Od
ostatniego wpisu minęły jakieś… cztery miesiące? No, chyba coś takiego. Zeszły
wpis robiłem dzień po moich urodzinach… A później nie miałem czasu na
prowadzenie pamiętnika.
Nagle miałem
napięty grafik. Cóż, jakby nie patrzeć praca jako shinobi jest
nieprzewidywalna, tym bardziej, jeśli dołoży się do tego jeszcze fakt
przynależności do Akatsuki. Po swojej osiemnastce miałem misje przez cały maj i
czerwiec, a potem… Cóż znowu trzeba było szukać nowej kryjówki. Tym razem
jednak znalezienie jej nie zajęło dużo czasu. Dostaliśmy ją natychmiast.
Pain
stwierdził, że ma dość i postanowił wpuścić nas na teren wioski ukrytego
Deszczu, byśmy wszyscy tam zamieszkali a przed innymi wiochami stwarzali pozory
koczowniczego trybu życia, puszczając co jakiś czas nasze klony w przeróżne
tereny (jak również osobiście udawać się na spacery).
Rozwiązanie
to na pozór wydaje się być idealne, bo w końcu wszyscy mamy okazję wreszcie się
gdzieś zadomowić i czuć jak u siebie, wracać zawsze w miejsce, które można
nazwać domem. Tak, taki właśnie jest POZÓR.
W
rzeczywistości jednak nie wygląda to wcale tak kolorowo, jak opisałem powyżej.
Mieszkanie w wiosce Deszczu oznacza teraz bezpośredni, częsty kontakt z naszym
liderem (wcześniej go co prawda mieliśmy, ale tak naprawdę rzadko go
widywaliśmy), który może nas teraz LEGALNIE KONTROLOWAĆ. A to naprawdę krępuje…
wyobraź sobie uczucie ciągłego bycia obserwowanym. Obojętnie, czy idziesz spać,
budzisz się, chcesz się umyć, zjeść, wysrać… I ciągle towarzyszy ci lepkie
wrażenie, że ktoś bez przerwy gapi ci się na plecy. Mówisz, że jest ci to obce?
No, a mi niestety bardzo znajome.
Kolejnym
prócz stalkingu przez Paina minusem jest konstrukcja i wyposażenie tej osady.
Jako osoba
urodzona i wychowywana w wiosce ukrytej Skały czuję się tu, w Deszczu, co
najmniej jak sardynka. Teren zabudowany, nawet spoglądając w niebo widzisz
wieżowce. Do tego straszny tłok, idąc ulicą nie możesz pozwolić sobie na
spokojny spacerek, bo ktoś z ciągle spieszących się osadników może cię w chwili
nieuwagi podeptać.
A wracając
do gmachów – ich gęste zestawienie oraz rozkazy lidera przeszkadzają mi w
zajmowaniu się moją sztuką, zaś duża liczba ludzi na ulicach uniemożliwia
Hidanowi odprawianie modłów. Nie mamy tu również czystej wody w rzece ani
żadnych basenów (zgroza Kisame) do pływania. Brakuje też barów i kasyn (ból
Kakuzu). O innych rozrywkach typu burdel (frustracje seksualne Hidana) czy
place zabaw dla dzieci (Tobi i jego smutek) można zapomnieć, tak jak na ochotę
na dango, bo stoiska z tym żarciem w tej wiosce nie istnieją (Itachi popadł w
depresję), co również tyczy się drzew, które w tym miejscu po prostu nie rosną
(chandra Zetsu bo jest dendrofilem, wściekłość Sasoriego bo nie ma z czego
robić marionetek).
Krótko
mówiąc: wszyscy jesteśmy wkurwieni. Na Paina i jego pomysł, nawet, jeśli miał
dobre chęci. Jedyną osobą, której cała ta sytuacja wisi, jest Konan. Akurat ona
mieszka i mieszkała w Deszczu cały czas, więc normalne, że się przyzwyczaiła.
A schodząc z
tematu lokacji, napomknę tylko, że z powrotem przywróciłem sobie dawne nazwisko
po ojcu – Douhito. Ja to jednak byłem pojebany z tymi zmianami, ale wiadomo –
bunt młodzieńczy robi swoje.
Co do
ważniejszych rzeczy - pomijając nową wiochę, w jakiej przyszło nam teraz żyć,
mamy kolejny, dużo istotniejszy problem. Mianowicie brak zleconych przez
szefunia misji. Powiecie pewnie, że to przecież fajnie, że mamy wolne, możemy
robić co chcemy, obijać się itp. Otóż – nie! To nie fajnie! I nie, nie możemy
robić tego, co nam się żywnie podoba, nie możemy się nawet opierdalać!
Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Brak zadań od Paina, to brak wynagrodzenia
za wykonaną robotę.
Taki, zgadza
się, dobrze myślicie – nie mamy kasy. Jesteśmy spłukani, a ilość żarcia z
lodówki i szafek z każdym dniem diametralnie spada i podejrzewam, że niedługo
połączymy się duchowo z biednymi studentami politechniki.
Obecnie jest
za piętnaście ósma. Wpatrując się w sufit, zastanawiałem się, czy jest
dalszy sens przebywanie w łóżku, skoro nie mam dziś żadnych zadań. Teoretycznie
tak, tym bardziej, że odczuwałem lekki ból głowy (klimat panujący w tej wiosce
jest jej kolejnym minusem). Mimo wszystko postanowiłem podnieść dupę by wstać,
umyć się i ubrać.
Wyjmując
ciuchy z szafy, spojrzałem na swoje biurko, nad którym wisiało moje świadectwo
ukończenia szkoły, oraz dyplom maturzysty. Tak, zdałem, jakbyście chcieli
wiedzieć. W prawdzie nie był to wynik, jaki mnie do końca zadowalał, ale nie
narzekam. Cieszę się, że mimo wszystko mam te wszystkie przyziemne pierdoły za
sobą.
Poszedłem do
łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się, wychodząc z brodzika
spostrzegłem, że mam do ubrania tylko bieliznę i spodnie. Nałożyłem je,
psiknąłem dezodorantem i gdy wyszedłem z łazienki zobaczyłem, że moja koszulka
leży na podłodze. Musiała mi się niepostrzeżenie zsunąć z rąk, gdy szedłem się
kąpać.
Zgarnąłem ją
więc, otrzepałem jednym ruchem i zanim ją ubrałem, przewiesiłem przez krzesło
stojącym obok biurka, by osuszyć jeszcze włosy ręcznikiem.
Wtedy też
lekko zamarłem, przykuty uwagą w stronę rzeczy znajdującej się na moim biurku.
Tym czymś były pojedyncze, wysuszone płatki róż, jak dotąd przykryte kartkami i
ogólnym pieprznikiem, którego nie miałem czasu sprzątnąć. Zebrałem je więc,
zgniotłem w dłoni i wyrzuciłem do śmietnika. Westchnąłem, starając się odrzucić
od siebie wspomnienie, skąd wzięły się tu te płatki.
Ale nie
potrafiłem o tym nie myśleć, dlatego niechętnie przypomnę Wam, że owe płateczki
pochodzą od róż, które dostałem na swoje osiemnaste urodziny. I już nawet nie
będę mówił od kogo, bo na samą myśl o tej osobie i dniu, w którym otrzymałem te
kwiaty robi mi się słabo. Zresztą… wiecie, o kim mowa.
Przyodziałem
koszulkę i wyszedłem z pokoju, zamykając go na klucz. Zszedłem na dół do kuchni
w nikłej nadziei, że znajdę tam coś do jedzenia. Wchodząc do wnętrza jadalni
natrafiłem na Hidana i Kakuzu, którzy oglądali… zawartość półek.
- Siema,
bucu – Powiedział Jashinista – Wiesz, muszę cię zmartwić.
- Co się
stało? – Zmroziło mnie.
- Kończy się
nam żarcie – Poinformował mnie kumpel – A ponieważ ze wszystkich tu chłopów ty
wyglądasz najbardziej babsko, to musisz się niestety poświęcić… dlatego pożycz
no jakąś kiecę od Konan i wykurwiaj na ulicę zarabiać nam na życie. Będziesz
męską prostytutką.
- Śmieszne –
Parsknąłem , po czym podszedłem do szarowłosego, by obejrzeć pojemność
kredensu.
- Ale… –
Wytrzeszczyłem oczy – Ale przecież wczoraj było tego więcej…
- Było –
Zgodził się Kakuzu lodowatym tonem – Ale NIEKTÓRZY z nas jedzą więcej, niż to
faktycznie jest potrzebne no i teraz została ledwie połowa tego, co jeszcze
wczoraj mieliśmy.
- Kto to
zżarł? – Zapytałem.
- Na pewno
nie ja – Szarowłosy wzruszył ramionami – Ja się jeszcze mogę trochę dłużej
obejść bez pakowania sobie żarła do pyska.
-Ja też –
Mruknął kasiarz – To Kisame, jak nic. Albo Tobi.
- A cóż
takiego zrobiłem? – Do pomieszczenia wszedł sam zainteresowany, czyli
Hoshigaki.
- Zżarłeś
nam prawie całe wyżywienie, tłumoku! – Naskoczył na niego Hidan – Masz coś nam
do powiedzenia?! Nie czujesz się może winny?!
- Nie, nie
czuję– Odrzekł z rozbrajającą szczerością niebiesko skóry, gasząc przy tym
awanturnika – Jakbyś nie zauważył, do treningów i misji potrzebne jest, aby
przyjmować odpowiednie…
- Jakie
misje, jakie treningi? – Zdziwił się bankier – Toć nie bierzemy w tym udziału
już prawie trzy miesiące! Do czego ty potrzebujesz sił? Do opieprzania się?
- Do
przeżycia – Zaznaczył rekin – Nie wiem, czy wiesz, ale dzięki temu większość
populacji może jeszcze chodzić po tej ziemi.
- Owszem,
masz rację – Przytaknął ironicznie kasiarz – I podobnie jak oni, my również
chcemy jeszcze nacieszyć się tą opcją, więc mógłbyś się dzielić, z łaski
swojej.
- Właśnie –
Zawtórowałem mu – Jak będziesz przestrzegał choćby tę jedną zasadę to będzie
spoko.
- Dobra,
dobra. Wy dwaj lepiej się tak już nie mądrujcie – Kisame uśmiechnął się krzywo
– Wszyscy dobrze wiedzą, że najwięcej kasy idzie na głupie zakłady w pokera i
automaty, w które napieprzasz razem z młodym. A potem nie dziwota, że kasy nie
ma, skoro obaj uprawiacie hazard. Wstyd, że taki dziad jak ty wciąga w to
dzieciaka by sobie życie nałogami marnował.
Ten „młody”
i „dzieciak” to ja. I tak – ostatnimi czasy wciągnąłem się w hazardowe gierki,
na które chodzę razem z naszym skarbnikiem.
- A skoro o
nałogach mowa – Podchwycił Kakuzu – To zamiast patrzeć na moje i Deidary
granie, zająłbyś się lepiej swoim piciem, gdyż obawiam się, że lada chwila
popadniesz w alkoholizm. I kto tu rozrzuca pieniądze? W hazardzie jakoś
istnieje jeszcze możliwość zwrócenia tych kosztów, tym bardziej, że nie jestem
uzależniony.
- Tak, tak,
tłumacz sobie – Hoshigaki machnął ręką - Ja przynajmniej nie jestem tym do
którego należy obowiązek opieki nad pieniędzmi, więc sobie po…
-
Jashinieeee…. – Jęknął znienacka Hidan, zakrywając uszy, przy czym oparł się o
ścianę i zaczął zsuwać na podłogę, by usiąść na niej tyłkiem – Zamknijcie w
końcu te ryje… aż łeb mnie napierdala od tych waszych stękających mord….
- To weź
tabletkę i ci przejdzie – Polecił mu niebiesko skóry.
- Jaką
tabletkę? – Zapytał mistrzowsko zdziwionym tonem kasiarz, by zaraz przejść na
kąśliwość – Przecież w tym domu nawet tego kurwa nie ma!
- Dobra,
pierdolę to – Warknął jashinista, podnosząc się, by chwycić mnie gwałtownie za
rękaw – Chodź, Deidara. Załatwimy to inaczej.
*.*
W czasie,
gdy Hidan ciągnął mnie za sobą jak jakąś szmatę, usiłowałem wyciągnąć od niego,
gdzie tak właściwie idziemy, ten jednak mi nie odpowiadał. Chciałem więc
szarpnąć się i mu się wyrwać… Wtedy też przyszła odpowiedź.
Weszliśmy na
samą górę zamieszkanego przez Paina budynku. Tam mój towarzysz, stojąc przed
wrotami gabinetu, poprawił swój płaszcz, potrząsając lekko za jego kołnierz i
nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, wyważył drzwi kopniakiem. Skierowałem z
przerażeniem oczy w głąb pomieszczenia. Nasz lider nawet nie odwrócił się, by
zaszczycić nas swoim spojrzeniem, tylko stał sobie spokojnie przy oknie,
obserwując widoki znajdujące się za szybą.
- Liderze! –
Ryknął szarowłosy, podchodząc szybkim krokiem do biurka, by oprzeć na nim
dłonie z hukiem – Nie mamy kasy! Zrób coś!
Cisza.
Stałem jak kołek, czekając i obserwując, jak dalej potoczy się cała ta scena.
- To znaczy
co? – Zapytał na zimno nasz wodzirej.
- Cokolwiek!
– Wołał fioletoooki – Daj jakieś zadanie! Misje czy inne gówno! Toć tu się już
żyć nie da!
Rudy obrócił
się wolno w naszą stronę, patrząc z niedowierzaniem.
- Nie
sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę cos takiego od któregoś z was – Stwierdził –
Naprawdę aż tak potrzebujecie gotówki?
-
Oczywiście! – Krzyknął z zapałem mój kumpel.
- Po za tym,
nudzi nam się – Wtrąciłem i rozejrzałem się po pokoju – A gdzie Konan?
- Wykonuje
zadanie, które jej zleciłem – Mruknął kolczykowany.
- Sama? –
Zdziwiłem się – Przecież Akatsuki chodzą parami… nie?
- Owszem,
ale to misja zwiadowcza – Powiedział boss, podchodząc do swojego biurka, by
wyciągnąć z jego szuflady jakieś papiery – Dla własnego bezpieczeństwa i wygody
lepiej robić coś takiego w pojedynkę… To jak, chcecie w końcu te zlecenie?
- Tak, jest!
– Odparliśmy ochoczo.
- To
wyjdźcie na moment, zawołam gdy coś dla was znajdę – Polecił dowódca.
Wyszliśmy.
**** ****
Siedzieliśmy
na kamiennych schodach przed domem, z narzuconymi już na siebie płaszczami…
To znaczy, ja siedziałem, bo Hidan łaził w kółko, przy czym wymachiwał
kosą.
- W końcu
coś do roboty – Ekscytował się, oglądając się w każdym z ostrzy swojego
niebezpiecznego narzędzia – Wierz mi, tylko na to czekałem, by wyrwać się z tej
dziury!
- Ja też –
Przytaknąłem z entuzjazmem – Nareszcie wolni…
- A to co? –
Usłyszeliśmy i obróciliśmy głowy. Kakuzu stał oparty o framugę drzwi
wejściowych – Po co wam płaszcze? Czyżbyście się gdzieś wybierali?
- Słusznie –
Jego partner spojrzał na niego dumnie – Wynegocjowałem u lidercia misję dla
mnie i dla Deidary. Jak ładnie poprosisz to i może ty się na coś załapiesz.
- Żeby
musieć prosić o zadania, od których jak dotąd się tylko uciekało… W dodatku
jeszcze WY to robicie …Coś podobnego – Prychnął z rozbawieniem kasiarz.
- Też nie
spodziewałem się, że będzie dane mi to usłyszeć z ich ust – Dobiegło mnie i gdy
znów wykręciłem kark przed siebie i ujrzałem nad sobą Sasoriego, o mało nie
dostałem zawału.
- Jezu,
danna! – Wzdrygnąłem się – Nie strasz tak…
- Właśnie! –
Pisnął niemal jashinista – Pojebało cię, pan?
- Wybaczcie
– Mruknął lalkarz – Stałem niedaleko i gdy ujrzałem waszą dwójkę poprzebieraną
w płaszcze, to aż nie mogłem się powstrzymać, by do was nie podejść.
- Ja też –
Zgodził się bankier – Gdzie się wybieracie?
- Szczerze,
to nie znamy jeszcze dokładniejszych szczegółów – Odparłem wymijająco, nie
chcąc wprost przyznać, że nie wiemy nic.
- No cóż, to
ja wracam do swoich spraw, w takim razie – Stwierdził Sasori, zwracając się w
znanym sobie kierunku – Deidara, jakbyś się czegoś dowiedział, to daj znać.
Chcę wiedzieć, czy mam brać się za majstrowanie przy starych marionetkach, czy
się jednak wstrzymać.
- Jasne,
pewnie, że dam – Powiedziałem. Zostaliśmy na powrót we trójkę.
- A tak w
ogóle – Odezwał się znów Kakuzu – Aż dziw bierze, że ktoś taki jak ty, Hidanku,
bardziej interesuje się misją niż swoją laską.
- No, wiesz…
jakby nie patrzeć, dawno nie odprawiałem modłów, a dla osoby wyznającej religie
jashin to nie lada grzech, za który muszę jak najszybciej pokutować – Wyjaśnił
szaro włosy, jednak ton jego głosu kazał mi myśleć, że coś jest nie tak. Mimo
wszystko nie dałem tego po sobie poznać, gapiąc się jak gdyby nigdy nic w
kałużę położoną niedaleko mnie- Dlatego ta misja pomoże mi w końcu odbudować mą
wiarę. Sprawy przyziemne mogą poczekać.
- Ook… -
Powiedział ostrożnie jego partner, zerkając na mnie ukradkiem. Zapewne jemu też
coś nie pasowało w głosie kompana – W takim razie zostawiam was samych… jakbyście
coś chcieli, to jestem u siebie w pokoju. Mam kilka zdrapek, mogę dać wam
kilka.
- Mnie takie
rzeczy nie interesują – Jashinista wzruszył ramionami.
- A ja
bardzo chętnie wezmę – Zgłosiłem się i już sięgałem ręką w kierunku wspomnianej
zdrapki, gdy nagle w głowie odezwał się znajomy głos Paina.
Wymieniliśmy
z fioletowookim spojrzenia i pognaliśmy w kierunku właściwej wieży.
**** Kilka minut później ****
Staliśmy
lekko zdyszani w gabinecie dowódcy, przyglądając się z napięciem, jak ten
sortuje papierzyska.
- Otóż… po
dłuższym sprawdzeniu ofert – Odezwał się wreszcie, dalej układając – Powiem
wam… że udało mi się przydzielić je sprawiedliwie tak, by pozostała część
organizacji, która nie ma co robić była zadowolona a także… Cóż,
wyselekcjonowałem też i coś dla was, z tym, że jest jedno „ale”.
- Co
takiego? – Chciałem wiedzieć.
- Chuj z
tym! – Zawołał zirytowany szaro włosy, wchodząc naszemu szefowi w słowo,
uniemożliwiając mu tym samym udzielenie mi odpowiedzi – Czy to deszcz, czy to
śnieg, ja kurwa biorę wszystko!
- Czyżby? –
Kolczykowany uniósł brew.
-
Oczywiście! – Zagrzmiał Hidan. Przeniosłem wzrok z powrotem na naszego dowódcę
i już wiedziałem, że żałuję, iż w ogóle do niego się zgłaszaliśmy.
- W takim
razie przejdę do sedna – Powiedział boss, sięgając po jedną z kartek –
Skierujecie się do kraju Rzeki, miejscowością położoną niedaleko naszej pseudo
„siedziby”. A konkretnie za nią. Wiecie gdzie?
- Tak –
Odparliśmy zgodnie.
- W prawdzie
wasza ostatnia misja, jaką wykonywaliście razem z Itachim, polegająca na opiece
nad dziećmi zawiodła i w zasadzie nie powinienem przyznawać wam już nic
podobnego – Kontynuował Pain – To patrząc na zapał Hidana, zdecydowałem się dać
wam jeszcze jedną szansę. Tak, dostaniecie misję rangi D.
Zrzedły nam
miny. Cóż, o rytuałach i rozpierduchach możemy w takim razie zapomnieć.
- Znów
będziemy zajmować się jakimiś dziećmi? – Upewniłem się.
- Nie, tym
razem waszą rolą będzie tygodniowa praca w hotelu – Na twarzy rudego wypełzł
szczwany uśmieszek, przyprawiający mnie o dreszcze – Resztę szczegółów
otrzymacie na miejscu.
***
Po
spakowaniu wszystkich potrzebnych rzeczy i zjedzeniu tego, co było przeznaczone
dla nas w odpowiedniej porcji, mogliśmy wyruszyć w drogę.
Trasa nie
była skomplikowana, ani specjalnie długa (jak dobrze pójdzie to na wieczór
będziemy), gdyż zmierzaliśmy na teren położony bardzo blisko wioski Deszczu.
Przez jakiś
czas szliśmy w milczeniu, w którym osobiście cieszyłem się zmianą klimatu, jaka
nastała zaraz po wyjściu z tej okropnej osady, w jakiej to przyszło mi mieszkać.
Słonko
świeciło, wiaterek szumiał, tworząc delikatne falę na jeziorku, wokół
zieleń, powietrze czyste… No coś pięknego! Jeszcze nigdy nie byłem tak
zachwycony otwartą przestrzenią, mówię Wam!
Mając ją
wcześniej na co dzień, nie dostrzegałem jej piękna… A teraz? Boże, jakim ja
szczęściarzem byłem! Już nigdy nie będę uważał mieszkania w tak cudnych
okolicach jako coś normalnego. Od dziś to błogosławieństwo! Dlatego ludzie –
proszę, szanujcie to, co macie i cieszcie się z tego, bo niedługo może tego już
nie być.
Rozglądając
się po okolicy, nagle zatrzymałem twarz na swoim towarzyszu. I zrzedła mi mina.
Hidan szedł
stanowczym krokiem, twardo wpatrzony przed siebie, kompletnie nie zwracając
uwagi na to, co dzieje się wokół. Normalnie bym ten fakt olał, w końcu nie
każdy przywiązuje jakąś szczególną wagę do otoczenia i po prostu pracowicie
wykonuje powierzone mu obowiązki, nie tracąc czasu na głupoty. Rzecz w tym
jednak, że mój przyjaciel nie jest tego typu osobą. On pierwszy, szybciej ode
mnie wychwyciłby zmiany, jakie nastąpiły po wyjściu z terenu wioski Deszczu.
Ten jednak
nie odezwał się ani słowem, nie wyraził żadnego komentarza. Nie pasowało mi to
do niego.
- Hidan? –
Postanowiłem rozpocząć rozmowę.
- No? –
Zapytał obojętnie.
- Coś taki…
- Usiłowałem znaleźć odpowiednie słowo – Cichy… milczący? Skupiony na czymś
jakiś?
- Skupiony
Jestem na misji – Odparł, co na dobre utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś
jest nie tak – To chyba normalne, nie?
- Nie u
ciebie – Wytknąłem - Normalnie biegasz gdzie popadnie i łapiesz ofiary do
rytuałów.
- Cóż… -
Szarowłosy przystanął, co uczyniłem również i ja, wtedy on zaczął rozglądać się
na boki, po czym spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami – A widzisz tu kogoś
innego oprócz nas?
- Nie… -
Przyznałem, czerwieniejąc z zawstydzenia.
- No właśnie
– Mruknął jashinista i ruszył gwałtownie w dalszą wędrówkę. Podbiegłem więc do
niego, by móc dotrzymywać mu kroku.
Znów szliśmy
w milczeniu. Zastanawiałem się, analizowałem co tak właściwie mam zamiar
powiedzieć mojemu kumplowi. Jednemu, jedynemu kumplowi, którego zachowanie mnie
niepokoi już od jakiegoś czasu. A dokładniej miesiąc od moich urodzin. Zwykle
wypytywał mnie o moje… echem, miłosne (czasami nawet seksualne) problemy, zaś
ja wypytywałem o związek z jego dziewczyną i wzajemnie sobie coś doradzaliśmy,
opowiadaliśmy co i jak… Jednak od tamtego czasu przestał mi mówić ani pytać o
cokolwiek. Owszem, ma do tego prawo… Ale dla mnie to i tak dziwne.
Czyżbym był
przewrażliwiony? Może jednak nic się z nim nie dzieje i mam schizy? Nie, to
jakby nie patrzeć, byłoby zbyt piękne. Coś jest na rzeczy, czułem to pod skórą.
W końcu zrobił się jakiś… Nerwowy, zamyślony, ponury. I to z dnia na dzień! No
dobra, przesadziłem… Ale wiecie, o co mi chodzi. A jeśli… ten klimat w wiosce
Deszczu wywołuje u niego takie samopoczucie? W takim razie czemu nie cieszy
się, że wydostał się z tej dziury i psychicznie wróci do normalności? Chciałem
zadać mu jeszcze kilka pytań, ale postanowiłem, że na razie dam mu z tym
spokój. W końcu nie warto się wychylać i nadwyrężać jego cierpliwości, bo coś
mi się stanie.
Całą resztę
drogi nie odezwałem się już ani słowem, on tak samo.
***
Tak, jak
przeczuwałem. Na miejsce dotarliśmy pod wieczór, a ponieważ zaczynał się
październik, mrok nadchodził szybciej. W ciemności dało się jedynie dostrzec
światła palące się w budynku, przypominającym zamek
Nie mając
większego oświetlenia, potarłem zapałkę o pudełko i trzymając w palcach tak
wesoło migający patyczek, zbliżyłem go do wyjętej od Paina kartki z narysowaną
mapą w taki sposób, by odległość była bezpieczna.
- Myślisz,
że to tutaj? – Zapytał nagle Hidan, zaglądając mi przez ramię na świstek.
- Na to
wygląda… - Mruknąłem i zwróciłem oczy na kamienicę przede mną – To chyba jakaś…
restauracja w zamkowym stylu, co nie?
- Albo hotel
– Dorzucił swoje szaro włosy. Popatrzyliśmy na siebie niepewnie i równie
wątpliwym krokiem ruszyliśmy do wskazanego przez lidera budynku z mosiężnymi
drzwiami.
Kiedy tam
weszliśmy, powitał nas widok korytarza w kolorze jasnego drewna ścianach, jak i
w miejscu podłogi. Na wspomnianych przed chwilą ścianach wisiały lampy,
jakiś metr dalej ujrzeliśmy duży żyrandol ze świeczek, a pod nim mnóstwo
stolików przykrytych białymi obrusami, krzeseł i ławek zaopatrzonych w poduszki
kwiecistymi wzorkami, przy których siedzieli ludzie, obsługiwani przez mężczyzn
odzianych w stroje lokai rodem z dziewiętnastego wieku, zaś w całym tym
pomieszczeniu dało się słyszeć dopasowaną do tego okresu muzykę graną przez
orkiestrę. Gdzieś z tyłu we wnętrzu baru zauważyłem małą wieżę stereo, na
szczęście nie była jakoś specjalnie widoczna.
Ja i mój
towarzysz znów wymieniliśmy spojrzenia.
- Miałeś
rację – Zawyrokował strasznym głosem.
- Nie do
końca – Szepnąłem mu – Mi chodziło bardziej o średniowiecze, tymczasem… ja tu
widzę bardziej osiemnasty… dziewiętnasty wiek.
- Coś za
nowocześnie, przynajmniej w środku – Stwierdził fioletowooki – W tamtych
czasach nie było raczej takich trunków, radia…
- Nie
zrozumiałeś – Powiedziałem, z trudem powstrzymując śmiech – W tego typu
miejscach masz się poczuć tak, jakbyś faktycznie był w tym okresie, dlatego też
między innymi ci ludzie obierają się w taki jak widzisz sposób i włączają
muzykę daną do tych czasów, by nam w tym dopomóc. A mimo to, nie zwracasz uwagę
na radio i delektujesz się ulubionym drinkiem. A i tak mają orkiestrę, radia
pewnie włączają w nagłych wypadkach jak przerwa, czy coś…
- Bezsensu –
Prychnął jashinista.
W tym
momencie, z lekkim uśmiechem na twarzy, podeszła do nas jasnobrązowo
włosa kobieta uczesana w kok, odziana w czarną suknię i biały fartuch, na
nosie zaś miała okulary. Na oko miała lekko ponad pięćdziesiąt lat.
- Witam
państwa w naszym hotelu i restauracji „Do studzienki” – Przywitała nas – W czym
mogę pomóc?
Nie wiem,
jak mojego kumpla, który i tak nie wypowiedział na to żadnego słowa, ale mnie
dosłownie zatkało na dźwięk zdania „witam państwa”. Czyżbym…. Był pomylony z
dziewoją?
- My do
pracy – Odparłem – Przysyła nas pan…
- Pan Pain z
Deszczu, Akatsuki – Kobiecina zniżyła głos – To już rozumiem, proszę wtedy
panią z panem tędy.
Na to
kolejne zdanie wybałuszyłem gały tak szeroko, że prawie wyszły mi z orbit a na
twarzy zakwitły rumieńce oburzenia, zaś sam Hidan ryknął gromkim śmiechem, co
wpędziło w zakłopotanie naszą rozmówczynię.
- Jestem…
Mężczyzną – Wydusiłem, czując suchość w gardle.
Paniusia aż
podskoczyła z szoku, przykładając dłoń do ust.
- Ojejku,
bardzo pana przepraszam! Ja… Po prostu się pomyliłam, ja…- Jąkała się,
ukłoniła gwałtownie i chwytając za rogi kiecki pognała gdzieś nerwowym
krokiem – Proszę za mną!
Niewiele
myśląc, poszliśmy za nią, jak się okazało, na zaplecze kuchni, w której to
znajdowali się dwaj przy kości kucharze i coś pichcili, ale że mieliśmy dokonać
różnego rodzaju formalności, to nie witaliśmy się z nimi jeszcze, tylko
przeszliśmy w bardziej ustronne miejsce. Czyli na zaplecze właśnie.
- Jeszcze
raz bardzo pana przepraszam – Powiedziała ta pokojówka – Pomyliłam się, bo
proszę mi wierzyć, pan naprawdę… jak na pana patrzyłam to widziałam kobietę,
pan naprawdę TROSZKĘ ją przypomina… proszę mi wybaczyć!
- Nic… się
nie stało – Wydukałem, przy czym usłyszałem ciche parsknięcie szarowłosego, co
przypłacił uderzeniem łokcia w żebro - Jak mówiłem, przysłał nas tutaj lider
naszej organizacji… I prawdę powiedziawszy nie wiemy, jakie jest nasze zadanie.
- Zaraz do
tego przejdziemy – Paniusia poprawiła fartuch – Najpierw pozwolę się państwu
przedstawić. Nazywam się Masuyo Aizawa i jak już się państwo domyślacie, jestem
właścicielką zarówno hotelu, jak i restauracji. Ta sieć prowadzona jest od
czterech pokoleń, ja kieruję nią od niedawna, przypadła mi całkowicie po
rodzicach, a że oboje są w kwiecie wieku, to obecnie cała ta własność jest pod
moją opieką. U swoich pracowników Cenię sobie tempo i jakość pracy. To
tyle o mnie, teraz prosiłabym o jakieś informacje o was.
- Tak, ee… -
Hidan spojrzał na mnie niepewnie, po czym skierował wzrok na panią Masuyo – Ja
jestem Hidan, wyznaję…
- Dość –
Szepnąłem do niego ostro, dźgając przy tym lekko w brzuch – A ja mam na imię
Deidara. Razem z kolegą zostaliśmy, jak powiedziałem, przysłani do pomocy.
Moglibyśmy teraz poznać nasze zadania?
- Dokładniej
poznacie je jutro – Brązowowłosa spojrzała na zegar – W tym momencie akurat
zamykamy i kończymy obsługiwać klientów. Czyli o godzinie dwudziestej
pierwszej trzydzieści, gdy wszyscy się rozejdą, zamykamy restaurację, sprzątamy
całą salę, układamy krzesła na stoły, zamiatamy, a dopiero potem myjemy
podłogi. Trwa to zwykle do dwudziestej drugiej, ewentualnie dwudziestej drugiej
trzydzieści. Wieczór to czas głównie dla restauracji, ogólnie przez cały dzień
pracę rozdzielamy pomiędzy hotelem a restauracją. Dziś, panowie, nie musicie
już sprzątać ani nic robić, bo jest późno. Zaprowadzę więc was do waszego
pokoju, proszę za mną
Popatrzyliśmy
po sobie i poszliśmy za kobietą, która zaczęła nam pokazywać drogę do hotelu,
jak już byliśmy to składziki ze środkami czystości, pralnię dla służby… takie
różne pierdoły, aż nie doszliśmy do pomieszczenia na samym dole. Było to
miejsce ewidentnie nie dla gości, bo schody prowadziły do zakratowanego
korytarza, którego był zamknięty na klucz. Za tą jakby celą znajdowały się
pokoje.
- W czasie
naszej pracy cały ten korytarz jest zamknięty – Wyjaśniła Aizawa – To po to, by
nikt z zewnątrz przypadkiem się tu nie dostał i nie wszedł do pokoi któregoś z
pracowników, jak ten na przykład, zapomni u siebie zakluczyć drzwi. Zdarzały
się takie przypadki… Natomiast nocą hol służby jest otwarty, po prawej macie
prysznic, jakbyście chcieli się wykąpać.
Podeszliśmy
do jednego z pokoi, którego to okularnica otworzyła.
- Oto wasz
pokój, pościele i wszystko macie już przygotowane – Powiedziała, przekazując
Hidanowi klucze – Ogólnie pracę zaczynamy o godzinie dziewiątej, a śniadania
dla hotelowych gości są wydawane o dziesiątej, jednak prosiłabym zjawiać się w
kuchni, o godzinie ósmej trzydzieści. O pobudkę proszę zadbać samodzielnie i
być punktualnym. Zwykle zanim zaczynamy otwarcie restauracji, robimy należne
porządki. Jako, że przyszliście dopiero teraz i lider powiadomił mnie w
ostatniej chwili, będziecie panowie pracować u mnie przez niecałe osiem dni. W
ostatnim dniu zostaniecie u mnie do południa, jutro powinniście otrzymać
odpowiednie dla was stroje – Popatrzyła na nas badawczo – Czy wszystko
zrozumiałe?
- Tak, jest
– Odparliśmy zgodnie.
- W takim
razie życzę dobrej nocy – Pożegnała się z nami Masuyo i zamknęła drzwi.
Rozejrzałem się po pokoju. Skromny, białe ściany, jedno okno z pomarańczową
zasłoną, dwa łóżka oddzielone stolikiem nocnym, na którym stała mała lampeczka,
szafa, zlew i lustro. Żadnych obrazów do ozdoby, ewentualnie jakiś zielony
kwiat na komodzie i duży dywan pod dwoma legowiskami.
- No, to ja
się przebieram, biorę prysznic i walę w kimono – Mruknął Hidan, podchodząc do
łóżka przy oknie, by rzucić obok niego swoją torbę, by rozpakować z niej
potrzebne rzeczy, przy czym usiadł na materac – Pościelisz mi wyrko?
- E? A, ta,
jasne – Mruknąłem, otrząsnąwszy się z zamyślenia. Kiedy on poszedł do łazienki,
zacząłem nakładać poszewki, na kołdry i poduszki na obu łóżkach, uprzednio
nakładając na materace prześcieradła.
Gdy
skończyłem, przysiadłem na swojej pryczy i westchnąłem. Wiem, że ta chwilowa,
dorywcza praca to misja i w ogóle… Lecz teraz naprawdę poczułem, że mogę
odpocząć. Nareszcie jestem wolny od tego zgiełku i ciasnoty, chociaż na tydzień
nie muszę przejmować ciągłą obserwacją ze strony Paina, problemami finansowymi
(i nie tylko), organizacji i no cóż… własnymi uczuciami i przeszkodami z nimi
związanymi.
Opadłem
gwałtownie na materac, lądując głową na poduszce. Skrzyżowałem ręce na piersi.
Moje
uczucia, w stosunku do pewnej osoby… przez ten czas, w którym nie pisałem, nie
zmieniły się ani trochę. Zapewne wiecie już, że mówię...Tak, o Itachim. Od
czasu moich urodzin, a dokładniej pewnego zdarzenia, jakie nastąpiło dzień
później, nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Żadnego, a odkąd zamieszkaliśmy
wszyscy w wiosce Deszczu, nasz kontakt stał się jeszcze bardziej nikły,
niewiadomy. Wcześniej, zaraz po wyżej wspomnianym wydarzeniu, spotykaliśmy się
tylko spojrzeniami, raz dłuższymi, raz krótszymi, przez które, tak mi się
wydaje, sami nie wiedzieliśmy, co chcieliśmy sobie przekazać. Teraz nie ma już
nic, nawet na mnie nie patrzy, omija chłodno z takim wyrazem twarzy, jakbyśmy
się nie znali.
Rozumiem, że
ma to związek z tym, iż Pain siedzi nam na karku bardziej, niż zwykle i pewnie
nie chce się przed nim odkryć. Sam bym nie chciał, by kochany liderek
dowiedział się o mojej nieszczęsnej orientacji seksualnej, a tym bardziej o
uczuciu do któregoś z kolegów… Ale bez przesady, ja to się przynajmniej próbuję
przywitać. Może i cicho, może i nieśmiało, może i niechętnie, ale jednak. A on?
Kompletny brak jakiegokolwiek zainteresowania z jego strony, tak jak i odzewu
na moje przywitania.
Czyżby to
był kompletny koniec? Po pierwszym razie nie ma co się już nad nim rozwodzić i…
Iść dalej? Przejść na stosunek czysto koleżeński, a nawet… służbowy? Ta, może
kiedyś, na początku narodzin naszej chorej relacji może bym i potrafił to
zrobić, a teraz… Jest ciężej, niż myślałem. Albowiem okazuje się, że wcale nie jestem
taki twardy, jak mi się wydawało że jestem. Przywiązałem się, zrobiłem sobie
nadzieję. Nie wiem, jakim cudem mam teraz powiedzieć i udawać, że nic się nie
stało.
Dla
ścisłości: kiedy byliśmy sami przytulałem się, całowałem z tą osobą niezliczoną
chyba ilość razy, raz nawet spaliśmy (po prostu) w jednym łóżku, aż w końcu
dałem mu się przelecieć i ta ostatnia sytuacja wydarzyła się po moich
urodzinach. To zaszło zdecydowanie za daleko.
Owszem, były
również chwile, w których Pain przebywał niedaleko nas, a my odstawialiśmy
różne akcje, ale wtedy kochany boss nie poczuwał się by nas kontrolować.
Pozwolił sobie na to dopiero wtedy, gdy u niego zamieszkaliśmy.
W takim
razie to już epilog tego wszystkiego… Itachi?
- Skończyłem
– W tym momencie Hidan wkroczył gwałtownie do pomieszczenia, wyrywając mnie z
główkowania nad swym zawodem miłosnym – Możesz już iść, dzięki, że pościeliłeś
mi łóżko. Jak chcesz wziąć prysznic, radzę ci wziąć do tego klapki.
- Spoko –
Mruknąłem, wstając ciężko. Wziąłem piżamę, ręcznik i inne potrzebne rzeczy, po
czym poszedłem do łazienki. Tam wyskoczyłem z ciuchów i wszedłem natychmiast do
brodzika, ustawiając uprzednio temperaturę wody.
Wyszorowałem
porządnie całe ciało gąbką i żelem, wycisnąłem na dłoń szampon i zacząłem
masować włosy do utworzenia się piany. Gdy upewniłem się, że całą głowę mam
umytą, zacząłem ją spłukiwać za pomocą słuchawki od prysznica. I wtedy mnie
tknęło.
Pomijając
ciągłą obserwację ze strony liderka to.... Czyżby relacje moje i starszego
Uchihy tak nagle się urwały dlatego, że zależało mu jedynie na tym, by mnie
zerżnąć?
Oparłem się
czołem o szybę. To bardzo… możliwe. W końcu przed zamieszkaniem w Deszczu w
ogóle już się do mnie nie odezwał. Jasne, ja też mogłem podjąć próbę, by
do niego zagadać… no ale jak by to wyglądało? Musiałbym chyba powiedzieć coś w
stylu: „Hej, Uchiha, pamiętasz mnie jeszcze? Dałem ci się niedawno
przelecieć…” albo: „Itachi, czemu mnie wyruchałeś i zostawiłeś jak
burą sukę?”, lub: „Cześć, zechciałbyś porozmawiać o naszym
związku?”.
Z tych
wszystkich trzech możliwych opcji trzecia wydaje się najodpowiedniejsza, z tym,
że musiałbym ustalić, co tak właściwie nas łączy i dobrać słowa tak, by treść
nie brzmiała jak ulubiony zwrot świadków Jehowy.
Wyłączyłem
natrysk i wyszedłem spod prysznica, wycierając dokładnie ciało i włosy.
Wysikałem się, umyłem ręce, twarz i zęby, ubrałem w piżamę, wsunąłem stopy w
kapcie i wyszedłem z pomieszczenia, kierując się do swojej chwilowej sypialni.
Gdy tylko
tam wszedłem, światło było całkowicie zgaszone, zaś przez okno okryte zasłoną
ujrzałem odbicie prawie pełnego księżyca, jedynego źródła oświetlenia (latarnie
uliczne się nie paliły), które i tak mi w zasadzenie nie pomogło, bo gówno
widziałem, toteż, by nie robić hałasu, przykucnąłem, ułożyłem swoje rzeczy na
podłodze i po omacku odnalazłem drogę do „swojego” łóżka. Gdy tylko do niego
wszedłem, położyłem się i okryłem kołdrą, wbijając wzrok w sufit. Zamknąłem
oczy w nadziei, że zaraz przyjdzie do mnie nie sen.
Niestety,
nie przyszedł, przez dobre półtorej godziny kręciłem się jak idiota, próbując
znaleźć wygodną pozycję, mającą na celu uśpienie mnie. Znów obróciłem się na
plecy, by spotkać oczy z sufitem.
Od dziecka
nienawidziłem sypiać w miejscach innych od mojego zamieszkania. Obojętnie, czy
jechałem z rodzicami na jakieś święta do krewnych (typu dziadkowie, kuzyni,
wujostwo) czy też zapraszany byłem do kolegi na nocowanie (chodzi mi oczywiście
o takie dziecinne nocowanie, wy zboki), nie trawiłem tego cholernie.
Spowodowane było to tym, że no właśnie, z trudem szło mi zaśnięcie, a jeśli już
mi się udało, to i tak co chwila się budziłem i koniec końców byłem niewyspany.
Nawet w tej nieszczęsnej wiosce Deszczu łatwiej mi było zapaść w sen, bo
wiedziałem, że mimo wszystko to mój dom. A w domu, wiadomo, czujesz się mimo
wszystko trochę lepiej i nie musisz martwić się bezsennością. Owszem, zdarza
się to również wtedy, gdy jesteś w swoim łóżku, jednak rzadziej niż w obcym
miejscu. Najgorzej jest jednak, gdy wcześniej za dnia się wymęczysz, tak jak ja
dzisiaj, a mimo wszystko dalej nie możesz odpłynąć. Tak, zdecydowanie
nienawidzę tego uczucia. Przekręciłem głowę w stronę mojego współlokatora.
Hidan leżał
na boku, odwrócony do mnie plecami. Nie wierzę, że tak szybko udało mu się
uderzyć w kimono. Nie macie pojęcia, jak ja mu zazdrościłem, toteż również
spróbowałem przekręcić ciało na bok w taki sposób, co on. Przez dłuższą chwilę
gapiłem mu się na plecy, po czym zamknąłem oczy, próbując tradycyjnego sposobu
liczenia w głowie durnych baranów skaczących przez płot.
Dobra… Jedna
głupia owca, droga głupia owca, trzecia głupia owca, czwarta głupia owca, piąta
głupia owca, szósta głupia… Zaraz, a te obłoki z nogami faktycznie skaczą? Nie…
skup się. Nie pozwól wyprowadzić się z równowagi, wiem, że to nudne zajęcie,
ale potrzebne. Zaraz, na czym to ja…? A, ta… Szósta głupia owca, siódma głupia
owca, ósma głupia owca, dziewiąta głupia owca, dziesiąta głupia owca,
jedenasta… Boże, to jest tak irytujące wypowiadać tyle słów naraz… Może skrócę
to do kulki? No, jakby nie patrzeć, to taka kulka waty. A więc jedenasta kulka,
dwunasta kulka, trzynasta kulka, czternasta kulka…
Nagle
otworzyłem oczy, dotknięty strasznym faktem. TEN SUKINSYN WCALE NIE ŚPI!
Zerwałem się do pozycji siedzącej, chwyciłem za poduchę i z impetem cisnąłem
nią w szarowłosego.
Ten w
odpowiedzi gwałtownie usiadł i obrócił się w moją stronę z morderczym wyrazem
twarzy.
- Co ty,
posrało cię, idioto?! – Krzyknął.
- Czemu nic
nie mówisz, że nie śpisz?! – Zapytałem wkurzony.
- Jestem
zajęty – Syknął.
- Czym?! –
Prychnąłem.
- Gównem!
Barany liczę! – Odwarknął i już miałem odpowiedzieć coś w stylu dlaczego w
takim razie ze mną nie gada, tylko usypia się w tak chujowy sposób (oczywiście
nie wspominając, że sam to przed chwilą robiłem), ale zanim w ogóle cokolwiek
powiedziałem, poczułem, że dostałem w głowę czymś ciężkim, co momentalnie
zwaliło mnie na podłogę.
Okazało się,
że drogi Hidanek postanowił przypieprzyć mi w łeb kijem od swojej kosy.
Zamroczyło mnie, a dźwięki zewsząd jakby się przytkały.
- Przez
ciebie zgubiłem się w liczeniu! – Usłyszałem jego stłumiony (przez ogłuszenie
jakie mnie ogarnęło), podirytowany głos, podczas gdy nad moją głową
rzeczywiście przelatywały już rozmazane barany. Zamrugałem zdezorientowany,
przetarłem oczy dłonią i podpierając się łokciami, usiadłem na dywanie.
- Stary –
Jęknąłem – Wyluzuj… Ja tylko żartowałem…
Mój kumpel z
powrotem leżał jak wcześniej, a ja usiadłem na materac, patrząc zdumionym
wzrokiem na szarowłosego.
- Ostatnio
jesteś jakiś dziwny – Powiedziałem – Zauważyłem to już wcześniej… Czy… Czy
wszystko z tobą okej?
Brak
odpowiedzi, usłyszałem jedynie ciche westchnięcie.
- A w ogóle
– Kontynuowałem niezrażony – Mało ostatnio mówisz o Nadii i chociaż jesteście
razem, to w ogóle nie wychodzisz żeby się z nią spotkać. Jeszcze niedawno co chwila
się widywaliście, gadaliście przez telefon, a teraz…
- Daj mi
spać – Warknął jashinista, tym samym przerywając mi. Położyłem się więc i
ponownie wgapiłem w sufit, zerknąwszy ukradkiem na mojego towarzysza.
„Może się
pokłócili?” pomyślałem, gdy do głowy przyszła mi jeszcze jedna myśl „zerwali?”.
Wzruszyłem
ramionami i podwinąłem kołdrę pod sam nos.
„Zapytam jak
będzie rano”.
***
W końcu
udało mi się znaleźć wygodną pozycję i zasnąć, niestety jednak nie na długo, bo
po zaledwie paru godzinach zadzwonił budzik, gwałtownie wyrywając mnie ze stanu
spoczynku.
Zamrugałem,
podirytowany wkurzającym dźwiękiem i przeciągając się, usiadłem na materac, by
machinalnie spojrzeć na swojego współlokatora, leniwie zaciągającego poduszkę
na głowę, w celu stłumienia terkotu.
- Hidan,
wstawaj – Wymamrotałem osowiale i odchyliłem kołdrę. Podszedłem do drzwi, przy
których zostawiłem wczoraj ręcznik (tak, jestem idiotą i rzuciłem wczoraj
ręcznik na podłogę), grzebień, szczoteczkę i ubrania. Zebrałem te rzeczy i
udałem się do łazienki.
Tam
dokładnie przemyłem twarz, wyszorowałem zęby, ubrałem się i uczesałem. Wszystko
zajęło mi może max dziesięć-piętnaście minut, po mnie wszedł Hidan. W tym
czasie po korytarzu dla służby przewijały się jakieś nieznane osoby, które jak
wiadomo należały do służby, najczęściej byli to młodzi mężczyźni, co lekko mnie
zdziwiło, bo dziewczyn było może dwie na krzyż... albo tylko jedna?
Po kilku
minutach czekania na jashinistę, ten w końcu wyszedł i razem udaliśmy się do
kuchni, tam czekała na nas już Masuyo Aizawa, z którą się przywitaliśmy.
- Na
początek, zaczniemy od przydzielenia wam odpowiednich strojów – Powiedziała,
wręczając nam po papierowej torbie – Wybacz, Deidara…- Dodała przepraszającym
głosem. Rozszerzyłem na to szeroko oczy, ale uznałem, że ten ton to moja
wyobraźnia, więc postanowiłem nic na to nie odpowiedzieć, tylko skierować się
do przebieralni.
I tam
właśnie otrzymałem odpowiedź, skąd te przeprosiny, bo gdy tylko sięgnąłem do
środka reklamówki, wyjąłem z niej… czarną sukienkę, biały fartuszek, koronkowy
czepek, pończochy, damskie rękawiczki oraz buciki na niskim obcasie.
Wierzcie mi,
lub nie, ale w tamtym momencie szczęka dosłownie opadła mi na podłogę i
zastygłem w bezruchu. Zdawało mi się również, że na moment mózg mi się zawiesił
z braku pomysłu, jak mam właściwie zareagować. Nie wiele (a raczej w ogóle)
myśląc, po sekundzie zdecydowałem się włożyć na siebie to wszystko i tak
odstawiony, wyjść do ludzi niczym skończony idiota.
- O kurwa!
Hahahahahaha! – Ryknął Hidan, jak tylko mnie zobaczył.
- Co to ma
być? – Zapytałem żałośnie, patrząc wprost na Masuyo.
- Właśnie
dlatego chciałam cię tak strasznie przeprosić - Ukłoniła się kobieta, co
w tej sytuacji wydało mi się dziwnie komiczne – Widzisz… brakuje nam tu kobiet,
właściwie prócz mnie mamy tu tylko jedną, która nadaje się do obsługiwania
gości, druga jest no… nie w „tym” wieku, a nasza klientela nastawiona jest na
urocze pokojówki… A że z racji tego, że przypominasz kobietę, to liczyłam, iż
się zgodzisz, mamy ich tutaj tak mało, a nasza jedyna dziewczyna czuje się
tutaj strasznie samotnie wśród tych wszystkich chłopaków… ale jak nie chcesz
być tak ubrany, to w porządku! To tylko przymiarka, chciałam po prostu
sprawdzić, jak to na tobie leży i co o tym myślisz. Trudno, nie przekonam cię
na siłę, już ci zaraz dam normalny…
- Nie trzeba
– Przerwałem jej to plątanie w zdaniach – Mogę… być tak ubrany. Dam radę.
- Serio? –
Zapytał szaro włosy, wybałuszając na mnie ślepia.
- Jasne –
Wzruszyłem ramionami, starając się ukryć cząstkę zazdrości z powodu jego
NORMALNEGO stroju kelnera.
- Daj znać,
gdy będziesz chciał się przebrać! – Zawołała uradowana Aizawa, drepcząc gdzieś
w głąb kuchni, przez co na chwilę zostałem sam z moim towarzyszem.
- Fajna
babka – Stwierdził.
- Owszem –
Potwierdziłem – Właśnie dlatego zdecydowałem się znieść tę męczarnie. Co to
jest chodzić przez prawie tydzień ubrany jak baba? Pff, drobiazg. Czuję, że podjąłem
najbardziej męską decyzję w swoim życiu.
- Tak męską,
że wyglądasz jak lachon – Parskną jashinista, oglądając mnie od stóp do głów –
Gdybym cię nie znał, pomyślałbym że fajna z ciebie dupa, a jeśli spróbowałbym
się do ciebie dobrać, to pewnie miałbym traumę do końca życia!
- Miałbym
zwałę, gdybym faktycznie zobaczył cię w takiej sytuacji z kimś innym –
Zachichotałem i nagle mnie olśniło – Hm… No, proszę. Znów jesteś sobą.
- To znaczy?
– Zapytał fioletowooki.
- Nie jesteś
taki smętny jak byłeś wczoraj… i przez ostatnie dni – Odparłem.
- Ja,
smętny? Coś ty – Szarowłosy machnął ręką – Coś ci się zdawało.
- No, a
wczoraj? – Dociekałem – Wyglądałeś na nieźle wkurzonego.
- Bo mi spać
nie dawałeś, idioto – Warknął mój rozmówca. Już miałem zacząć wyciągać wydarzenia
z ostatnich kilku tygodni, ale w ostatniej chwili powstrzymałem się, albowiem
naszym oczom znów ukazała się nasza właścicielka hotelu. Tym razem jednak w
towarzystwie czterech, na oko dwudziestoletnich chłopaków i jednej dziewczyny,
również w mniej więcej tym samym wieku.
- Oto cała
nasza gromadka kelnerów – Powiedziała Aizawa – Drogie dzieci, to jest Hidan i
Deidara, będą z nami pracować przez tydzień. Pokażcie im co i jak oraz
współpracujcie z nimi jak należy!
- Witamy i
życzymy owocnej współpracy! – Rzekli wszyscy chórkiem, na co lekko skrępowani
(przynajmniej ja), ukłoniliśmy się.
W tym
momencie podszedł do nas jeden z chłopaków, ściskając nam obu dłonie. Miał
ciemne blond włosy i okulary.
- Nazywam
się Reita, jestem najstarszy stażem – Przedstawił się – Jak nie będziecie
czegoś wiedzieć, śmiało pytajcie.
- Jasne –
Powiedział jashinista.
- Ta
panienka to Mayu, ma dziewiętnaście lat, jest najmłodsza z nas wszystkich –
Reita wskazał na dziewczynę. Miała słomiane włosy i brązowe oczy. I choć była ode
mnie rok starsza, to jednak niższa… Eh, w sumie nie powinno mnie to dziwić. W
końcu wszystkie dziewczyny, jakie dotąd spotkałem, były ode mnie niższe. No,
nie licząc własnej matki. Ona była mi równa wzrostem.
- Witam was
– Ukłoniła się Mayu z uśmiechem.
- Ten tu
dżentelmen to Takumi – Kontynuował Reita prezentację swoich kolegów, wskazując
na chłopaka o jaśniejszym odcieniu blond niż jego. Koleś był również niższy. Na
wspomnienie jego imienia, wyszczerzył się.
- Siemka! –
Zawołał wesoło.
- Zaś ta
dwójka to Naoki i Tetsuya – Dokończył okularnik wskazując na jegomościa o
białych włosach, oraz chłopaczka w ciemnobrązowych.
- Wi…Witam,
jestem Tetsuya – Przedstawił się ten drugi, spoglądając na nas nieśmiało. Nie
wiem, czemu, jednak w jakimś, może niewielkim stopniu, ale przypominał mi
Itachiego.
- A ja
Naoki, cześcik! – Mruknął radośnie ten pierwszy, podejrzanie długo zatrzymując
wzrok na mojej osobie.
„Oho, trzeba
interweniować” pomyślałem. Wtedy mój kompan zdecydował się zrobić krok na
przód.
- Hidan
jestem i wyznaję religię jashin – Mruknął, a ja powstrzymałem się od strzelenia
sobie z otwartej ręki w łeb – Liczę, że praca z takimi zwykłymi śmiertelnikami
jak wy nie będzie najgorsza. Miło mi was poznać!
Tu
towarzystwo zaczęło się serdecznie śmiać, najpewniej nie do końca rozumiejąc,
co on powiedział, ale że sama wypowiedź brzmiała dosyć śmiesznie, to i się
chichrali. Poczułem, że atmosfera robi się lżejsza.
- A ty to…?
– Zapytała mnie dziewczyna, gdy zrobiło się nieco ciszej.
- Nazywam
się Deidara… i jestem facetem, jakby co – Wypaliłem, na co moi nowi znajomi
tylko się uśmiechnęli.
- To miłe,
że tak się poświęcasz, przebierając się – Powiedział Reita, po czym spojrzał na
panią Masuyo – Możemy już zaczynać, pani Aizawa?
-
Oczywiście, bierzmy się do roboty! – Powiedziała.
(Postać Masuyo Aizawy, jak się
domyśliliście, pochodzi z anime "Emma", czwórka chłopaków jest z
anime "Amnesia", ale na potrzeby bloga zmieniłam im imiona i w
niektórych przypadkach osobowość < tak, oglądałam to, ale nie będę
przedstawiać mojej opinii co do tego anime >, natomiast "Mayu"...
niestety nie wiem, z jakiego jest anime ;_; dop. autorki)
***
Tak jak
przewidywał plan, pracę zaczęliśmy od sprzątania sali.
Mieliśmy po
prostu pozamiatać i umyć podłogę, pościerać kurze ze stołów, parapetów i blatu
baru, poustawiać krzesła, nakryć stoły obrusem, poustawiać na nim dekoracje,
rozłożyć talerze i szklanki.
- Sztućce
przynosimy gdy zejdą się goście hotelu – Instruował Reita, podczas gdy razem z jashinistą
stawialiśmy talerze – Wtedy też wnosimy herbatę i kawę. Jak już jest gdzieś
pięć, sześć osób w pomieszczeniu, to wnosimy jedzenie. Rzecz jasna, najpierw
chleb bądź ryż, następnie… - Tu już się lekko wyłączyłem, pozwalając, by
większość informacji dotarła do Hidana (najwyżej później go dopytam o
szczegóły). Nie żebym olewał moje obecne zadanie, ale…Podczas tych
wszystkich czynności pomyślałem sobie, że liderek zrobił nam pewnego rodzaju
wakacje… co prawda trzeba było na nich pracować, a mimo to i tak można było się
świetnie na nich bawić. W końcu taka praca była dla mnie swego rodzaju
nowością, w końcu czekało mnie również kelnerowanie (czego dotąd nie robiłem) i
oporządzanie pokoi. Wygląda na to, że będę miał co wspominać, gdy wrócę do
deszczu.
Ledwie to
pomyślałem, a poczułem na sobie czyjś wzrok. Był to Naoki. Ten sam chłopak,o
którym wspomniałem już wcześniej. Ten, co przy wzajemnym przedstawianiu
dość długo się na mnie gapił, czym tłumaczyłem sobie zwyczajnie pomylenie mnie
z być może dobrze wyglądającą dziewczyną. Nie miałem mu wtedy tego oczywiście
za złe, w końcu… jakby się zastanowić, bardzo przypominam płeć piękną, ale…
Przecież już wiadomo, że jestem facetem! To czego się tak na mnie wlepia?! A co
więcej… czemu to mnie tak bardzo niepo…?! O, odwrócił wzrok i gawędzi z Mayu.
- …także
tyle, co musicie wiedzieć – Usłyszałem głos Reity, co sprowadziło mnie na
ziemię. Odwróciłem głowę w jego stronę.
- Coś nie
tak, Deidara? – Zapytał Reita, patrząc pytająco.
- Nie, nie,
to nic – Przetarłem oczy – Po prostu nowe miejsce… Wiesz, nie wyspałem się i
tyle.
- Po
wyłożeniu wszystkich dań dla gości na bufecie będziemy mieli czas na śniadanie.
Wypijesz kawę i się rozbudzisz. A potem robimy, co wam już mówiłem –
Poinformował mnie chłopak, po czym wszedł na kuchnię.
Spojrzałem
na Hidana.
- A… co
potem robimy? – Zapytałem szeptem.
- Nie
słuchałeś? – Zapytany wybałuszył na mnie gały, mówił jednak tym samym tonem co
ja – Szybkie zeżarcie śniadania i idziemy oporządzać pokoje gości, którzy
opuszczają hotel. Reita ma wyznaczyć do tego odpowiedni duet, reszta będzie
kelnerować.
- O, ok –
Powiedziałem – Wiesz, pytam, bo faktycznie… Trochę mi się wyłączyło.
- To się nie
wyłączaj i słuchaj następnym razem – Warknął szaro włosy – Jak już Pain
łaskawie przydzielił nam chociaż coś takiego, to chyba wypada się kurwa skupić,
nie?!
Tym razem to
ja rozszerzyłem z szoku ślepia, zdziwiony postawą jashinisty, po czym spaliłem
buraka. Owszem, to dziwne, że tak przykłada się do tego typu misji, ale jakby
nie było, miał racje. Nie ma kasy, a za coś trzeba żyć. Nawet, jeśli zadania,
które odkąd dołączyłem do Akatsuki, nie są szczególnie pasjonujące, to muszę je
wykonać choćbym miał się zesrać.
Gdy nadeszła
odpowiednia pora i wszystko było rozłożone w bufecie, to zaczęli schodzić się goście
i na Sali zapanował zgiełk, co dla służby było odpowiednią porą na szamanie
śniadania. Niestety jednak, nie można było robić tego w całkowitym spokoju.
Nigdy nie można było mieć całkowitej pewności, czy któryś z klientów nie zechce
czegoś dodatkowego do przyniesienia (aczkolwiek moim zdaniem w jadalni
znajdowało się wszystko), dlatego co jakiś czas któreś z moich nowych znajomych
wychylał się co jakiś czas z kuchni, by zobaczyć, czy wszystko gra, po
czym znowu wracał do swojego jedzenia.
W czasie gdy
spożywaliśmy posiłek, umoszczeni w różnych miejscach, Hidan rozmawiał sobie
wesoło z innymi, ja zaś siedziałem cicho, przysłuchując się, z czego
dowiedziałem się między innymi o wieku młodych służących (Reita 24l, Takumi
22l, Naoki 22l, Tetsuya 20l, Mayu 19l), stażu ich pracy, najstarszej
pracowniczce (pani Fuyuko, lat 60 – zwykle sprząta w hotelu i pielęgnuje ogród)
oraz ogólnej, nienagannej opinii o całym ich zawodzie. Jeśli zaś chodzi o
kucharzy, to byli to sympatyczni panowie po pięćdziesiątce, Kaede i Hisao,
rzadko jednak można było z nimi porozmawiać, bo jak wiadomo, co chwila mieli
pełne ręce roboty.
Kiedy już
wszystko po sobie zaczęliśmy sprzątać, przyuważyłem, że mój towarzysz za bardzo
spoufalił się z Mayu, toteż korzystając z okazji, że wszyscy są czymś zajęci,
wziąłem go na stronę.
- Ty, co ty
się tak do niej sadzisz? – Spytałem najciszej, jak umiałem – Nie kręcisz się
koło niej za bardzo?
- A co w tym
złego? – Fioletowooki wzruszył ramionami – Ładna jest, to zagaduję. Normalne
chyba, nie?
- To ty… ją
podrywasz? – Palnąłem z tępym wyrazem twarzy.
- Może tak,
może nie – Odparł przewrotnie mój rozmówca – A coś taki ciekawski?
- No bo…
przecież masz dziewczynę – Powiedziałem zdumiony – Wydawało mi się, że jesteś z
Nadią…
- A gdzie
tam! – Parsknął szaro włosy – Rozstaliśmy się jakiś czas temu. Mniej więcej…
Kilka dni po twoich urodzinach.
- Co? –
Teraz jeszcze bardziej się zdziwiłem – Nie wiedziałem…
- To teraz
już wiesz – Mruknął obojętnie jashinista, wymijając mnie.
- Czekaj –
Zatrzymałem go jeszcze – A mogę wiedzieć… czemu tak?
- Nudzi mnie
już zadawanie się z małolatą – Stwierdził – Różnica wieku, tyle. Sam byś miał
dość, gdybyś mając dziewiętnaście lat, zadawał się z piętnastolatką. W dodatku
jeszcze taką, która do niedawna dawała dupy za kasę.
- Z tego co
wiem, to już zerwała z tym zawodem – Zauważyłem, próbując bronić honoru starej
przyjaciółki – Po za tym… Cztery lata różnicy to nie jest wcale tak dużo.
- Mów sobie
co chcesz, ja zdania nie zmienię. Nie wrócę do niej i basta – Oświadczył, odwracając
się na pięcie.
Przez chwile
stałem w miejscu jak debil, próbując otrząsnąć się z niemałego zaskoczenia i
gdy wspomniana chwila już minęła, wszystko zaczęło mi się układać w jedną
całość.
W sumie…
Dawno nie widziałem ani nie słyszałem, żeby się z nią umawiał, nie gadał już
tak dużo o niej. Właściwie już przed moimi urodzinami za bardzo nie chciał o
niej rozmawiać. Może właśnie dlatego ostatnio jest taki dziwny? Chociaż… Teraz
mówi o tej rozłące tak zwyczajnie… Ech, pewnie biedak próbuje udawać twardego,
prawdopodobnie to ona z nim zerwała i tylko się zasłania jakimiś głupotami.
Cóż… najwyżej później jak znajdę czas to do Nadii przedzwonię i dopytam o co
naprawdę poszło.
Wzruszyłem
ramionami i podszedłem do Reity, który właśnie kończył myć swoje naczynia.
- Hm? Coś
nie tak? – Zapytał, przyglądając mi się z zainteresowaniem.
- Ach…
Chciałem tylko dowiedzieć się o następne zadanie – Wyjaśniłem – To w końcu… kto
kelneruje a kto sprząta?
- Pomyślmy –
Chłopak westchnął z zamyśleniem, wycierając przy tym dłonie o ręcznik
papierowy. W tym momencie reszta ekipy stanęła obok mnie, przysłuchując się –
Myślę, że razem z Naokim zajmiecie się oporządzaniem trzeciego i drugiego
piętra w hotelu, jest tam masa pokoi, które zostaną dziś opuszczone przez
gości, w związku z czym należy przygotować je na następnych, na pierwszym nie
musicie nic robić, bo pokoje na nim zostały dziś zajęte. Natomiast Tetsuya,
Mayu, Hidan i Takumi pomogą mi w obsługiwaniu klientów na Sali razem z panią
Masuyo, po warunkiem, że akurat nie będzie na recepcji… Na razie jednak moja
„drużyna” będzie uzupełniać asortyment alkoholi w barze. Cóż, to tyle, co
musicie na dziś wiedzieć. Jakieś pytania?
- Tak –
Powiedziałem szybko, zerknąwszy ukradkiem na Naokiego – Co robić jak już
skończy się sprzątać pokoje?
- Dołączacie
do kelnerowania, rzecz jasna – Uśmiechnął się okularnik – Choć wydaje mi się,
że dziś się na to nie załapiecie. Jest dużo do roboty. To co, nie ma żadnych
innych pytań? Nie? To świetnie, pokoje powinny zwolnić się do godziny
jedenastej trzydzieści. W ten czas Naoki i Deidara mają wolne. Pozostali zaś,
proszę za mną!
***
Gdybym był
jednym z tych, co to są uzależnieni od nikotyny, z pewnością wypaliłbym już
zapewne ze trzy fajki, by tylko załagodzić stres, jaki we mnie zalęgł z powodu
perspektywy całodniowego przebywania z Naokim. Najgorsze jest jednak to, że nie
mam zielonego pojęcia, skąd ten stres się bierze. Prawda, wcześniej koleś
dziwnie się na mnie gapił… ale w końcu przecież przestał i zajął się własnymi
sprawami, takimi jak skoczenie na wspomnianego już przeze mnie papierosa, na
ganek, na który wychodzi się wprost z recepcji. Ja zaś stałem właśnie pośrodku
tego pomieszczenia, wyglądając przez okno na nowego koleżkę, zastanawiając się,
o co mi tak naprawdę chodzi. Czemu czuję… ten stres? Patrząc na niego, nie
mogłem odgadnąć własnych odczuć, spowodowanych jego wcześniejszym zachowaniem
,jak i obecnym. W sumie… to rzeczywiście stres? Czy może co innego? Niepokój?
Irytacja? Nic mi się nie zgadzało.
Oparty o
biurko, obserwowałem go jak wdycha i wydycha siwy dym z płuc, przy czym
przygląda mu się w zamyśleniu, by za chwilę rozproszyć go dłonią, zaś samego
szluga gasząc poprzez rozcieranie go o kamienną balustradę. Chłopak popatrzył
jeszcze na plażę, która położona byłą naprzeciw hotelu (i której przez mrok
wcześniej nie widziałem), po czym skierował się z powrotem do pomieszczenia.
Nie chciałem, by mnie przyuważył, toteż szybko oderwałem się od biurka, by
odejść pospiesznie jak najdalej.
- Co,
czekałeś na mnie? – Usłyszałem za sobą w połowie drogi. Odwróciłem głowę.
Białowłosy odwieszał kurtkę na haczyku, przypatrując mi się z zainteresowaniem.
- Nie…
Akurat przechodziłem obok – Mruknąłem niepewnie.
- W takim
razie lepiej, byś poszedł ze mną. Zaprowadzę cię na drugie piętro hotelu –
Powiedział, zmierzając w moją stronę.
- Po co? –
Zapytałem niepewnie. Wciąż nie mogłem zdusić w sobie niezrozumianych dla mnie
odczuć.
- No, jak
to? Trzeba ogarnąć pokoje, co nie? – Odparł, uśmiechając się krzywo – Chodź, bo
jeszcze Reita bądź Masuyo się wściekną, że niczego jeszcze nie robimy. I tak
już jest opóźnienie przez niektórych gości.
Na znak, że
zrozumiałem, kiwnąłem głową i zwyczajnie podążyłem za moim chwilowym
towarzyszem.
. Spójrz
tylko na zegarek… Czy to nie trzynasta?
Na znak, że
zrozumiałem, kiwnąłem głową i zwyczajnie podążyłem za moim chwilowym
towarzyszem.
Weszliśmy na
drugie piętro.
- Zacznijmy
może od pokoju numer siedem – Powiedział mój towarzysz – Ale przedtem mógłbym
cię o coś prosić?
- O co? –
Zapytałem, podczas gdy on przekręcał klucz w drzwiach.
- Pójdziesz
po pościele i ręczniki? Szafka z tymi rzeczami jest na pierwszym piętrze.
Zobaczysz ją przy schodach. Weź tyle, ile uniesiesz. Najlepiej cały wózek.
Poszedłem po
to bez słowa. Zabrałem tak dużo rzeczy, jak tylko się dało, po czym wrzuciłem
to na wcześniej wspomniany wózek i tak wyposażony udałem się na górę.
W pokoju
zastałem Naokiego, zdejmującego zużytą pościel. Na mój widok lekko się
uśmiechnął, na co się nieznacznie skrzywiłem.
- O, jesteś
już – Powiedział, po czym zajrzał mi przez ramię – Widzę, że dużo tego wziąłeś.
Nie przeciążyłeś się?
- Ani trochę
– Wzruszyłem ramionami.
- Dobrze, w
takim razie bierzmy się do roboty – Zarządził białowłosy.
Zabrałem się
za mycie okien i ogarnięcie salonu-sypialni (odkurzanie, wynoszenie śmieci
itp). Zaś mój nowy kolega wziął na siebie sprzątanie łazienki i kuchni.
Mimo tego,
że wcześniej sądziłem, że to zadanie jest banalnie proste i praca w hotelu jest
łatwa jak zalanie płatków śniadaniowych mlekiem, to obecnie zmieniam zdanie.
Była to ciężka harówka, tym bardziej, że pokoje nie należały do najmniejszych (
porównaniu z tymi dla służby i mojego własnego lokum w wiosce Deszczu).
Przyznaję również, że się nieco zmęczyłem tym lataniem w tę i z powrotem.
Po
uprzątnięciu ostatniego pokoju na drugim piętrze (w każdej kondygnacji było
sześć) starszy stażem kolega popatrzył na mnie.
- To co?
Przerwa? – Zapytał.
- Jasne –
Mruknąłem.
- Idziemy na
ganek? Muszę zapalić – Powiedział. Wzruszyłem ramionami i po prostu poszedłem
za nim.
Gdy
wyszliśmy, poczułem znów znajomy podmuch wiatru. Popatrzyłem na plażę. Fale
uderzały o brzeg, a okoliczne drzewa kołysały się jak szalone. Otuliłem się
mocniej szalikiem.
- Zimno, co
nie? – Usłyszałem i odwróciłem głowę w stronę Naokiego, który usiłował zapalić
papierosa – Podejdziesz bliżej? Chcę zasłonić sobie wiatr.
- Ale… No,
dobra – Odparłem i niepewnie do niego podszedłem. Gdy tak staliśmy,
przypomniała mi się dokładnie ta sama scena, tyle, że z Itachim. Opisywałem Wam
już to. Pamiętam, że też mu zasłaniałem wiatr.
Gdy tylko o
tym pomyślałem, momentalnie się zaczerwieniłem. Bo wiadomo, co było później –
tak, wylądowaliśmy w łóżku. Co prawda tylko spaliśmy obok siebie i nic się nie
działo, ale wiecie…
Mój
towarzysz popatrzył na mnie przenikliwie, na co jeszcze bardziej się
zaczerwieniłem.
- C…Co? –
Wydukałem.
- Nic, po
prostu się zastanawiam, czemu się tak rumienisz – Powiedział wesoło.
- Ee…To… Nic
takiego, po prostu wcześniej się zmachałem – Odparłem nerwowo.
- Ach, no
faktycznie – Przytaknął. Wciąż mi się jednak przyglądał – Czemu zdecydowałeś
się założyć tę kiecę?
- Sam nie
wiem, ale myślę, że jest to moja najmężniejsza decyzja w życiu – Odrzekłem, na
co białowłosy zaczął się śmiać. Uśmiechnąłem się nieśmiało. Poczułem, że
atmosfera przez chwilę się rozluźniła… Właśnie. Przez chwilę. Bo oto w tym
momencie mój kompan zbliżył swoją twarz stanowczo za blisko do mojej, na co
odruchowo zrobiłem krok w tył.
- Co ty… Co
ty robisz? – Zapytałem trwożnie.
- Nic, po
prostu chciałem bliżej przyjrzeć się twoim oczom – Powiedział, przyglądając mi
się w skupieniu.
- Po co? –
Wytrzeszczyłem ślepia.
- Tak się
zastanawiam… Jaki mają właściwie kolor? – Zapytał.
- Niebieski,
a jaki ma być? – Zdziwiłem się.
- Serio?
Powiedziałbym, że widzę w nich jeszcze odrobinę szarego – Chłopak uśmiechnął
się lekko.
- Hm… -
Spojrzałem w bok – Jakby się tak zastano…- Nie dokończyłem zdania, bo w
momencie gdy miałem coś powiedzieć, ten złapał mnie za podbródek i… Dalej mi
się przyglądał.
-
Interesujące… To chyba zależy od światła, które na ciebie pada – Mówił w
zamyśleniu – A może ty potrafisz zmieniać ten kolor samodzielnie? – Puścił mi
oczko.
- Nie…
Przysięgam, że nie – Wydukałem. Puścił mnie i obciął wzrokiem z góry na dół. A
z racji tego, że miałem na sobie tę cholerną sukienkę, to poczułem się nieswojo.
- Cóż –
Uśmiechnął się znowu – Wracajmy do pracy.
- Już…
wypaliłeś tego papierosa? – Wymamrotałem.
- Tak, one
są słabe, dlatego szybko się kopcą – Odparł, po czym nie czekając na mnie,
poszedł w stronę wejścia.
Stałem przez
chwilę nieruchomo. Czułem, jak policzki mi płoną. Obejrzałem się za siebie.
Tak, Już
wiedziałem, co się dzieje. Ten koleś… On mi się podoba. Najzwyczajniej w
świecie. Stąd te dziwne odczucia.
**** Później ****
Zapadał
wieczór, kończyliśmy sprzątać ostatni pokój na trzecim piętrze. Układ
kto-jakim-miejscem się zajmuje mieliśmy taki sam.
Podczas
całej tej roboty bacznie obserwowałem mojego towarzysza. Tego, co mi powiedział
wcześniej… Nigdy bym nie usłyszał z ust Itachiego. To nie w jego stylu, nie ma
duszy artysty, by zwracać uwagę na takie rzeczy. A Naoki? Wyczuwałem w nim coś
podobnego do mnie. On jest taki… Ech, nie. Nie, nie i nie. Muszę odrzucić
te myśli. Owszem, podoba mi się on, ale nie mogę mu na nic pozwolić. Dobrze
wiem, do kogo moje serce należy. Nie mam zamiaru uchodzić za kolejnego
geja-bi-oszusta. Dobrze wiem i słyszałem różne przypadki, że pary gejowskie co
chwila się zdradzają nawzajem, ale… Zaraz…
Kim tak
naprawdę jestem dla Itachiego? Czy po wydarzeniu w moje osiemnaste urodziny
mogę uważać go za swojego chłopaka? Nigdy tego sobie oficjalnie nie
powiedzieliśmy. Prawda, gadał rzeczy w stylu „jesteś mój” i tak dalej, ale to
przecież o niczym nie świadczy!
Czy to w
takim razie świadczy o tym, że jestem cały czas… wolny? A on po prostu
przychodzi do mnie co jakiś czas i się mną zabawia, a ja na to przystaję bo
odczuwam wtedy pożądanie ? Zaczynam się bać o samego siebie, że jestem
masochistą. W końcu tyle raz mnie zranił, przytrzymywał, robił rzeczy, na które
się nie zgadzałem… Nie! Nie mogę na to pozwolić!
Jednak
jeżeli zrezygnuję z czarnowłosego, to czy w porządku będzie dawać szansę
Naokiemu?
Ech,
cholera! Przecież on tylko rzucił tekstem na temat koloru oczu, a ja sam sobie
wyjeżdżam z szansami i związku! Ale ze mnie pieprzony tandeciarz… Czy może
męska dziwka? W końcu nawet go nie znam a myślę o jakiś dziwnych rzeczach, zaś
Itachiego znam już… trzy lata. Tak, tak długo trwa moja męka. Cholera… Co
ja mam robić?
Oparłem się
o ścianę i osunąłem na podłogę. Złapałem się za głowę. Czy ja się właśnie biję
sam ze sobą? Nigdy nie miałem takiego rozgardiaszu w głowie. To uczucie jest
gorsze niż to, kiedy zdałem sobie sprawę iż jestem zakochany w facecie. Prawie
to zaakceptowałem ale… TO? Co to ma kurwa być? Jak ja mogę się zastanawiać,
którego wolę? Nie licząc wczorajszego dnia to Naokiego znam ledwo kilka godzin…
- Deidara,
nic ci nie jest? – Usłyszałem i spojrzałem w górę. Białowłosy stał nade mną z
płynem do szyb w ręku.
- Nic… W
porządku – Wydukałem. W tym momencie chłopak uklęknął naprzeciw mnie i długo
się na mnie patrzył. Było mi nieswojo.
- A… U
ciebie też dobrze? – Zapytałem. Chłopak jeszcze przez chwilę mi się przyglądał,
po czym nagle jego usta znalazły się na moich. Wytrzeszczyłem oczy ze
zdumienia, na co on nagle się ode mnie oderwał.
- Wybacz –
Mruknął, sam najwidoczniej zaskoczony swoim zachowaniem.
- S…Spoko –
Szepnąłem z wybałuszonymi oczami. Z szoku nie byłem w stanie mówić głośniej –
Ja… Idę na przerwę.
Wyszedłem
szybko z pomieszczenia, starając się nie biec. Miałem zamiar natychmiast udać
się do swojego pokoju, tak jak i do łazienki w korytarzu dla służby. Trzymałem
się za usta, które wciąż były takie gorące…
Z impetem
wszedłem do korytarza służby i zatrzasnąłem drzwi w łazience. Oparłem się o
zlew, przemyłem twarz lodowatą wodą i spojrzałem w lustro. To było chore.
Westchnąłem, przysiadłem na kiblu i wyjąłem z kieszeni telefon.
Wzywać tu
Hidana? Ech…. Lepiej nie, jeszcze mnie znienawidzi. Doskonale wiem, że
niecierpki on różnego rodzaju zdrad, choćby nawet zwykłego pocałunku. Cóż, może
na takiego nie wygląda, ale tak właśnie z nim jest. Mimo że sam kiedyś chodził
do burdeli, to odkąd zaczął spotkać się z Nadią, to przestał bawić się w te
gierki i obecnie jest zagorzałym przeciwnikiem oszustw w związkach. Właśnie…
Jak już przy tym jesteśmy. On ją rzucił… Może do niej zadzwonię zapytać, jak
się czuje?
Wszedłem w
listę kontaktów i znalazłem odpowiedni numer.
Przywitaliśmy
się, zapytaliśmy się wzajemnie jak tam życie i inne pierdoły. Ze zdumieniem
odkryłem, że jest… Radosna. Może już kogoś ma? Postanowiłem zapytać.
- A Ty… Jak
się czujesz?
-Przecież
mówiłam, że dobrze ~~ - Zaśmiała się.
- Wiesz,
pytam bo słyszałem od Hidana, że zerwaliście – Powiedziałem. Zapadła głucha
cisza – Więc się pytam bo wiesz, martwiłem się i…
- My… Nie
zerwaliśmy – Usłyszałem i o mało zakrztusiłem się własną śliną – On ci to…
powiedział?
- No tak… -
Przytaknąłem niepewnie, analizując w głowie to, co mi wcześniej powiedział.
Przesłyszałem się wtedy? Nie, jestem pewien, że usłyszałem dobrze… Za dobrze.
On z nią zerwał dawno… I co ja teraz słyszę?
- To znaczy
że on… - W słuchawce zabrzmiał głos dziewczyny – Że ze mną zrywa?! PEZEZ
CIEBIE?! Czemu sam mi o tym nie powiedział?! Co za… Niech ja go dorwę!
- Nadia,
spokojnie… - Próbowałem załagodzić sytuację, jednak na próżno. W dodatku bez
przekonania. Sam bym mu najchętniej teraz wyrwał chuja.
„Przeciwny
zdradzie”… Mhm, jasne.
Ostatecznie
moja przyjaciółka się rozpłakała, zaś ja siedziałem na tym sedesie jak ostatni
dureń, niepewny co ma robić.
-
Porozmawiam z nim – Zadeklarowałem się.
- Nie… Dziękuję,
ale nie. Chcę o nim zapomnieć jak najszybciej… Cześć! – Rozłączyła się. Wstałem
z kibla i jak najszybciej udałem się do mojego głupiego kumpla.
Zastałem go
akurat w drodze do naszego pokoju. Szybko do niego podbiegłem i z całej siły
przycisnąłem go do ściany.
- Ty, o co
ci biega?! – Zapytał zaskoczony.
- To ja się
pytam – Warknąłem – Czyś ty ochujał do reszty?!
- Nie, to
pytanie w dalszym ciągu dotyczy ciebie – Odrzekł figlarnie.
-
Odpowiadaj! – Rozkazałem.
- Ale o co
ci chodzi?! – Zirytował się – Brałeś coś czy jak?!
-
Czemu mnie okłamałeś?! – Wściekałem się coraz bardziej i gdy otwierał już usta
by coś powiedzieć, ja dalej bombardowałem go pytaniami – Czemu powiedziałeś mi,
że zerwałeś z Nadią?! Ona powiedziała mi co innego!
- Ty…
Rozmawiałeś z nią?! – Wytrzeszczył oczy.
Nie mówiąc
nic, puściłem go i odsunąłem na odpowiednią odległość, po czym skrzyżowałem
ręce i wymownie na niego spojrzałem.
- Tak,
rozmawiałem. Przed SEKUNDĄ – Zaznaczyłem dobitnie.
Szarowłosy
jeszcze przez chwilę rozmasowywał szyję, za którą jeszcze przed chwilą go
ściskałem i patrzył w bok, starając się uciec przed moim wścibskim wzrokiem.
- Ja… Miałem
z nią zerwać – Odezwał się wreszcie, po czym spojrzał na mnie i się wyszczerzył
– Ale skoro ty to zrobiłeś, nie muszę już przez to przechodzić. Wyświadczyłeś
mi ogromną przysługę, kumplu. Dzięki!
- Nie ma za
co… Kumplu – Warknąłem i odszedłem.
**** Później – wieczór ****
Tak jak
przewidywał Reita, wraz z Naokim nie załapaliśmy się dziś na kelnerowanie. Po
zakończonej robocie siedziałem sobie w pokoju, okryty szlafrokiem, osuszając
włosy ręcznikiem, zaś Hidan, do którego nie odzywałem od czasu naszej wymiany
zdań, brał prysznic, tak samo jak ja wcześniej.
Już miałem
się kłaść spać, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę! –
Zawołałem. Ku mojemu zdumieniu do pokoju wśliznął się Naoki.
- Cześć….-
Powiedział nieśmiało.
-
Widzieliśmy się już przecież – Ubawiłem się – Co tam?
- Ja…
Chciałem z tobą porozmawiać – Powiedział – O tym… No wiesz, co stało się wtedy,
w pokoju numer osiemnaście.
Spojrzałem z
trwogą na drzwi. Mój współlokator mógł wrócić w każdej chwili.
- Jasne,
tylko… moglibyśmy zmienić miejsce? – Zapytałem. Uśmiechnął się nieznacznie.
- Chodźmy do
mnie – Zaproponował.
Poszliśmy.
Jego pokój był na drugim końcu korytarza. Naoki otworzył drzwi i mnie
przepuścił. Rozejrzałem się. Jego pokój był w pastelowych kolorach, ozdobiony w
stylu wiktoriańskim. Miał też więcej okien. Konkretnie trzy i był bardziej
przestronny niż ten u mnie i Hidana.
- Mieszkasz
tu sam? – Zapytałem z ciekawości.
- Tak, nie
potrzebuję towarzysza – Zakluczył zamek, a mnie zrobiło się dziwnie – Każdy z
nas ma własne lokum. Ty i Hidan to wyjątki, bo jesteście w zastępstwie.
Mieszkam tu od zawsze.
- Od zawsze?
– Zapytałem.
- Tak, ale
to długa historia, której nie chce mi się opowiadać – Przysiadł na materacu,
kiwając głową, bym się dołączył. Przycupnąłem obok niego – Po prostu pani
Masuyo przygarnęła mnie, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Jestem z sierocińca. Nad
resztą szczegółów nie będę się rozwodzić.
- Och… - Nie
wiedziałem, co mam powiedzieć.
- Ale nie o
tym chciałem mówić… - Popatrzył na mnie – Wiesz, chciałem cię przeprosić za to,
co stało się w pokoju. Ten pocałunek… Wyrwał mi się, nie wiem czemu to
zrobiłem, ja…
- Nie no,
spoko – Mruknąłem – Nic się nie stało.
- A więc nie
pogniewasz się, gdy zrobię to po raz drugi? – Zapytał, na co ja wytrzeszczyłem
oczy. Przybliżył twarz do mojej, po czym naniósł na moje usta długi, ale
delikatny pocałunek. Było to całkiem przyjemne, inne, niż to, co
doświadczałem do tej pory. Choć uważałem, że pocałunki Itachiego były
lepsze i – nie ukrywajmy – podniecały mnie, to białowłosy był bardzo bliski
dorównania mu. Choć czarnowłosy wszystko, co moje, brał jak swoje.
- Jesteś
taki piękny – Wyszeptał – Zajebiście mi się podobasz.
Oddałem
pocałunek. Zaczęliśmy się obściskiwać. Po krótkim czasie nasze ubrania
wylądowały na podłodze. Naoki zgasił światło.
Nim się
obejrzałem, już uprawialiśmy seks. To było chore, wiedziałem, że jedna część
mnie tego chce, zaś druga broniła się rękami i nogami.
Ale z
drugiej strony… Kto mi zabroni? Tak jak już wcześniej mówiłem – nie usłyszałem
nigdy ostatecznej deklaracji.
Stało się,
osiągnęliśmy razem niebo. Po wszystkim rozstaliśmy się pocałunkiem, ja zaś
wróciłem do siebie, Hidan spał. A ja kończę właśnie pisać i idę spać.
**** Kilka dni później – dzień przed końcem misji ****
{Drogi pamiętniku!
Dawno nie
pisałem, byłem zajęty, więc skoro jutro mam już pożegnać się z hotelem, opiszę
dzień dzisiejszy… I pokrótce ostatnie wydarzenia.
Po tym, co
zaszło z Naokim, robiliśmy to jeszcze ze dwa-trzy razy, po czym daliśmy sobie
spokój, co wyszło raczej z mojej inicjatywy. Nie chciałem go do siebie za
bardzo przywiązywać, sam też tego nie chciałem. Wiedziałem, że niedługo wracam
do starego życia i szansa na ponowne spotkanie z nim jest raczej nikła.
No i… Nie
chciałem sobie jeszcze bardziej zaśmiecać sumienia poczuciem winy względem
Itachiego. Tak, czułem się winny, mimo tego, że teoretycznie jestem wolny. A
nie jestem, moje serce i umysł protestowały przy każdym dotyku, jaki dawał mi
białowłosy. Ciało jednak mówiło co innego… Uległem pokusie. W tamtych chwilach
nie wiedziałem już, czy lepsze było Niebo z Naokim czy piekło z Itachim…
Po długim
namyśle zdecydowałem się na to drugie. Niewierność nie popłaca… O czym
przekonałem się dzisiaj. Tak, dzisiaj. Ale od początku.
Sprzątanie
pokoi robiłem w ciągu tych siedmiu dni dwa razy. Później kelnerowałem w tym
kretyńskim stroju. Wcześniej Reita poinstruował mnie co i jak mam robić. Ludzie
kilka razy pytali mnie, jaką mam płeć. To było żenujące, ale zrobić trzeba. W
czasie pracy co jakiś czas spoglądałem na Hidana, który prawdopodobnie nie
zczaił się, że jestem na niego obrażony za jego kretynizm.
Wszystko
szło świetnie, wykonywałem swoją robotę, dając z siebie sto procent. Mimo
chamstwa niektórych klientów udało mi się wyjść obronną ręką, byłem miły i
zapamiętywałem zamówienia, przekazywałem je kucharzom, nie denerwowałem się.
Aż tu nagle,
wychodząc z kuchni moim oczom ukazali się… Kisame z Itachim.
Błyskawicznie
cofnąłem się z powrotem do kuchni, obserwując całą sytuacje z ukrycia.
Moi tak
zwani koledzy rozmawiali właśnie o czymś z panią Aizawą, przy czym Uchiha
trzymał w dłoni zdjęcie jakiegoś typa (jak się dobrze przyjrzałem). Momentalnie
dostałem wkurwa. To ja tu paraduję po restauracji przebrany w kieckę, sprzątam
pokoje, składam zamówienia, daję się przelecieć jakiemuś typowi, którego nie
znam a teraz dowiaduję się że oni mają LEPSZĄ misję?
Zabiję
Pain’a jak tylko wrócę do wioski Deszczu. Nie, poprawka: ZAMORDUJĘ go.
- Dlatego te
dwa złamasy dostały lepszą misje? – Usłyszałem i odwróciłem głowę. Obok mnie
stał Hidan, który najwidoczniej również postanowił się ukryć.
- Nie wiem –
Odparłem oschle – Ale zajebię naszego lidera.
-
Wykorzystam go do rytuału – Stwierdził szaro włosy – To będzie moja najlepsza
ofiara.
Nie
skomentowałem tego, tylko dalej patrzyłem jak rozmawiają. Gdy po jakimś czasie
sobie poszli, odetchnęliśmy z ulgą i wróciliśmy do naszych zajęć.
W końcu
nadszedł czas mojej przerwy.
By się
rozluźnić, postanowiłem wyjść na plażę. A dokładnie do lasu na przechadzkę, w
celu zaczerpnięcia świeżego powietrza. Oczywiście dalej miałem na sobie tę
kieckę, ale cóż. Zdjąć jej nie mogłem, byłem w czasie pracy.
Idąc przez
leśną ścieżkę, obserwowałem z przejęciem gotowe do zimowego snu drzewa,
kolorowe liście i inne rzeczy, których nie ma w wiosce Deszczu.
Przystanąłem
na chwilkę, by odetchnąć. Ach, to powietrze jest takie przyjemne ~~
- Ech, czas
wracać – Powiedziałem do siebie.
- Chuja tam
– Usłyszałem, na co poczułem, jak w żyłach mrozi mi krew. Już się miałem
odwrócić, gdy nagle zostałem siłą przykuty do drzewa. Oczywiście przodem, przez
co nie mogłem widzieć twarzy napastnika. Jednak i bez tego wiedziałem, kto to.
- Co tu…
robisz? – Wydukałem.
- Tęskniłem
za tym – Wyszeptał, kompletnie ignorując moje pytanie. Jego usta znalazły się
na mojej szyi, którą następnie zaczął całować. Nagle zorientowałem się, że jego
kolano jest między moimi nogami, a że miałem na sobie tę nieszczęsną sukienkę,
to moje zmysły od razu wyczuły jaką część mojego ciała on właśnie dotyka.
Jeśli
miałbym w tamtym momencie SZCZERZE protestować, to chyba upadłbym na głowę i
przy okazji okłamałbym samego siebie. Również tęskniłem za tym, czego właśnie
doświadczałem. Ze zdumieniem odkryłem również, że czerpię s tego jeszcze
większą przyjemność niż to, co robiłem z Naokim. Ale… Czemu? Czy to dlatego, że
w Itachim jestem… zakochany?
Ręce
czarnowłosego błądziły po całym moim ciele, on sam nie przestawał gryźć i
całować mojej szyi, zaś jego ruchy kolanem popędzały moje chore żądze.
Wzdychałem i tłumiłem jęki. Zaczynało mi się podobać, że jestem przez niego
przykuty.
- Nawet nie
będę pytać, czemu to nosisz – Powiedział po jakimś czasie – Ale podoba mi się
to. Chyba będę cię tak stroił.
O, nie.
- Nie… Nie
zmusisz mnie – Wyjąkałem, tłumiąc jęk.
- Czyżby? –
Zapytał, po czym obrócił mnie twarzą do siebie. Wtedy naprawdę zdałem sobie
sprawę, jak bardzo za nim tęskniłem. Psychicznie wolałbym się jednak nigdy do
tego nie przyznać, ale… Moje ciało jest zboczone. Mózgu, czemu…?
Uchiha ujął
w dłoń moją szyję, po czym namiętnie mnie pocałował, wkładając mi język do ust,
co odwzajemniłem. Jego kolano znów powędrowało tam, gdzie wcześniej, na co
wydałem zaskoczone westchnięcie. Widząc, że się nie opieram, włożył mi
ręce pod sukienkę. Odruchowo chwyciłem za jego dłonie. W tym momencie chłopak
przestał mnie całować, by na mnie spojrzeć. Wpierw popatrzyłem na niego
błagalnie, po czym zmieniłem wyraz twarzy na bardziej surowy.
-
Sprzeciwiasz się mi? – Zapytał, w jego głosie czuć było cień mocnego
zirytowania. Przełknąłem nerwowo ślinę.
- Uchiha,
my… nie możemy… Tutaj – Wyszeptałem. Jego ręka znów ujęła moją szyję, tym razem
mocniej, zaś jego kolano naparło na mnie bardziej. Wydałem z siebie stłumiony
krzyk.
Jego usta
przybliżyły się do mojego ucha.
- Ile razy
mam ci powtarzać, że masz nie zwracać się do mnie po nazwisku? – Warknął –
Jeszcze raz to usłyszę, a przysięgam, że któregoś dnia zakleję ci tę twoją
buźkę. O kajdanki widzę… również się prosisz.
- Proszę…
nie… - Dukałem, odczuwając brak powietrze. Puścił moją szyję, na co osunąłem
się na ziemię, kaszląc jak głupi. Czarnowłosy uklęknął naprzeciw mnie i chwycił
mnie za podbródek, zmuszając tym samym do spojrzenia mu w oczy.
-
Hotel…Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem? – Zapytał samego siebie – Nawet nie
chcę myśleć, ile rzeczy mógłbym ci tam zrobić. Z miłą chęcią bym cię jeszcze
pomęczył, jednakże mam zamiaru opóźniać misji i denerwować Kisame. Ale wkrótce…
Będziesz mi potrzebny. BARDZO potrzebny.
- Jesteś…
chorym zboczeńcem – Warknąłem gdy już odzyskałem zdolność mówienia.
- Hm, serio?
A już myślałem, że to moja wyobraźnia – Ubawił się, po czym znów jego usta
zbliżyły się do mojego ucha – Najpierw jednak radziłbym ci się przyjrzeć samemu
sobie… Normalna osoba nie reagowałaby jak ty. Też do normalnych nie należysz.
Odsunął się,
by spojrzeć mi w oczy. Spuściłem wzrok, czerwieniąc się. Niestety miał rację.
- Nigdy
wcześniej nie widziałem takiego masochisty jak ty – Stwierdził.
- Zamknij
się – Syknąłem. Uśmiechnął się półgębkiem, następnie wstał, podając mi rękę.
Nie
zamierzałem jednak skorzystać z pomocy, tylko wstałem sam, poprawiając i
otrzepując sukienkę.
Gdy
popatrzyłem na wprost, zobaczyłem, jak czarnowłosy się oddala bez słowa
pożegnania.
Zacisnąłem
dłonie w pięści i zamaszystym krokiem ruszyłem do hotelu.
**** Później - wieczór ****
Po jak
zwykle wziętym prysznicu leżałem już w łóżku. Światło było zgaszone.
Z irytacją
patrzyłem na lampę, trzymając ręce pod głową. Byłem jednocześnie wściekły, a
równocześnie zaspokojony tym, co wydarzyło się rano. I to nie to, że
byłem wściekły na czarnowłosego, ale na siebie. Tak, na siebie. Na niego też,
ale to co zrobiłem, a raczej czego NIE zrobiłem było… Żenujące.
Czemu daję
mu się tak wykorzystywać? Czemu? I ten tekst o masochiście…. Może faktycznie
nim jestem? Ale… jakim kurwa cudem? Przypomniawszy sobie, co robił mi ojciec za
dzieciaka, nic nie trzyma się ładu i składu. Powinienem wręcz rzygać takim
traktowaniem. A co robię? Gówno. A żeby było gorzej, podnieca mnie to do tego
stopnia, że mi staje.
Zaczynam się
nienawidzić. Przecież to chore.
Do
pomieszczenia wszedł Hidan. Szybko zamknąłem oczy udając, że śpię. Usłyszałem
jak się kładzie i odwraca twarzą do okna, do mnie zaś – plecami.
Popatrzyłem
na niego ze smutkiem. Mimo tego, co zrobił, czułem, że nie potrafię się na
niego gniewać, tym bardziej, że… Wciąż wydaje mi się, że go coś dręczy. I to
prawdopodobnie nic związanego z Nadią.
Spojrzałem jeszcze
raz na lampę i… Zapadłem w sen.
**** Następnego dnia - ostatni dzień misji ****
Zgodnie z
umową, pomimo ostatniego spędzonego tutaj dnia, musieliśmy popracować jeszcze
do umówionej godziny.
Gdy
skończyliśmy, razem ze wszystkimi nowo poznanymi kolegami, koleżankami i panią
Masuyo, wychyliliśmy pożegnalny kieliszek sake. Zwróciłem wszystkie rzeczy pani
Aizawie (tzn. ubrania), na co zostałem pochwalony za wytrwałość w noszeniu
kiecki, po czym pożegnaliśmy się.
Wymieniłem
jeszcze jedno długie spojrzenie z Naokim i odwróciłem się, podążając za
Hidanem.
Przez pewien
czas szliśmy w milczeniu.
W końcu
szaro włosy postanowił zabrać głos:
- Ale ta
praca była wykańczająca – Powiedział, nie odezwałem się – Ale będzie co
wspominać. Było zajebiście warto wziąć w tym udział.
„Oj, żebyś
wiedział”
- Szkoda, że
wracamy – Kontynuował swoją gadkę – Bo było naprawdę fajnie. Jak ty się z tym
czujesz?
- Było spoko
– Odparłem krótko, zachowując kamienny wyraz twarzy.
- Noo, a
najśmieszniejsza była praca kelnera – Mówił – Takiej zwały z ludzi nie miałem
jak żyję. Niektórzy byli powaleni jak to drzewo u… Coś nie tak? – Zapytał, bo
nagle stanąłem.
Zakryłem
twarz dłońmi.
- Ja już nie
mogę – Wymamrotałem.
- Czego nie
możesz? – Zdziwił się.
- Muszę ci
to powiedzieć, ja… - Zawahałem się – Ja nie potrafię się dłużej na ciebie
gniewać. Jesteś taki głupi, jebnięty… Że nie potrafię.
- Co? –
Zapytał z tępym wyrazem twarzy – O czym ty teraz bełkoczesz?
- Co? –
Zapytał z tępym wyrazem twarzy – O czym ty teraz bełkoczesz?
- To ty nie
załapałeś, że się na ciebie wkurzyłem?! – Niemal wysyczałem.
- O Nadię,
ty bałwanie! – Wydarłem się – Jak mogłeś jej to zrobić?!
- A, to –
Mruknął – No cóż, tak jak ci mówiłem… Miałam zamiar zerwać z nią… Ale nie
wiedziałem, jak się do tego zabrać. Nie myślałem, że ty… Że ty ją zagadasz o
to.
- Jak
mógłbym tego nie zrobić?! To moja przyjaciółka! – Powiedziałem.
- No tak… -
Westchnął jashinista.
- Czemu z
nią zerwałeś? – Chciałem wiedzieć.
- To już ci
powiedziałem – Mruknął – Nie pamiętasz? Nie czuję już nic do niej, tyle.
- Mam
wrażenie, że za tym kryje się coś więcej – Stwierdziłem.
- Zdaje ci
się – Prychnął i poszedł dalej. Dogoniłem go i tak jak podczas drogi do hotelu,
nie odezwałem się już ani słowem.
**** Później – wioska Deszczu ****
Wróciliśmy
pod wieczór. Przed przekroczeniem bramy osady obowiązkowo zameldowaliśmy się
straży, po czym weszliśmy na teren, udając się wprost do naszej siedziby.
Tam, bez
żadnych ceregieli udaliśmy się do gabinetu Paina w celu zdania raportu i
podania dokumentów sporządzonych przez panią Masuyo (chodzi o opinię w związku
z naszymi „usługami”).
- Nie ma
najmniejszych wątpliwości – Mruczał rudowłosy, czytając świstek papieru.
Podniósł na nas wzrok – Misję wykonaliście na medal. Aizawa jest z waszej
pomocy bardzo zadowolona. Moje szczere gratulację.
- Mam jedno
pytanie – Odezwał się Hidan.
- Słucham –
Rzucił kolczykowany, podstemplowując i chowając papierzyska do biurka.
- Dostaniemy
w końcu jakąś normalną misję? No bo… Do tej pory nie robiliśmy nic takiego
typowego dla Shinobi… Tylko opieka nad dziećmi, teraz hotelarstwo… Chciałbym w
końcu zrobić coś zajebistego!
- Podpisuję
się – Zawtórowałem mu, przypomniawszy sobie swój gniew na widok Kisame i
Itachego , jak wykonują swoje dużo bardziej ekscytujące i ciekawsze zajęcie.
- Właśnie miałem
do tego przejść – Odrzekł bladoskóry, na co ja i mój towarzysz wymieniliśmy
spojrzenia ni to z nadzieją, ni to z obawą – Mam dla was kolejne zadanie.
- Jakie? –
Chciałem wiedzieć.
- Będziecie
do niego potrzebować swoich dwóch właściwych partnerów, Kakuzu i Sasoriego,
niewykluczone też, że spotkacie się z Zetsu – Oświadczył – Zadanie będzie
polegało na zabiciu kilku shinobi piasku. Im więcej, tym lepiej. A po co wam to
każę robić? Cóż, mamy układy z organizacjami, które zajmują się przyjmowaniem
ciał, za co my dostajemy grubą kasę, idącą na…
- TAAAAK!
KURWA! –Ryknął radośnie Jashinista, skacząc po całym pomieszczeniu jak
pojebany. Sam również nie mogłem zapanować nad szczęściem, które w tym momencie
na mnie spłynęło, że robiłem to samo co on.
- WRESZCIE NORMALNA
MISJA! – Wydarłem się.
- Hm… Czy ja
wiem? – Lider przekręcił głowę, z powątpiewaniem obserwując nasz entuzjazm – Ja
bym powiedział, że jest normalna. Wasi stali towarzysze wiele razy ją
wykonywali.
- Ale nie
my! – Szczerzyłem japę.
- W takim
razie idźcie po kolegów i ruszajcie – Polecił.
- O tej…
porze? – Zdumiałem się, patrząc na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga.
- A o
jakiej? – Parsknął dowódca – Ten czas jest wręcz do tego idealny.
Skinąłem
potulnie głową. Lepiej się nie wychylać, jak już mam mieć normalną misję to
wolę nie spieprzyć sobie szansy.
- A tak w
ogóle – Odezwał się siwowłosy, rozglądając się po pokoju – To gdzie jest Konan?
- Na misji –
Odparł spokojnie szefo.
- Znowu
jakąś dostała? – Chciał wiedzieć fioletowooki – Wcześniej jak mieliśmy iść do
hotelu również była na misji.
- Owszem,
dalej na niej jest – Mruknął Pain.
- Na tej
samej? – Hidan wytrzeszczył ślepia.
- Jak można
tyle wykonywać jakieś zadanie? – Dołączyłem się do dyskusji – Chyba miesiąc jej
nie widzieliśmy…
- Jak nie dłużej…
- Szepnął jashinista.
- Chłopcy,
misje mogą trwać nawet i rok – Powiedział spokojnie rudowłosy, po czym pokręcił
głową z powątpiewaniem – Widać, że życia nie znacie, skoro się tak dziwicie.
Razem z moim
towarzyszem spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem. No to ładnie.
- Po za tym
– Kontynuował boss – Wielu waszych kolegów również jeszcze nie wróciło z misji.
Itachi z Kisame, dla przykładu, dalej się szlajają za swoim celem.
- Co oni tak
właściwie robią? – Spytałem od niechcenia, choć w głębi duszy naprawdę byłem
tego ciekawy.
- Mają
znaleźć dzieciaka od Isobu. To Jinjuuriki – Odrzekł kolczykowany – W tym celu
mieli udać się do wioski Mgły, ale… Trochę im się przedłużyło. Dziś rano
dostałem raport od Itachiego, że im się zejdzie, gdyż podobno gówniarza w jego
wiosce nie zastano i prawdopodobnie znajduje się on w miejscowości... Ech, nie
pamiętam teraz nazwy. W każdym razie mieli kiedyś tę samą misję, ale jej nie
zaliczyli, toteż wysłałem ich tam znowu. Robią „poprawiny”. Kazałem im szukać
choćby do usranej śmierci. Oto jest właśnie ich zadanie.
- No nieźle
– Mruknął siwowłosy, a mnie zatkało.
Jak to
możliwe, że temu duetowi nie udało się czegoś wykonać wzorowo? Odkąd pamiętam,
nigdy nie zdarzyła im się żadna potyczka i zawsze, ale to zawsze byli najwyżej
oceniani przez lidera dzięki dokładności i zadowoleniu niektórych naszych
„klientów” (od których brali zlecenia na morderstwa, przechwycenia itp.). Pod
względem współpracy byli niezastąpieni. Byłem w szoku.
- Czego tu
jeszcze sterczycie? – Z zamyślenia wyrwał mnie donośny głos Paina – Idźcie po
pozostałych i jazda!
**** Później ****
Na teren
wioski Piasku dotarliśmy bez zbytnich trudności.
Będąc jednak
w trasie, ciągle miałem w głowie słowa lidera na temat misji wykonywanej przez
Uchihę i Hoshigakiego. Jak oni mogli się w czymś pomylić? Jasne, ludzie się
mylą i to jest normalne, jednak w ich przypadku… To mi jakoś się nie zgadzało.
A co do
misji… Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że mam zająć się zwabieniem piaskowych
shinobi jak najdalej. Reszta miała wziąć się za zabijanie.
Uznałem
jednak, że troszkę im w tym pomogę. I jako, że jestem wielkim fanem smoków,
postanowiłem takowego ulepić, po czym go dosiąść, tylko… Wyszło mi nie to, co
chciałem. Moje ręcę ulepiły coś na kształt skrzyżowania świni, hipopotama i w
mniejszej części smoka. Byłem zawiedziony swoim dziełem, zrobiło mi się smutno.
Chyba muszę poćwiczyć.
- Co to
kurwa jest? xD – Parsknął Hidan.
- Zamknij
się – Rzuciłem przez zęby, przy czym wskoczyłem na swoją życiową porażkę i
odleciałem.
Czułem się naprawdę
niezadowolony z tego, co wyszło z moich rąk. By to sobie zrekompensować,
postanowiłem, że prócz zwabiania (które było nie trudne, gdyż piaskownicy
pobiegli za mną jak tylko zobaczyli to latające gówno), zrzucę na nich
dodatkowo bombę, by w razie czego utrudnić im ucieczkę. Tak też zrobiłem.
Ulepiłem średniej wielkości ptaszka, po czym upuściłem go na ziemię.
Huk był
natychmiastowy. Zacząłem się rozglądać i dostrzegłem Zetsu. Z dużo bardziej
poprawionym humorem postanowiłem do niego dołączyć.
- Hejo,
widzieliście moją sztukę? – Zawołałem, po czym hycnąłem na ziemię – Wygląda na
to że utrudniłem zadanie tym komarom z piasku ~.
Krzak
zaśmiał się niezręcznie, zaś ja zrozumiałem, że popełniłem błąd. I dobrze
trafiłem.
- Co ty
najlepszego wyprawiasz, gówniarzu?! – Usłyszałem krzyk swojego partnera.
Odwróciłem trwożnie głowę. Zza krzaków wyszedł wściekły Sasori, z kroczącym z
tyłu, obojętnym na całą sytuację jashinistą – Jeśli uszkodzimy ciała, nasza
misja pójdzie w piach! Ty myślisz w ogóle?!
- Oj, nic
się przecież nie stało! – Prychnąłem, udając że cała ta sytuacja mnie nie
obchodzi Sztuka, to sztuka! Pomogłem wam dzięki niej a ty się rzucasz!
- Nie mów do
mnie takim tonem… – Wysyczał, na co lekko się wzdrygnąłem. Raz, że wiedziałem,
że będę gorzko żałował swojej sztucznej postawy, a dwa, że skojarzyłem tę nutę
w głosie z Itachim, w momencie jak się wkurzy – Jak misja się przez ciebie nie
powiedzie, to gorzko pożałujesz, że się urodziłeś.
- Mogę sobie
wziąć jedno ciało? – Wtrącił się beztrosko siwowłosy, na co lalkarz posłał mu
jedno z jego najmroczniejszych spojrzeń.
- Mam jedno,
które jest najmniej uszkodzone – Usłyszeliśmy i spojrzeliśmy na las, z którego
wyłonił się Kakuzu – Zamiast kłótni radziłbym się jak najszybciej zbierać i iść
do tego faceta. Inaczej lider się wścieknie bardziej niż ty, Sasori, że
zwlekamy. Podobno nie lubisz się spóźniać.
- Jakby co,
to powiemy że tylko takie było – Zaproponował fioletowooki.
- I o to
chodzi – Przytaknął mu jego partner.
Rudowłosy
prychnął na to i natychmiast ruszył, poszliśmy za nim. Kasiarz spojrzał na mnie
i znacząco puścił mi oczko, na co krzywo się uśmiechnąłem. No cóż, przyznam, że
poprawił mi humor. I taki miał chyba zamiar. Prawdopodobnie wcześniej gonił
jakiegoś typa, którego zapewne oddalił jak najbardziej ode mnie.
**** Później ****
Znaleźliśmy
się w tym całym zakładzie pogrzebowym ,czy co to było… Obsługiwał go jakiś
dziwny facet o czarnych włosach, francuskim wąsie i podbródku w kształcie dupy.
Przez całą
wizytę starałem się trzymać oczy spuszczone w dół, by tylko na niego nie
patrzeć. Inaczej bym nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Hidan najwidoczniej
miał te same odczucia co ja, bo również wlepiał wzrok w podłogę, dodatkowo
podpierając głowę dłonią, która lekko zakrywała mu usta.
- Ale… Te
ciała są absolutnie zdefektowane! – Pisnął swoim ciotowatym głosem francuz, a
ja z jashinistą parsknęliśmy śmiechem, na co Kakuzu i Sasori posłali nam
karcące spojrzenia.
-
Przepraszamy – Wymamrotałem.
- Innych nie
było – Warknął marionetkarz – Bierz pan co dają!
- Chyba, że
już ich nie chcesz – Mruknął podpuszczająco skarbnik – To możemy je zabrać.
- Ależ nie,
nie! Przyjmę je! – Zapewnił dupiarz, wyciągając ze schowka odpowiednią ilość
pieniędzy, którą podał bankierowi, na co ten skrupulatnie zliczył sumę. Po
skończonej czynności spojrzał na nas z satysfakcją.
- Panowie,
opuszczamy lokal! – Oznajmił.
Wyszliśmy.
Gdy znów znaleźliśmy się w wiosce Deszczu, jak najszybciej udałem się do
swojego pokoju, by paść na łóżko. Natychmiast zapadłem w sen. Byłem wykończony.
**** Kilka miesięcy później – marzec ****
{ Drogi pamiętniku!
Miesiące
leciały, nadszedł marzec. Moje życie znów wróciło na wcześniejsze tory, o
których pisałem w październiku. Po całym wydarzeniu w hotelu, jakie miałem z
Naokim, oraz to co wydarzyło się w lesie z Itachim, nie miałem już żadnych
podobnych przeżyć. Itachi znowu mnie olewał, a ja w dalszym ciągu nie
wiedziałem, na czym stoimy. Czułem, że jestem w wewnętrznym dołku, na którego
jednak nie miałem czasu.
Misje miałem
coraz bardziej odbiegające od tych, które do tej pory dostawałem. Żadnych opiek
nad dziećmi, żadnego hotelarstwa, wyprowadzania psów, zmieniania kotu kuwety
czy innego gówna. Nie, dopiero teraz moja kariera w Akatsuki nabierała tempa.
Porwania, zabójstwa na zlecenie, wysadzanie wadliwych „klientom” mostów,
zastraszania… Wszystko należało do mnie, jak i do Sasoriego. Momentami miałem
tego dość, jednak cieszyłem się, że w końcu mogę się jakoś bardziej przydać.
Zaczynałem wciągać się w życie organizacji, tak samo jak i Hidan, który mimo
coraz większego stanu depresyjnego, którego widziałem tylko ja, zaprzysiągł
sobie, że stworzy z Kakuzu najlepiej współpracujący duet, lepszy od Uchihy i
Hoshigakiego. I mówił serio. Z dnia na dzień robili się coraz lepsi,
podziwiałem ich. Można by powiedzieć, że JUŻ są najlepsi i tak naprawdę byli od
początku, bo gdybyście zobaczyli, co oni wyczyniają… To niektórzy by zawału
dostali. Niebezpieczne zagrania bankiera i nieśmiertelność jashinisty
doskonale ze sobą współgrały.
Można by
wręcz powiedzieć, że relacje wszystkich osób przynależących do naszego
zrzeszenia, zakrawały o rywalizacje pod tytułem „To my będziemy lepsi”. Bawiło
mnie również, gdy widziałem tę zawiść w oczach rekina i czarnowłosego, gdy
patrzyli na dwóch wyżej wspomnianych kumpli. Zazdrościli im, byłem tego pewien.
No… Może Itachi nie, ale Kisame ewidentnie zgrzytał zębami. Podczas gdy w
Akatsuki każdy ciężko trenował i w końcu były pieniądze i jedzenie (xD), inne
wioski zajmowały się swoimi interesami, nieświadomi, co dzieje się w zamkniętym
Deszczu.
A Konan jak
nie wracała, tak nie wróciła do tej pory. Nie znałem zdania innych ,ale
naprawdę zaczynałem się niepokoić. Można by powiedzieć, że Nie ma jej już… Pół
roku.
Było
południe, gdy postanowiłem wyjść z wioski, by udać się do gorących źródeł,
których u nas brakowało. Znajdowały się nieopodal Deszczu.
Bolały mnie
mięśnie, miałem okropne zakwasy, dlatego też uznałem, że zasługuję na relaks.
Byłem w
trakcie rozbierania się, z tyłu słyszałem szmery innych ludzi, którzy mieli
wraz ze mną skorzystać z leczniczych właściwości. Wszystko miałem już zdjęte,
byłem okryty li jedynie płaszczem, którego właśnie miałem zsuwać.
- Uroczo
wyglądasz, gdy się niczego nie spodziewasz – Usłyszałem i serce podskoczyło mi
do gardła. Okryłem się ciaśniej płaszczem i odwróciłem w stronę usłyszanego
głosu. Tak, zgadza się. Itachi stał tuż za mną.
- Co ty… Co
ty tu…. Robisz? – Jąkałem się ze zdenerwowania.
- To samo,
co ty – Mruknął czarnowłosy, podchodząc do mnie powoli – Nie myślałem, że cię
tu spotkam.
- Nie
zbliżaj się! – Krzyknąłem, zastanawiając się, czy ktoś nas usłyszy. Była to
szczelna kabina dla dwóch osób, obok było około dziesięć podobnych. Te szmery…
Wiedziałem, że ktoś przyjdzie i będzie się kręcił obok mnie, ale nigdy bym nie
przypuszczał, że to może być on!
Oczywiście,
nie posłuchał mojego polecenia i dalej się przybliżał, ja zaś cały czas szedłem
do tyłu, aż nie natknąłem się na ścianę, a raczej lustro, pod którym była
poręcz. Nie dotknął mnie jednak, tylko przystanął na odległość wyciągniętej
ręki, obcinając mnie wzrokiem z góry na dół. Skrzyżował ramiona i przyłożył
pięść do ust.
- Ja nie
mogę… Jak ty się mnie boisz – Stwierdził.
- Nie boję
się – Zaprzeczyłem.
- To czemu
uciekasz? – Czarnowłosy uśmiechnął się lekko.
- Ja… Po
prostu nie wiem – Plątałem się, próbując ułożyć jakieś sensowne zdanie – Nie
chcę po prostu, byś mnie dotykał bo… Bo dalej nie wiem, na czym stoimy.
- Z czym? –
Uchiha uniósł brew.
- No, z
naszą… Relacją – Powiedziałem wreszcie, spoglądając mu prosto w oczy – Kim ja
tak właściwie dla ciebie jestem?
- Ale ci się
zebrało… - Prychnął chłopak.
- Odpowiedz
mi! – Wkurzyłem się ostro – Denerwuje mnie, że stale mnie olewasz, a zjawiasz
się tylko wtedy, gdy ci się podoba i bierzesz mnie jak jakąś twoją zabawkę! A
potem znowu porzucasz! Nie mam zamiaru dawać się tak traktować! Nie jestem
śmieciem, rozumiesz mnie?! Znam swoją wartość! Ja…- Urwałem, zaskoczony
tym, że w końcu udało mi się mu postawić. Itachi najwidoczniej też był pod
wrażeniem, bo patrzył na mnie zdumiony.
- No, no…
Zaskakujesz mnie – Powiedział z uznaniem – Muszę przyznać, że spodobałeś mi się
teraz dużo bardziej, niż wcześniej.
- Dalej nie
odpowiedziałeś… - Szepnąłem. Wtedy też podszedł bardzo blisko, obejmując mnie w
pasie, uniósł mój podbródek.
- Powiedzmy…
- Zaczął – Że jesteś dla mnie kimś w rodzaju… Przystani. Widzisz, przychodzę do
ciebie, by poprawić sobie humor.
- Czyli że
kto ja jestem… Dziwka? – Prychnąłem.
- Źle
zrozumiałeś – Uspokoił mnie – Nazwałbym tę relacje… bardziej jako kochanek.
- Kochanek?
– Skrzywiłem się – Myślałem, że… chłopak.
- Nie lubię
tego określenia – Przyznał – Ty nazywaj to sobie jak chcesz, byleby nie przy
mnie.
- Myślałem,
że kochankowie traktują się bardziej ludzko – Odezwałem się – Nie zostawiają na
kilka miesięcy czy rok, nie są dla siebie tacy brutalni.
- W takim
razie – Powiedział kompromisowym tonem, całując mnie w czoło pomiędzy słowami,
na co zarumieniłem się. Spodobało mi się to, było bardziej ujmujące i urocze
niż całowanie w usta – Postaram się rozmawiać z tobą częściej, już cię nie będę
zostawiał. Chyba, że zasłużysz.
- Naprawdę?
– Zapytałem zaskoczony.
- Tak –
Zapewnił, po czym jego spojrzenie nagle przybrało lubieżny charakter, zadrżałem
– A co do tej brutalności, to się przyzwyczaj – Tu przygwoździł mnie bardziej
do ściany, jęknąłem głucho – Lubię ostre zagrania, powinieneś to wiedzieć. Wiem
też, że i tobie się to podoba.
Przełknąłem
ślinę, z jednej strony chciałem zaprzeczyć, z drugiej nie wiedziałem, czy jest
sens to robić, skoro… Po części miał racje.
Uchiha
przyglądał mi się przez chwilę z tym swoim uśmieszkiem, po czym bez uprzedzenia
wpił w moje usta, wpuszczając do nich swój język. Zacisnąłem dłonie na poręczy.
Moje serce biło coraz bardziej, gdy jego usta zjechały na moją szyję, zaś
dłonie rozpinały mój płaszcz, pod którym byłem cały nagi.
Zaciągnąłem
się powietrzem, gdy jego ręce znalazły się na moich obnażonych biodrach.
- Ale… Ty to
chcesz… W tym miejscu? – Zapytałem z trudem, gdyż dłonie zjeżdżały coraz niżej,
zaś on sam zabawiał się już z moimi sutkami.
- Nie pyskuj
mi – Szepnął – Jesteśmy tak daleko i po za zasięgiem, że nie ma to znaczenia,
gdzie.
- Tylko…-
Urwałem, wydając z siebie głuchy krzyk, gdy ten przygryzł wyżej wymienioną
przeze mnie część ciała. Jego usta zjeżdżały coraz niżej, czyniąc moje ciało
coraz bardziej wilgotnym. I to nie tylko od śliny, jaką na mnie zostawiał, ale
i od tego, że w końcu wziął się za moją część pomiędzy nogami, poprzez
delikatne masowanie.
- Rozepnij
mi spodnie - Wyszeptał mi do ucha, podczas gdy sam dalej robił swoje. Nie
powiedziałem nic, tylko wziąłem się do pracy, a przynajmniej próbowałem… Przez
to, co robił, moje ruchy były utrudnione, w końcu jednak udało mi się dobrać do
jego rozporka i już miałem je zdjąć, gdy ten przytrzymał mi rękę.
Spojrzał na
mnie, odrywając się od mojej szyi.
-
Powiedziałem, że masz je rozpiąć, nie zdjąć – Mruknął.
- Wybacz –
Spuściłem wzrok.
- Uklęknij –
Rozkazał.
- S
…Słucham? – Wytrzeszczyłem oczy.
- Rób, co
mówię – Powiedział chłodno. Zrobiłem więc, jak kazał. Już miałem zrobić to na
czworaka, gdy ten przetrzymał mnie za podbródek – Czasami jesteś naprawdę
głupiutki.
- O co ci
chodzi? – Zmarszczyłem brwi. Czarnowłosy bez sowa zsunął swoje spodnie i
bieliznę. Moim oczom ukazał mi się już jego nabrzmiały …No, wiecie. Zrobiło mi
się jeszcze bardziej gorąco niż wcześniej, gdy wyobraziłem i porównałem sobie
Naokiego. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale… Uchiha miał naprawdę dużego. Może
właśnie dlatego seks z Naokim nie był tak bolesny? A może to dlatego, że
robiłem to drugi raz z facetem. Mimo to, przeraziłem się lekko.
- Nie wiem,
na co się jeszcze gapisz – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Itachiego – Myślę, że
wiesz, czego od ciebie oczekuję. Na plaży ci darowałem, teraz nie odpuszczę.
- Ale ja…
Nigdy tego nie robiłem – Wydukałem. Na myśl, że mam go wziąć do ust, robiło mi
się dziwnie.
- Nauczysz
się – Powiedział czarnowłosy tonem nieznoszącym sprzeciwu. Westchnąłem – Udam,
że tego nie słyszałem.
Nie
pyskowałem już, tylko zabrałem się do roboty. Nie wiedziałem, co mam tak
właściwie robić, więc kombinowałem na wszystkie wpadające mi do głowy sposoby…
A raczej na jeden. Po prostu lizałem. Po całej długości. Mój partner chyba nie
był tym szczególnie usatysfakcjonowany, dlatego w chwili mojej nieuwagi
zwyczajnie złapał mnie za włosy i wepchnął mi to w gardło, przez co omal się
nie zadławiłem.
- No już –
Ponaglił mnie. Zacząłem ssać. Z początku szło mi to dość wolno, po jakimś
czasie jednak przyspieszyłem. Załapałem. Słyszałem nad sobą ciche westchnięcia,
co odnotowałem jako plus. W chwili, gdy miałem jeszcze bardziej zwiększyć
tempo, mój kochanek odsunął mnie i pociągnął za rękę, gdzie usiadł na ławce,
zaś mnie samego usadził na kolanach… A raczej na czym innym. Krzyknąłem, gdy we
mnie wszedł i zaczął posuwać (wciąż mieliśmy nałożone płaszcze, nie
przeszkadzały nam). Najpierw trwało to powoli, dając mi czas na przyzwyczajenie
się, szybko się tym jednak znudził i znaleźliśmy się na podłodze, gdzie zaczął
mnie ostro rżnąć.
Podczas gdy
na plaży starałem się opamiętać z jękami, tak tu nie mogłem zapanować nad
własnymi emocjami. Krzyczałem jak nienormalny, starałem się uciszyć, ale nic to
nie dawało. Ciało nie chciało słuchać.
Nagle
zobaczyłem naszą dwójkę w lustrze, co mnie bardziej podnieciło. Wyglądało to
tak, jakbyśmy robili to podczas oglądania pornola.
- Fajny
widok? – Usłyszałem, jednak nic nie powiedziałem. Nie byłem w stanie. W końcu
nasze ceregiele przybrały dużo bardziej niebezpieczny obrót, gdy czarnowłosy
ujął swój pasek od spodni podczas mojej szyi, dalej rytmicznie ruszając
biodrami, co robiłem również i ja. Coś czułem, że po tym wszystkim nie wstanę
na nogi.
Pchał mnie
coraz mocniej i mocniej, przy czym nie przestawał dotykać mojej dolnej części.
Czułem, że tracę zmysły. W pewnym momencie wyjął i obrócił mnie na plecy.
Odruchowo zatkałem usta dłonią. Przez cały czas gdy to robiliśmy, tak samo
zresztą i na plaży, nie dał mi spojrzeć na swoją twarz, dlatego też, byłem mile
zaskoczony. Takim wyjątkiem obdarzył mnie jedynie Naoki, zaś co do Uchihy
sądziłem, że ten stosunek będzie zawsze taki sam, dając mi tym samym wiadomość,
kto tutaj rządzi. Myliłem się. Spojrzałem w bok.
- Nie po to
cię odwróciłem, byś teraz gapił się na szafki – Pouczył mnie. Miałem wrażenie,
że usłyszałem urazę w jego głosie.
- Ale to
krępujące… - Marudziłem. Uchiha przekręcił moją głowę tak, by na niego
spojrzeć. Pocałował mnie, tym razem delikatnie. Odwzajemniłem to, czym
najwidoczniej zachęciłem go do dalszego, bardziej namiętnego obściskiwania.
Trwało to może z minutę albo półtorej.
W końcu
jednak oderwaliśmy się od siebie, by spojrzeć sobie w oczy. Itachi bez słowa
odsunął się jeszcze bardziej, by unieść moje biodra i kontynuować nasz
„taniec”. Znów wydałem z siebie jęk, gdy zaczął mnie ponownie pchać. Tym razem
było to w jednym rytmie. Powolnym, czego nie rozumiałem. W końcu moje ciało się
już przyzwyczaiło do intensywnego, ale w pewnym sensie przyjemnego bólu.
Zacząłem się
niecierpliwić, modląc się w duchu, by robił to mocniej.
-
Denerwujesz się – Czarnowłosy uśmiechnął się ironicznie. Nic nie
odpowiedziałem, tylko czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Nic się jednak nie
działo, trzymał stały, delikatny i powolny rytm. Odruchowo ugryzłem wargę z
irytacją. Mój partner najwidoczniej świetnie się bawił, widząc moje
rozdrażnienie. Już miałem go zabić, gdy Pochylił moją głowę tak blisko mojej
twarzy, jak tylko mógł, a jego kosmyki włosów opadły mi na twarz.
- C… Co? –
Zapytałem już mocno wkurzony.
- Jak chcesz
więcej, wystarczy, że mi o tym powiesz – Oznajmił ze sztucznym uśmiechem.
- Nie chcę –
Skłamałem.
- W takim
razie będę kontynuował – Stwierdził równie fałszywie-miłym tonem. Ponownie
uniósł moje biodra, by we mnie wejść.
- Dobra,
niech będzie! – Warknąłem wściekle – Tak, chcę więcej! Ja… - Tu zatkałem sobie
niewyparzoną gębę, by się zamknęła. Czarnowłosy patrzył na mnie z półuśmiechem.
- Skoro
prosisz… – Mruknął „wielce łaskawym” tonem, po czym chwycił za pasek, który
dalej miałem zawiązany na szyi, tyle, że poluzowany. Złapał za jego koniec, po
czym przycisnął tak, że ledwo mogłem złapać powietrze. To bolało, ale i podniecało
równocześnie.
Znów we mnie
wszedł. Szybko i brutalnie głęboko. Jebał mnie jeszcze mocniej i szybciej niż
przedtem. Moje ciało nie mogło tego wszystkiego znieść, w każdej mojej żyle
czułem pulsowanie, a serce gdyby tylko mogło, wyrwałoby się z klatki.
Chciałem, by
mnie więził, zmuszał do błagania o więcej, wykorzystywał. Chciałem go całego.
Tylko dla siebie i jednego byłem pewny – nie chciałem już nikogo innego, nawet,
jeśli dalej się mną bawi.
Nie
wytrzymałem. Po pewnym czasie doszliśmy obaj. Osiągnęliśmy Niebo. Albo piekło.
Albo wszystko naraz.
Gdy to
nastąpiło, raz jeszcze pocałowaliśmy się. Pomógł mi wstać, rozeszliśmy się,
każdy do innego prysznica, oraz do innego gorącego źródła. Stojąc pod
brodzikiem, ochłodziłem się lodowatą wodą po to, by znów później poczuć gorąco.
W wodzie.
***
Od „tamtego” wydarzenia…
Czyli niespodziewanego seksu z Itachim, minął tydzień. Szczerze przyznam, że
dalej nie mogę dojść do siebie. Ilekroć mijamy się na korytarzu, czy natkniemy
na siebie przypadkiem w kuchni czy jakimkolwiek innym miejscu w siedzibie, to
nie mogę powstrzymać rumieńca, zaś serce zaczyna bić mocniej.
Pomijając
jednak ten incydent, to przypomnę jeszcze to, że wyjaśniliśmy sobie tę jedną,
najważniejszą sprawę: naszą relację. Można by powiedzieć, że oficjalnie (dla
nas) jesteśmy parą. Kochanków.
A co do
bieżących wydarzeń… Obiecał mi on też, że będzie się do mnie czasem odzywał,
gdy będziemy w rezydencji pod czujnym okiem Paina. Po około godzinnym stosunku
ustaliliśmy jeszcze, że będzie to bardzo rzadko i nie ma mowy o dłuższych
rozmowach. Lepiej będzie dla nas, jeśli wśród innych utrzymamy zdawkową
znajomość. Mają myśleć dalej, że albo się nie lubimy, albo że wymieniamy zdania
z konieczności. To nieważne, ważne, by niczego nie zaczęli podejrzewać.
Przyznaję,
że jest to trudne, szczególnie, gdy jesteśmy sami, na przykład w kuchni gdy
spotykamy się na śniadaniu. No ale cóż…
Pomijając
jednak nasz temat: w organizacji wciąż to samo. Ciągła rywalizacja. Przyznaję,
że nieźle wciągnąłem się w tę grę. Było to bardzo uzależniające.
Konan
jeszcze nie wróciła. Według Paina misja jest naprawdę trudna i nie ma się czemu
dziwić. Nie udzielił mi jednak dokładnych informacji, co robi. A Hidan w
dalszym ciągu ma doła, co widać rzuca się w oczy już coraz bardziej, bo nawet
Tobi zauważył, że coś jest nie tak.
-
Hidanku-senpai! – Zawołał z przejęciem, gdy zobaczył go skulonego przy oknie w
jego pokoju, w którym prawdopodobnie zapomniał zamknąć do końca drzwi - Mój
drogi, kochany kolego! Serduszko Tobiego należy do Deidary senpai, ale jesteś
dziś taki smutny, że chyba cię Tobi przytuli! Chodź tu, aniołku! Daj buzi
Tobiemu!
-
Wypierdalaj! – Wrzasnął siwowłosy, wypychając tego dyniowego pół-mózga za
drzwi. Akurat przechodziłem tędy, dlatego ten pajac od razu dostał erekcji.
- Deidara-senpaiiii!
~~
- Pisnął i już miał się na mnie rzucić, gdy z całej siły ugryzłem go w rękę.
Odruchowo odskoczył i chyba posmutniał –Tobi być we friendzone? :c
Nie
odpowiedziałem nic, tylko zszedłem do kuchni. Tam zastałem Kakuzu. Siedział
przy stole, najwidoczniej kończąc liczyć pieniądze, które chował do skarbonki.
Zapisał coś w swoim czarnym notesie i schował plik banknotów do naszego mini
sejfu, który akurat znajdował się obok lodówki.
- Hidan jest
jakiś dziwny – Powiedziałem, przysiadając się do stołu.
- On zawsze
był dziwny – Mruknął kasiarz, znów zasiadając na stołku, by dopisać coś jeszcze
na kartkach dziennika.
- Serio
mówię – Zaznaczyłem – Wiesz… Tak jest od kilku miesięcy. Jest jakiś smutny… I
nieobecny. Masz jakiś pomysł?
- Może to
przez zerwanie z dziewczyną? – Zaproponował kasiarz, wciąż patrząc w swoje
zapiski – Szczerze nie lubiłem tej suki.
Postanowiłem,
że ostatnią uwagę zignoruję.
- Też tak
myślałem – Kontynuowałem – Ale to nie przez to. On sam z nią zerwał, nie ona z
nim.
- Tak? – Kakuś
spojrzał na mnie z zainteresowaniem – A mi powiedział co innego.
Wytrzeszczyłem
oczy.
- Hm… W
sumie, jak tak mówisz – Zamyślił się, unosząc oczy do sufitu – To ostatnio nie
widzę u niego zapału do składania ofiar. Wtedy na misji z wioską piasku słowem
nie wspomniał o rytuale… I misja poszła dzięki temu podejrzanie szybko.
- No
widzisz! – Zawołałem triumfalnie – I za każdym razem jak próbuję nawiązać z nim
kontakt i pogadać o tym, co się dzieje, to nagle ucina rozmowę! Nie wydaje ci
się to podejrzane?!
- Wydaje. I
to bardzo – Kasiarz wciąż tkwił w zamyśleniu – Wiesz co? Mam pomysł. Myślę, że
tą całą Nadią się już dawno znudził, może się od niej zraził i… I…
- I co? –
Dociekałem.
- Może
kobity mu trzeba? – Odrzekł w końcu – Może jest smutny, że dawno nie zaruchał?
- Ty… To
jest myśl! – Olśniło mnie – Kakuzu, jesteś genialny! Co robimy?!
- Zamawiamy
najlepszą dziwkę z odległej wioski, bo tu nie ma za ładnych i utalentowanych –
Brązowowłosy zaczął wystukiwać numer na swojej dość mocno staroświeckiej Nokii.
- A skąd
wiesz? – Zapytałem figlarnie.
- Bo
próbowałem – Odparł, a ja powstrzymałem śmiech. Ciężko mi było jakoś wyobrazić
sobie, że on już mógł TO z kimś robić… No ale cóż, jest stary, to mógł – Halo?
Chciałbym zamówić dziewczynę…
***
W końcu u
progu naszego domu stanęła tak zajebista laska, jakiej w życiu nie widziałem.
Miała
długie, srebrne falowane włosy, u których zauważyłem różowy kwiat, fiołkowe
oczy w kształcie migdałów, ubrana w seksowne body. Jej dłonie ozdabiały
fioletowe bransolety, a na nogach miała buty na bardzo wysokim obcasie.
Jak tylko ją
zobaczyliśmy w drzwiach, to miałem wrażenie, że szczęka Kakuzu opadnie do samej
podłogi, aż musiałem ją przytrzymać.
- O ja cię…
- Usłyszałem i odwróciłem się. Za nami stał łapiący się za głowę Kisame, który
najwidoczniej nie panował nad wytrzeszczem oczu, tak samo jak Sasori,
najprawdopodobniej zastanawiając się nad nową marionetką do kolekcji. Nie
dziwię im się. Była naprawdę piękna.
- Ładna
pani! – Zachwycił się Tobi.
- Cześć,
jestem Arisa – Przedstawiła się dziewczyna niezwykle ujmującym głosem -
To do którego z panów mam dziś przyjść?
- Już po
niego idę! – Zaoferowałem się, biegnąc na górę.
Do pokoju
jashinisty wpadłem niemal z hukiem, na co ten uniósł wzrok.
- A tobie
co? – Zapytał.
- Chodź!
Szybko! – Pisnąłem – Niespodzianka dla ciebie! ~~
- Coo…? –
Rzucił z rezygnacją. Zniecierpliwiony chwyciłem go za rękaw i pociągnąłem na
korytarz.
- No
pospiesz się! – Wołałem.
W końcu
udało mi się go zwlec na parter. Na miejscu zorientowałem się, że do grona
gapiów dołączył i Itachi, który patrzył zdziwiony, jak niecierpliwie popycham
siwowłosego w kierunku damy.
- Ta-daam!
Oto i ona! – Krzyknąłem, pokazując na tę zjawiskową piękność.
-
Zamówiliśmy ją specjalne dla ciebie – Powiedział wzruszony Kakuzu.
- Cześć,
złotko – Przywitała się Arisa.
- Ło, kurwa.
Hidan, człowieku, ty to masz szczęście – Hoshigaki pokiwał głową z uznaniem.
- Ładna pani
– Powtórzył Tobi jak zahipnotyzowany.
Wszyscy
spojrzeli z napięciem na jashinistę. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych
emocji, zdumiałem się.
- Coś… nie
tak? – Zapytałem.
- To nie
żadna pani – Warknął wreszcie, na co wszyscy wytrzeszczyli oczy – Tylko kurwa!
Sprowadziliście mi… Dziwkę?!
Zatkało
mnie.
- Ale…-
Bankier najwidoczniej również pogubił się w sytuacji – Ale przecież ty lubisz
takie…
Fioletowooki
spojrzał na niego z największym mordem w oczach, jakiego nigdy wcześniej nie
widziałem.
- To gówno o
mnie wiesz! – Wrzasnął, na co podskoczyłem – Wypierdalaj mi tu z nią! Ale!
Kurwa! Już!
- Hidan… -
Zacząłem, ale nie dokończyłem.
- Ty też! –
Wydarł się na mnie siwowłosy, po czym całą trójkę wywalił za drzwi, klucząc je
.
Wszyscy
byliśmy wstrząśnięci.
- Niczego
nie rozumiem – Odezwała się dziewczyna.
- My też
nie… - Powiedział z zawstydzeniem kasiarz, wręczając jej plik banknotów –
Wybacz, za to. Trzymaj te pieniądze… I lepiej uciekaj.
Kobieta
przytaknęła i szybko zeszła nam z oczu. Spojrzeliśmy na siebie.
- Wiesz,
miałeś rację – Odezwał się brązowowłosy – Hidan ma totalnie najebane we łbie,
aż go nie poznaję. Teraz na serio się o niego martwię.
Nagle drzwi
od domu otworzyły się. W progu zobaczyłem Itachiego.
- Ten idiota
zamknął wam chatę? – Zapytał.
- No, jak
widzisz – Mruknął Kakuzu, wchodząc na korytarz, co uczyniłem i ja.
- Ale o co
chodzi? – Chciał wiedzieć Kisame, który również potrzebował wyjaśnień. Sasori
zaś stał bez słowa, przysłuchując się całemu zajściu.
- Deidara
stwierdził, że od dłuższego czasu Hidan jest smutny – Rozpoczął swe
streszczenie Kakuś – Ja to najpierw zbagatelizowałem, jednak przypomniałem
sobie inne dziwne rzeczy, które mnie zaniepokoiły, więc wspólnie z blondasem
uznaliśmy, że potrzeba mu seksu, toteż zamówiliśmy mu tę śliczną kobitkę. No
i…. Sami widzieliście, co się stało.
- Kiedy
zauważyłeś, że Hidan jest dziwny? – Zapytał się mnie rekin.
-
Przyjaźnimy się – Odparłem krótko.
- No nic…
Chyba musimy poczekać, aż mu przejdzie – Mruknął brązowowłosy. Wszyscy się
rozeszli do swoich zajęć. Ja jednak postanowiłem nie odpuszczać za szybko,
szczególnie, że już wiem, że coś się dzieje.
Na wszelkie
sposoby próbowałem dostać się do pokoju mojego przyjaciela. Pukałem w drzwi,
waliłem wręcz, jednak nie dostawałem odpowiedzi. Dopiero po jakimś czasie
usłyszałem łaskawą odpowiedź, że „nie odzywa się do mnie, bo wtrąciłem mu się w
prywatność”. Wtedy odpuściłem całkowicie.
Obecnie
siedzę w salonie, załamany, że prawdopodobnie straciłem kumpla… Gdy nad swoją
głową usłyszałem kroki. Pospieszne, jakby ktoś biegł. Uniosłem głowę, niepotrzebnie,
bo nagle na parterze, w korytarzu ujrzałem siwowłosego, rozglądającego się
dzikim, żywym od wzrokiem na boki. Ostatni raz jak go takiego widziałem, był
rok temu.
- Hidan? –
Zapytałem z zaciekawieniem. Wtedy też jashinista chwycił z swój płaszcz,
którego najwidoczniej szukał i błyskawicznie wystrzelił z siedziby, nie
zamykając za sobą drzwi.
Wstałem z
sofy i również pobiegłem po płaszcz, zakładając po drodze buty (o których mój
kumpel najwidoczniej zapomniał) i również wybiegłem z domu, drzwi jednak
zamknąłem. Jak zwykle, na zewnątrz padało. Z daleka zobaczyłem szybko
oddalający się płaszcz, za którym natychmiast podążyłem.
- Hidaaan! –
Darłem się, mijając przechodzących po drodze, zaskoczonych ludzi. Siwowłosy
jednak albo mnie nie słyszał, albo nie chciał słyszeć. Po prostu gnał przed
siebie. Jeszcze nigdy nie widziałem go aż tak przejętego!
W drodze
omal nie rozwaliłem straganu, parę razy wywaliłem się na ziemię, gdy ślizgałem
się po kałużach. Wstawałem jednak i dalej ruszałem w maraton. Byłem coraz
bliżej mojego celu, już byłem w stanie prawie go dopaść i zatrzymać, gdyby nie
to, co właśnie zobaczyłem. Przystanąłem z osłupieniem.
Wśród Hidana
stała cała chmara ludzi podobnych do Pain’a, których wcześniej nie widziałem.
Jeden z nich, taki gruby, trzymał na rękach… Konan. Była nieprzytomna, jej
ciało poranione, a płaszcz w strzępach. Już miałem podejść z przejęciem, gdyby
nie kolejny incydent.
Jashinista
wziął ją na ręce, odgarnął mokry kosmyk z jej czoła, spojrzał na nią czule, po
czym… pocałował. W usta. Długo i namiętnie.
Szczęka
spadła mi na ziemię. Musiałem stamtąd uciec. Jak najszybciej. Wszystko już
rozumiałem, wszystko.
________________________________________________________
~ C.D.N ~
To już koniec tego jakże długiego
rozdziału. Mam nadzieję, że się podobało i nie zapomnijcie skomentować. Będzie
mi też miło, jeśli mnie nie zjedziecie za długą przerwę xD
W ogóle ostatnio czytałam komentarze pod
każdym rozdziałem i śmieszy mnie jedna rzecz: sporo ludzi tutaj że mój Deidara,
w jakiego się wcielam jest SŁODKI, UROCZY itp xD
Lol, bynajmniej! xD Ja się pytam - gdzie wy
macie oczy? Nie wiem, co robię nie tak, ale jak pisałam te wszystkie notki to
nigdy nie miałam na celu sprawienia, by Deidara taki był xD
Nie wiem, albo ja jestem spaczona, albo Wy
xD
To tyle na dziś - żegnam Was i do
zobaczenia w następnym rozdziale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz