który jak zwykle obliczał coś na kalkulatorze,
by następnie wpisać liczby do notatnika, przy czym dodawał od siebie swoje
uwagi.
Postawiłem
kubek z herbatą i miskę z jedzeniem na stole, by za chwilę sięgnąć po gazetę
spoczywającą na blacie. Tak wyposażony postanowiłem przysiąść się do swojego
towarzysza.
Rozłożyłem
szmatławiec i jedząc, zacząłem przeglądać nowości. Pogoda, celebryci, zgony,
morderstwa… I tu się zatrzymałem, albowiem moje oczy ujrzały znaną mi twarz.
Była to twarz Itachiego, a nad nim nagłówek „Morderca sławnego klanu widziany w
okolicy wioski Mgły!”. Z rozbawieniem zacząłem czytać. Oczywiście pierw zaczęli
od opisu kim on tak naprawdę jest:
„Uchiha
Itachi. Osoba, która posunęła się do zamordowania własnych rodziców, dziadków,
narzeczonej, kuzyna, dalszych krewnych. Pozostawił przy życiu jedynie własnego
brata, który dalej…”
Tu porządnie
zakrztusiłem się herbatą, aż musiałem podnieść ręce w górę.
Kakuzu
spojrzał na mnie zza swojego notatnika.
- Wszystko
okej? – Zapytał, po czym klepną mnie lekko w plecy.
- Dzięki… -
Wycharczałem, gdy mi przeszło – To… Przyśpieszyłem z piciem tylko.
- Jezu,
uważaj – Mruknął kasiarz, wracając do swojego zajęcia. Chwyciłem znów za
gazetę, wgapiając się w jedno z słów. Czy ja dobrze zrozumiałem…? NARZECZONA?
Przeczytałem
to słowo kilkakrotnie, by upewnić się, że nie pomyliłem jakiegoś słowa. Nie,
nie pomyliłem się. „Przyczynił się do morderstwa […] narzeczonej”.
- Kurwa mać
– Szepnąłem – Co za… gnój…
- Co? Dalej
rusza cię jego zbrodnia? – Prychnął bankier – Powiem ci, że na mnie od dawna
takie rzeczy spływają jak woda po kaczce. To się nazywa „znieczulica”, mój
drogi. Ciebie też to czeka, jak każdego zresztą w tej organizacji.
- Taak… -
Przytaknąłem z wahaniem. Wstałem od stołu, by jak najszybciej spotkać się ze
starszym Uchihą. Przystanąłem jednak przy wyjściu z pomieszczenia. Odwróciłem
się znów do siedzącego tyłem do mnie brązowowłosego – Kakuzu, wiesz czy Itachi
jest siedzibie? A przynajmniej gdzieś w wiosce?
- Nie wiem,
ale sądzę, że w domu go nie znajdziesz – Odparł – Z tego co kojarzę, to wybrał
się gdzieś z Kisame.
- No tak –
Rozłożyłem ręce. No przecież. Ta dwójka wiecznie razem.
- A coś od
niego potrzebujesz? – Zdziwił się Kakuzu, odwracając się do mnie twarzą – To
chyba pierwszy raz, jak o niego pytasz.
- Ee… Nie,
to w sumie… Nic ważnego – Wymamrotałem. Mój rozmówca uniósł brwi.
- Na pewno?
– Przechylił głowę.
- Tak –
Powiedziałem, po czym szybko wyszedłem na przedpokój. Założyłem płaszcz i
postanowiłem szukać szczęścia w Deszczu. Może go jeszcze znajdę?
Wyszedłem z
domu. Spojrzałem w niebo. Dziś Pain ma chyba lepszy humor, ponieważ postanowił
nie ściągać ulewy. Zamiast tego świeciło słońce.
Zachwycony
już miałem iść szukać mojego celu gdy… kurwa zaczął padać deszcz. Pięknie. Co
on sobie w chuja wali? Znów spojrzałem w niebo, słońce świeciło nadal, mimo to
rozpadało się na dobre.
Wzruszyłem
ramionami i zacząłem iść, uważnie wypatrując znajomych płaszczy. Gdzie oni
mogli pójść? Byłem już jakieś dwa metry od organizacji. Może poszli na stragan?
W tym
momencie złapałem się za głowę, gdyż poczułem w niej przeszywający ból, zaś w
moim mózgu zabrzmiał głos:
„Wszyscy,
którzy są po za kryjówką a znajdują się na terenie Deszczu proszeni są o
natychmiastowy powrót do bazy” Otworzyłem oczy ze zdziwienia i posłusznie
wróciłem.
***
Ku mojemu
zaskoczeniu w siedzibie byli praktycznie wszyscy. Nigdzie jednak nie znalazłem
samego Paina i Konan, którzy najprawdopodobniej siedzą gdzieś sami, nie
doszukałem się również Tobiego.
Podszedłem
do wielkiego, przyciemnianego w razie wypadku okna przy którym zgromadzili się
moi koledzy.
- O co tak w
ogóle chodzi? – Zapytał Hidan, stojąc u boku Kakuzu.
- Mamy tu
wizytę z Liścia – Mruknął ten.
- Mam
nadzieję, że krótko temu komuś zejdzie – Odezwał się Sasori – Muszę pilnie
wyjść, tymczasem ta wesz krzyżuje mi plany.
- Dokładnie
– Przytaknął Kisame.
- Raczej
krótko to nie zajmie – Usłyszałem za sobą głos Itachiego, spojrzałem na niego
pytająco. Tak samo jak reszta – Patrzcie.
Znów
skierowaliśmy wzrok na okno. Naszym oczom ukazał się koleś o siwych, dziwnie
ułożonych włosach, oraz maską zakrywającą prawie całą twarz. Z ledwością
zauważyłem jedno odkryte oko.
- Kto to? –
Chciał wiedzieć Hoshigaki.
- Hatake
Kakashi, spotkaliśmy go przecież – Przypomniał mu Uchiha, po czym popatrzył na
pozostałe, przyglądające się mu osoby – Kopiujący ninja, bardzo znana szycha w
Liściu. Miał dostarczyć coś do „Hanzo Salamandry”, ale chyba mu się troszeczkę
„zapomniało” gdzie jest wyjście z osady.
- Czyli że
co? Buszuje nam nielegalnie po terenie? – W głosie jashinisty dało się słyszeć
lekkie zirytowanie.
- Dokładnie
tak – Odparł mu lalkarz – Pewnie właśnie dlatego lider zalał nas deszczem, mimo
że obiecał dziś słońce.
- O,
wskoczył do wody – Zauważyłem, patrząc jak nasz szpieg zanurza się w stawiku –
Ale będzie potem ujebany…
- Możliwe,
ale skoro dzięki temu sądzi, że zdobędzie jakieś informacje, to czemu nie? –
Marionetkarz wzruszył ramionami – W końcu to miejsce to najbardziej tajemnicza
wioska ze wszystkich, prawda? Każdy by tak postąpił na jego miejscu.
- Aczkolwiek
jest to na swój sposób głupie – Tym razem swój głos zabrała czarna połowa Zetsu
– Nikt normalny nie ryzykowałby życia w ten sposób, nawet jeśli to potrzebne.
- Deszcz
jest aż nazbyt dobrze chroniony – Powiedziała jego biała część.
- Szaleniec
– Prychnął rudy.
-
Przepraszam bardzo – Odezwał się nagle Kakuzu, na co odruchowo na niego
zerknąłem – Może mi powiecie że jestem starej daty i się pewnie nie znam na
dzisiejszej modzie… Ale co on ma kurwa na głowie?
- Gówno
ptasie? xD – Parsknął siwowłosy – A nie, już wiem! To tandetna podróbka fryzu
Deidary!
- Nie czeszę
się tak – Ubawiłem się. Nagle coś mnie tknęło i spojrzałem na fioletowookiego,
który śmiał się do mnie całą gębą. Nie jest już na mnie obrażony?
- Prędzej
chciał zgapić ode mnie, to krejzol. No normalnie… Przygas – Stwierdził
Hoshigaki. W tym momencie razem z Hidanem i Itachim, obróciliśmy powoli głowy,
by spojrzeć na niego z zażenowaniem.
- No co? –
Zapytał zadowolony z siebie.
- Wybacz,
ale co to za slang? – Chciał wiedzieć Uchiha.
-
Młodzieżowy! – Rekin zdawał się być coraz bardziej z siebie dumny – Wy też
przecież tak mówicie, powinniście zrozumieć, o co mi chodzi.
- Co kurwa?
– Sasori spojrzał na mnie ze wstydem. Chyba chciał mnie zabić.
- Ja tak nie
mówię – Wycedził czarnowłosy.
- Ja też –
Skrzywiłem się. Czułem jak moje policzki płoną ze zmieszania.
- Skąd to
wziąłeś w ogóle? – Zapytał rozsądnie jashinista.
- A stąd –
Niebieskoskóry wystawił przed nasze oblicza gazetę, na której był spis wszystkich
słów, rzekomo używanych przez nastolatki. W tym momencie otoczyli go wszyscy.
Czytając te
bzdury, miałem z każdym słowem coraz większą chęć się powiesić. Gdy przejrzałem
już wszystko, spojrzałem poważnym wzrokiem na wstrząśniętego kasiarza, oraz
mającego otwartą szczękę Hidana.
- Chyba oczy
mi umarły – Oznajmiłem słabym głosem.
- A mi nawet
nie mogą… - Jęknął siwowłosy – Bo jestem nieśmiertelny…
Usłyszałem
cichy, nerwowy śmiech Itachiego.
- Kisame,
możesz się do mnie nie odzywać – Wymamrotał wreszcie, po czym zamienił
niezdarny uśmiech na kamienną twarz – Idę się zabić. Jakby ktoś o mnie pytał,
będę u siebie w pokoju.
I poszedł.
Wszyscy
zwrócili twarze w kierunku zdziwionego Kisame.
- O co mu
chodzi? – Zapytał idiotycznie – Co ja zrobiłem?
- Wstyd mu
za ciebie – Uświadomił go bezlitośnie Sasori – Doprowadziłeś go do skrajnego
stanu żenady i myśli samobójczych. Nie dziwię mu się, też bym tak zareagował.
Biedne dziecko… Brawo, durniu.
- Idę… Do
lidera – Stwierdził biały Zetsu i oddalił się.
- Chodź,
Deidara – Mruknął do mnie lalkarz.
- Idziemy z
wami – Zadeklarował Kakuzu – Hidan, rusz dupę.
Wszyscy się
rozeszli, zostawiając byłego mistrza miecza samego na środku korytarza.
Idąc za
moimi towarzyszami, obejrzałem się jeszcze krzywo na zszokowanego Hoshigakiego,
po czym dogoniłem bardziej kolegów.
***
Całą czwórką
zeszliśmy do piwnicy, gdzie zwykle odbywają się popijawy czy gra w karty bądź
coś innego.
W tym
przypadku siedzieliśmy przy grze w monopol. Wszyscy milczeliśmy.
- Kurwa,
dalej nie mogę wyrzucić tego z głowy – Odezwał się nagle Sasori, ciskając swoją
zdobytą (nieprawdziwą) walutę na blat stołu, przy czym zakrył twarz w dłoniach.
- O czym
mówisz? – Zapytał Kakuzu, rzucając kością po planszy i gdy zauważył na niej
sześć kropeczek, z satysfakcją poruszył pionkiem, wypuszczając powietrze z
ulgą, albowiem krok wcześniej znajdowało się więzienie.
- O tym
slangu z ust Kisame – Warknął czerwono włosy.
- No i po co
to przypominasz? – Westchnął bankier.
- Bo mam
pytanie do naszych najmłodszych – Tu lalkarz spojrzał zarówno na mnie, jak i
Hidana – Wy używacie takich słów?
- Niektórych
– Mruknął siwowłosy – Ale o większości nie mieliśmy pojęcia… To znaczy, znamy
wiele, ale nie wszystkich używamy.
- To jakich
używacie? – Chciał wiedzieć marionetkarz.
- Mieć z
kogoś bekę, friendzone, nieogar, melanż, alko – Wyliczałem – No i nołlajf. A, i
czasem kuc.
- Jeszcze
psiarnia, ale to na policję, nie szkołę – Zaznaczył jashinista – No i jeszcze
to dawanie komuś 2/10 czy jaki tam numer się chce.
- A tak to większość
widzimy po raz pierwszy – Skrzywiłem się – Ja nie wiem, kto tam mówi. Chyba
jakaś patologia.
- Noo…
Dobrze – Przytaknął Sasori, przyglądając nam się badawczo.
- A, jest
jeszcze rak – Przypomniał sobie nagle Hidan.
- Faktycznie
– Pacnąłem się ręką w czoło – To jakiś cud, że nam to umknęło. Ale chyba to
dlatego, że tutaj tego nie ma.
- Nie dziwię
się – Prychnął mój kumpel.
- A… Co to
znaczy w waszym uniwersum? – Zapytał tym razem Kakuzu – Bo mnie to się kojarzy
raczej z poważną chorobą bądź małym zwierzątkiem z rodziny skorupiaków.
- Rak to coś
żałosnego – Objaśniłem – Jak się widzi coś, co cię żenuje to się mówi, że się
dostało raka, czy coś takiego.
- W takim
razie życzę sobie, byście tak nie mówili – Oznajmił kasiarz – Przynajmniej w
mojej obecności.
Popatrzyliśmy
na siebie z jashinistą. Wzruszyliśmy ramionami.
- Okej –
Powiedziałem. Już mieliśmy kontynuować grę, gdy nagle moją głowę ogarnęło to
samo uczucie co wcześniej. „Deidara, przyjdź do mojego gabinetu” głos Paina
zabrzmiał w środku mojej czaszki. Znowu się skrzywiłem.
-
Słuchajcie, muszę iść – Poinformowałem moich kolegów.
- Co się
stało? – Sasori uniósł wzrok z nad kart, przypatrując mi się z niepokojem. Moja
mina musiała wyglądać strasznie.
- Lider chce
mnie widzieć – Odparłem krótko, po czym wziąłem swój płaszcz z wieszaka –
Później wrócę.
Wyszedłem z
pokoju, poszedłem po buty, nałożyłem je i wydostałem się z kryjówki, zapinając
płaszcz pod samą brodę.
Spojrzałem
na budynek naprzeciw mnie, gdzie znajdowała się cała siedziba i gabinet dowódcy.
Normalnie poszedł bym po prostu na najwyższe piętro i tak dostał się na balkon,
przeszedł bym po nim i w szybkim tempie znalazł się na miejscu, ale… No, drzwi
są z jakiegoś powodu zakneblowane i trzeba się wyślizgiwać z nory, by spotkać
jaśnie pana. Nie pytajcie, czemu tak jest, sam tego nie wiem.
Ruszyłem w
stronę bliźniaczego budynku, masując się po rękach, by się ogrzać. Pogoda mimo
wszystko najlepsza wrotach kamienicy, to stojąca straż widząc mój ubiór,
otworzyła mi jedynie wejście i nic nie powiedziała. Zacząłem wchodzić po
schodach, aż nie znalazłem się w gabinecie, ukrytym za masywnymi drzwiami.
- Puka się,
Deidara – Pouczył mnie dowódca, gdy wszedłem jak gdyby nigdy nic.
-
Przepraszam – Mruknąłem i zapytałem retorycznie – Chciał mnie pan widzieć?
- Tak,
podejdź bliżej mojego biurka – Polecił mi. Uniosłem lekko brwi ze zdziwienia,
ale spełniłem polecenie.
- O co
chodzi? – Dopytałem.
- Chciałem
porozmawiać z tobą… A raczej uświadomić cie o tym, co widziałeś tydzień temu –
Oznajmił.
- Tydzień
temu? – Zapytałem i odruchowo dotknąłem palcami skroni, usiłując sobie
przypomnieć to wydarzenie.
- Wtedy jak
wybiegłeś za Hidanem podczas ulewy – Podkreślił kolczykowany, a mnie olśniło –
Zobaczyłeś go wtedy z Konan, prawda?
- Ah… to! –
Zawołałem – Tak, zgadza się. Pobiegłem za nim bo… Od jakiegoś czasu zachowywał
się dziwnie, a to co wtedy zrobił utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś jest
nie tak, wiec ruszyłem za nim i… Och.
- No
właśnie, „och” – Pain wstał zza biurka, by podejść do okna, będącego widokiem
na całą wioskę. Z drugiej strony znajdowało się drugi lufcik, mający
bezpośredni wgląd na naszą siedzibę – O tym chciałem z tobą porozmawiać,
Deidara. O tym, co wtedy zobaczyłeś.
- Ja nie
wiedziałem nic o uczucia Hidana względem Konan – Powiedziałem szybko – Zauważyłem
tylko, że jest jakiś dziki ostatnio, ale nigdy nie podejrzewałbym, że może
chodzić… O nią.
- Też
zauważyłem ten jego niecodzienny styl bycia – Zdradził lider, wciąż patrząc w
okno – Dlatego nie bez powodu nie zatrzymałem ulewy, choc normalnie bym to
zrobił na przybycie Konan. Byłem ciekaw, co się stanie i przyznam, że sam byłem
zaskoczony.
- I… Co pan
zamierza teraz zrobić? – Zapytałem cicho.
- Po
pierwsze – Mój rozmówca odwrócił się do mnie twarzą, po czym położył ręce na
biurku – Uświadomić cię, że to, co zobaczyłeś, jest niedopuszczalne w tej
organizacji.
- Jak to? –
Otworzyłem szeroko oczy – Związki są… niedopuszczalne?
- Nie do
końca – Mruknął boss – Możecie sobie zawierać jakieś romanse, to wasza sprawa.
Jest tylko jedno ale: nie wśród ludzi z organizacji, ale po za organizacją.
Mamy być dla siebie kimś na zasadzie towarzyszy broni, nie rodziny.
- Ee… A
jakby ktoś chciał mieć dzieci z kimś, kto jest po za organizacją? – Zmrużyłem
oczy.
- To też nie
wchodzi w grę – Odparł krótko rudy – Możecie mieć partnerów, ale żadnych
dzieci, żadnych małżeństw. Rozumiem, że chcecie czasem ulżyć sobie na zasadzie
seksu czy coś w tym stylu, nie bronię tego nikomu. Ale ma to nie ograniczać
waszej dyspozycyjności.
- A jak ktoś
chce być całe życie z daną osobą, ale bez małżeństwa? – Dociekałem.
- Proszę
bardzo – Pain rozłożył ręce w patriarchalnym geście – Tylko nie miejcie potem
pretensji że za mało czasu wam starcza dla drugiej połówki.
- Oookeej… -
Powiedziałem powoli – To… już wszystko?
- Nie –
Zaprzeczył mój dyskutant – Zapraszając cie tutaj, mam zamiar głównie prosić
cię, byś uświadomił Hidana delikatnie lub nie, że u Konan nie ma czego szukać.
No i powiedz mu, że ja wszystko wiem.
- Aaa, już
rozumiem – Zawołałem nagle – Pan jest z nią w związku?
- Jak mogłeś
tak pomyśleć…? – Rudowłosy spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, a mnie
momentalnie zrobiło się głupio.
- No bo… -
Zająknąłem się, wbijając wzrok w podłogę, by ukryć rumieniec – Wydawało mi się,
że kiedyś was widziałem razem... W łóżku.
- Słucham? –
Podniosłem znów oczy. Pain uśmiechał się do mnie z niedowierzaniem. Muszę
przyznać, że bardzo ładnie wtedy wygląda. Chyba nieświadomie poprawiłem mu
humor – Nie wiem, skąd masz to wspomnienie, ale prawdopodobnie odebrałeś coś
nie tak, jak powinieneś. Konan jest moją przyjaciółką z dzieciństwa, żadnej
chemii czy innych takich bzdur u nas nie ma, jeśli tak bardzo cię to
interesuje.
-
Przepraszam – Wydusiłem. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie
szkodzi – Mruknął lider, obchodząc biurko tak, by podejść do mnie. Położył mi
dłoń na ramieniu – W każdym razie masz zapamiętać to, co ci powiedziałem,
jasne?
- Ekhem… Tak
–Chrząknąłem. Przez głowę przeszła mi myśl, że to wcale nie będzie takie proste
– To wszystko?
- Jeszcze
nie – Uprzedził. Kurde, czego on jeszcze chce? – Jedna rzecz. Chcę, byś
ograniczył nieco swoją znajomość z Hidanem.
- Że co?! –
Wycharczałem – Ale… Ale ja się z nim przyjaźnię!
- Wiem,
jednak chciałbym byś teraz skupił się na znajomości z Sasorim – Powiedział
kolczykowany – Mowa o współpracy. Jak widzisz, Hidan z Kakuzu są najlepsi
w ciągu ostatnich miesięcy. Tak samo jak i Kisame z Itachim, którzy
również się starają. Nawet Zetsu i Tobi dają z siebie wszystko. A wy? Jak ta
organizacja ma działać, skoro nie wszyscy pracują?
W tym
momencie poczułem nagły przypływ oburzenia.
- Przecież
się staram! – Wydarłem się, strzepując jego rękę z ramienia – Robię wszystko,
by dobrze wypaść!
- Dobrze
powiedziane – Pochwalił mnie ironicznie lider – TY się starasz SAM! Tak samo
zresztą jak Sasori, z którym rozmawiałem wcześniej. Nie rozmawiacie, nie
trenujecie wspólnie! Akatsuki tak nie działa! Latasz za Hidanem i Kakuzu, a
swojego prawowitego kolegę, którego ci przydzieliłem, zostawiasz w tyle!
- Nie
prosiłem, by wybierał mi pan kumpla – Odparłem sucho – A Sasori nie chce mnie
nawet widzieć, jak próbuję z nim gadać to mnie przegania. Nie będę się mu
narzucał, zresztą… Poglądy na temat sztuki mamy inne.
- To
ostatnie obchodzi mnie najmniej – Mruknął dowódca – Ale tak to masz rację, wiem
to. Dlatego wziąłem wcześniej Sasoriego na rozmowę, by traktował cię inaczej. Z
kolei ty masz przestać zachowywać się jak dziecko, bo z tego co mi mówił, tak
właśnie się sprawujesz.
Wzruszyłem
obojętnie ramionami, próbując stłumić narastającego wkurwa.
- Hm, widzę,
że nie kłamał. Krytykę to ty ciężko znosisz – Skrzywił się mój dyskutant – W
każdym razie: uświadom Hidana o czym ci wcześniej mówiłem i najlepiej ogranicz
z nim kontakt. Bo widzę że nic dobrego z waszej znajomości nie wynika. Wiem, że
to trudne, bo macie pokoje na tym samym piętrze, ale nic na to nie poradzę.
Takie są zasady.
- Tak,
zasady, by partnerzy z tego samego duetu nie mieszkali na jednej kondygnacji,
ale i tak mają trzymać się razem, brawo – Warknąłem.
- Nie
pyskuj, Deidara – Syknął już zniecierpliwiony rudzielec. Co za chuj – Wiem, że
właśnie nazwałeś mnie w myślach chujem, ale tym razem ci daruję. I nie, nie
czytam wam w głowach na co dzień, tylko to był wyjątkowy raz. Możesz już wyjść.
Wytrzeszczyłem
oczy i oszołomiony wyszedłem z budynku.
***
Po całej
wyżej opisanej sytuacji zacząłem szukać jashinisty, by powiedzieć mu o
wszystkim. Jednak jeśli myślicie, że bezmyślnie dostosuję się do wszystkiego,
co powiedział mi lider.
Wziąłem
sobie jedynie do serca przekazanie wiadomości o Konan i naprawienie stosunków z
lalkarzem, bo tu akurat miał rację. Ale rezygnacja z przyjaźni bo on tak chce?
Pojebało go.
Oparłem się
łokciami o most, pod którym przepływała rzeka. Deszcz przestał już padać.
W ogóle… Jak
on mógł powiedzieć, że się nie staram?
- Siema! –
Poczułem nagłe uderzenie dłoni o moje ramię. Spojrzałem w górę. No proszę,
Hidan we własnej osobie – Coś taki przygaszony?
- Słuchaj,
musimy pomówić – Powiedziałem grobowym głosem – Najlepiej… Wyjdźmy z osady.
- Ee… No
dobra – Mruknął siwowłosy z zaskoczeniem.
Wyszliśmy,
udając się przy okazji do gorących źródeł. Pomyślałem, że lepiej będzie pogadać
w uspokajającym miejscu, bo znając mojego kumpla, zaraz się wścieknie gdy mu
oznajmię, czego się dowiedziałem.
Przebierając
się w strój kąpielowy (tak noszę go do takich kąpieli), przeszło mi przez głowę
wspomnienie, jakie miało miejsce właśnie w przebieralni. Tak, robiłem to z
Itachim w miejscu publicznym. Dokładnie w tym. Odruchowo się zaczerwieniłem i
potrząsnąłem łbem, próbując wyrzucić ze świadomości wszystkie zmysły i uczucia,
jakie mnie wtedy ogarniały.
Ja pierdolę.
Wyszedłem do
wody, gdzie czekał na mnie już mój kumpel, odziany w ręcznik na dolnej części
ciała.
- Nie mogłeś
inaczej się odziać? – Rzuciłem rozpaczliwie.
- To gorące
źródła, a nie basen, cnotko niewydymko – Spojrzał krzywo na moje
kąpielówki.
- Zamknij
się – Warknąłem, siadając naprzeciw niego. Rozejrzałem się. Jak dobrze, że nie
było tu żadnych ludzi.
- Chciałeś o
czymś pogadać – Przypomniał mi jashinista.
- Ach, no
tak – Zreflektowałem się… I zacząłem mu opowiadać. O tym, co widziałem, o tym
czego się dowiedziałem. Przez cały czas gdy to mówiłem, mój słuchacz nie mógł
wyjść ze zdumienia.
- Ty…
widziałeś mnie wtedy? – Zapytał, gdy skończyłem swój wywód na jednym wydechu.
- Trudno
było cię nie widzieć – Parsknąłem – Powinienem się w ogóle na ciebie obrazić za
to, że mi o tym nie powiedziałeś tylko zgrywałeś idiotę, gdy pytałem, o co
chodzi.
- Ach, tak?
– W głosie siwowłosego wyczułem nagłą irytację – To ciekawy jestem, czy w takim
razie pomógłbyś mi się z nią zejść, gdybym poprosił. Założę się, że nie.
- Pragnę
zaznaczyć, że ona jest od ciebie jakieś dziewięć lat starsza – Pouczyłem go.
- No i? Wiek
nie ma nic do rzeczy – Prychnął.
- To samo
mógłbym powiedzieć o Nadii i wspomnieć twoje uwagi na temat JEJ wieku, ale
sobie daruję – Skrzywiłem się – Po drugie… Słyszałeś, co do ciebie mówię? Lider
zakazał jakichkolwiek stosunków. Musisz sobie ją odpuścić.
- W takim
razie zrób to samo z Uchihą – Nakazał. Widząc moją minę, zaśmiał się złośliwie
– Widzisz? Nie dasz rady!
-
Przypominam ci, że my to co innego – Wycedziłem – Ukrywamy się! Wszelkie
spotkania odbywamy po za wioską…
- To co stoi
na przeszkodzie, bym ja tak zaczął robić? – Fioletowooki uśmiechnął się krzywo.
Potarłem skronie.
- Konan to
prawa ręka lidera, Hidan – Westchnąłem – Raczej nie opuszcza wioski tak często
jak my, po za tym… Najpierw by musiała się na to zgodzić, by wyjść gdzieś z
tobą.
- Ale
pomożesz mi, nie? – Zapytał wesoło. Spojrzałem na niego rozpaczliwie.
- Ty nic nie
rozumiesz… - Jęknąłem – NIE, nie pomogę ci, bo to niemożliwe…
- Dla
chcącego możliwe – Siwowłosy skrzyżował ręce na piersi – Ale ty wredny jesteś,
wiesz? To ja ci zawsze pomagam, a ty…
- Dalej nie
rozumiesz – Zamknąłem oczy, licząc cicho po dziesięciu. Po chwili znów je
otworzyłem – Wiesz mi, gdybym mógł to pomógłbym ci z chęcią. Ja po prostu nie
chcę, byś miał potem problemy… Zresztą, ja również bym miał za niewykonanie
zadania.
- Jestem
nieśmiertelny – Hidan uśmiechnął się triumfalnie – Lider może mi nagwizdać.
- A widzisz,
a ja mogę stracić życie – Powiedziałem ze sztuczną radością.
- To przejdź
na moją religię – Jashinista wzruszył ramionami.
- Zapomnij –
Prychnąłem.
- To co,
pomożesz mi? – Chciał wiedzieć mój rozmówca, powtarzając się jak stara płyta –
W związku z Konan?
- Nie
odpuszczasz, co? – Sapnąłem, na co ten się wyszczerzył – Dobra… Spróbuję, ale
nie nastawiaj się że coś z tego będzie.
- Ok – Rzekł
wesoło – W zamian za to, spróbuję się dla ciebie dowiedzieć, co Uchiha o tobie
myśli.
- Nie trzeba
– Wykoślawiłem twarz – Wyjaśniliśmy to sobie ostatnio… Dość dosadnie.
- No i co? –
Zapytał fioletowooki.
- Można by
powiedzieć, że oficjalnie, choć w ukryciu jesteśmy razem – Odparłem – Ale mimo
wszystko nie jestem przekonany.
- Czemu? –
Mój dyskutant podparł twarz o pięść – Nie jesteś szczęśliwy?
- Jestem,
ale… – Zawahałem się – Mam wrażenie, że nie mówił serio. Widzisz, może jestem
przewrażliwiony, bo on nie zgadza się na to, by nazywać mnie czy siebie swoim
„chłopakiem”. Woli sformułowanie „kochanek” i to mnie jakoś nie przekonuje.
Wygląda to tak, jakby dalej mnie olewał i traktował jak swoją zabawkę.
-
Przewrażliwiony jesteś – Parsknął Hidan – „Kochanek” to tylko synonim słowa
„chłopak”.
- No, nie do
końca – Sprostowałem – W moim rozumieniu oznacza to tylko seks bez zobowiązań.
-
Niekoniecznie – Mój rozmówca uniósł oczu ku górze – Jest wiele par takich
ludzi, a czują coś do siebie.
- No nie
wiem – Marudziłem – Nigdy mi tego nie powiedział wprost. Było tylko coś w stylu
tego, że jestem jego ostoją czy coś takiego… Nic więcej.
- Weź już
przestań narzekać – Zniecierpliwił się siwowłosy – Jęczysz jak jakaś
trzynastka. Nie insynuuj sobie Jashin wie czego tylko przyjmij na klatę co
masz!
Westchnąłem.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wiem, że Itachiego mało kto ogarnia,
chyba nawet on sam, ale… Może Hidan faktycznie ma rację?
- A tak w
ogóle – Odezwałem się wreszcie – Co ci nagle odbiło z tą Konan? Widziałeś ją
tyle razy i byłeś wobec niej obojętny. Co się stało?
- No cóż –
Uśmiechnął się szeroko zapytany – Jakoś tak wyszło. Nie wiem, czemu. Ostatnio
spędzaliśmy ze sobą kilka misji… Może dlatego?
- Coś się na
nich chociaż wydarzyło konkretnego? – Uniosłem brwi.
- No… -
Zamyślił się chłopak – Kurde, była kiedyś sytuacja, w której… Aa, co ci będę
mówił!
- No powiedz!
– Nacisnąłem. Teraz naprawdę chciałem wiedzieć.
- Ech, ok…
Wiesz, że ostatnio ćwiczy medyczne techniki? – Zapytał. Pokręciłem przecząco
głową – No to słuchaj… Ostatnio byliśmy na misji schwytania jakiegoś typa.
Konan miała pilnować mnie, żebym go nie zabił. No i znaleźliśmy gościa, ten
widząc jak jesteśmy ubrani, nie pierdolił się w tańcu i mnie zranił, ja go
ogłuszyłem, to padł nieprzytomny. Ale żywy! Wtedy postanowiłem poświęcić
jakiegoś randoma, który w międzyczasie się nawinął i odprawić rytuał, ale Konan
mnie powstrzymała. Rozumiesz, chciała sprawdzić, czy nic mi nie jest! xD –
Szturchnął mnie, śmiejąc się – Wiesz, chwyciła mnie najpierw za rękę, a potem
jej dłoń nagle znalazła się na mojej twarzy i zaczęła leczyć rany. Dłuuuugo na
mnie patrzyła. W moje oczy. Kurwa, mówię ci, to był najbardziej magiczny moment
w moim życiu.
Słuchając
tego siedziałem z nietęgą miną, po czym wybuchnąłem śmiechem.
- Możesz się
śmiać, ale to było zajebiste! – Fuknął – Dużo lepsza historia miłosna od
twojej.
- Sorry, ale
już moje zakochanie się w Itachim było lepsze! xD – Dusiłem się.
- Tak,
pocałował cię i bęc – Zironizował fioletowooki – Zajebista historia.
- No, a na
ciebie wystarczyło dłużej spojrzeć – Odbiłem piłeczkę – I serio, dlatego się w
niej zakochałeś?
- To nie
koniec – Uprzedził mnie – Wiesz, tak mi się ta sytuacja spodobała, że od
tamtego momentu próbuję ją zbajerować jakimś flirtem, ale… Ona tego nie kupuje.
Albo mnie ignoruje, albo ja dostaję w ryj. I chyba przez to pragnę jej jeszcze
bardziej.
- Czyli kręci
cię to samo, co ja – Podsumowałem – Niedostępność… To zrozumiałe, ale Konan ma
jeszcze inne cechy. Pomijając fakt, że jest piękna, to… Jest też bardzo miła i
pomocna, na przykład. No i na pewni dużo bardziej wyluzowana, niż lider. Sam
zresztą wiesz, że w przeciwieństwie do niego, ona czasem do nas przychodzi
pogadać.
- Kocham ją
za wszystkie jej cechy – Stwierdził jashinista lekko urażony – Również za fakt,
że potrafi być wredna.
- Wredna? –
Zdumiałem się.
- Owszem –
Uśmiechnął się Hidan – Od wydarzenia, o którym ci opowiedziałem, często się z
nią przekomarzam. Nawet nie masz pojęcia, jak doskonale używa sarkazmu czy
ciętych, przenikliwych uwag.
- No, tego
nie wiedziałem – Przyznałem – Raczej nie rozmawiam z nią w takim charakterze.
- Ej, weź
dowiedz się, co ona o mnie myśli – Siwowłosy przybliżył się lekko – Jestem
strasznie ciekawy, co ci powie.
- No,
dobrze… - Zgodziłem się. Mam nadzieję, że lider mnie nie ukatrupi za
przekręcenie jego zadania w odwrotną stronę.
- Eh, my tak
sobie gadamy – Rzucił lekkim głosem mój rozmówca – A tymczasem zastanawiam się,
co tam u Ai.
- Kim jest
Ai? – Chciałem wiedzieć.
- Moją
młodszą siostrzyczką – Odrzekł zapytany – Opuściłem ją i ojca dla Akatsuki.
Mówiłem co już, nie pamiętasz?
-
Zapomniałem – Potwierdziłem – A… co się stało z twoją mamą?
- Umarła
przy porodzie mojej siostry właśnie – Mruknął jashinista – Strasznie tęsknię za
gówniarą. W tym roku skończy czternaście lat. Jak ją zostawiałem miała
jakieś... dziesięć? Z tego, co się orientuję i tego, jak wyliczył Kakuzu to
jestem w Akatsuki miesiąc dłużej niż ty.
- To krótko
jesteś w tej organizacji, myślałem, że dłużej – Zdumiałem się – A w ogóle, to
różnica pomiędzy wami jest taka sama jak między tobą, a Konan.
- Nie
przeszkadza mi to – Uznał mój dyskutant – Eh, czasem naprawdę chciałbym ją
zobaczyć. Starego zresztą też. Szkoda, że Akatsuki zabrania utrzymywania
kontaktów z rodziną.
- Nigdy nie
zrozumiem ludzi posiadających rodzeństwo – Prychnąłem.
- Bo jesteś
jedynakiem – Powiedział z wyższością siwowłosy – Ludzie z rodzeństwem
przynajmniej mają jeszcze kogoś bliskiego po śmierci rodziców. A jedynacy tego
nie doświadczą.
- Ty w sumie
też nie, skoro nie możesz się z nią nawet zobaczyć – Uśmiechnąłem się krzywo,
jednak zaraz zmieniłem wyraz twarzy – No i… ja nie do końca jestem jedynakiem.
- Jak to? –
Zdziwił się Hidan.
- Zanim się
urodziłem, miałem mieć rodzeństwo – Wyznałem – Matka opowiadała mi, że przede
mną była dwa razy w ciąży, ale poroniła. Prawdopodobnie tam u góry mam jeszcze
brata i siostrę.
- A nazwała
ich jakoś? – Zaciekawił się jashinista.
- Nie, nie
dała im imion – Skrzywiłem się – Oświadczyła, że to i tak bez sensu, skoro
nigdy nawet nie dane jej było ich zobaczyć. To dlatego jestem, jaki jestem.
Była dla mnie nadopiekuńcza właśnie przez utratę pierwszej dwójki.
- Powiem ci,
że przykro – Zasmucił się mój dyskutant.
- Ja jakoś
nie odczułem tego boleśnie – Rzuciłem obojętnie – Nigdy nie chciałem mieć
rodzeństwa. Owszem, gdybym ich miał, to pewnie bym ich kochał, czy coś, ale… No
cóż, stało się. Zmieńmy temat.
- Z chęcią –
Odetchnął Hidan – Ty… zastanawiałeś się czasem, co się kryje pod maską Tobiego?
- A wiesz,
że nie? – Zdumiałem się – Nigdy jakoś nie głowiłem się nad tym specjalnie.
- Moim
zdaniem, to będzie – Zaczął konspiracyjnym tonem - …Twarz.
Zaśmiałem
się, ale nagle coś mi się przypomniało i spochmurniałem.
- Muszę ci
coś powiedzieć – Rzekłem tym samym tonem co on wcześniej – Pain zabronił nam
się kumplować.
- Co? –
Parsknął jashinista – A co mu do tego?
- Twierdzi,
że to zakłóca naszą pracę z Sasorim i Kakuzu i rozpraszamy się wzajemnie –
Powiedziałem prześmiewczo.
- Ahaa… -
Siwowłosy uniósł brwi – I co, zamierzasz go posłuchać?
- Ocipiałeś?
– Fuknąłem – Jasne, że nie.
- Chyba
słyszę znajome głosy! ~ – Dobiegło zza korytarza. Popatrzyliśmy po sobie. W
progu łaźni stanął okryty ręcznikiem Kisame – A, to wy.
- Cześć –
Przywitaliśmy go równocześnie.
- O czym tak
debatujecie? – Chciał wiedzieć niebiesko skóry, siadając obok nas – Gdy się
przebierałem słyszałem wasze głosy, ale tak niewyraźnie, że nie udało mi się
nic podsłuchać.
- I dobrze,
bo nie wtyka się nochala do cudzych spraw – Pouczył go siwowłosy.
- Oj, co wy
tacy spięci? – Zapytał Hoshigaki, spoglądając wprost na mnie. Siedziałem ze
spuszczoną głową i krwistymi rumieńcami – Deidara, co ty masz na sobie? Tu się
wchodzi w ręczniku, nie kąpielówkach.
- Wolę
kąpielówki – Wymamrotałem. Wiecie, czemu poczułem się tak zdenerwowany? A
przez to, co powiedział Kisame. Pamiętacie, co działo się w szatni do gorących
źródeł w poprzednim rozdziale? No, właśnie. Itachi mnie dopadł i
zaczęliśmy się dość mocno pieprzyć. Sądziłem wtedy, że te garderoby są
dźwiękoszczelne, a tu okazuje się, że nie do końca. Co, jeśli ktoś nas
słyszał?
Chociaż…
Zaraz, ale wtedy mimo wszystko zachowywałem się jak najciszej mogłem, a głosów
znad łaźni nie słyszałem. A może teraz z Hidanem jesteśmy zbyt głośno i jest
nas tu tylko dwójka? Wtedy gdy byłem z Uchihą, to w gorących źródłach był tłok.
Odetchnąłem
z ulgą. Popatrzyłem na jashinistę. Minę miał równie zaniepokojoną, co ja. Jemu
z kolei pewnie chodzi o Konan.
- Wy
naprawdę jesteście jacyś dziwni – Rekin popatrzył po nas obu – To przeze mnie?
A! – Oświeciło go – Już wiem! Nie lubicie mnie? Mam sobie pójść?
- Nie, nie!
To nie tak! – Razem z siwowłosym zaczęliśmy gorączkowo zaprzeczać.
- Hm… Dobrze
– Mruknął Kisame bez przekonania – Bo już myślałem, że dalej się wściekacie o
ten slang.
- Nie,
chociaż przyznam, że to faktycznie było słabe – Zreflektowałem się i jak gdyby
nigdy nic spytałem – Itachi z tobą przyszedł?
- Coś ty, na
razie nie rozmawiamy – Prychnął zapytany – Dopiero jak zobaczę że do mnie
rozmawia, to będę wiedział, że przestał odstawiać te swoje dąsy.
- Zawsze tak
jest, jak się wkurza? – Ubawił się jashinista – W sensie, nie odzywa się do
ciebie?
- Nie odzywa
i zabrania się odzywać do siebie – Uzupełnił Hoshigaki – Zawsze tak było, no
ale cóż… Nie ważne, czy jest młodszy wiekiem, tylko że starszy stażem. Dlatego
chcąc nie chcąc muszę przymykać oko na jego humorki. Zresztą już wcześniej się
na mnie wściekł za to, jaką daliśmy przeze mnie plamę na misji.
- Współczuję
– Powiedziałem szczerze. Doskonale go rozumiałem, choć z tą różnicą, że on w
przeciwieństwie do mnie pewnie wcale nie boi się starszego Uchihy, kiedy ten
jest w nie najlepszym nastroju.
- Ee,
przyzwyczaiłem się – Niebieskoskóry machnął ręką – Koniec końców zawsze mu
przechodzi. I tak było gorzej, gdy przechodził okres buntu. Wtedy był nie do
wytrzymania.
- Wierzę –
Zapewnił fioletowooki – Moja siostra pewnie też teraz przechodzi to samo.
- Masz
rodzeństwo? – Zdziwił się rekin. Mój kumpel przytaknął krótko – No widzisz, a
ja na przykład nie mam. I ciężko mi zrozumieć, którzy mają.
- Ja też –
Ucieszyłem się – Jestem jedynakiem.
I tak
atmosfera się rozluźniła, pogadaliśmy chwile o rodzeństwie i ogólnie rodzinie
(oczywiście bez wdawania się w szczegóły – w końcu nie jesteśmy z nim aż tak
blisko), po czym zeszliśmy na temat związany z organizacją.
- Tak w
ogóle to Konan jest całkiem niezła, co nie? – Wypalił znienacka Kisame.
Spojrzałem na swojego ziomka, a raczej jego dłoń zwijającą się w pięść pod
wodą. Jego twarz jednak dalej pozostała w kamiennym uśmiechu. Oczy jednak
przybrały inny charakter, bardziej drapieżny. Postanowiłem działać:
- Tak, ładna
jest. Dyskutowaliśmy już kiedyś o tym – Powiedziałem natychmiast. I to było
prawda. Takie obrady miały kiedyś miejsce. Pamiętacie tę dziewczynę,
która na chwilę dołączyła do naszej organizacji, ale zginęła przez przypadek na
jednej z misji?
Tak, chodzi
mi o tę laskę, przez którą byłem zazdrosny o Itachiego, bo mi go zabrała. W tej
chwili nie pamiętam już jej imienia. W każdym razie po jej śmierci była
dyskusja na temat tego, która z dziewczyn w Akatsuki jest ładniejsza i wygrała
Konan. Niestety nie opisałem tego wydarzenia.
- Może…
Chodźmy już do siedziby? – Zaproponowałem po chwili.
- Dobry
pomysł – Rzucił sucho Hidan, po czym wyszedł z wody i skierował się do
przebieralni. Kisame przybliżył się do mnie nieznacznie.
- Ty, a temu
co? – Zapytał szeptem.
- A, ma
czasem humorki – Wyjaśniłem gorączkowo, po czym ruszyłem do swojej przymierzalni,
pierw zahaczając o prysznic. Obmyłem się, wysuszyłem i ubrałem.
Zszedłem do
recepcji i zapłaciłem. Tam czekali już na mnie koledzy.
-
Zaczekajcie, pójdę z wami – Oznajmił niebiesko skóry, wyjmując portfel. Wtedy
siwowłosy parsknął, zasłaniając sobie usta ręką, by się opamiętać.
- Co ci
jest? – Zapytałem zniżonym głosem.
- Zaraz ci
powiem – Mruknął.
- Ok –
Szepnąłem i postanowiłem wykorzystać okazję, by go pouczyć – Słuchaj, nigdy
wiecej nie rób takich jazd, bo naprawdę ktoś się domyśli że na nią lecisz.
- Sorry, to
już ostatni raz – Odszepnął.
Rekin
odszedł od recepcji . Wyszliśmy całą trójką z pomieszczenia. Przez pewien czas
się nie odzywaliśmy, spojrzałem kątem oka na roześmianą twarz Hidana.
- Powiedz
mi, Kisame – Rozpoczął wreszcie – Ty jesteś jednym z tych kolesi, co noszą w
portfelu prezerwatyw „na wszelki wypadek”?
- No, a co?
To źle? – Zapytał Hishigaki.
- Trochę
lamerskie – Parsknął fioletowooki.
- Ale
przydatne – Stwierdził niebiesko skóry.
- Twój ryj
powinien być już wystarczającym zabezpieczeniem – Wypalił siwowłosy.
- Ej, to
było bezczelne – Wtrąciłem.
- Bezczelne,
ale nieprawdziwe – Wyjawił rekin. Spojrzeliśmy na niego z zaciekawieniem –
Zanim wstąpiłem do Akatsuki, miałem wielbicielkę, która za każdym razem
próbowała ze mną flirtować, ale ją odrzucałem. Misje były dla mnie ważniejsze.
- Sorry, ale
ciężko mi w to uwierzyć – Prychnął jashinista – Tym bardziej to, że misje były
dla ciebie ważniejsze. Będąc z Uchihą w ogóle się nie starasz.
- Celna
uwaga – Przyznałem.
- Możecie
się śmiać, ja wiem swoje – Chabrowo włosy uniósł głowę z godnością. Weszliśmy
na teren wioski Deszczu, by skierować się od razu do siedziby.
Będąc w
środku, rozwiesiliśmy swoje płaszcze na wieszakach. Nagle kątem oka ujrzałem
schodzącą po schodach Konan.
- O, a kogoś
my tu mamy! – Zagwizdał od razu Hidan, wpatrując się w kobietę z fascynacją.
Zerknąłem ukradkiem na Kisame. Ten z obojętną miną skierował się w swoją
stronę. No tak, tego typu teksty siwowłosego w stronę płci pięknej nie są
niczym niezwykłym.
- Daruj
sobie – Mruknęła „anielica”, stawiając obcas na parterze. Uśmiechnęła się do
mnie – Cześć, Deidara.
- Cześć –
Odparłem z wahaniem. Poczułem lekkie szturchnięcie w żebro. Skierowałem wzrok
na jashinistę, który kiwną głową w kierunku kobiety na znak, bym za nią
poszedł.
Tak też
zrobiłem. Dorwałem ją w salonie, gdzie spoczywającą na stoliku książkę i
usiadła w fotelu dopijając herbatę, przy czym założyła nogę na nogę, odstawiła
kubek i otworzyła tomik w zaznaczonym wcześniej miejscu.
- Dalej
czytasz tę opowiastkę dla nastolatek? – Zagaiłem, dostrzegając tytuł „Pretty
Little Liars”.
Zapytana
wzruszyła ramionami.
- Ciągle nie
mogę skończyć szóstego tomu, bo ciągle mi coś przeszkadza – Odrzekła – A to
misje, a to ktoś coś ode mnie chce…
- Rozumiem,
w takim razie się oddalę – Speszyłem się. Wice-Przywódczyni popatrzyła na mnie
z zamyśleniem.
- Jak masz
jakąś sprawę, to powiedz – Zachęciła. Nagle jej usta przekształciły się w
szeroki uśmiech. Wspomniałem już, że Pain powinien się częściej uśmiechać, to
samo właśnie zacząłem sądzić o jego towarzyszce. Oboje wyglądają wtedy dużo
lepiej – O, przypomniałeś mi o tym, o czym mi mówił Pain!
- Ach, tak?
– Zaciekawiłem się – O czym?
- Ty
naprawdę myślałeś, że jesteśmy parą? – Zapytała Konan prosto z mostu.
- Eee… Tak –
Zawstydziłem się – Zresztą, nie tylko ja. Kakuzu się nawet kiedyś założy o to z
Kisame. A sama wiesz, jak oni się „lubią”, no nikt by nie podejrzewał, że oni
razem będą o czymś dyskutować na osobności.
- Byłeś przy
tym? – Niebieskowłosa wydawała się być naprawdę ubawiona.
- Nie,
mistrz Sasori mi o tym opowiadał – Przyznałem – On przy tym był.
- Ale wy
wszyscy macie tematy – Anielica pokręciła głową z niedowierzaniem, wciąż nie
przestając się uśmiechać – Plotkujecie gorzej niż te staruszki co stoją przy
trzepaku.
- No cóż, ja
tylko mówię, co słyszę – Wzruszyłem ramionami i usiadłem na kanapie – Mnie aż
tak nie interesują takie rzeczy. Właściwie to chyba w ogóle.
- Dlatego
nigdy bym cię nie podejrzewała o ich rozpowszechnianie – Kobieta podparła
podbródek o grzbiet dłoni – Wydajesz się by takim niewinnym i delikatnym
dzieckiem.
- Nie jestem
taki – obruszyłem się. Nie lubię takich komplementów.
- Wiem o tym
– Odparła niebiesko włosa, a uśmiech powoli spełzł z jej twarzy – Żadna osoba w
tej organizacji taka być nie może, a nawet jeśli, to ta cecha jest tylko w
niewielkim stopniu.
Skrzywiłem
się, mając przed oczami Itachiego. Z jednej strony kochającego, starszego brata
i z drugiej, obrzydliwego kochanka, który doprowadza mnie na skraj
wytrzymałości zarówno fizycznej jak i psychicznej. Człowieka, którego można
równocześnie kochać i nienawidzić.
- Hidan
potrafi być… kochany – Wydusiłem, starając się wyrzucić z głowy myśli o
czarnowłosym.
- Chyba nie
mówimy o tym samym Hidanie – Mruknęła moja rozmówczyni – Hidan, o którym myślę,
należy do Akatsuki. To bezczelny gówniarz, myślący tylko o tym, by zaliczyć.
Wytrzeszczyłem
oczy ze zdumienia. No, takiego komentarza od niej bym się nie spodziewał!
- Ale… Ja
mówię serio – Stęknąłem – On serio potrafi być kochany! Wiesz, jak byliśmy
kiedyś na misji w charakterze opiekunek dla dzieci, to udowodnił, że ma do tego
talent!
- I rozwalił
telewizor – Uzupełniła Konan – Tak, słyszałam tę historię.
- Ty go nie
lubisz? – Zapytałem wprost .
- To nie
tak, po prostu mnie irytuje – Wyjaśniła niebieskowłosa – Jest taki narwany i
dziecinny…
- Ja też –
Powiedziałem.
- Ty
przynajmniej nie próbujesz mnie poderwać – Kobieta spojrzała na mnie swoimi
bursztynowymi oczami – A on tak i nie wiem, co on sobie wyobraża.
W tym
momencie zacząłem zastanawiać się, czy anielica pamięta zdarzenie sprzed
tygodnia, kiedy to jej absztyfikant niósł ją na rękach.
- A… Jak się
ogólnie czujesz? – Zmieniłem nieco temat – Jak przybyłaś do wioski, byłaś
nieprzytomna.
- Lepiej,
jak widzisz na własne życzenie wypisałam się ze szpitala – Odrzekła zapytana i
z niecierpliwością spojrzała na kartki w trzymanej książce – Przepraszam cię,
aniołku, ale czy mógłbyś mnie już nie rozpraszać? Chcę to w końcu przeczytać…
- Jasne,
wychodzę – Mruknąłem z rezygnacją.
Wyszedłem na
korytarz. Cóż, niewiele z niej wyciągnąłem. A już miałem zapytać czy chociaż
mój kumpel podoba się jej z wyglądu. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić,
toteż wyszedłem z siedziby, potem z samej wioski.
Chciałem się
przejść, by zaczerpnąć świeżego powietrza, w międzyczasie podziwiając rosnącą
wokół zieleń. Zbliżała się wiosna. Przystanąłem, by rozpiąć lekko
płaszcz.
W tym
momencie ujrzałem ciemność, zrozumiałem, że mój wzrok oczy przysłania czyjaś
ręka, odchylając do tyłu głowę tak, by zaraz poczuć, jak czyjeś usta dotykają
moich warg, by złączyć się w namiętnym pocałunku. Nie protestowałem, tylko
odwzajemniłem gest.
Co ciekawe,
nie było to tak brutalne, jak zazwyczaj, choć w jakimś stopniu dało się w tym
rozpoznać znajomą zaborczość. Nasze wargi oderwały się od siebie.
- Tęskniłem
za tobą – Wyrwało mi się.
- Ja za tobą
też – Usłyszałem… I odskoczyłem z przestrachem. Moje oczy ujrzały nie
Itachiego, którego byłem pewny, że zobaczę, a uśmiechniętego od ucha do ucha
Naokiego – Coś taki spięty? – Zapytał wesoło.
- Ty… Co ty
tu robisz?! – Wycharczałem – I co ważniejsze, jak mnie znalazłeś?!
-
Wyciągnąłem od pani Masuyo informację gdzie można cię znaleźć – Białowłosy był
wyraźnie z siebie zadowolony – No i… Miała rację! Wioska Deszczu, kto by
pomyślał?
Stałem wryty
w ziemię, z nietęgą miną. Milczałem. Cholera, nie spodziewałbym się, że ten typ
zacznie mnie szukać!
- Wiesz, po
tym, jak odszedłeś z Hidanem, nie mogłem się pozbierać – Chłopaka zaczął do
mnie podchodzić. Stanął przy mnie, by pogłaskać mnie po włosach – Tęskniłem,
marzyłem by znowu móc się ujrzeć. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem,
pod koniec twojego pobytu stałeś się taki zimny… Nie wiedziałem, co się dzieje,
chciałem to z tobą wyjaśnić.
- Tu nie ma
nic do wyjaśniania – Odparłem oschle, odtrącając jego dłoń – To już skończone.
Nic nie ważny epizod, nie rozumiem, czemu się fatygowałeś, by mnie szukać.
- Jak to,
nic sobie z tego nie zrobiłeś?! – Zdumiał się mój rozmówca – Ten seks to było
dla ciebie… nic?!
- Dokładnie
– Mruknąłem – Zrobiliśmy to z dwa razy i wystarczy, zresztą… Od teraz
powinieneś trzymać się ode mnie z dala.
- Czemu
niby?! – Zakpił Naoki – Wydaje ci się, że od tak możesz wydawać mi polecenia?!
- Owszem –
Przytaknąłem i pokazałem wymownie na swój płaszcz – Widzisz to? Wiesz, do
jakiej organizacji należę, dlatego właśnie radziłbym ci mnie unikać. Jestem
przestępcą, jak będę chciał, to mogę cie nawet zabić.
- Nie
zrobiłbyś tego – Przekomarzał się białowłosy – Jesteś na to za DELIKATNY…
W tym
momencie poczułem, że trafia mnie szlag. Chwyciłem chłopaka za kołnierz i ze
złością cisnąłem jego plecami o drzewo, aż stęknął z bólu.
- Powiedz to
jeszcze raz, a naprawdę zrobię ci krzywdę – Warknąłem – Jeśli uważasz za
delikatnego osobę, która zabiła swoją matkę oraz kilkunastu niewinnych ludzi,
to masz naprawdę coś z głową – Puściłem go. Patrzył na mnie z zaskoczeniem –
Nie zbliżaj się więcej do mnie!
Odszedłem,
zostawiając chłopaka samego. Byłem wściekły zarówno na niego, jak i na siebie.
Co ja sobie myślałem, gdy szedłem z nim do łóżka? I gdy mnie całował po raz
pierwszy, nie dałem mu w ryja? Jasne, miałem wtedy ciężki okres, nie
wiedziałem, co mam czuć, ale bez przesady!
Ja chyba
jestem jakiś nienormalny. Jak mogłem wtedy myśleć, że z tym kolesiem może mnie
coś połączyć? Przecież go nie znam, a on sam jest nie lepszy, nic o mnie nie
wie.
Wróciłem do
wioski, błąkając się bez celu. Czułem się beznadziejnie z faktem, że robiłem to
z innym chłopakiem niż Itachi. Jedyne, co mnie wtedy usprawiedliwiało, to cała
ta niepewność w naszym chorym związku. Nie wiedziałem, czy jesteśmy razem.
Tak, tak to
sobie można tłumaczyć. Spojrzałem w niebo, z którego spadały nieliczne krople
deszczu. Otuliłem się bardziej płaszczem i spojrzałem na osłonięty stragan, a
raczej sklep w wielkim namiocie. Sprzedawane tam były rzeczy różnego typu. Od
breloczków po ubrania. Podszedłem do stoiska z figurkami. Wziąłem jedną w
dłoń. Przedstawiała smoka, nawet ładne. Może i ja bym coś podobnego zrobił i
uczynił z tego sztukę?
-
Deeeeiidara-Senpaaaaiiii! – Usłyszałem nagle i nim zdążyłem w ogóle
odwrócić głowę, już byłem ściskany przez Tobiego – Tobi się tak cieszy, że
senpaia widzi!
- Tobi…
Puszczaj – Powiedziałem, czując że się duszę – Bo mnie zabijesz…
- Oj, Tobi
przeprasza! – Zawołał z przejęciem zamaskowany, po czym stanął przede mną –
Ojej, coś senapia martwi?
- Nic mnie
nie martwi – Mruknąłem, masując się po szyi – Zresztą, to nie twoja sprawa.
- Ależ
oczywiście, że Tobiego! – Koleś położył mi ręce na ramionach – Pocieszanie
senpaia jest życiową rolą Tobiego! Tobi dobry chłopiec!
- Daruj –
Westchnąłem i odwróciłem się na pięcie, wychodząc z namiotu.
- Senpaii! –
Usłyszałem i znów poczułem, jak ten przygłup się do mnie przytula. Tym razem
jednak delikatniej – Powiedz, co się stało!
- Tobi,
ostrzegam! – Warknąłem, próbując się wyrwać.
- Ktoś
senpaia skrzywdził? – Usta (jeśli mogę to tak nazwać) pomarańczowego znalazły
się tuż przy moim uchu, zaś barwa jego głosu nieoczekiwanie przybrała inną
tonację – Wtedy Tobi skrzywdzi jego. Tobi przyrzeka.
Wytrzeszczyłem
oczy ze zdumienia i obróciłem się tak, by spojrzeć wprost na jego maskę.
- Ty… Kim ty
jesteś? – Zapytałem z przestrachem.
-
Tobim! – Pisnął głupkowato zapytany. Patrzyłem na niego zmieszany, a gdy
ten stracił czujność, wyszarpnąłem się i stanąłem na stosowną odległość.
- Nie
zbliżaj się do mnie – Zastrzegłem, wystawiając ręce na znak stopu.
- Ale Tobi
się tak stęsknił za senpaiem! – Wdzięczył się bałwan, podchodząc do mnie
malutkimi kroczkami – Sasori-senpai jest taki nudny! Tobi ma dość siedzenia z
nim! Sasori –senpai w kółko gada o śmierci, gdy Tobi jest w pobliżu!
- Nie dziwię
się – Prychnąłem, czując jak moje usta wykrzywiają się w mimowolnym uśmiechu.
- A z
Deidarą-senpaiem jest dużo zabawniej! – Zapewnił mój rozmówca – Tylko smutno
Tobiemu, że senpaiowi jest smutno! Tobi pomoże!
- Idę do
mistrza Sasoriego – Powiedziałem bardziej do siebie niż do niego. Zacząłem iść
w kierunku domu.
- To
senpaiowi nie pomoże! - Marudziła moja zmora – Senpai tylko się pogrąży!
- Jestem
innego zdania – Rzuciłem.
***
Razem z
jęczydupą u swojego boku, zaszedłem do pokoju mistrza. Drzwi były otwarte, a on
sam jak zwykle siedział przy biurku i coś strugał. Zapukałem, mimo, że wrota
same zapraszały do wejścia.
- Kto tam? –
Rudowłosy nawet nie podniósł głowy, by na nas spojrzeć.
-
Pomyślałem, że mistrz poprawi mi humor – Odparłem wesoło, doskakując do biurka
mojego partnera.
- Chyba cię
pojebało, chłopcze – Stwierdził lalkarz – Prędzej radziłbym iść z tym do
naszego lidera i zapytać o sensowną misję. Jebną byś śmiechem, uwierz.
- Na serio?
– Zdziwiłem się i podszedłem do stojących przy ścianie marionetek.
- Nie
dotykaj – Usłyszałem. Moja ręka zatrzymała się tuż przy twarzy lalki, która nie
zainteresowała. Obróciłem głowę, by na niego spojrzeć. Dalej wpatrywał się w
swoje marionetki, majstrując coś przy nich.
- A skąd
wiedziałeś, że chcę to dotknąć, skoro nawet na mnie nie spojrzałeś? – Chciałem
wiedzieć.
- Intuicja –
Mruknął Akasuna – Po za tym to są MOJE marionetki. Normalne, że każdy chce je
dotknąć, w końcu to dzieło.
Chciałem coś
powiedzieć, ale zacisnąłem zęby. Mimo wszystko lepiej nie zaczynać z nim
kłótni.
Przez chwilę
siedzieliśmy w ciszy. Przycupnąłem na podłodze, by nie denerwować swojego
partnera tym, że kręcę mu się po pokoju. Tobi przysiadł obok mnie.
- Tobi się
nudzi – Odezwał się wreszcie – Zagrajmy w bierki!
- A nie
lepiej w rosyjską ruletkę? * – Zaproponował Sasori, a ja
przygryzłem usta, by się nie roześmiać, zerknąłem ukradkiem na chłopaka w
masce, który wyraźnie był zainteresowany.
- A co to
jest, panie Sasori? – Zapytał.
- Taka gra z
pistoletem – Wyjaśnił mu marionetkarz – Przykładasz sobie go do łowy, wcześniej
naciskasz spust po zakręceniu obrotowym bębenkiem na zmianę z przeciwnikiem.
Przykładacie sobie tak ten spust aż nie dojdzie do szóstej osoby, która
najprawdopodobniej zaliczy zgon. I jak? Podoba ci się ta gra?
- Nie, Tobi
myśli, że jest brzydka – Nasz wioskowy głupek walną pięścią o podłogę, wydawał
się być obrażony – Tobi wiedział, że mistrz nam się nie przyda! Deidara senpai
jest smutny, a mistrz się tak zachowuje!
- W takim
razie mam coś dla niego – Oznajmił lalkarz, na co się zdumiałem – Deidara,
podejdź do mojej szafy i otwórz te drzwiczki z lustrem.
Zaskoczony
wstałem z podłogi i podszedłem do wskazanej garderoby, jak prosił. Gdy ją
otworzyłem, omal nie udusiłem się ze śmiechu. Na wieszaku pomiędzy płaszczami w
różnych, raczej ciemnych kolorach (mój towarzysz lubi płaszcze) wisiał… Sznur z
pętelką na głowę!
- To było
dobre! – Zacząłem się śmiać.
- Tobi też
takie chce! – Pisnął zamaskowany, co mocniej nasiliło mój śmiech. Zauważyłem,
że cieszy się z tego powodu.
- Ehhh… -
Zreflektowałem się, ocierając łzę. Zmieniłem temat – W ogóle, byłem dziś u
Paina… Słyszeliście o tych wszystkich zasadach, jakie są w Akatsuki?
- Kto by nie
słyszał – Mruknął marionetkarz – Są przerażające.
- No,
szczególnie to z zabijaniem dzieci – Przyznałem.
- Na
szczęście Pain jest na tyle porządny, by nie robić krzywdy żeńskim członkom
organizacji, które są w ciąży – Powiedział mój dyskutant.
- Jak to? –
Zapytałem.
- Tobi chce
zmienić temat! – Wtrącił buntowniczo skryty.
- Jeśli
żeński członek organizacji byłby w ciąży, to zostałby wyrzucony z organizacji –
Wyjawił Sasori, brutalnie ignorując naszego trzeciego towarzysza – Ale nie z
wioski! Jeśli kobieta z Akatsuki spodziewa się dziecka, może zamieszkać w Deszczu
i wychowywać tu swoje dziecko.
- To… miłe –
Wydukałem, starając się przy okazji znaleźć inne słowo. Byłem pod wrażeniem – A
raczej… Wspaniałe ze strony lidera.
- To prawda
– Odrzekł mój mentor – Gdy się go dobrze pozna, to jest naprawdę w porządku. No
i myślę, że zabijanie dzieci to raczej nie jest raczej zajęcie, które lubi…
Nawet jeśli kazał by to zrobić komu innemu. To dobra osoba.
- Też tak
myślę – Zgodziłem się, przypominając sobie wszystko, co dla mnie zrobił.
- Tobi chce
się bawić! – Wrzasnął chłopak w masce. Razem z moim partnerem popatrzyliśmy na
siebie i głęboko westchnęliśmy.
-
Dwudziestego drugiego lutego były urodziny Shopenhauera – Oznajmił nagle
lalkarz – To był dobry dzień, żeby się zabić.
- Dla
Tobiego? – Chciał wiedzieć wyraźnie obrażony zamaskowany.
- Nie, dla
mnie – Rzucił krótko czerwonowłosy, a ja przygryzłem wargę, żeby się nie
roześmiać.
- A co do
tych wszystkich reguł – Chrząknąłem postanawiając wznowić wątek – To dla
niektórych musi być naprawdę wkurzające i zasmucające, że nie mogą nawet
widywać się z rodziną. Spójrzcie na Uchihę i Hidana…
- Albo na
mnie – Stwierdził Sasori – Mi została babka. Ale jakoś nie pali mi isę na
spotkanie z nią…
- A rodzice?
– Zainteresowałem się. Odpowiedziało mi milczenie, przerywane dźwiękami składania
i majstrowania. Nagle mnie olśniło – Och…. Mistrzu, przepraszam, ja…
- Nie
szkodzi – Zapewnił mnie – Nie wiedziałeś prze…. – Tu nie dokończył, bo
postanowiłem zajść go od tyłu i przytulić (tak, przytulałem drewno) – Eee…
Można wiedzieć, co ty wyprawiasz?
- Pocieszam
cię!– Poinformowałem wesoło.
- Tobi też
chce! – Ryknął mój koszmar i rzucił mi się na plecy.
- Deidara
jesteś, chciałem…- Usłyszałem i w progu zobaczyłem Hidana, który gapił się na
nas z niedowierzaniem – Sorry, pomyliłem pokoje.
- Hidan,
poczekaj! – Wyszarpałem sięTobiemu i pobiegłem w kierunku swojego kumpla.
Dogoniłem go dopiero w przedpokoju, gdzie zarzucał płaszcz.
- Ty, co to
było tam u Sasoriego? – Rzucił z uśmiechem, gdy zobaczył, że za nim leciałem.
- Nic,
pocieszałem go – Mruknąłem.
- Zrobiłeś
już to, o co cię prosiłem? – Zapytał wprost.
- Ee, to
może najpierw wyjdziemy, co? – Zaproponowałem.
Wyszliśmy.
***
Postanowiliśmy
oddalić się po za wioskę, tam przysiedliśmy na jakiś kamieniach pośród drzew.
Odetchnąłem.
Pogoda, jaką dziś mamy jest cudowna! Nie mogę doczekać się lata.
- A więc? –
Niecierpliwił się Jashinista – Czego się dowiedziałeś?
- Eh… - Moje
samopoczucie drastycznie spadło, postanowiłem jednak wyjawić wszystko prosto z
mostu – No, cóż, to… Nic z tego. Ona cię nie lubi. Nie chciała uwierzyć, że
jesteś miły… To znaczy, powiedziała, że ją irytujesz, ale ja to odbieram tak,
że cię nie lubi.
- Ach, cała
Konan – Westchnął rozanielony siwowłosy – Taka niedostępna… Ale powiedz, nie
zauważyłeś przypadkiem jakichś oznak sympatii do mnie?
- Nie,
żadnych – Odrzekłem – Pogódź się ze stratą, dobrze ci radzę.
- A w życiu!
– Parsknął fioletowooki – Teraz pragnę jej jeszcze bardziej! Zobaczysz, kiedyś
ją zdobędę!
Westchnąłem,
zmęczony jego uporem. No cóż, jak chce.
- To, co wracamy
do wioski? – Zapytałem, wstając na równe nogi.
- Jaaasne –
Mruknął mój towarzysz.
Poszliśmy,
dyskutując jeszcze o całej tej sytuacji oraz fakcie, że żeby porozmawiać
wybraliśmy tak dalekie miejsce. To było śmieszne, tym bardziej, że wiadomość
była krótka.
Po jakiś
czasie dotarliśmy do wioski. Zanim jednak do niej weszliśmy, obowiązkowo
wylegitymowaliśmy się u strażników i dopiero wkroczyliśmy w teren… I w tym
momencie zdębieliśmy.
Na środku
ulicy stały dwie dziewczyny. Jedna miała czarne, proste długie włosy zwinięte w
niedbały kok, oraz brązowe oczy. Ubrana była w czarny t-shirt oraz krótkie
Jeansy . Na nogach czarne trampki. Druga zaś miała złote oczy, długie blond,
falowane włosy i odziana była w koszulkę bez ramiączek koloru zielonego w białe
kropki, krótkie, dresowe spodenki oraz czarne klapki.
I wszystko
byłoby ok – ot, dwie ładne dziewczyny, gdyby nie jeden dziwaczny fakt… One się
obściskiwały! :O Tak! Obściskiwały się… A raczej brunetka próbowała obściskiwać
się z blondynką, która nie do końca była chętna, a raczej speszona całą tą
sytuacją, gdy jej „koleżanka” wciskała jej kolano pomiędzy nogi i całowała ją w
szyję, nie przejmując się, że ktoś to zobaczy.
Widząc to,
opadła mi szczęka prawie do samej podłogi. Za to Hidan poweselał.
- No, no, no…
- Zagwizdał – Tylko weszliśmy i już takie erotyczne widoki nas witają!
- Co one…
wyprawiają? – Wydukałem.
- Sprawdźmy
– Mruknął siwowłosy i ku mojemu zaskoczeniu, poszedł śmiało w kierunku
dziewczyn. Pobiegłem za nim. Stanęliśmy centralnie przed nimi – Przepraszam,
możemy się przyłączyć?
- Jasne,
możecie się razem całować obok, nie ma problemu – Zwróciła się do niego
ciemnowłosa z szerokim uśmiechem.
Na to
oświadczenie obaj parsknęliśmy śmiechem.
- Nie, nie!
My nie jesteśmy razem! – Śmiał się dalej jashinista.
- Hmmm…
Akatsuki? – Zapytała ta sama dziewczyna, podczas gdy jej towarzyszka pozostała
w milczeniu, patrząc w bok. Przypuszczam, że wstydziła się za to, co właśnie
się wydarzyło. Albo się nas bała – Też bym tam chciała należeć!
- Sun Jing!**
- Usłyszeliśmy i obróciliśmy głowy. W naszą stronę szedł lider. Przeszły mnie
ciarki. No, to koniec, pewnie je opieprzy za homose…
- Ile razy
mówiłem ci, byś nie robiła z Qiu Tong*** TAKICH rzeczy w miejscu
publicznym? – Zapytał zniecierpliwiony, a mnie znów prawie opadła szczęka. Co
ma znaczyć to „ile razy”?! Czy on… Toleruje takie związki?
- Ach… Pain,
Pain, Pain… ~ - Westchnęła beztrosko dziewczyna, co już totalnie mnie zwaliło z
nóg. Popatrzyliśmy po sobie z Hidanem. KIM ona jest, by zwracać się do naszego
dowódcy po imieniu?! – Ty naprawdę potrzebujesz kiedyś wyjść z nami na piwko!
- Wiesz, że
to niemożliwe – Rudy uśmiechnął się krzywo – Co z twoim raportem z misji?
- Oddałam go
Konan – Oznajmiła wesoło Sun Jing – Teraz próbuję wyciągnąć Qiu Tong na imprezkę
~
- Nie chcę
nigdzie iść ;_; - Jęknęła blondynka – Pain, powiedz jej coś!
- Ach, wy
się nigdy nie zmienicie – Zachichotał (!) kolczykowany – Aż mam poważne
wątpliwości, czy dawać ci płaszcz, Sun Jing.
- Och, jak
miło, będzie mi w nim do twarzy! – Pisnęła jego rozmówczyni.
- Halo!
Kurwa! Stop! – Krzyknął nagle siwowłosy. Cała trójka spojrzała na niego, ja
również – O co tu chodzi? Kim są te dziewczyny, liderze?
- Oj, gdzie
moje maniery! – Czarnowłosa puknęła się pięścią w czoło, by następnie wystawić
ją w kierunku – Siemka, jestem Sun Jing! A to moja dziewczyna, Qiu Tong! Miło
poznać!
- Cześć wam
– Szepnęła Qiu Tong. Chyba jest nieśmiała.
- Ja jestem
Hidan, a ten grzyb tutaj to Deidara – Mój kumpel uścisnął jej dłoń, wskazując
na mnie kciukiem u drugiej ręki – Nigdy was tu wcześniej nie widziałem.
- To wspólne
przyjaciółki moje i Konan – Oświadczył nagle lider – Przychodzą zwykle bardzo
by rano się z nami zobaczyć . Normalne więc, że ich nie widzieliście, skoro
śpicie do dziesiątej jedenastej – Spiorunował nas wzrokiem – Ale dobrze…
Zostawię was. Zapoznajcie się jak chcecie.
Oddalił się.
- Macie
trochę niecodzienną urodę… Z twarzy – Zauważył nagle mój przyjaciel,
przyglądając się bacznie dziewczyną – Jesteście cudzoziemkami?
- Tak, obie
jesteśmy Chinkami – Odezwała się tym razem Qiu Tong – Ale zawsze mieszkałyśmy
tutaj, w Deszczu. Uwielbiam to miejsce!
„Ja chyba
również zacznę” pomyślałem. Perspektywa innych znajomych niż wśród ludzi
Akatsuki wydawała mi się ekscytująca.
- Masz
trudne do wypowiedzenia imię - Powiedziałem do jasnowłosej.
- Tak, wiem
– Nadęła się złotooka – I tylko Pain z Konan umieją je wymówić, reszta waszych
kolegów… to porażka, delikatnie mówiąc.
- Ech,
wybacz, jeśli i ja będę kaleczył twoje imię – Zasmuciłem się.
- Ej! –
Usłyszeliśmy i wszyscy się obróciliśmy. W naszą stronę szli Kisame z Itachim (w
końcu się chyba pogodzili).
Przez chwilę
wszyscy na nich patrzyliśmy, aż nie podeszli do nas na tyle blisko by móc
rozmawiać bez krzyku. Niebieskoskóry patrzył na obie panie z nieukrywanym
zadowoleniem, Czarnowłosy również się lekko uśmiechał, co mnie dość mocno
zaskoczyło. Coś czuję, że dziś zejdę na zawał od tych zwrotów akcji ;_;
- Hej,
blondyna… - Zachichotał Hoshigaki – Zrobić ci syna?
W tym
momencie owa „blondyna” aż poczerwieniała z oburzenia, jej partnerka życiowa
zaś, podwinęła bardziej rękawki. Jednak to ta pierwsza podeszła do rekina i….
przywaliła mu z liścia w twarz.
- Zboczeniec
– Syknęła dziewczyna, przenosząc nagle wzrok na Uchihę, który najwidoczniej się
troszeczkę speszył.
- Ee… Cześć…
Qiu Tog… - Wymamrotał, przy okazji źle wymawiając jej imię, co ją jeszcze
bardziej rozjuszyło.
- Ile razy
mam ci powtarzać, że robisz błąd?! – Opieprzyła go – QIU! TONG! Naucz się
wreszcie!
-
Przepraszam… - Skulił się chłopak.
- PFFFF…. –
Parsknąłem, zatykając usta dłonią, przy czym wbiłem wzrok w jakiś budynek, by
nie spotkać się z jego spojrzeniem. Boże, jaki polew xD
- Ah, Sun
Jin… - Odezwał się znowu Kisame, rozmasowując obolały policzek – To kiedy się
ze mną umówisz?
- Spieprzaj
– Mruknęła czarnowłosa, obejmując od tyłu swoją sympatię. Były mistrz miecza
był wyraźnie niezadowolony z tego powodu.
- W takim
razie idę od was – Obraził się i odwrócił na pięcie – Itachi! Poinformuj mnie,
jak wrócisz!
I odszedł.
Cała pozostała trójka chłopaków (w tym ja) popatrzyła ze zmieszaniem na obie
dziewczyny.
- To, co,
chłopaki, imprezka zapoznawcza w klubie? – Zaproponowała nagle Sun Jing – My i
Hidan z Deidarą?
- Pewnie –
Zgodził się od razu siwowłosy.
-
Jasne - Dorzuciłem swoje.
- Idę z wami
– Oznajmił znienacka Itachi.
***
Zanim jednak
poszliśmy do tego klubu, wszyscy zgodnie ustalili, że pierw trzeba się przebrać
i wziąć przy okazji jakieś okrycie. Wieczorem może być chłodniej. Aczkolwiek
powitał nas już kwiecień i słońce coraz mocniej zaczęło przygrzewać, zaś
wieczory nie są już takie chłodne. Mimo to… Ostrożności nigdy za wiele, co nie?
Postanowiłem
więc ubrać normalne, szare dżinsy i niebieski bezrękawnik. Na to skurzana
czarna kurtka. W końcu pomimo tego, co powiedziałem wyżej, to prócz przeziębienia,
nie mam zamiaru się też ugotować.
Skompletowałem
sobie to, co chciałem założyć, wziąłem szybki prysznic, psiknąłem się perfumami
i zszedłem na dół, by udać się w stronę kuchni, gdzie mieli czekać
pozostali.
Gdy tak
przemierzałem korytarz, rozmyślałem o tym, co się jeszcze niedawno stało.
Itachi… Idzie z nami? Nigdy bym nie pomyślał, że to się tak skończy… Już
prędzej bym widział w tej roli Kakuzu albo Kisame, serio.
Wkroczyłem
do pomieszczenia, do którego chciałem się udać. Tam zastałem jak zwykle Kakuzu,
zajętego tym razem nie przeliczaniem pieniędzy, a czytaniem książki, jakiej
nigdy w życiu nie widziałem. Zresztą… Nie pamiętam, żebym jakikolwiek tytuł
przez niego czytany kojarzył. On sam mi kiedyś zdradził, że lubi stare dzieła
literackie, bądź te naprawdę rzadkie.
Rozejrzałem
się po pomieszczeniu. Przy parapecie powitał mnie widok opartego o ścianę
Uchihy, który popijał mleko. Na sobie miał zwykły, czarny t-shirt z
krótkim rękawkiem oraz czarne jeansy.
Natomiast
nigdzie nie widziałem Hidana. Czyżby – mimo swojej sympatii do Konan –
zdecydował się zaprosić na imprezę inną dziewczynę? Hm, jeśli myśli, że w ten
sposób zdobędzie niebieskowłosą, to raczej mu współczuje. Kobieta nie będzie
zazdrosna ani trochę.
O, o wilku
mowa. Właśnie weszła do kuchni.
- Wybieracie
się gdzieś? – Zapytała, patrząc na mnie i na Uchihę.
- Tak,
idziemy na dyskotekę razem z Hidanem i takimi dziewczynami, które niedawno
poznaliśmy – Wyjaśniłem – A raczej… Dopiero poznamy.
- A, to
pewnie mówicie o Sun Jing i Qiu Tong – Mruknęła anielica – W takim razie nie
będziecie się nudzić.
- Eh,
powodzenia z tymi wariatkami – Machnął ręką skarbnik – Skoro z nimi idziecie,
wiedzcie, że zaliczycie zgon. A ja po was nie pójdę.
- Raczej bym
na to nie liczył – Uśmiechnąłem się krzywo.
- Czyżbyś
nie chciał po nich pójść, bo nie lubisz par homoseksualnych, w których
towarzystwie będą nasi koledzy? – Zapytała niewinnie brązowooka.
- Mniej
więcej – Przytaknął kasiarz – W przeciwieństwie do was, jestem z innej epoki. Z
czasów, w których takich rzeczy nie tolerowano i nie było to uważane za
normalne, także nie miejcie pretensji, że jestem uprzedzony.
Przyznam, że
gdy to usłyszałem, to zrobiło mi się smutno. Eh, mimo, że lubię Kakuzu, to już
na pewno wiem, że nie może on ABSOLUTNIE wiedzieć o moim sekrecie.
- Och… -
Konan przechyliła głowę w bok – To w takim razie pewnie nie poprzesz mojej
pasji z czytania mang YAOI?
W tym
momencie dostałem ataku kaszlu, zaś Itachi zakrztusił się mlekiem. Że… CO?! ;_;
- Ee, chyba
nie chcę nawet wiedzieć co to jest – Wymamrotał bankier, patrząc na nas z
niepokojem.
- To komiks
o gejach! – Oznajmiła niebiesko włosa, kompletnie ignorując naszą reakcje – I
zwykle ich opowieść zaczyna się od…
- Dość –
Przerwał jej zielonooki – Konan, lubię cię… Wiec proszę, nie zepsuj tego. To
nie na moje nerwy słuchać o czymś takim.
- Pff, jak
chcesz – Prychnęła kobieta, by spojrzeć na mnie z nieodgadnionym uśmiechem, po
czym usiadła przy stole.
Wtedy też do
kuchni wkroczył bardzo wyperfumowany spóźnialski. Miał na sobie brązowy t-shirt
z krótkimi rękawkami, oraz czarne spodnie. Na jego szyi zaś wisiał ulubiony
wisior z okręgiem wpisanym w trójkąt.
- Ooo, a
kogoż to moje oczy widzą? – Zachwycił się, gdy zobaczył naszą liderkę.
- Oesu…-
Anielica wywróciła oczami – Daruj sobie, chociaż ten jeden raz…
- Jakbym
mógł zostawić tak piękną panią w spokoju? – Jashinista opar się o stół w taki
sposób, by być jak najbliżej niebieskowłosej, na co ta się skrzywiła. I ja
również.
Kurde, mój
kumpel jest idiotą. Najpierw prosi mnie o zachowanie tajemnicy o tym jaki to
nie jest zakochany, a sam się z tym obnosi. Chyba nie pojmuję jego logiki…
- Dobra,
Hidan… Chodźmy już – Stęknąłem.
- Oj, chyba
nam się aż tak nie spieszy? – Zamruczał, próbując objąć swoją nieodwzajemnioną
miłość, ta jednak twardo odpychała od siebie jego dłonie. Nagle zobaczyłem
Kisame, który jak gdyby nigdy nic również wypełnił wnętrze swą osobą tylko po
to, by dopaść lodówkę.
- Hidan, daj
jej spokój – Nakazał swojemu partnerowi Kakuzu – Przecież wiesz, że Konan jest
zajęta przez lide…
- Ludzie! Co
wy wszyscy macie z tym Painem?! – Wkurzyła się nasza niewiasta – Zrozumcie w
końcu, że nasza dwójka TO NIE PARA ZAKOCHANYCH!
- Nie? –
Skarbnik wytrzeszczył z niedowierzaniem oczy.
-
Oczywiście! – Warknęła anielica. Chyba pierwszy raz widzę ją tak zirytowaną… No
i ogólnie pierwszy raz widzę, jak się na serio denerwuje. A dzisiejsza scena
jak czytała książkę się nie liczy.
- Te, ryba!
– Zawołał kasiarz w stronę Hishigakiego – Wyskakuj z trzech tysięcy yenów!****
- Że jak? –
Obrócił się niebiesko skóry – O czym mówisz?
- Hidan, bo
ci strzelę – Mruknęła w tym czasie brązowooka.
- Nie udawaj
idioty! – Wykłócał się bankier – Wisisz mi trzy koła za nasz zakład! Mówiłem,
że nie są razem!
- Ja
pierdolę… - Westchnął rekin, kładąc niedbale banknoty na stół, przy czym
przysunął je w stronę Kakiego, na co tamten skrupulatnie zaczął je przeliczać.
- AA! KURWA
MAĆ! – Usłyszeliśmy nagle głuchy huk. Odwróciłem się w stronę hałasu. Na
podłodze leżał Hidan, zaś nad nim stała rozwścieczona Konan, trzymając w rękach
krzesło, na którym on sam wcześniej siedział.
- Czy teraz
wyraziłam się jasno?! – Wrzasnęła kobieta, po czym cisnęła siedziskiem o
wspomnianej wcześniej podłodze, cudem nie trafiając w kulącego się gwałtownie
siwowłosego. Gdy to zrobiła, obróciła się na pięcie i zwyczajnie wyszła z
pomieszczenia.
Patrzyliśmy
na nią z wybałuszonymi oczami, nie odzywając się przez dłuższą chwilę.
- To było
świetne – Stęknął w końcu Kakuzu.
- Wściekła
kobieta to zło – Skomentował również dotąd milczący Itachi.
- Czy ona ma
okres? – Pisnął jashinista. Wszyscy zwrócili na niego wzrok.
-
Niekoniecznie, ale gdybym był kobietą zachowałbym się tak jak ona – Stwierdził
skarbnik, następnie przeniósł spojrzenie na zegar – Chyba powinniście już
wychodzić. Zaraz dwudziesta druga.
- Racja –
Przyznałem – Chodźcie, chłopaki. Dziewczyny pewnie już czekają.
Moi
towarzysze posłusznie oderwali się od ściany oraz wstali z posadzki, by pójść
za mną w stronę przedpokoju.
Tam
natknęliśmy się na jakby czekającego na nas Sasoriego, który grobowo oświadczył:
- Połamania
nóg.
Zrobiłem
zrozpaczoną minę, gdyż sam nie wiedziałem, czy żartuje, czy mówi serio.
***
W końcu
byliśmy już w klubie. A raczej przed, bo pogoda była na tyle świetna, że można
było siedzieć na zewnątrz, gdzie również była lada z alkoholami. I zarówno tu,
jak i w środku dało się słyszeć piosenkę Maaron 5 pt. „Animals”.
Muszę
przyznać, że cała nasza trójka chłopaków musiała wyglądać dość dziwacznie i
zaczynam czuć, że Akatsuki nieźle wpłynęło na to, byśmy byli jednolici,
albowiem zarówno ja jak i chłopaki mieliśmy na sobie skórzane kurtki w kolorze
czarnym. A na stopach czarne glany. Zresztą, nie tylko my.
Sun Jin
postanowiła również taką ubrać. Na sobie miała czarny T-shirt z logo jakiegoś
nieznanego mi (pewnie chińskiego) zespołu rockowego, długie (tym bazem),
ciemnoszare, wytarte na kolanach jeansy i pomarańczowo-fioletową bransoletkę na
nadgarstku. Buty miała takie same jak my (nie zdziwiłbym się, gdyby były
męskie) Jedynie Qiu Tong wyróżniała się na tle naszego towarzystwa. Ona postanowiła
ubrać białą, koronkową sukienkę, bransoletkę z kwiatkiem oraz białe baletki.
Patrząc na
obie dziewczyny zdałem sobie sprawę, że razem z Itachim znaleźliśmy swoje
damskie sobowtóry. Jedyne, co nas od nich wyróżniało, to prócz płci brunetka
jest dużo głośniejsza i wygadana niż Uchiha, zaś w przeciwieństwie do
blondynki, ja nie jestem taki delikatny jak ona. Właściwie wcale taki nie
jestem. Największym naszym zaś podobieństwem do tejże pary jest fakt, że
ciemnowłosa jest stroną aktywną, zaś jasnowłosa – bierną. No ale nawet tu
pojawia się pewno ALE. Albowiem do różnic zaliczam również zamianę wieku tych
stron. U dziewczyn dominuje ta młodsza, u nas ten starszy.
Całą piątką
postanowiliśmy usiąść blisko baru, gdzie jakimś cudem znaleźliśmy wolne
miejsca. Jak to w klubie, było bardzo głośno i ledwie dało się spokojnie
rozmawiać, dlatego też plusem było siedzenie po za klubem. Tu przynajmniej
można spokojnie porozmawiać. Minus zaś jest taki, że czuć unoszący się zapach
dymu papierosowego. Aczkolwiek w tych okolicznościach mi nie przeszkadzał.
Lubię, gdy ludzie palą na zewnątrz w ciepłe wieczory. Wtedy ta woń jest jakby…
przyjemniejsza. Przynajmniej w moim odczuciu.
- Ale tu
ekstra - zachwycała się Sun Jing, rozglądając się wokół – Deszcz to jednak się
chowa przy innych wioskach pod względem rozrywkowym.
- To prawda
– Przyznał siwowłosy, po czym westchnął – Szkoda, że Konan nie dała się
zaprosić…
- Nie martw
się, kiedyś ci się uda – Qiu Tong położyła mu swoją malutką dłoń na ramieniu –
Wierzę w ciebie!
- A ja nie –
Parsknął Itachi, wieszając swoją kurtkę na oparcie stołka, na którym usiadł – I
nie wiem, co ci odbiło, by w ogóle chcieć ją poderwać.
- Nie twój
zasrany interes – Odwarknął mu jashinista.
- Ej,
ludzie, spokojnie. Przyszliśmy się tu bawić – Odezwałem się, po czym spojrzałem
na swojego kumpla, starając się na próżno ukryć głupkowaty uśmiech – Też ci
kibicuję, Hidanku!
- Ja też,
więc bierz ją tygrysie! – Powiedziała słodko brunetka.
- Pieprzcie
się! – Hidan machnął ręką – Możecie się nabijać i sobie nie wierzyć, ale kiedyś
ją zdobędę! I zobaczymy, jakie będziecie mieć miny, gdy mi się to uda!
- Z takim
podejściem i taktyką… – Mruknął czarnowłosy – Chętnie to zobaczę.
- Ale ja
naprawdę w ciebie wierzę! – Zarzekła się blondynka – Słowo!
- No, jedyna
normalna! – Zawołał fioletowooki, klepiąc dziewczynę po głowie – Nie to co wy!
Banda kretynów.
- Tia… - Sun
Jing wykrzywiła ironicznie usta, opierając się łokciem o blat baru, po czym
podniosła głos – Barman! Proszę piwo z sokiem imbirowym!
- A
osiemnaście lat skończone? – Zapytał grubo po czterdziestce facio z kozią
bródką, marszcząc brwi.
- Skoro
wpuścili mnie do klubu, to chyba jasne? – Zapytała celnie dziewczyna. Widząc
jednak, że koleś nie zamierza odpuścić, westchnęła i wyjęła z torebki portfel,
z którego nonszalancko wyciągnęła dowód osobisty.
Typ szybko
odczytał co chciał po czym kiwnął krótko głową i zabrał się za realizację
zamówienia.
- Piwo z
sokiem imbirowym? – Spojrzałem z zaciekawieniem na ciemnowłosą – Nie słyszałem
o takiej mieszance.
- Zajebista,
polecam – Wyszczerzyła się.
- Dla mnie
to samo! – Zawołałem. Mężczyzna tym razem uniósł brwi, patrząc na mnie
znacząco.
Sapnąłem
krótko, otwierając saszetkę zawieszoną na biodrze, by wyciągnąć z niej
swój dowód, by następnie podstawić go kolesiowi pod nos.
- Piña
Colada! – Usłyszałem za sobą i obróciłem głowę, widząc Qiu Tong wystawiającą
swoją kartę tożsamości. Wszyscy równocześnie wybuchliśmy na to śmiechem, nawet
ten barman.
W końcu
każdemu udało się dostać kto co chciał. Razem z Sun Jing mieliśmy swoje piwa z
sokiem imbirowym (które nawiasem mówiąc było serio świetne z tym dodatkiem),
blondynka cieszyła cię swoją Piña Coladą, siwowłosy postanowił uraczyć się
whisky z lodem, zaś Uchiha wpadł na pomysł wódki z energetykiem. O dziwo,
ostatnią dwójkę nikt nie chciał pytać o dowód. No tak, w końcu nawet wyglądają
na starszych, nie to co ja i dziewczyny. To smutne ;_;
- Jak już
zamawiałaś drink, to czemu nie wybrałaś Sex On The Beach? – Czarnowłosa
szturchnęła swoją partnerką w bok.
- To
koktajl, nie drink – Mruknęła złotooka, cisnąc zawstydzone spojrzenie w bok,
przy czym mieszała nerwowo słomką w swoim trunku.
- A jak to
smakuje? – Chciał wiedzieć jashinista.
- Co, Sex On
The Beach? – Zapytała Sun Jing.
- Też, ale
głównie interesuje mnie ten koktajl – Stwierdził Hidan.
- Kokosowy,
ale czuć w nim też ananas i rum – Uśmiechnęła się jasnowłosa.
- Daj
spróbować! – Zawołał fioletowooki, zadowolony.
- Najpierw
ja! – Prześcignęła go brązowooka.
- W takim
razie próbuję twojego piwa, Sun – Poinformował ją siwowłosy, biorąc do ręki jej
szklankę.
Nagle
ujrzałem jak Itachi podstawia mi pod nos swoją.
- Chcesz
spróbować? – Zapytał. Poczerwieniałem.
- Zgoda –
Skinąłem głową, biorąc trunek, równocześnie dając mu swój. Spróbowałem, nawet,
nawet, tylko daje dużego kopa. Poczułem nawet, jak przez chwilę boli mnie serce
;_; No i bolało jeszcze bardziej, jak zobaczyłem, że czarnowłosy biorąc z
powrotem swój drink, przy czym dotknął ustami dokładnie ten brzeg, którego ja
wcześniej dotykałem. Nie obyło się też bez bezczelnego patrzenia mi w oczy, gdy
to robił. Kurwa, musi akurat teraz zaczynać te swoje gierki?!
Oczywiście
doszło do tego, że praktycznie każdy spróbował od każdego tego, co kto miał,
dzieląc się przy tym swoją opinią, dopiero później wszyscy dostali swoje własne
szklanki.
- W takim
razie proponuję wznieść toast za nową znajomość! xD – Zaproponował jashinista.
Wznieśliśmy, po czym wraz z Hidanem zrobiliśmy z dziewczynami tak zwane
„haczyki” z rąk i wypiliśmy z każdą z nich. Itachi pierw nie chciał, twierdząc,
że już je zna, a taka forma picia jest przecież dla ludzi sobie obcych, ale
wtedy Sun Jing wytknęła mu, że nigdy razem nie pili, dlatego również się
przyłączył.
- Jak dobrze
w końcu wyrwać się z tej dziury, Deszczu i w końcu oddychać świeżym powietrzem
~ - Westchnąłem błogo.
- Ja tam
lubię tę wioskę – Żachnęła się Qiu Tong – Jest fajna. No i można pochlapać się
w deszczu! ~
- Tylko ty
to lubisz – Wytknęła jej sympatia – Ja osobiście nie trawię tego, gdy pada. Ale
trawię Akatsuki, chcę do was dołączyć!
- Byłoby
miło – Przyznałem.
- Kurde, jak
tak na was wszystkich patrzę – Zabrał głos Hidan – To nie mogę wyjść z
wrażenia, że jestem piątym kołem u wozu.
- Czemu? –
Blondynka zrobiła wielkie oczy.
Jashinista
uśmiechnął się przebiegle, zerkając na mnie ukradkiem.
- Bo siedzę
tu SAM Z DWIEMA HOMO PARAMI! – Walnął w stół swoją szklanką. Itachi się
zakrztusił (już chyba drugi raz tego dnia) swoim drinkiem, ja o mały włos też.
- Jakimi
homo parami? – Zapytał niewinnie Uchiha.
- Nie
udawaj, że nie wiesz o co chodzi – Siwowłosy skrzyżował ręce na piersi,
szczerząc zęby w zadowoleniu.
- O cholera
– Sun Jing przyłożyła dłoń do ust, patrząc to na mnie, to na mojego „kochanka”
– To wy jesteście razem?
-
Wiedziałam! – Krzyknęła Qiu Tong, aż podskoczyłem.
- Ekhem,
tak, tylko wiecie… - Objąłem dłonią tył karku – To sekret, nie mówcie nikomu.
- Mhm, czyli
mu powiedziałeś? – Czarnowłosy spojrzał na mnie z niezadowoleniem, podpierając
podbródek dłonią – Ze WSZYSTKIEGO mu się spowiadasz?
- Ee,
szczegółów nie chcę wiedzieć – Zapewnił go mój kumpel.
- Wybacz,
Itachi, nie mogłem z tym sam zostać – Powiedziałem skruszony.
- Wiem tylko
ja… No i teraz one – Jashinista spojrzał na dziewczyny.
- Ja nic nie
powiem! – Obiecała brunetka – Nie chcę, żeby was wywalili z organizacji.
- Ja też
nie! Też będę milczeć! – Dołączyła się blondynka.
- Okej –
Mruknął mój partner, dlaej się dąsając. Tym razem jednak już trochę mniej.
- Eee… Jak
się poznałyście? – Hidan postanowił szybko zmienić temat, zwróciwszy się do
naszych nowych koleżanek.
- Wcześniej
się mijałyśmy w okolicy – Powiedziała brązowooka – A że bardzo mi się spodobała
to postanowiłam zagadać…
- Gapiąc się
na mnie bez słowa przez kilka sekund, po czym odeszła – Weszła jej w słowo
złotooka – I tak było parę razy pod rząd. W końcu moja koleżanka poleciła mi,
bym jej unikała, bo prawdopodobnie uciekła z psychiatryka. To i ja zaczęłam
uciekać, jak tylko ją potem widziałam.*****
- Ej!
Wstydziłam się, ok?! – Żachnęła się Sun Jing – Przez tę twoją koleżankę
musiałam ci w biegu się przedstawiać! Zatrzymałaś się dopiero wtedy, gdy darłam
się że mam dobre oceny i że przepraszam jeśli cię wystraszyłam. Chyba cała
wioska mnie słyszała!
- Serio?!
Jaka beka! xD – Siwowłosy zaczął się śmiać, również nie wytrzymałem i zacząłem
chichotać.
- No to
nieźle – Przyznałem ubawiony.
- A wy obaj
jak się poznaliście? – Zainteresowała się Qiu Tong.
Na to
pytanie skrzywiłem się, zaś w głowie zrodził się obraz sharingana, którego
wciąż nienawidzę. Na samą myśl o nim, spochmurniałem.
Uchiha
chrząknął z zakłopotaniem.
- To… Skomplikowane
– Stwierdził.
- Czemu? –
Blondynka była coraz bardziej zaciekawiona.
- Powiem
tak… - Czarnowłosy zastukał nerwowo o blat stołu – Razem z Kisame i Sasorim
mieliśmy za zadanie, by ofiarować temu tu pracę w naszej organizacji –
Skinął na mnie głową – Ale że nie był tym zainteresowany, to musieliśmy go…
przymusić. W wielkim skrócie: walczyliśmy. To chyba jedyna osoba w Akatsuki,
która tak się stawiała.
- Ale ty
jesteś głupi, blondasie – Brązowooka spojrzała na mnie z niedowierzaniem –
Jakby do mnie przyszła taka propozycja, to bym weszła w to od razu.
- No przykro
mi – Wymamrotałem niechętnie.
- Nie mówmy
już o tym – Zaproponował Itachi w taki sposób, jakby starał się mnie ugłaskać,
co bardzo mnie zdziwiło. Zwykle ma gdzieś, gdy się denerwuję.
Nagle coś do
mnie dotarło. Wcześniej mój drogi kumpel wspomniał coś o tym, że jest piątym
kołem u wozu, bo towarzyszą mu dwie pary… Czy w takim razie to spotkanie jest
nie tylko wyjściem grupowym, ale i… Randką? Wyszczerzyłem oczy, patrząc w
środek swojej szklanki, w której już trochę piwa ubyło. No ładnie. Pierwsza
randka a ja mam z nim seks już zaliczony. Chyba się zacznę za siebie wstydzić.
Ale… czy to właśnie dlatego właściciel sharingana jest dla mnie taki… miły?
- …No tak,
masz rację. EJ! Pijmy lepiej szybciej to alko – Rzucił nagle Hidan, co wyrwało
mnie z zamyślenia. Eh, gadali o czymś, a ja tak się zamyśliłem, że nie wiem o
czym.
-
Zastanawiam się, czy zostać przy tym koktajlu, czy jako następne zamówić mojito
– Mruknęła Qiu Tong.
- Ee,
przepraszam, a o czym wcześniej mówiliście? – Wtrąciłem.
- O tym,
żeby znaleźć mi tu jakąś pannę – Odrzekł siwowłosy, po czym zwrócił się do
blondynki – Mojito? A jak ci ktoś wrzuci pigułkę gwałtu to będzie mogwałto? xD
Na ten tekst
wszyscy ryknęliśmy śmiechem. Tak, to chyba pierwszy raz jak widziałem
śmiejącego się z żartu jashinisty, mojego partnera.
- Ej,
barman! – Zawołała Sun Jing w stronę wydającego nam wcześniej alkohol faceta –
Prosimy mogwałto!
Znów
zaczęliśmy się chichrać, zaś mężczyzna pokręcił głową z lekkim rozbawieniem na
twarzy. No tak, młodzi, lekko podchmieleni ludzie potrafią rozśmieszyć.
Rozmowa
kleiła się w najlepsze, zaczęliśmy zamawiać shoty w postaci mogwa… mojito i
kamikaze. Wszyscy, z wyjątkiem blondynki, która zdecydowała się zostać przy
jednym rodzaju alkoholu, twierdząc, że woli nie mieszać.
Było fajnie,
ale zawsze coś się musi kiedyś spieprzyć. Nawet najlepsze posiedzenie.
Byliśmy już
wystarczająco podpici, by wyjść na parkiet. Oczywiście z Itachim zdecydowałem
się nie tańczyć, no bo jak by to wyglądało? Wziąłem pod rękę brunetkę, zaś
siwowłosy postanowił zaprosić blondynkę. Uchiha w tym czasie spokojnie czekał
przy stoliku na swoją kolei, aż zwolnimy mu partnerkę do tańca.
Piosenka
leciała ta sama, co pisałem wcześniej (widocznie DJ bardzo ją lubi, albo go
ktoś poprosił by zapuścić znowu), zaś my wygłupialiśmy się na środku wcześniej
wspomnianego parkietu. Nie przytulaliśmy się z między sobą ani nic. No, może
parę razy się zdarzyło objąć, w końcu to normalne w tańcu, jednak nie było w
tym nic romantycznego. Nie patrzyliśmy na siebie kokietująco ani nie
flirtowaliśmy. W końcu dziewczyny są parą, ja mam Itachiego, a Hidan
lgnie do Konan. Ot, koleżeńskie wygłupy.
I w czasie
tychże wygłupów musiała pogorszyć się sytuacja. Siwowłosy właśnie obracał się z
Qiu Tong na prawo i lewo, aż ta nie zawinęła się niechcąco o jego nogi i nie
potknęła, ten jednak miał refleks i szybko ją złapał, przytrzymując jej pleców,
co zmusiło dziewczynę do szybkiego objęcia go za szyję.
Na ten wzrok
oboje wybuchli śmiechem. I w tym momencie dobiegł mnie znajomy głos:
- Hidan? –
Obróciłem się i osłupiałem. Przed sobą ujrzałem Nadię, w towarzystwie dwóch
koleżanek.
Ubrana była
w białą koszulę z kokardą, czerwoną spódniczkę w czarną kratę, czarne rajstopy
i szpilki. Na uszach zaś zawieszone kolczyki w kształcie kół.
Jej
towarzyszki były ubrane trochę cieplej, co dość mnie zdziwiło (jedna,
prawdopodobnie najstarsza z całej trójki, w wyblakłych, brązowych włosach miała
na sobie futro, druga, ścięta "na chłopaka" z najjaśniejszym odcieniem
włosów - szalik i długą marynarkę), jednak nie tak bardzo, jak sama obecność
mojej w miarę długoletniej przyjaciółki.
- Nadia? –
Zdziwił się jashinista, powoli stawiając swoją towarzyszkę tańca na nogi,
spochmurniał – Co ty tu robisz?
- To samo
mogłabym zapytać ciebie – Warknęła, po czym przeniosła zabójczy wzrok na
blondynkę – Co to za zdzira?!
- Co?! –
Przestraszyła się złotooka.
- Hej! –
Krzyknęła na brązowowłosą Sun Jing, podchodząc stanowczym krokiem do swojej
sympatii, przy czym ścisnęła jej dłoń – Nie pozwalaj sobie, jasne!? Nikt ci nie
dał prawa jej obrażać!
- To po
cholerę dotyka mojego faceta w TAKI sposób?! – Wrzasnęła na nią ex mojego
kumpla – On jest MÓJ!
- Jakiego
„twojego”?! Co za „mój?! Weź się ogarnij, dziewczyno! – Upomniał ją zirytowany
fioletowooki – Zerwałem z tobą miesiąc temu! Nie pamiętasz?!
- Poprzez
Deidarę?! Bardzo dojrzałe! – Syknęła Nadia – Czemu nie mogłeś powiedzieć mi
tego w oczy?!
- Nie i nie
będę ci się spowiadać dlaczego – Uznał siwowłosy i już miał się odwrócić i iść
w kierunku naszego stolika, gdy jego wcześniejsza sympatia wrzasnęła:
- Czekaj!
Nie idź! Ja…! –Tu postanowiłem ją zatrzymać, łapiąc za rękę. Spojrzała na mnie
tak, jakby właśnie mnie zobaczyła po raz pierwszy.
- Zostaw go
– Powiedziałem spokojnie – To już skończone, Nadia, zrozum to.
- Ale czemu,
do jasnej cholery?! – Dziewczyna próbowała wyszarpać się z mojego uścisku, na
próżno, bo mocno trzymałem – I co tu właściwie robisz?! – Nagle ją olśniło –
Eh… Wiesz co? Mam to gdzieś, idziesz z nami, zostawmy ich.
- Co? –
Wytrzeszczyłem oczy – Ale… Nie mogę z wami nigdzie iść…
- A dlaczego
nie? – Spytała zaczepnie pół-Rosjanka, łapiąc tym razem mnie za rękę, przy czym
drugą zawiesiła sobie na biodrze – Skoro ON ma na mnie wyjebane i nie chce mi
niczego wyjaśnić, to chyba mogę zebrać wytłumaczenie od ciebie, prawda? Chodź!
- Nadia, nie
naciskaj go – Ostrzegł ją jashinista – On przyszedł tu z nami!
- Ach, tak?
To ja go zabiorę! – Odszczeknęła mu nastolatka, próbując mnie do siebie
przyciągnąć, nie udało się to jednak, bo nie dość, że się zaparłem to poczułem
na swoim barku czyjąś dłoń. Odwróciłem głowę i spojrzałem wprost w oczy
Itachiego.
- Nie szarp
go, dziewczyno – Zwrócił się do mojej kumpeli, która momentalnie zdębiała –
Słyszałaś Hidana, on tu przyszedł z nami, nie z tobą. Nie psuj nam posiedzenia.
- A ty kim
jesteś, że tak się rządzisz?! – Rozjuszyła się Nadia – On wcale nie musi z wami
siedzieć!
- Tak jak
nie muszę siedzieć z tobą! – Teraz to ja się zirytowałem, podnosząc na nią
głos. Mój partner popatrzył na mnie lekko zszokowany.
- Zostaw nas
już w spokoju, Nadia - Do wymiany zdań ponownie dołączył się Hidan – Odejdź,
nie chcę się powtarzać. Zrywam z tobą.
- Świetnie
że słyszę to dopiero teraz, stojąc z tobą twarzą w twarz! – Dziewczyna
skrzyżowała ręce na piersi, przy okazji uwalniając moją rękę z uścisku.
- Możemy już
iść? Nadia… – Zniecierpliwiła się dziewczyna z futrem, zaś ta z szalikiem
posłała memu kumplowi współczujące spojrzenie. Dopiero teraz dokładnie się im
przyjrzałem. Wygląda na to, że są w jakiś sposób spokrewnione z naszą złośnicą.
Są bardzo do niej podobne, szczególnie ta w krótkich włosach.
- Rozmawiam,
Katiusza! – Warknęła na nią brązowowłosa, na co ta wydała z siebie pełne złości
westchnięcie.
- Tatiana,
powiedz coś swojej walniętej siostrze! – Jashinista postanowił zasięgnąć pomocy
u dziewczyny z czarnym szalikiem, na co ta rozłożyła bezradnie ręce.
- Ale co ja
mogę?! – Jęknęła – Młodsza jestem… Zresztą nawet Katiuszy się nie słucha…
- Czemu się
do mnie tyle czasu nie odzywałeś?! – Nastolatka postanowiła dalej kontynuować
przedstawienie, które sama rozegrała. I tu chociaż raz przyznałem jej rację, co
do jej pytania. W końcu to on przestał od tak z nią rozma…
- A Ty?! Ty
to zaczęłaś! Próbowałem się skontaktować! – Wytknął jej siwowłosy. Zaraz… Co?
Chyba się pogubiłem w tej całej ich sprzeczce…
- Miałam
problemy! – Zarzekała się pół-Rosjanka – Nie mogłam ci o nich od tak
powiedzieć, bo byś się wściekł!
- Wściekłem
się już wystarczająco, gdy urwałaś znak życia! – Krzyknął fioletowooki.
- Hidan, przepraszam…
- Brązowowłosa zaczynała mięknąć – Zapomnij i wróć…
- Za późno –
Mój kumpel wystawił ręce w obronie – Skończone, sprzedane i co tam jeszcze
chcesz!
- Ale…-
Jęknęła zrozpaczona Nadia, po czym zmieniła wyraz twarzy na drapieżny – Pewnie
mnie w tym czasie zdradzałeś! Działałeś na dwa fronty! Przyznaj się!
- Uwierz, że
NAWET chciałem… – Prychnął siwowłosy.
- Jesteś
chujem! – Jego była tupnęła ze złością swoim obcasem o parkiet.
- Tak mi
przykro – Jashinista wzniósł oczy ku niebu – I założę się, że sama to robiłaś.
Chyba się na tobie poznałem…
- CO TU SIĘ
KURWA DZIEJE?! – Wtrąciłem się, łapiąc się za głowę – KTO TU W KOŃCU ZAWINIŁ?!
- Ona –
Odparł mi mój kumpel, na co dziewczyna zacisnęła usta ze złością. Nagle
zobaczyłem, że przed nami wszystkimi stoi ochrona wraz z barmanem. Wszyscy
zebrani na dworze ludzie przyglądali się nam z przerażeniem, niektórzy z
zaciekawieniem.
- Jak
natychmiast się nie uspokoicie, to będę zmuszony wyrzucić z stąd waszą dwójkę,
a nawet całą ósemkę.
Na to
oświadczenie Nadia zwinęła usta w podkówkę i pobiegła w stronę wyjścia całego
klubu. Jej siostra i (chyba) koleżanka pognały za nią.
Gdy ta cała
trójka zniknęła, barman wrócił za ladę, ochroniarze rozeszli się, inni ludzie
wrócili do swoich zajęć, szepcząc między sobą, zaś moje towarzystwo spojrzało
na Hidana.
- Eh… -
Westchnął ten – Tak, wiem co myślicie.
Mruknął i
sam poleciał w stronę swojej byłej. Szczerze? To nie wiem, o co mu teraz
chodziło.
Popatrzyłem
na pozostałych.
Itachi jak
zwykle był obojętny, Qiu Tong zdawała się wystraszona, zaś Sun Jing
zaintrygowana całą tą sytuacją.
- No nieźle
zaczynamy znajomość – Skomentowała brunetka – Ledwo się znamy a już robi się
interesująco. Zawsze są u was takie dramy w organizacji?
- Tego typu
to nie – Uchiha spojrzał na mnie porozumiewawczo – Ale nie powiem, jest
ciekawie. Ta dziewczyna, to jego była czy jakaś laska na chwilę, którą zaliczył
i wystawił?
- Ee, nie,
to jego była dziewczyna. Mieli razem jakiś trzyletni staż – Odparłem – Sam ją
też tyle znam, to moja przyjaciółka.
Zerknąłem na
miejsce, w którym to kierunku pogrzała dwójka moich przyjaciół. I zobaczyłem
ich razem przy samym wejściu. Rozmawiali, zaś pozostałe dziewczyny stały trochę
dalej. Po dłuższym czasie, w którym to nikt się nie odzywał, tylko podobnie jak
ja obserwował całe zajście, siwowłosy dostał w końcu w twarz, zaś sama
dziewczyna zniknęła na dobre, opuszczając klub.
I wtedy
dopiero fioletowooki się do nas ponownie przyłączył.
- Dostałem,
bo skłamałem jej że faktycznie zdradzałem ją z jakąś randomową lalą – Wyjaśnił
na wejściu.
- Ehh… No to
co, pijemy dalej?- Rzuciła lekko ciemnowłosa.
- No ja na
pewno pierw idę na fajkę – Stwierdził Hidan.
- Idę z tobą
– Zaoferował się Itachi. Poszli, a ja zostałem sam z dziewczynami.
- Wy też nie
palicie? – Zagaiłem – Bo ja kiedyś próbowałem, ale jakoś rewelacji w tym nie
znalazłem.
- Żartujesz?
To ohydne – Wzdrygnęła się Qiu Tong.
- Gram dużo
w kosza i ogólnie często się ruszam więc jest mi to nie na rękę – Stwierdziła
Sun Jing – Muszę często być w formie… Ale na wypicie od czasu do czasu sobie
pozwolę.
- Ja też –
Zgodziłem się i przygryzłem wargę – Kurde, zastanawiam się jak to wszystko
Nadia przeżyje.
- Olej ją –
Ciemnowłosa machnęła ręką – To jakaś wariatka, nie warto się z nią zadawać.
- Eh, mówisz
tak, bo jej nie znasz – Mruknąłem – Ogólnie jest spoko, tylko jest bardzo…
zazdrosna w niektórych aspektach. Szczególnie o Hidana i o mnie. Co do niego,
to wiecie dlaczego a co do mnie… Cóż, ona chyba nie lubi gdy mam inne damskie
znajome. Nie pytajcie czemu, bo nie wiem. O Bazyla też była zazdrosna i
odwrotnie…
- Bazyla? –
Blondynka zmarszczyła brwi.
- A, taka
jedna… Dawna znajoma z rodzinnej wioski – Zdradziłem – Była dość brzydka,
dlatego tak ją nazywałem… To znaczy, nie dosłownie, tylko w myślach. Potem
trochę poprawiła się jej uroda, ale jakaś powalająca też nie była, przynajmniej
nie w moim guście. Normalnie miała ksywkę „Zuzka”, a na imię jej było Zakuro.
No i… Cóż podkochiwała się we mnie, jak dołączyłem do Akatsuki to przez chwilę
utrzymywaliśmy kontakt, ale… Potem zapoznała Itachiego i zrezygnowała ze
znajomości ze mną.
- Dlaczego?
– Zdziwiła się złotooka – Czyżby ze strachu przed nim?
- To nie
strach, a zazdrość – Sprostowałem – Ona dobrze wyczuła, że między nami jest coś
więcej, niż bycie współlokatorami i współpracownikami. No i odtąd jej nie
widziałem. Myślę też, że chyba nie do końca toleruje osoby o odmiennej
orientacji, ale to tylko moje przypuszczenia.
- Smutne –
Stwierdziła Czarnowłosa – Jest ci przykro, że się z nią rozstałeś? W sensie, że
wasza znajomość zakończyła się w ten sposób?
- Trochę –
Przyznałem – Ale jakoś specjalnie to nie jest mi szkoda. Mam innych przyjaciół.
Hidana, Konan, Kakuzu… No i Nadię, ale tutaj stawiam to chwilowo pod znakiem
zapytania. No i – Zawahałem się – W moje osiemnaste urodziny zapoznałem pewną
ekipę… Z wioski Dźwięku.
- Z wioski
Dźwięku? – Qiu Tong uniosła do góry brwi – Czy to przypadkiem nie są ludzie…
Orochimaru?
- Ee… Tak –
Powiedziałem, lekko speszony.
- To
karygodne! – Zawołała blondynka – Jak możesz się zadawać z takimi… przestępcami?!
- Hej,
wyluzuj – Upomniałem ją – Oni są spoko. Po za tym, przypominam ci, że ja też
jestem przestępcą.
- Aj, no tak
– Jasnowłosa pacnęła się w czoło – Głupia jestem. Faktycznie…. A co zrobiłeś,
że tu trafiłeś?
- Eh.. To…
Nie jestem w nastroju, żeby o tym gadać – Skrzywiłem się – To rozmowa na kiedy
indziej.
- Mówiłeś
coś o tych z Dźwięku – Przypomniała mi Sun Jing, kierując rozmowę na właściwy
tor – Zainteresowali mnie oni. Powiesz coś więcej?
- Hm, no cóż
– Zamyśliłem się – Jest ich w sumie szóstka, dwójka z nich to bliźniaki.
Słyszałyście może o klanie Kaguya?
- To ci od
tych wszystkich mordów, co nie mieli żadnych sojuszników i nie potrafili
usiedzieć w spokoju? – Brunetka zmarszczyła brwi – Ci sami, co mieli jakąś
technikę związaną z układem kostnym?
- Tak,
dokładnie o nich mi chodzi – Potwierdziłem – No, to może nie kojarzycie, ale
wśród moich znajomych znajduje się Kimimaro. Ostatni ocalały z tej rodziny.
-
Pierdzielisz! – Zawołała ciemnowłosa – A fajny on jest?
- No,
całkiem spoko – Przyznałem. Jak dotąd spotkałem ich tylko… trzy razy. Pierwszy
raz jak się wybrałem z Hidanem od tak do ich wioski, drugi raz na urodzinach, a
trzeci…. Hm, udało mi się wprowadzić ich do wioski Deszczu tak, by Pain się nie
pokapował kim są.
To prawda,
był taki incydent, ale nie opisałem go w pamiętniku, wybaczcie. Zapomniałem o
tym (o napisaniu). W ramach przeprosin opiszę Wam teraz. Zdradzę też, że działo
się to zaraz po moich urodzinach. W sensie jakieś dwa tygodnie po nich.
- Jak to
zrobiłeś? – Zdziwiła się jasnowłosa.
- Normalnie,
to nie było trudne – Wzruszyłem ramionami – Takiemu jednemu czarnemu, Kidomaru,
po prostu zdjęliśmy jego opaskę i zamieniliśmy na także zwykłą w zielonym
kolorze, zaś reszta opasek nie nosi także spoko. Mam też znajomego, u którego
można podrobić dokumenty z danymi osobowymi******, także nie mieli problemu z
wejściem. Chociaż….- Zawahałem się – Czasem zastanawiam się, czy czasem lider
domyślił się, kim oni są. A przynajmniej skąd pochodzą. Jak tak to nie rozumiem
jego toku myślenia. I że mnie za to nie ukarał.
- Może cię
lubi? – Podsunęła złotooka – Wiesz, Pain ogólnie wcale nie jest taki zły.
Właściwie jest całkiem miły, jak się go dobrze pozna.
- Nie znam
go na tyle, by to ocenić, ale za to wątpię w to, by mnie lubił – Stwierdziłem –
Bardziej patrzy na moje zdolności, jak już. Wiem natomiast, że Konan darzy mnie
sympatią.
- No, Konan
jest fajna – Poparła mnie czarnowłosa – Ale muszę wam przerwać, bo nie
dokończyłeś o tym jak wprowadziłeś do nas tych z Dźwięku. Zeszliście z tematu.
- A, tak,
faktycznie – Zreflektowałem się – W każdym razie, udało mi się ich ściągnąć i
ugościć u nas. Liderowi powiedziałem, że są wioski Herbaty… Hm, wyglądał tak
jakby niezbyt uwierzył – Skrzywiłem się – No ale powiedział, że w porządku.
- Nie dziwię
się, że ci nie uwierzył – Mruknęła brunetka – W wiosce Herbaty mieszkają
Chińczycy, Japończyka tam raczej nie spotkasz. To samo z wioską Ptaków,
Księżyca i Rzeki******* No i wspomniałeś, że oni mają tam czarnego. Takie osoby
raczej zamieszkują kraj Chmury.
- Serio? –
Zdziwiłem się – Nie wiedziałem.
- Teraz to
ty zmieniasz temat, Sun Jing – Zwróciła uwagę Qiu Tong – Deidara, proszę,
kontynuuj.
- Eh –
Westchnąłem – No to jak już oni weszli i zapoznali się z większością Akatsuki,
to Kisame powiedział do takiej jednej… Qiu Tong, pamiętasz ten denny tekst o
blondynce i synu, jaki dziś do ciebie poleciał?
- Aż za
dobrze – Dziewczyna skrzywiła się.
- No, to on
też coś wymyślił do takiej jednej dziewczyny, w sumie jedynej w ich składzie –
Powiedziałem – Ona ma na imię Tayuya, więc palnął do niej coś takiego: „Tayuya,
obciągniesz mi chuja”?
- Ale cham!
– Wkurzyła się brązowooka – Zajebałabym go za to!
- No nie? –
Zapytałem – Ona też była podobnego zdania i o mało mu nie połamała kości. Zaś
jej chłopak, Sakon, chciał go nawet zabić! Ale jego bliźniak Ukon go
przytrzymał. To samo z takim jednym Jirobo. Też chciał nam rybkę zrównać z
ziemią.
- Nie dziwię
się im wszystkim – Warknęła Sun Jing – Jakby do mnie coś takiego poleciało to
bym się nie hamowała. Chcę poznać tych wszystkich typów, coś czuję, że się
dogadamy.
- Polecam
ich w chuj – Wystawiłem kciuk w górę – Ale niestety na razie nie zgadywaliśmy
się co do następnego spotkania. Bo po tym jak u nas byli Orochimaru strasznie
się na nich wszystkich wkurwił za to ich zniknięcie. Nic mu w końcu nie mówili,
że gdzieś idą na cały dzień.
- A co oni,
małe dzieci że się muszą spowiadać? – Obruszyła się brunetka.
- No nie, są
w moim wieku – Odparłem idiotycznie – No, ok, Kimimaro jest w wieku Hidana i
Itachiego. A co do tego spowiadania… o, niestety tak, muszą to robić. On ich
strasznie kontroluje i jak coś mu nie pasuje to ich kara.
- Okropne –
Zasmuciła się blondynka – Szkoda, też chcę ich jak najszybciej poznać. Chociaż
nie jestem za dobra w kontaktach międzyludzkich.
- Ja
odniosłem inne wrażenie – Uniosłem brwi.
- No tak,
ale…- Zawahała się złotooka – To Sun Jing mi pomogła się wkręcić w towarzystwo
twoje i Hidana. No i wy też mnie zagadaliście. Normalnie nie podchodzę od tak
do ludzi, nie wiem, jak się zachować i jak zapoznać się samodzielnie.
- To oni ci
w tym pomogą, do nieśmiałych nie należą – Machnąłem ręką i spojrzałem za siebie
– Kurde, Itachi i Hidan coś nie wracają. A to miała być tylko jedna fajka.
- Może się
gdzieś całują? – Zażartowała brązowooka – O kurde, chyba nie masz już chłopaka
xD
- Nie sądzę
– Parsknąłem – Hidan jest w pełni hetero i nie pozwoliłby się dotknąć facetowi
w inny, niż przyjacielski sposób.
- Oj,
zgrywałam się – Chinka szturchnęła mnie w bok – Poczekajmy jeszcze trochę. Może
się po prostu zagadali.
Tak też
zrobiliśmy. Wypiliśmy kolejną szklankę alkoholu i gadaliśmy. Tym razem temat
zszedł na same dziewczyny. Pytałem jak się poznały z Painem i Konan (inicjatywa
Sun Jing, którą zafascynowała owa parka, wciągnęła w to oczywiście swoją
partnerkę), ile się znają (pięć lat), w jaki sposób wzięła się taka sława w
Deszczu związana z brunetką i jaki zawód Qiu Tong wykonuje. W tych dwóch
ostatnich muszę przyznać, że się zdziwiłem i prawie padłem.
- Jestem
początkującą piosenkarką – Wyznała blondynka – Dlatego wszyscy mnie znają.
Dziwię się, że z Hidanem o mnie nie słyszeliście. Śpiewałam w kilku
małych wioskach, raz byłam w Liściu. A po za tym, w schronisku, jak akurat nie
jestem w trasie.
- O cholera
– Wydukałem – No to nieźle… A Ty, Sun Jing?
- Mnie znają
ludzie z misji i z moich znajomości – Odrzekła zapytana – Brałam udział w kilku
grubszych akcjach w Deszczu i po za nim, ale nie będę się rozgadywać. No i…
Przyjaźnię się z Raikage i Tsuchikage.
Na tego
ostatniego zakrztusiłem się piwem.
- T…Tsuchikage?!
– Wycharczałem – Przecież to Oonoki! Mój stary nauczyciel, prowadził moją
drużyną! Jak można przyjaźnić się z tym starym durniem, którego co chwila jebie
w krzyżu?!
- No cóż –
Brązowooka skrzyżowała z zadowoleniem ręce na piersi – Mnie się to udało 
- Wiecie co?
– Wtrąciła znienacka jasnowłosa – Może lepiej po nich pójdźmy, zaczynam się
martwić.
- Słusznie –
Zgodziłem się. Wstaliśmy od stolika, zabierając swoje rzeczy (chłopaki zabrali
się ze wszystkim). Za alkohol już dawno każdy zapłacił, także kwestie
materialne mieliśmy za sobą.
Wyszliśmy,
mijając się z ochroną, na wszelki wypadek mówiąc jej „dobranoc”. Nie miałem
pojęcia, czy tam jeszcze wrócimy.
Szukaliśmy
ich przed klubem ładnych kilkanaście minut. Rozglądnąłem się po okolicy. Wokół
nas były jeszcze inne kluby, jakieś palmy dekoracyjne i pełno świateł.
Niedaleko plaża. Tłumy wesołych ludzi. Gdzie oni mogą być?
- Może
jednak są w „Ego”?******** - Zasugerowała Qiu Tong. „Ego” to klub, w
którym byliśmy.
- Hm, może…
- Powiedziałem nieprzekonany – Dobra, wracamy. Może weszli do środka.
Wróciliśmy
się, by dalej szukać naszych dwóch zgub. Po drodze poczułem na swojej klatce
piersiowej dłoń jakiejś młodej, nawalonej dziewczyny, najpewniej chcącej ze mną
zatańczyć, czy nawet się zabawić. Delikatnie ją z siebie zsunąłem i poszedłem
dalej, rozmyślając o dwóch zaginionych.
Byłem
naprawdę zdziwiony, że wypuścili się gdzieś sami we dwójkę. Szczególnie, że
niezbyt za sobą przepadają. Itachi jest o mnie zazdrosny, zaś samego Hidana do
nielubienia Uchihy podpuszcza Kakuzu.
Gdzie oni
więc są…?
- Tam! –
Krzyknęła Sun Jing, wskazując kierunek, na który wcześniej nie patrzyłem.
Faktycznie, zobaczyłem ich przy altance (w końcu nie właziliśmy do budynku,
chcieliśmy obejść najpierw dwór), otoczoną przez bambusy. Na dachu pawilonu
wisiały lampiony z chińskimi znakami, których nie rozumiałem.
I wszystko
byłoby okej, gdyby nie jeden, mały szczegół. Mianowicie… Chłopaki rozmawiali z
NAOKIM!
Momentalnie
wryło mnie w ziemię, czując, jak zalewa mnie fala gorąca. CO on tu robi?! I
czemu, do cholery z nimi gada?! Czemu z Itachim?! Hidana bym jeszcze pojął, bo
go zna, ale… Co tu się kurwa dzieje?!
- Deidara,
wszystko dobrze? – Do moich uszu dobiegł zmartwiony głos blondynki. Spojrzałem
na nią, trzymała dłoń na moim ramieniu, czego nawet wcześniej nie zauważyłem.
- Kim jest
ten typ w białych włosach? – Chciała wiedzieć brunetka.
- Ja… To…-
Zająknąłem się. Wtedy też zauważyła mnie moja hotelowa zmora.
- Deidara! –
Zawołał mnie. Spojrzałem na chłopaków. Na twarzy jashinisty malowało się
wielkie „WTF”, zaś wzrok czarnowłosego zinterpretowałem jako „wyjaśnij mi to -
JUŻ”.
Przełknąłem
ślinę. Wiedzą. Wiedzą, co odstawiłem… Kurwa, pewnie mnie znienawidzą. Obaj. I
jeden i drugi uzna mnie za puszczalskiego pedzia. Co ja mam robić?! Chyba tylko
zapaść się pod ziemię, albo…
- Właśnie im
o tobie mówiłem, nie spodziewałem się, że tu będziecie – Naoki już do nas
podszedł. Tak, chyba muszę go zabić.
- Coś ty im…
- Wycedziłem, po czym wrzasnąłem – NAGADAŁ?!
W tym
momencie poczułem na sobie wzrok obcych ludzi. Ci, co mnie usłyszeli, patrzyli
z zaciekawieniem na całą naszą szóstkę.
- Deidara…
czy to prawda? – Jęknął siwowłosy – Powiedz, że to nieprawda…
Na to zdanie
poczułem, jak mi jest przykro. Czułem się podle, a wściekły wzrok mojej
sympatii był dla mnie klęską. Mimo wszystko wiedziałem, że kłamanie nic mi nie
da. Nie mogę sobie na to pozwolić.
- Tak –
Powiedziałem skruszony – To prawda, ale…- Spojrzałem wkurwiony na białowłosego
– To przez NIEGO! Ty to zacząłeś, gnoju! Ty mnie podpuściłeś!
- Nieprawda, to
ty cały czas rozbierałeś mnie wzrokiem. Nawet mnie pierwszy pocałowałeś ~
- Zełgał mój chwilowy romans. Wytrzeszczyłem oczy z niedowierzania. Czy ten
chuj chce mi właśnie ZNISZCZYĆ związek?! Czy to zemsta za to, jak go wcześniej
potraktowałem?! Zaglądając mu w oczy wiedziałem, że znalazłem właściwą
odpowiedź. I że to ja muszę załatwić jego.
- Sukinsyn!
– Syknąłem i nim ktokolwiek zdążył zareagować, chwyciłem nieszczęśnika za fraki
i z impetem rzuciłem na czyjś pusty już stolik, na którym zostawione były
szklanki, jakich kelnerzy nie zdążyli jeszcze sprzątnąć.
Podbiegłem
tam i z największą siłą i brutalnością, na jaką mnie było stać, poczułem tłuc
chłopakowi ryj, aż polała się krew. Mimo to, biłem dalej, nie bacząc na
kelnerów i kelnerki, chcące mnie od niego oderwać. On sam się szamotał,
próbując się uwolnić, ale na jego pecha, byłem sto razy silniejszy. A
ostrzegałem, że jak ze mną zadrze, to go dopadnę. I nie jest mi żal.
Zasłużył.
Zasłużył. Zasłużył!
Możliwe, że
napierdalał bym go aż do zgonu, ale nagle zostałem uchwycony delikatnie w
pasie, na którym poczułem dłonie. Usłyszałem przy uchu znajomy głos.
- No już,
wystarczy – Spojrzałem zaskoczony na Itachiego, którego wyraz twarzy
drastycznie złagodniał. Zamrugałem szybko, po czym powoli zszedłem ze swojej
ofiary.
Rozejrzałem
się zmieszany. Ludzie byli w szoku, ktoś już dzwonił na pogotowie, zaś obsługa
kazała nam wyjść.
Hidan wraz z
Sun Jing mieli lekko ubawione twarze, który od razu przemieniły się w szok, w
momencie, w którym ujrzeli ściekające natychmiast z moich policzków łzy, z
których sam dopiero sobie zdałem sprawę, ukradkiem je ocierając. Wtedy podeszła
do mnie Qiu Tong, przytuliwszy mnie, co odwzajemniłem. Było mi tak okropnie
wstyd, że nie mogłem mówić.
Jashinista
podszedł do mnie, klepiąc po plecach dla otuchy.
- Wszystko
ok – Uspokoił mnie.
Wyszliśmy
stamtąd, przechodząc do innego baru.
***
Skończyło
się na tym, że wylądowaliśmy w klubie położonym jak najbliżej plaży.
Tu również
można było siedzieć na zewnątrz, jednak bar był w środku lokalu, do którego nie
było problemu z wejściem, ponieważ drzwi były szerokie i otwierały się
mechanicznie. Dlatego jeśli jakiś pijaczek miałby problem z wyjściem, to
miejsce jest dla niego. Oczywiście pod warunkiem, że nie upadnie. Wtedy może
być gorzej.
Siedzieliśmy
prawie wszyscy przy stoliku. Prawie, bo Itachi wyszedł na kolejną fajkę, czemu
się nie dziwiłem.
Usadowiony
pomiędzy dziewczynami dalej nie mogłem wyjść ze stresu, jaki mnie dopadł. Wciąż
nie do końca byłem w stanie mówić. Blondynka głaskała mnie po recę, zaś
brunetka obejmowała ramieniem moje plecy.
- Jest
dobrze – Mówiła co jakiś czas, głównie jednak rozmawiała z moim kumplem.
Opisywał jej skąd dokładnie znamy Naokiego i kim on jest. Ta dwójka widocznie
bardzo dobrze się rozumiała. Mówiłem to już?
- Nie
przejmuj się już, chłopie – Powiedział siwowłosy – Nie wierzę w te bzdury,
jakie wypowiedział ten idiota, zanim obiłeś mu mordę. I wybaczam, że się
dopuściłeś… No cóż tego, że to z nim zrobiłeś. Zresztą pamiętam, jak mówiłeś że
nie wiesz, jak sprawy miedzy tobą a Uchihą stoją.
- Dokładnie,
miałeś do tego pełne prawo – Poparła go czarnowłosa – A ogólnie to jak się teraz
czujesz?
- Trochę…
lepiej – Wymamrotałem. Przyszła obsługa, zebraliśmy zamówienia. To samo co
wcześniej.
- Eh, to
całe wyjście przybrało fatalny obrót – Skrzywił się Hidan – Mam nadzieję, że
nam to wybaczycie, dziewczyny. Najpierw moja była, teraz ten frajer. Nie
chciałem, żeby to tak wyszło.
- Luzik
arbuzik – Mruknęła Sun Jing – Ja tam nie narzekam, przynajmniej jest ciekawie.
Zapomnijmy już o tym i bawmy się dalej!
- Wy
zapomnicie, a co z nim…? – Skinąłem głową na Itachiego, a raczej w kierunku w
którym (mówił, że tam będzie) prawdopodobnie stał przy samym brzegu - To
idź do niego – Poradził mi jashnista – Nie sprawdzisz, to się nie dowiesz.
- Wątpię,
bym się w życiu czegokolwiek dowiedział się od niego na temat jego osoby –
Westchnąłem – Prędzej to on dowie się wszystkiego o mnie, niż ja o nim.
- No już! –
Ciemnowłosa postanowiła mnie wyciągnąć z siedzenia i dotykając moich pleców,
popchnęła mnie w kierunku schodków prowadzących na plażę. Zrobiłem grymaśną
minę, ale ostatecznie poszedłem.
A piasku było
usadowione jakieś morze ludzi, którzy zapalali i puszczali na wiatr kolorowe
Lampione, które miały to dawać szczęście w miłości. Paleta kolorów była
naprawdę wysoka, ale tak naprawdę jakie to miało znaczenie, skoro wszystkie
ostatecznie miały wyglądać tak samo na niebie, na którym widoczna była pierwsza
kwadra?
Szedłem
niepewnym krokiem, szukając spojrzeniem mojego partnera. W końcu go znalazłem.
Stał w dość odludnym miejscu, podchodząc i odchodząc co jakiś czas od brzegu
tak, by woda nie zamoczyła mu butów i spodni. W ręku jak zwykle trzymał
papierosa i kurzył. Nagle odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały.
Staliśmy tak
przez chwilę, wgapiając się w siebie pytająco. Nie mogłem jednak tak sterczeć w
nieskończoność i podszedłem.
Czarnowłosy
wybuchnął dym z ust.
- I co? –
Zapytał – Jak się czujesz po tym wszystkim?
- Hm… Trochę
lepiej – Odparłem, rozdarty. W sumie sam nie wiedziałem, jak mam się czuć
stojąc teraz obok niego – W sumie… To ja powinienem cię o to zapytać.
- Mhm… Cóż –
Chłopak zerknął ukradkiem na morze, chyba nie chciał o tym mówić – Jestem
bardzo… Zaskoczony. Raz, że w ogóle poszedłeś do łóżka z chłopakiem, mimo że
wcześniej tak zaprzeczałeś swojej orientacji, a dwa że… - Spojrzał na mnie –
Nie wiedziałem, że jesteś zdolny do takiego zachowania, to już ja miałem ochotę
rozerwać tego faceta na strzępy.
- No, nie
jestem taki delikatny, jak widzisz – Powiedziałem, lekko poweselawszy. Itachi
uniósł brwi i podszedł do mnie dużo bliżej. Dzieliło nas teraz jakieś osiem
cali. Wcześniej jakiś metr. Patrzył się na mnie bez słowa.
- Co? –
Spytałem w końcu. Przeczesał moje włosy, chwytając dłońmi moje ramię, aż ta
dłoń nie znalazła się na mojej twarzy. Przeszedł mnie dreszcz.
- To nie
znaczy, że nie jestem na ciebie zły – Wyszeptał – Spodziewaj się kary w
najbliższym czasie. Nie mogę odpuścić ci tego, czego się dopuściłeś w tej
kiecce.
- Ale… -
Zacząłem, ale nie dokończyłem, bo w tym momencie nasze usta się spotkały,
łącząc w namiętnym pocałunku. Nie protestowałem. Wolałem już, by mnie przy tych
wszystkich ludziach całował niż karał. Staliśmy więc tak pośród nich wszystkich
i obściskiwaliśmy się. Z początku byłem tym nieco skrępowany, ale szybko
zrozumiałem, że nikogo prócz mnie, gówno to obchodzi, co robimy.
Widzieli
tylko siebie i swoje lampiony. I niech tak zostanie. Również widziałem teraz
tylko jego. Ciekawe, czy u niego było to samo?
Wreszcie
oderwaliśmy od siebie nasze wargi, by na siebie spojrzeć. Położył swoje czoło
do moim.
- Jesteś
tylko mój, pamiętaj – Oznajmił. Milczałem, przyglądając mu się. Chwycił mnie za
dłoń – Chodźmy do pozostałych.
I wróciliśmy
do klubu. Ku naszemu zaskoczeniu, nikogo przy stoliku nie było. Popatrzyliśmy
na siebie i zdecydowanym krokiem weszliśmy do środka. Tam znaleźliśmy obraz
nędzy i rozpaczy.
Z tego, co
powiedział mi barman, to Hidan zdążył wyrwać w tym czasie jakąś pannicę, zaś
moim oczom ukazał się widok mocno już podchmielonej Sun Jing, siedzącej przy
barze, obejmując stojącą oboj mniej Qiu Tong, przy czym całowała ją po szyi. Na
nasz widok blondynka odetchnęła z ulgą. No, ładnie. Sytuacja zła, a jashinista
puka sobie jakąś lafiryndę, podczas gdy nasze koleżanki mają problem. A raczej
jedna ma problem z drugą.
- Pomocy ;_;
- Jęknęła blondynka – Zebrało się jej na amory i nie chce się odkleić, a Hidan…
- Tak, wiemy
– Uspokoił ją Uchiha – Już się zwijamy.
- Idę po
niego – Zaoferowałem się.
I tak
zgarnęliśmy całe towarzystwo. Po drodze wszyscy lekko otrzeźwieli i skończyło
się to kolejnym piciem. Tym razem w plenerze. W wiosce Deszczu byliśmy po
godzinie szóstej. Zasnąłem prawie o siódmej.
****
Od
zeszłotygodniowej imprezy minął już tydzień. W tym czasie zdążyliśmy bliżej
zapoznać się z dziewczynami, które zdecydowały się już nie przychodzić tak
wcześnie czy późno do organizacji, gdyż znajomość ze mną i moim kumplem bardzo
się im spodobała. Teraz były tu częściej, co bardzo wyraźnie sprawiło radość
Kisame z tego, że teraz może częściej widzieć się z jedną z nich.
Itachi zaś
jak dotąd mnie nie ukarał, jak mówił. Wydaje mi się, że w rzeczywistości wcale
nie jest na mnie tak zły, jak mówił. Jednakże poranki, w których nieraz
przychodzi nam się spotkać i pobyć sam na sam, są dla mnie naprawdę
niezręczne. Szczególnie, gdy przyjdzie mu do głowy, by sobie na mnie od
tak popatrzeć.
Wcześniej
mogliśmy gadać, lecz teraz, przy obserwującym wszystko naokoło Painie jest to
wykluczone. Od teraz takie momenty są przesiąknięte krępującą ciszą, w której
nie patrzymy na siebie, tylko spokojnie stoimy przy blatach po przeciwnych
stronach i spożywamy nasze posiłki (raczej wolimy uniknąć siadania razem do
stołu). Tak było i tym razem.
Była prawie
dziewiąta godzina, zaś ja myślałem o tym, że dziś będzie pełnia księżyca, a
także zastanawiałem się, kiedy wrócą Bracia Zombie (to nasza ksywka na duet
Hidan-Kakuzu). W końcu po całej imprezie i wyleczeniu kaca lider wysłał ich po
jinjuurikiego siedmioogoniastego. Ciekaw jestem, czy mu się to uda i czy
wysysanie demona będzie takie długie, jak mówił mi mistrz Sasori, który właśnie
wszedł do pomieszczenia. Uf, koniec z ciszą.
- Ja się
dziwię, że się nie zabiliście jeszcze na tej imprezie – Powiedział, jak zwykle
miło zaczynając rozmowę.
- Eh,
mistrzu, do diabła z tym iść – Mruknąłem.
-
Wykluczone, właśnie stamtąd wracam – Stwierdził, co strasznie mnie
rozśmieszyło.
Zacząłem
chichotać jak głupi. Obserwujący nas Uchiha, słysząc mój śmiech, uniósł jedną
brew, przy czym krzywo się uśmiechnął. Jednak nie patrzył na nas długo, bo
wziął do ręki gazetę, rozkładając j przed swoimi oczami. Wtedy też
przypomniałem sobie o tym, co sam wyczytałem tydzień temu. I na samo
wspomnienie zrzedła mi mina.
Narzeczona…
Jego, narzeczona. W końcu nie dowiedziałem się, czy to prawda czy też nie.
- Ciekaw
jestem, czy Bracia Zombie poginęli na tej misji – Odezwał się znów lalkarz –
Czy może zdecydowali się spierdolić z organizacji.
- Oba
przypadki są niemożliwe, mistrzu – Powiedziałem rozbawiony obydwoma sugestiami.
Kurde, ale ze mnie huśtawka nastrojów – Raz, że są nieśmiertelni, a dwa, za
bardzo lojalni.
- W sumie…
Masz rację – Przyznał mój rozmówca – A zresztą wątpię w to, by Hidan tak sobie
opuścił Konan. On się w niej podkochuje i każdy to już wie.
Skrzywiłem
się na to zdanie. Eh, a miał to być sekret… Idiota. Za bardzo się afiszował.
Już lepiej się krył jak był przygnębiony.
- No, nawet
jeśli znalazł na imprezie jakąś laskę, to tylko na chwilę – Westchnąłem.
- Słyszałem
od Sun Jing, że na tej imprezie była jakaś afera – Zdradził mi czerwono włosy –
Ale nie chciała powiedzieć dokładnie, co to było. Mówiła, że mam się was pytać.
- A, to… -
Prychnąłem, robiąc się nerwowy. Poczułem na sobie ukradkowe spojrzenie
posiadacza sharingana – Cóż, spotkaliśmy po prostu dwóch… Niepożądanych
znajomych.
- Rozumiem –
Mruknął Marionetkarz. Do wnętrza kuchni niespodziewanie wszedł Kisame. Po
wyrazie twarzy i nerwowym zerkaniu w zegar i na okno widać było, że coś go
dręczy.
- Coś się
stało, Kisame? – Zapytał go jego partner, wyręczając mnie z pytania, które sam
chciałem zadać – Nie wyglądasz najlepiej.
-Eh, to nic
– Hoshigaki machnął niespokojnie ręką, co tylko bardziej przykuło uwagę starszego
Uchihy, który wlepił w niego uważnie oczy. Swoją drogą, byłem nieco zaskoczony
jego postawą wobec swojego kolegi z pary. Myślałem raczej, że jest wobec niego
obojętny, a tu proszę.
- Wiesz, że
możesz mi powiedzieć – Powiedział łagodnym tonem – Postaram ci się pomóc jak
tylko mogę.
W tym
momencie powstrzymałem się, by nie złapać się za łeb. Co do chuja?! Czemu on
jest taki kochany do innych, a mnie traktuje jak szmatę?! ;_; No dobra,
przesadziłem… Wtedy w klubie też był czuły wobec mnie, gdy wpadłem w furię ale…
Mogę się założyć, że bardziej się troszczył o gościa, który mimo wszystko go
wkurwił, niż o mnie. Serio.
- Kisame… -
Czarnowłosy podszedł do swojego kumpla, by położyć mu dłoń na barku – Powiedz.
Niebieskoskóry
spojrzał na niego rozpaczliwie.
- Jest już
ta pora, a nigdzie nie widzę Sun Jing! – Wypalił, na co jego towarzysz położył
sobie gwałtownie dłoń na twarzy.
- Jezu, a
już myślałem, że to coś strasznego – Sapnął – Nie strasz mnie…
- Ale ja się
martwię! – Jęknął – Tęsknię za nią, no!
Spojrzałem na
niego współczująco. Wiecie co? Żal mi go bardziej, niż Hidana. Dlaczego? W
przeciwieństwie do jashinisty, ten nie ma już kompletnie szans na to, by
wybranka jego serca jakkolwiek odwzajemniła jego uczucia. Żadnych, w końcu
orientacji się nie wybiera. Zaś siwowłosy jakiś mały promyczek może dla siebie
znaleźć… Kiedyś. A on?
- Eh,
spokojnie – Próbowałem go jakoś pocieszyć – Pewnie gdzieś sobie spaceruje… To
wszystko.
- Akurat nie
– Włączył się Sasori – Z tego, co mi wiadomo, to siedzi u lidera w gabinecie razem
z jej rodzicami… I poważnie rozważają jej dołączenie do nas.
- CO?! –
Krzyknęliśmy wszyscy.
- A… Ale jak
to? – Pisnąłem – Przecież ona… Nawet nie miałaby partnera!
- No właśnie
– Zgodził się ze mną lalkarz – Dlatego to nie takie proste. W tym celu byśmy
musieli jej kogoś przygarnąć, a wiadomo, że to nie będzie Qiu Tong.
- Chyba
wszyscy źle wypowiadamy jej imię – Stwierdziłem, mówiąc oczywiście o blondynce
– Ona nas kiedyś zabije za to.
- Mnie
pasuje, wolę być martwy – Czerwonowłosy uniósł oczy w kierunku sufitu.
- O, nasi
bracia wracają – Zauważył obojętnie Kisame, wskazując palcem na okno, na co ja
osobiście się ucieszyłem, zaś reszta zgromadzonego towarzystwa niekoniecznie,
bo wydali z siebie taki wydech, jakby szli na skazanie.
- A wam o co
chodzi? – Chciałem wiedzieć.
- Nie
widzisz, kogo niosą? – Jęknął Sasori. Spojrzałem jeszcze raz na zewnątrz.
Jashinista niósł na swoich rękach dziewczynę o śniadej cerze i
zielono/niebieskich (nie mogłem zidentyfikować koloru), krótkich włosach,
ubraną na biało. Gdy tak na to patrzyłem, przypomniałem sobie, jak siwowłosy
niósł w taki sposób Konan. Dokładnie tak samo… Ale co to ma wszystko do rzeczy?
Spojrzałem pytająco na pozostałych.
- To
jinjuuriki siedmioogoniastego – Wyjaśnił mi Itachi.
- Dokładnie,
teraz odbędzie wysysanie z niej paskudnego demona – Dodał Hishigaki, po czym
uśmiechnął się szeroko – Będziesz miał okazję w końcu w tym uczestniczyć,
młody. To samo Hidan, więc nie jesteś sam.
- A to jest…
Trudne? – Wydukałem.
- Przede
wszystkim cholernie długie i męczące – Odrzekł rekin – Jakbyś miał stracić
przytomność (a zdarzały się takie przypadki), to mogę cię asekurować.
- Mhm,
myślę, że sam sobie poradzę – Uznałem – Ale dzięki.
Nagle, ku
uciesze swojego rozmówcy, do pomieszczenia weszła Sun Jing.
- Chłopaki,
Pain was prosi pod posąg Gedo – Ćwierknęła.
- Ależ
oczywiście! – Odćwierknął jej Kisame, na co ta wywróciła oczami. Poszliśmy
wszyscy za nią, w trakcie czego rozmyślałem o owym wspomnianym posągu. Już go
kiedyś widziałem i był przerażająco-imponujący, ale… Po co mieliśmy do niego
iść? Czy to ma jakiś związek z wysysaniem demona?
Ku mojemu
zaskoczeniu, weszliśmy do budynku, w którym znajdował się gabinet Paina, po
czym zeszliśmy na dół do ukrytego przejścia. Coś mi się nie zgadzało.. To nie
idziemy do miejsca, w którym ostatni raz widziałem tę rzeźbę?
W
pomieszczeniu byli już wszyscy, nawet czarnowłosa. Stanęliśmy po środku jedynej
lampy, u której migał wesoły promyczek.
- Połóż ją
delikatnie na ziemi, obok oświetlenia – Poleciła Konan mojemu kumplowi, na co
ten ochoczo się uśmiechnął i zrobił tak, jak prosiła. Po czym posłał jej pełne
chęci aprobaty spojrzenie. Ta jednak go zignorowała i zasugerowała Kakuzu, by
ten odsunął lampę za nasz krąg, by nie przeszkadzała. Poczułem, jak znowu robi
mi się smutno na krzywdę jashinisty. Kurde, Konan, mogłabyś być dla niego
milsza! ;_; Nagle moje plecy zostały obciążone czyimś ciężarem.
- Tobi
tęsknił za senpaiem! – Usłyszałem znajomy pisk, na co dałem swojemu
prześladowcy z łokcia w brzuch, aż upadł i boleśnie zawył.
- Spierdalaj
– Syknąłem. W sumie… też powinienem być milszy x’D
- Jak
zapewne niektórzy słyszeli „plotki” – Rozpoczął swój wywód Pain, jak tylko ten
baran przestał jęczeć – Do organizacji mamy ponoć niedługo wcielić nowego
członka, konkretnie członkinię, jaką jest Sun Jing – Po Sali rozległy się
potwierdzające głosy – Tak, to prawda, nie przesłyszeliście się… Jednakże
decyzja chwilowo zostanie wstrzymana, póki nie znajdziemy dla niej osoby
towarzyszącej. A do tego celu pomyślę nad wyborem, kim będzie ta osoba oraz
która para po delikwenta pójdzie. I to tyle z ogłoszeń. Jakieś pytania?
- Jak się ma
sprawa z moim płaszczem? – Zapytała nasza nowa rekrutka.
- Już jest
szyty przez zleconych ludzi – Odparł jej rudy – Zaś co do chrztu na kandydata…
To pomyślę nad zamiennikiem tego, co było do tej pory.
Wśród moich
kolegów rozległy się niezadowolone prychnięcia.
- Dobrze, to
wszystko – Mruknął kolczykowany, ignorując nasze niezadowolenie. Zobaczyłem jak
tworzy dłońmi symbole różnych pieczęci, po czym dotyka ziemi, z której to
wyłonił się wcześniej wspomniany posąg.
Musiałem
wyglądać w tym momencie idiotycznie, bo szczęka opadła mi do samej podłogi. Tak
samo zresztą jak Sun Jing. Chyba wcześniej tego nie widziała.
Zajęliśmy
swoje miejsca. Każdy wskoczył na jakiś palec rzeźby. Spojrzałem w dół na
przyniesioną nieszczęśnicę. Starsi koledzy poinstruowali wraz z dowódcą mnie
oraz Hidana co dokładnie mamy robić, po czym przystąpiliśmy do działania.
***
Gdy
skończyliśmy, na niebie było już widać pełny księżyc, zaś wszyscy odetchnęli z
ulgą, że nadszedł koniec tej męczarni. Zeszliśmy z posągu. Kurde, nie miałem
pojęcia, że to jest aż tak… trudne.
- Eh, poszło
szybciej, niż myślałem – Stwierdził Kakuzu.
- Że CO?! –
Wrzasnął siwowłosy – Siedzimy tu cały jebany dzień! I dla ciebie to jest
krótko?!
- Wcześniej
było gorzej – Poinformowała go niebiesko włosa – Teraz naprawdę było lepiej, a
to zasługa tego, że jest nas więcej.
- Wiecie, co
zrobić z ciałem – Rzucił lider – Tym razem wydeleguję do tej roboty
najświeższych stażem. Hidan, Deidara, to wasze nowe zadanie. Wynieście ciało do
budynku położonego niedaleko tego miejsca. Jego nazwa to „cmentarz”
- Czy wy
trzymacie umarlaków w pomieszczeniach? – Siwowłosy uniósł z niedowierzaniem
brwi – W takim razie nawet nie chcę wyobrażać sobie, jak tam musi jebać.
Naprawdę musimy tam iść?
- A nie
wyraziłem się jasno? – Zapytał rudy, na co struchlałem.
- Ee,
dobrze, pójdziemy tam! – Odezwałem się, szturchnąwszy jashinistę w żebro.
- Tobi
pójdzie z senpaiami! – Zaszczebiotał chłopak w masce, przytulając mnie na
siłę. Wystawiłem pięść, by mu przywalić.
- Tobi, nie
denerwuj kolegi – Pouczył go kolczykowany, przy okazji posyłając mi karcące
spojrzenie.
- Taaak,
jest! – Zawołał śpiewnie nasz wioskowy głupek.
Wszyscy się
rozeszli, zostałem tylko ja, mój kumpel oraz Sun Jing, która cudem jeszcze nie
przysnęła.
- To było
mocne – Skomentowała całe zajście – Podziwiam ich wszystkich, że tyle wcześniej
ustali.
- Ja też –
Zwróciłem wzrok na leżącą już sztywno ofiarę – Tak w ogóle, to biedna
dziewczyna. Chyba jest z tego samego kraju co Kakuzu, no nie?
- Zgadza się
– Siwowłosy zawiesił ręce na biodrach – Mimo to był dla niej strasznie
paskudny… W sumie też nie byłem lepszy, ale cóż, w tej organizacji trzeba być
chamski dla tych, na których polujemy.
- A co
dokładnie się stało? – Zainteresowałem się.
- Wiesz,
naprawdę żałuję tego – Westchnął Hidan – Szczególnie, że ona była tak słodka i
niewinna. Uwierzysz, że chciała się zaprzyjaźnić z Kakuzu mimo tego, iż
wiedziała, kim jesteśmy?
- Serio? –
Zdziwiłem się.
- Tak, serio
– Jashinista posmutniał – Gdybym tylko mógł, potraktowałbym ją inaczej, ale…
Cóż. Kaki mnie uprzedził i brutalnie ją ogłuszył, mówiąc jeszcze przedtem, że
nie zamierza się z nią zaprzyjaźnić.
- Ehh… -
Pomasowałem się po karku z rezygnacją – Jak on już coś planie… To nie wiadomo
czy płakać czy się zabić.
- Zaczynasz
mówić jak Sasori – Zwrócił mi uwagę siwowłosy.
- Ah, tak?
Przepraszam – Powiedziałem.
- Dobra,
chodźmy do tego dziwnego cmentarza – Zaoferował Hidan, biorąc tę bidulkę na
ręce, tak samo jak wcześniej. Po drodze minęliśmy wyżej wspomnianego lalkarza,
który zdecydował się iść z nami i przy okazji pokazać nam drogę.
Idąc,
spojrzałem na rozgwieżdżone niebo oraz cudnie świecący księżyc, który aż raził
w oczy.
Weszliśmy do
środka miejsca wiecznego spoczynku. Wbrew pozorom wcale tam nie waliło. Cała
umarłych były wsadzone do szklanych, zamrożonych trumien. Wszędzie było pełno
cmentarnych dekoracji.
Jakiś facet
wskazał nam miejsce, gdzie kładzie się zwłoki do balsamowania, toteż tam się
udaliśmy. W chwili, gdy mój kumpel kładł dziewczynę na stół, wydawało mi się,
że drgnęła jej powieka, ale zignorowałem ten szczegół.
Gdy
delikwentka już leżała, przyglądaliśmy się jej przez chwilę. Możnaby było wręcz
tu rzucić klasycznym tekstem, iż wyglądała tak, jakby spała.
- Jak tak
się zastanowić, to ładna nawet była – Stwierdził Hidan, na co wraz z
pozostałymi skinęliśmy głową.
- Proponuję
już wracać – Powiedział marionetkarz – Rano dowódca ma zamiar przydzielać osoby
do następnych misji, także wiecie…
Udaliśmy się
więc w stronę drzwi, każdy w ponurym nastroju.
- Pić… -
Usłyszeliśmy nagle i z przerażeniem odwróciliśmy głowy, spoglądając na stół, na
którym… Siedziała nieboszczka, przecierająca oczy ;_;
- Co do
chuja?! O.o – Wrzasnęliśmy.
Tak oto w
wiosce Deszczu nastał cud zmartwychwstania ;_;
~ C.D.N ~
========================================================
** Sun Jing - czyta się jako "Sun Cin" :)
*** Qiu Tong - Czyta się (mniej więcej - tak
usłyszałam) jako "Ciu tą" XD Natomiast inni członkowie Akatsuki
(prócz liderka i Konan) czytają jej imię jako: Ciu Tongu X'DD
**** 3000 yenów to 106.36 polskich złotych (według przelicznika)
***** Tak właśnie poznały się w manhuie Sun Jing i Qiu
Tong
Zmieniłam jedynie miejsce wydarzeń :)
****** Patrz, rozdział siedemnasty
******* Informacja o kraju Herbaty całkowicie zmyślona
przeze mnie, to samo z wioską Ptaków, Rzeki i Księżyca (w sensie zamieszkiwana
ludność to Chińczycy).
******** Taki klub istnieje. Jest położony w Sopocie,
byłam tam - polecam
Wygląd jednak zmieniłam na
potrzeby opowiadania. To taki krzywy domek
Ogólnie nie ma tam czegoś
takiego jak barek na zewnątrz. Ale okolica taka sama (plaża, palmy itp) :P
Zaś klub "Ecstasy" jest przeze mnie
wymyślony. Jedyne, co jest w nim prawdziwe to okolica. Wzorowałam się na klubie
"Costa Dorada" w Łebie - również polecam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz