Cześć i czołem!
Oto druga połowa wpisu. Ta, którą wycięłam by poprzednia notka nie była za długa xD
Dla przypomnienia – dzisiejsza notka pisana jest z perspektywy Kurotsuchi Kamizuru. Przyjaciółki Deidary z dzieciństwa. Mimo ogólnie mrocznego i poważnego nastroju jaki będzie tu panował… To zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem ._. Iii... Muszę też coś dodać. Z poprzedniej notki zapewne wiecie, że po tym rozdziale ma być perspektywa innej postaci. Ale jak sama się przekonałam, moja wena jest... Nieprzewidywalna. W trakcie pisania wyszło mi wiele innych pomysłów i nie chciałam by wyszło za długo, a nie mam zamiaru opisywać niczego po łebkach. A więc... Ta perspektywa TEŻ jest skrócona xD Ok, to tyle, zaczynajmy xD
Czas akcji: czerwiec, 699 roku l.a.t.e
PS. Przypominam o moim nowym FF o tematyce Death Note pt. "Eter". Link do niego znajdziecie >Tu<
===============~* * ~=============>
Poszukiwania, dane, dowody, księga Bingo, morderstwa, porwania, Akatsuki… Deidara.Oto lista słów, które słyszę od majowego zebrania. Zebrania, w którym dowiedziałam się, że mój zaginiony trzy lata temu przyjaciel tak naprawdę żyje… I pracuje dla organizacji przestępczej. Normalny człowiek, słysząc coś takiego zapewne… W sumie to nie wiem, co mógłby zrobić czy powiedzieć, gdyż mi do normalnej daleko. Chociaż nie, wróć. Wiem, jakby zareagował taki przeciętniak – zapewne byłby wściekły, zohydzony postępowaniem osoby, która niegdyś była dla niego ważna. Życzyłby jej wszystkiego, co najgorsze, chciałby aby dosięgła ją sprawiedliwość . I jeden zaczeka aż samo się to stanie, zaś drugi osobiście zechce wymierzyć karę. Zranieni przez bliskich ludzie w większości przypadków nie mają litości.
A ja się od nich różnię. I gwoli jasności, nie czuję się przez to lepsza. Zastanawiam się nawet, czy nie powinnam uważać się za gorszą… Gdyż moje odczucia są zupełnie inne. W prawdzie, owszem, gdy usłyszałam że Deidara żyje i pracuje dla Akatsuki, pierwszą moją reakcją było niedowierzanie, następnie zalałam się łzami. Każdy przyglądający się temu człowiek mógł pomyśleć że się załamałam. I może po części tak było, jednak podświadomie wiedziałam, że mój płacz nie był spowodowany smutkiem tylko... Szczęściem. Byłam szczęśliwa. Szczęśliwa, że moje przeczucia odnośnie stanu mojego przyjaciela są trafne i że nie muszę się już zadręczać pytaniami. Przynajmniej jednym.
Wzięłam łyk kawy i spojrzałam w zalane strumieniami deszczu okno kuchni. Krople nie przestawały dudnić w szybę, a drzewa nie zatrzymywały się w szaleńczym tańcu narzuconym przez wiatr. Pomimo lata pogoda i temperatura w wiosce Ukrytej Skały dla innych krajów przypomina bardziej porę wiosenną. Najwyższa temperatura oscyluje między dwudziestoma a dwudziestu dwoma stopniami. Rzadko kiedy poprzeczka się podnosi. Przyjazd do tej osady w czasie wakacji jest więc raczej złym pomysłem. No chyba, że ktoś woli chłód od gorąca.
Westchnęłam ze zrezygnowaniem. Przez głowę przeszła mi myśl, czy tym razem w drodze do siedziby Tsuchikage nie zniszczy mi się parasol. Była niedziela, godzina prawie dziesiąta rano a dziadzio zarządził jakieś kameralne zebranie. Pomimo swojej silnej motywacji w sprawie znalezienia mojego przyjaciela, dziś najchętniej zostałabym w domu przy książkach, z dala od rzeczywistości. Bowiem miałam dziwne przeczucie, że w najbliższym czasie dowiem się czegoś, co wywróci cały mój światopogląd do góry nogami. Nie wiem, czy jestem na to gotowa…
– Kurotsuchi! – Usłyszałam zza przedpokoju, na co wstałam by umyć kubek w zlewie. Moich uszu dobiegł dźwięk krzątaniny, po czym kątem oka ujrzałam ojca stojącego w progu kuchni. Był przemoczony po jednej stronie.
– Wziąłem za małą parasolkę – Mruknął w odpowiedzi na moje spojrzenie – A ty? Jesteś gotowa? Chyba nie zapomniałaś o zebraniu?
– Oczywiście że nie – Wywróciłam oczami – Jestem gotowa do wyjścia, możemy iść.
– Zaraz, zaraz… w TYM stroju? – Tatko uniósł brwi, wskazując na mnie podbródkiem. Spuściłam głowę w dół, by spojrzeć na swój czerwony sweter oraz szare dżinsy.
– No tak, a co? – Wzruszyłam ramionami – Raz chyba mogę pójść na spotkanie po cywilnemu, nie?
– Kurotsuchi… – Sapnął ojczulek – Czy ty masz czternaście lat? Mam ci tłumaczyć, że…?
– Oj, dobra, już się przebieram – Parsknęłam, błyskawicznie kierując się do swojego pokoju by włożyć mundur. Przed wyjściem skorzystałam jeszcze z okazji by ostatni raz przejrzeć i poprawić się w lustrze, po czym w asyście rodziciela wyszłam z domu.
Lało jak z cebra, wiał silny wiatr i na dodatek zaczynało grzmieć. Na szczęście w porę dotarliśmy do siedziby Tsuchikage. W holu czekał już na nas Akatsuchi… Oraz Takumi. Podeszłam do pierwszego z chłopaków, który uchylił ramiona. W odpowiedzi mocno go uścisnęłam, co oczywiście odwzajemnił, jedną ręką energicznie gładząc mnie po plecach. Po niecałej chwili odsunęliśmy się od siebie.
–Jak zwykle punktualny – Mruknęłam z krzywym uśmiechem – Sypiasz ty w ogóle?
– Czasem mi się zdarzy – Odrzekł olbrzym, uśmiechając się szeroko. Zaśmiałam się po czym skinęłam głową do naszego nowego członka zespołu na przywitanie. Chłopak uniósł brew, wyraźnie rozczarowany.
– A ja? – Zapytał niewinnie.
– Co „ty”? – Odrzekłam, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
– Nie przytulisz mnie? – Wypalił. Wytrzeszczyłam oczy i w akcie zaskoczenia kompletnie zaniemówiłam. Z moich ust nie dało się wydobyć jakiegokolwiek dźwięku. Na szczęście w porę otrzymałam pomoc.
– Przypominam wam, że mamy zebranie a mój ojciec nie należy do cierpliwych – Odezwał się tatko, wyraźnie wzburzony. Mężczyzna stał już na schodach prowadzących na górę. Od razu do niego dołączyłam a za mną dwójka chłopaków. Rodziciel objął ramieniem moje plecy, po czym rzucił ostrzegawcze spojrzenie w ich stronę. Nawet nie patrząc za siebie, dobrze wiedziałam że bynajmniej nie chodziło o Akatsuchiego. Fakt, faktem, choć ojczulek niezbyt lubił gdy jakikolwiek osobnik płci męskiej mnie dotykał, tak temu jednemu pozwalał przez wzgląd na naszą długą znajomość. Po za tym czułam, że w pewien sposób jest mu jak syn. Dlatego dawał mu fory, wiedział że można mu ufać, gdyż nie łączą nas żadne romantyczne czy seksualne relacje. To dobry chłopak. Czego nie można było powiedzieć o Takumim. Z Nawet, jeśli ten miał tylko piętnaście lat, tatko zdążył już sobie wyrobić o nim niepochlebną opinię. Dla niego każdy samiec powyżej czternastego roku życia to zło wcielone. Typowy ojciec.
Szliśmy szerokimi, krętymi schodami w kompletnej ciszy. Jedynymi dźwiękami jakie nam towarzyszyły były nasze oddechy, kroki oraz stukot deszczu o szyby. Skończenie więc tej wędrówki było dla mnie nie lada wybawieniem. Wchodząc do gabinetu mojego dziadka westchnęłam cicho z ulgą.
– Przepraszamy za spóźnienie – Mruknął posępnie tatko. W pomieszczeniu była garstka najważniejszych shinobi Skały. Wszyscy ci, którzy chcieli uczestniczyć w sprawie Deidary. Nie licząc głowy osady, łącznie dziewięć osób.
– Dobrze więc – Odchrząknął Tsuchikage, nawet się z nami nie witając. Wziął do ręki jakąś kartkę, uważnie się jej przypatrując – Skoro mamy już wszystkich, czas rozdzielić zadania, nad którymi będziecie pracować przez następne tygodnie aż do ich rozwiązania. Podzielę was na trzy grupy. Liczba ta nie jest przypadkowa, ponieważ wiąże się z liczbą osób, o których informacje macie dokładnie przewertować. Datę urodzin, ich miejsce, ukończone szkoły, pochodzenie rodziców… Wszystko! Jeśli już kogoś skończycie sprawdzać, dajcie mi znać. Pokieruję was dalej. Pytania?
Jakaś kobieta podniosła rękę. Oonoki natychmiast udzielił jej głosu.
– Tak, Honoka? – Zachęcił.
– Mogłabym prosić o podanie tożsamości osób? Tych, co będziemy sprawdzać?
– Do tego zmierzałem – Powiedział starzec, po czym odchylił się nonszalancko na krześle – Rodzina Douhito. Każde z osobna, to jest: Seiji, jego żona Rosaline oraz ich syn… Deidara.
Wszyscy rozejrzeli się po sobie nieco skonsternowani. Miałam wrażenie, jakby nie to chcieli usłyszeć. Tym razem dłoń podniósł jeden z kolegów mego ojca.
– Reiji? – Dziadzio spojrzał na mężczyznę wyczekująco. Ten nerwowym gestem poprawił okulary.
– Sądziłem, że naszym celem będą osoby… Głównie z Akatsuki – Powiedział – I że bynajmniej nie będzie chodziło o Deidarę, a o resztę tej bandy. W końcu to oni są całym tym głównym złem, czyż nie?
Pozostali pokiwali głową z aprobatą. Tsuchikage westchnął po czym uśmiechnął się półgębkiem.
– Spodziewałem się od ciebie takiej odpowiedzi – Przyznał – I już spieszę wam wszystkim z wyjaśnieniami… Otóż, musimy znać sprawę od środka. Same znalezienie ludzi z Akatsuki nie będzie proste, dlatego musimy obrać strategie, która pomoże umiejętnie nas do nich poprowadzić. Przeglądając historię wymienionych przeze mnie osób z pewnością natkniemy się na wiele istotnych informacji. Sądzę, że odpowiedzi trzeba szukać między innymi w edukacji… Oraz drzewie genealogicznym.
– Mówisz szyfrem – Zwrócił uwagę zniecierpliwiony tatko – Możesz jaśniej, proszę?
Dziadzio zacisnął szczękę i wywrócił oczami. Widziałam że niezbyt spodobała mu się samowolka ze strony syna (tj. odzywanie bez pozwolenia). Nie skomentował tego jednak.
– Przejdę więc do zadań i rozdzielania grup – Zarządził Oonoki – Grupa pierwsza zajmie się przejrzeniem historii Seijiego. Głównym celem jest przepytanie członków jego rodziny o to, kiedy ostatni raz mieli kontakt z ich krewnym i ile wiedzą o Deidarze. Pod warunkiem, że ktokolwiek z rodziny w ogóle jeszcze żyje. W skład grupy wejdą: Ikemochi Asano, Akatsuchi Yamamoto oraz Takumi Kitsune.
Dwójka ostatnich wymienionych spojrzała na siebie z zaskoczeniem, które zaraz przerodziło się w irytację.
– Ja mam pracować z tym… Z tym gówniarzem?! – Zaoponował olbrzym po czym zawahał się nieco pod srogim spojrzeniem Tsuchikage. Nie zamierzał jednak przestać protestować, tym razem łagodniej – Z całym szacunkiem do ciebie, szanowny Oonoki…
– Lizodup – Mruknął nastolatek. Spojrzałam na niego karcąco, zaś ten posłał mi promienny uśmiech i puścił oczko. Tymczasem mój przyjaciel dalej kontynuował niestrudzenie:
– … ale nie zamierzam bawić się w przedszkolankę! Po za tym, dobrze wiesz, jakie mamy ze sobą… Ekhem, relacje. Nie chcę z nim pracować, proszę by dać na jego miejsce Kurotsuchi!
– Dla Kurotsuchi przewidziałem inne zadanie – Odrzekł dziadzio nieco znudzonym tonem – Moja decyzja jest nieodwołalna. Nie dobieram was wszystkich w grupy czy pary na podstawie tego czy się lubicie czy wręcz przeciwnie. Czy się znacie czy jesteście dla siebie obcy. Szczerze nie obchodzi mnie co was wszystkich łączy. Kierują mną znacznie inne kryteria. Podsumowując: pracujecie razem i koniec. Czy to jasne?
Wielkolud spuścił głowę i z minął zbitego psa odparł twierdząco. Takumi cisnął spojrzenie w kąt, szepcząc jakieś przekleństwa, zaś jeśli chodzi o Ikemochiego, to prócz wyrażenia zgody mogłabym przysiąc, że słyszałam jak narzeka pod nosem na to że „będzie musiał pilnować dwóch bachorów – namolnego histeryka i psychopatycznego gnojka”. I to był człowiek, który w maju oznajmił nam wszystkim, że Deidara żyje…
– Kontynuując – podjął ponownie starzec, sięgając do swojej kartki – Temat dla drugiej grupy to Rosaline Douhito. Podobnie jak przy Seijim będziecie mieć za zadanie przejrzeć cały życiorys tej kobiety. I w tym przypadku, niewykluczone że będziecie musieli pofatygować się do wioski Chmury. To zadanie powierzam następującym osobom: Kitsuchiemu Kamizuru, Reijiemu Takashi, Hiroto Nakamurze oraz Honoce Sasaki.
Tatko jak i pozostali wymienieni pokiwali głowami, ja zaś zmarszczyłam brwi i podniosłam rękę.
– Tak, Kurotsuchi? – Odrzekł na to Tsuchikage.
– Skoro jest nas dziewięciu, to czy nie powinniśmy wszyscy być w trzyosobowych grupach? – Zapytałam, spoglądając znacząco to na niego, to na młodą, prawdopodobnie młodszą ode mnie dziewczynę stojącą w kącie. Miała jasne blond włosy splecione w grube warkocze, usta pomalowane jaskrawoczerwoną szminką a na rzymskim nosie ogromne okulary.
– Teoretycznie, tak – Odparł Oonoki – Jednakże poselstwo, jakie powierzyłem grupie drugiej może być skomplikowane a nawet niebezpieczne z uwagi na to, iż jest duża szansa podróży do Chmury, o czym zresztą wspomniałem. Po drodze może się wiele wydarzyć, po za tym trzeba będzie przekonać tamtejsze władze by raczyły udostępnić osobiste dane jednej z dawnych mieszkanek. Chyba rozumiesz, że nie jest to łatwa sprawa?
– Rozumiem… – Westchnęłam, nieco rozdrażniona wrażeniem jakby wszyscy zmówili się dziś by traktować mnie jak idiotkę – No więc? Co mam robić ja i…? – Zerknęłam niepewnie na dziewczynę.
– Gina Watanabe – Przedstawił ją dziadzio – Wspominałem wcześniej o drzewie genealogicznym i o edukacji. Wasza misja dotyczy tej drugiej sprawy. Macie ustalić miejsca szkół średnich, do których uczęszczał Deidara. Przepytać dyrekcję. Z tego co obiło mi się o uszy, nasz milusiński zmieniał szkołę. Do pierwszej zapisywała go matka, zaś do drugiej… No właśnie, nie mógł zrobić tego sam ze względu na fakt, że był niepełnoletni. To oznacza, że BYĆ MOŻE natkniemy się na kogoś, kto należy do Akatsuki.
– Wtedy cała ta farsa z krewnymi będzie bezsensu – Zauważyła Honoka – Czcigodny sam przecież mówił, że do odpowiedzi na to gdzie jest Akatsuki potrzebne są…
– Dwie rzeczy, tak. Jedna albo druga – przerwał starzec – Mam jednak przeczucie, że mimo wszystko, warto zrealizować oba punkty. I nawet, jeśli sami wiecie jak bardzo sceptycznie jestem nastawiony do tego typu rzeczy, tak teraz… Jestem na sto procent pewny, że nie wolno ignorować… Szóstego zmysłu. Choć raz jeden mu zaufam.
*.*
– Czy to konieczne? – Pytała Gina, drepcząc za mną z wielgachną parasolką. Pogoda nie zamierzała za nic odpuścić. Dziewczyna co jakiś czas rozglądała się za siebie w upewnieniu, czy nikt nas nie śledzi.– Jak najbardziej, tak – Odrzekłam, przedzierając się mieczem przez kolejne chaszcze wyrastające z kamiennych schodków – Pozostali mają ten plus, że mogą zacząć węszyć już dziś, bo otwierają im wszystko na żądanie, a ja nie zamierzam być gorsza!
– Ale… Ale nie bądź taka! Przecież wiesz że szkoła w nie otworzy się dla nas specjalnie w niedziele! – Jęczała moja towarzyszka – Tym bardziej, że te do której chodził nie leżały w Skale!
– Dlatego wymyśliłam plan B – Powiedziałam, odgarniając ostatnie krzaki – Zresztą, jak wspomniałaś, najpierw musimy wyczaić w której osadzie ta szkoła. Trzeba znaleźć adres.
– Ale to jest nielegalne! – Pisnęła okularnica, ledwo dotrzymując mi kroku – Po za tym… Po za tym zawsze można podpytać Bazyla…
– Prędzej wolałabym umrzeć – Prychnęłam – Jeszcze tego brakowało by prosić tę… Ją o pomoc…
– W sumie…- Zamyśliła się dziewczyna – Chyba nic by nam niepowiedziana, nawet dla dobra sprawy. Jest wredną szmatą, zrobi wszystko by utrudnić nam zadanie.
– Jesteśmy – Oznajmiłam, wspiąwszy się na sam szczyt schodów, moja koleżanka dołączyła chwilę po mnie. Obie zaniemówiłyśmy. Stałyśmy przed małą, otoczoną topolami, brzozami i innymi drzewami willą. Budynek znacznie różnił się od tych szarych, smutnych domów jakie występują w skale. Rezydencja znajdowała się na obrzeżach osady, co można było poznać po strumykach kilometr dalej. Pomimo malowniczej okolicy sam teren był okropnie zaniedbany. Ogród od dawna poddał się chwastom zaś wszelkie zasadzone w nim kwiaty lub warzywa zwyczajnie zgniły lub uschły. Niewielki basen, w którym została spuszczona woda był teraz siedliskiem wszelkich bakterii i robactwa. Dach stojącego nieopodal tarasu był rozerwany, a stół i ławki roztrzaskane. Kamienna ścieżka prowadząca do willi uszkodzona i poharatana. Wiele jej odłamków znajdowało się w trawie. Rynny dawno zardzewiały. Drzwi do mieszkania były o dziwo nietknięte, jednak w wielu oknach posiadłości brakowało szyb.
– Powiedziałaś, że robimy włam – Odezwała się Gina po długiej pauzie – Ale sądząc po stanie tej rezydencji, to chyba za dużo powiedziane. Przecież widać gołym okiem, że nikt tu od dawna nie mieszka!
– Bo nie mieszka – Zgodziłam się – To dom Deidary.
Blondynka spojrzała na mnie z zaskoczeniem, nic jednak nie dodając. Ruszyłam w stronę wejścia. Dopiero gdy do nich podeszłam, zauważyłam krwawy, zaschnięty odcisk ręki na drzwiach. Uniosłam brwi.
– Myślisz, że to jego ręka? – Zapytała moja towarzyszka, wystając zza mojego ramienia by spojrzeć na znalezisko.
– Wykluczone. Jest zbyt… Drobna – Powiedziałam ostrożnie – Śmiem twierdzić, że należy do kobiety. Jego… Matki.
– Hm… Czy ona aby nie zginęła od wybuchu? – Dopytywała dziewczyna – Z tego co mówią plotki, to właśnie Deidara ją zabił…
– Przez przypadek – Doprecyzowałam – To akurat może potwierdzić każdy. Wydaje mi się, choć to strasznie durne, że sama się przedtem zraniła i jakimś cudem dostała do Deidary.
– Ale po co? – Blondynka wytrzeszczyła oczy – Kto normalny by tak zrobił?
– Raczej nikt – Przyznałam – Jednak z tego co pamiętam, Rosaline bywała… dosyć dziwna. Była bardzo kochana, ale możliwe że nie do końca zdrowa psychicznie. Zastanawia mnie jeszcze inna rzecz.
– Tak?
– Zwróć uwagę, że odcień tej krwi jest… Jasny. Co może oznaczać, że doszło do przecięcia tętnicy. W takim stanie człowiek wykrwawia się szybciej niż przy przecięciu żył – Wyjaśniłam – Więc…
– Więc jak się tak szybko dostała do Deidary? Zgaduję, że przez technikę teleportacji, ale to przecież zużywa pewną ilość czakry i przy takim zranieniu…
Urwała w połowie. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę z niedowierzaniem i niepokojem. Ledwo zaczęłyśmy badać tę sprawę i już było wiele niejasności. A do był niestety dopiero początek.
–Wchodzimy – Zadecydowałam po pauzie, naciskając klamkę. Co ciekawe, drzwi nie były nawet zakluczone. Przekroczyłyśmy więc próg bez żadnych przeszkód, zamknąwszy za sobą wejście do domu. Rozejrzałam się po mrocznym holu. Pierwszym, co mnie uderzyło nie był widok grubych pajęczyn w dosłownie każdym kącie, a… Zapach. Odurzający, okropny, mdły. Jakby…
– O Boże – Wzdrygnęła się Gina, patrząc z obrzydzeniem przed siebie. Poszłam w jej ślady i natychmiast się skrzywiłam.
– Czy to… Czy to są czerwie? – Zapytała okularnica łamliwym głosem, jakby miała zwymiotować.
– Bez wątpienia – Odrzekłam, równie zohydzona – Mamy tu do czynienia z trupem. Lub kilkoma.
Łuk drzwiowy siedem metrów dalej. Robale dosłownie wychodziły z pomieszczenia. Były zarówno na górze framugi jak i na dole. Właściwie całe przejście było pokryte bladożółtą, ruchomą chmurą , która rozchodziła się niemal na połowę ściany. W całym domu słychać było szum spowodowany przeciągiem. Zupełnie tak, jakby był nawiedzony.
– M-Możemy stąd już iść? – Zapytała blondynka drżącym głosem
– Bardzo bym chciała – Powiedziałam – Ale nie lubię porzucać zadań. Musimy niestety tam wejść…
– Błagam, odpuśćmy sobie! – Jęknęła moja towarzyszka niemal na granicy płaczu. Westchnęłam ciężko. Odkąd pamiętam, nigdy nie miałam dobrego kontaktu z przedstawicielkami mojej płci. Ciężko szła mi rozmowa z nimi. Ich towarzystwo, gadulstwo i tematy o których tak dyskutowały strasznie mnie nudziły, odrzucały. Wszystko to przez śmierć matki przy moim porodzie i wychowanie przez ojca, który nigdy nie znalazł sobie nowej partnerki, oraz dziadka, któremu żona (dla mnie babcia) zmarła jeszcze przed moim pojawieniem na świecie.
Trudno więc się dziwić, że do kobiet nie mam zwyczajnie cierpliwości. Przebywanie z nimi na dłuższą metę sprawia że dostaję cholernej migreny. Przyłożyłam palce do skroni, powoli je masując. Zamknęłam na moment oczy, po czym je otworzyłam.
– Słuchaj, mała, ja nie zamierzam odpuścić i tobie radzę to samo – Powiedziałam możliwie najspokojniejszym tonem – Skoro zdecydowałaś się na bycie kunoichi, tym bardziej przystępując i zdając egzamin na chuunina, to powinnaś wiedzieć jakie wady i możliwe widoki niesie ta… Ekhem, praca.
– Nigdy nie chciałam tej roboty! – Wrzasnęła dziewczyna, całkiem się rozklejając – Ale… Ale… J-Jako jedyna… C-Córka w rodzinie… N-Nie mogę być gorsza od m-moich b-braci…
Zdębiałam. Stałam jak idiotka, słuchając jej w zakłopotaniu. Byłam jak sparaliżowana, nie wiedziałam co robić. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. Pierwszy raz byłam w tak rozpaczliwej sytuacji.
– T-Tata nie chciał mieć… C-Córek, t-tylko samych… S-Synów… - Kontynuowała tymczasem Gina, zanosząc się płaczem, który stopniowo zamienił się w pełne frustracji krzyki – W ogóle m-mnie nie zaa-zauważa… D-Dlatego p-pomyślałam… Że… Że… B-Będąc kunoichi on… Pochwali mnie… I będzie dumny. A… A on nic! Dla niego… Dla niego zrezygnowałam ze… Ze wszystkiego co mnie… Interesowało! Matka nie lepsza! Faworyzuje tych moich trzech braci! Już nie wiem, co ja mam robić! Ja… Ja…!
– S-Spokojnie, oddychaj – Odezwałam się wreszcie, sama zaczerpując powietrza. Wyjęłam z torby paczkę chusteczek, by podać je tej nieszczęśliwej istotce – Cóż… Eee… Jakby to powiedzieć… M-Może twoi rodzice… Nie chcą się przyznać do błędu? To znaczy… Widziałam twoje wyniki egnzaminu. Nie były złe. Właściwie to całkiem… Całkiem dobre! Zresztą, zdałaś! A to duży wyczyn!
Blondynka pociągnęła nosem i kiwnęła głową. Łzy jednak nadal nie przestawały płynąć.
– Więc… Kurde, jestem pewna że z biegiem przegonisz ich wszystkich! – Ciągnęłam desperacko, plotąc już co mi ślina na język przyniosła – Potrzeba tylko czasu i ogromu pracy…! A w ogóle, to co to za rodzice?! Nie wspierają cię?! Pieprzyć ich! Kiedyś będzie im głupio! Więc… Eee…
W tym momencie usłyszałyśmy coś w rodzaju głuchego uderzenia. Prawdopodobnie otwarte okno. Mimo to spojrzałyśmy na siebie z niepokojem.
– Jakby co…- Podjęłam znów – To możemy później pogadać o tym na spokojnie. Ale teraz… Skupmy się na zadaniu, dobra? Wszystko… Będzie dobrze.
Kiwnęła głową, pociągając ostatni raz nosem. Odwróciłam się do niej plecami, nie wierząc w swoją propozycję. W chwilach stresu człowiek pieprzy głupoty.
– M-może… Rozdzielimy się? – Zaproponowała Gina, nieco uspokojonym tonem. Odwróciłam się do niej ponownie – I… Przepraszam za… Ten wybuch. Ja po prostu nie cierpię takich pełzających robali i jakoś przez to…
– Spoko, nie musisz się tłumaczyć – Poklepałam ją niezdarnie po plecach – Jestem za rozdzieleniem. Ale na razie proponuję byśmy weszły do tego obleśnego „tunelu”. Mam pomysł jak dostać się tam bez ryzyka że któraś z tych larw spadnie nam na głowę. Daj mi parasol.
Okularnica przełknęła nerwowo ślinę. Mimo tego podała mi przedmiot bez zbędnych ceregieli, po czym uczepiła się kawałka mojej kurtki na plecach. Rozwinęłam parasolkę. Ruszyłyśmy. Nasze kroki roznosiły się po całym domu. Przechodząc przez robaczywy łuk, nie obeszło się bez deptania po czerwiach, zaś kilka z nich obiło się o naszą osłonę. Blondyna pisnęła spanikowana, mocno się wzdrygając.
– Spoko…- Odrzekłam, mając zamiar dać jej jakoś otuchy. Urwałam jednak w pół słowa, zaskoczona tym co zobaczyłam po wejściu do pomieszczenia, będącego niegdyś salonem. Za oblaną krwią pół ścianką i sofą na stoliku kawowym leżało… Ciało. Ciało, konsumowane przez setki tłustych larw. O drzwi balkonowe opierał się kolejny trup. Zaś o wielką gablotę – trzeci. Wszystkie zwłoki pokryte były tym robactwem. W jednych miejscach bardziej intensywnie, w innych mniej. O wielkości roju much nawet nie będę wspominać.
– Co się…? – Zapytała moja towarzyszka, nie dokończywszy zdania, by zatkać z przerażeniem usta – M-Miałaś rację…
– D-Do roboty – Zarządziłam, z trudem powstrzymując się przed zwróceniem śniadania – Trzeba… Nie zapominajmy, po co tu jesteśmy.
– A-Ale… C-Co chcesz zrobić? – Po głosie blondynki od razu można było poznać, jak bardzo jej słabo.
– Musimy przejrzeć wszystkie szafy i szuflady w całym domu – Powiedziałam – Zaczniemy od tego miejsca, by mieć je z głowy. Wydaje mi się że inne miejsca są czyste od trupów.
Gina skinęła głową. Podałam jej parasolkę, zakrywając na głowę kaptur. Czułam, że po całej wizycie w tej rezydencji będę musiała spalić ciuchy. Ten odór nie zejdzie nawet po wielokrotnym praniu. Jako Jōnin nie pierwszy raz miałam do czynienia z umarłymi. Ich ciała bywały w różnej kondycji. Ale nigdy nie widziałam ich w tak okropnym stanie.
– Sprawdzę szuflady po tej stronie i sekretarzyk – Oznajmiła moja kompanka, trzymając kurczowo trzon parasola, by zaraz zacząć inspekcję wybranych miejsc. Mruknęłam coś w odpowiedzi, po czym podeszłam do gabloty, zniesmaczona myślą, że będę musiała dotknąć denata. Samo noszenie rękawiczek do mnie nie przemawiało. Rozejrzałam się więc raz jeszcze po pomieszczeniu za jakąś pomocą, aż dostrzegłam leżącą na podłodze obok małego (prawdopodobnie do pracy) biurka miotłę. Niezbyt odpowiednia rzecz do trzymania w takim miejscu, ale na tamten moment niesamowicie mi to odpowiadało.
– Ale to dziwne, że prawie wszystkie meble zakryte są prześcieradłami… – Odezwała się okularnica w momencie, gdy sięgałam po kij - … no nie? I jeszcze ta miotła. Ja na rzeczy do sprzątania mam schowek. Albo stawiam je gdzieś w rogu przedpokoju. Na pewno nie w salonie, to takie nieestetyczne.
– Taak… – Przyznałam, zerkając na zasłonięte meble. Faktycznie, wcześniej tego nie zauważyłam – Do tego… Ta miotła została przewrócona. Możliwe że przez wiatr, albo ta osoba – Skinęłam na ciało przy gablocie – … ją upuściła.
– Co właściwie się tu stało…? – Dumała dziewczyna – To sprawka Akatsuki?
– Tego nie wiem – Odrzekłam – I to raczej nie my będziemy to badać. Podejrzewam że dziadzio powoła do tego zadania kolejną grupę. Trzeba mu będzie to zgłosić.
Zamilkła, skupiwszy się ponownie na swojej robocie. Ja tymczasem podeszłam do nieboszczyka, by nie bez obrzydzenia trącić go trzonem aż nie upadł na podłogę, odsłaniając zakrwawioną szybę gabloty. Dopiero teraz zauważyłam, że zwłoki należały do kobiety. Usłyszałam za sobą obrzydzony pomruk Giny. Zignorowałam to i otworzyłam drzwiczki witryny. Na półkach stały liczne książki, wciśnięte pomiędzy nie wystające koperty, para kielichów i kieliszków, opróżnione do połowy lub bardziej butelki wódki i wina, ozdobne pudełeczko oraz kilka drobniaków. Wszystko, rzecz jasna, pokryte kurzem.
Sięgnęłam po pudełeczko. Prócz złotej i srebrnej biżuterii, na dnie leżała malutka pożółkła karteczka, po którą od razu sięgnęłam. Jej treścią było: „Wysłać do… Ty wiesz kogo”. Uniosłam brwi w zdziwieniu, jednak postanowiłam jeszcze nie dzielić się tą informacją z Giną. Wolałam wpierw wszystko przejrzeć. Rozpoczęłam więc wyjmowanie po kolei wszystkich książek w poszukiwaniu większej ilości kopert, o ile jakieś były. Nie myliłam się. Te które wystawały miały być schowane, osoba które je ruszyła nie zdążyła zrobić tego do końca. Ponadto niektórych książkach widniał czysty prostokąt. Jakby kilka kopert zostało jednak zabranych. Spojrzałam w dół, na ciało kobiety pod moimi stopami. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów, by następnie przed nią kucnąć. Rozchyliłam delikatnie poły jej kurtki czując, jak niektóre z zamoczonych krwią larw spadły mi na nagą część nadgarstka. Strzepałam je błyskawicznie, czując jak wymioty stają mi w gardle.
– Coś nie…? FUJ! – Usłyszałam za sobą. Natychmiast się odwróciłam. Gina patrzyła na mnie z przerażeniem i obrzydzeniem. Do piersi przyciskała jakiś plik kartek – B-Bleee…T-Ty… T-Ty to… Ru-Ruszasz?
Pełna irytacji machnęłam na nią ręką na znak by była cicho. Odetchnęłam ponownie. Od smrodu i całych tych okoliczności w jakich się znalazłam zaczynała boleć mnie głowa.
– Co tam masz? – Zapytałam w końcu. Dziewczyna jakby wzbudziła się z letargu, z zaskoczeniem oglądając trzymane przez siebie rzeczy, aż na jej twarzy nie pojawiło się oprzytomnienie. Pacnęła się w głowę.
– Znalazłam to w szafkach i szufladach – Powiedziała – Wydaje mi się że to wszystko należało do Rosaline, włącznie z tym, wszystko to było w środku nich – Skinęła głową na jakieś buteleczki i słoiki stojące na samej górze szuflady – Głównie porady jak pielęgnować rośliny, jak robić z nich kosmetyki, lekarstwa… Te flakoniki to chyba ona sama zrobiła. Znalazłam też kilka gazet dotyczących magii i zielarstwa… To chyba jakaś czarownica!
– Pokaż to – Mruknęłam, wyciągając rękę w jej stronę. Okularnica spojrzała na zwłoki z wahaniem, po czym podeszła do mnie, wręczając mi po kolei wszystkie znaleziska. Czasopisma o których mówiła były faktycznie o tematyce okultystycznej – Sądzę, by bardziej interesowało ją to zielarstwo jak sam okultyzm. Widać podkreślone zdania i artykuły dotyczące roślin. Nie brałabym tego aż tak poważnie. A jeśli nawet ją to interesowało to było tylko dziecinną zabawką.
– Ja nie byłabym tego taka pewna – Odrzekła okularnica stanowczo, po czym spojrzała na pudełeczko obok mnie – Co tam jest?
Podałam jej karteczkę i biżuterię. Jej reakcja na świstek była podobna do mojej. Dłuższy czas poświęciła jednak błyskotkom.
– Prawdziwe złoto i srebro – Stwierdziła – Musiało dużo kosztować…
– Ta rodzinka była dziana – Odrzekłam obojętnie, wracając do mojej „operacji”. Odchyliłam raz jeszcze rąbek kurtki, tym razem zaciskając usta i wstrzymując oddech. Zacisnęłam powieki.
„Bez paniki… Bez paniki”, myślałam, zakrywając się jak tylko da podczas gdy zdezorientowane muchy wylatywały z każdego otworu, tworząc chaotyczny koncert w akompaniamencie krzyków Giny.
W końcu otworzyłam oczy, by obejrzeć brzuch ofiary. W wyprutej dziurze po za czerwiami i jajami dostrzegłam aż trzy koperty. Sięgnęłam do swojej narzutki, by wyjąć z kieszeni pęsetę. Nosiłam ją w razie potrzeby. I to był moment, w którym wreszcie była mi potrzebna poza domem. Po wyjęciu i otrzepaniu papierzysk z robali zaczęłam otwierać zawartość.
– Pieniądze – Powiedziałam – We wszystkich kopertach są pieniądze.
– C-co? – Zapytała cicho blondynka, od jakiegoś czasu przyglądająca mi się w ciszy – Sprawdziłaś wszystkie?
– Zostały jeszcze te w gablocie – Odparłam. Okularnica przełknęła ślinę, po czym nieco śmielej podeszła do zwłok, by zaraz zacząć wartować zawartość kredensu. Szybko do niej dołączyłam, wstając z kucek. Pracowałyśmy w ciszy, przekładając i odkładając książki tak jak i pozostałe koperty. Jedynym towarzyszącym nam dźwiękiem było bzyczenie much i nasze krzątanie. Nie wiedziałam co tak nagle, pomimo okoliczności zmotywowało mą towarzyszkę, dlatego postanowiłam bardziej jej pilnować… I zapytać o powód.
– Mam przeczucie, że znajdziemy tu coś… Coś jeszcze – Stwierdziła.
– To znaczy? – Dopytywałam – Czyżbyś napaliła się na cudzą forsę?
– Broń Boże, nie! – Zaoponowała natychmiast zapytana – Mam na myśli… Że ta gablotka skrywa coś znacznie cenniejszego dla sprawy… Niż te pieniądze.
Nie skomentowałam tego. Kontynuowałam więc dalej przeglądanie, co jakiś czas zerkając kątem oka na Ginę czy aby na pewno nic nie podbiera. Jej nagła zmiana nastawienia wzbudziła mój niepokój.
– Ach! – Zawołała w końcu, na co się wzdrygnęłam – Mam! W sumie… Dawałam temu jakieś pięć procent… Ale mam!
– Co? – Odparłam tępo – O czym ty gadasz?
– Pamiętnik! – Zaświergotała, radośnie rozwijając papier.
– Pamiętnik? – Powtórzyłam.
– Tak, jest… Ee… - Zacięła się, uważnie wpatrując w treść. Mina jej zrzedła – To… To chyba miały być listy, które zostały w nim napisane na próbę. Takie przećwiczenie, wiele rzeczy jest pokreślonych i…
– Możesz się rozczytać? – Zapytałam.
– Tak…– Powiedziała śledząc wzrokiem literki – Strasznie nabazgrolone, ale dam radę…
– To przeczytaj – Poleciłam jej.
– „Mój drogi, wytęskniony!” – Zaczęła, poprawiając okulary – „Ileż to cię nie widziałam? Pół roku? To wystarczająco dużo. Okropnie mi cię brakuje! A ty się nic a nic nie odzywasz! Przebrzydły…! Ach! Tyle mam ci do powiedzenia, że aż nie starczy na to papieru! Trzeba by na to było wyciąć wszystkie lasy świata, ha, ha! A tak na poważnie… Udało się. Nie musisz już się obawiać że nie wyjdzie… Jestem w ciąży! Drugi miesiąc! Nie jestem nieudana! W życiu nie czułam się tak szczęśliwa! Będę mamą! Zawsze o tym marzyłam! Musimy się spotkać i wszystko omówić! Spotkajmy się jak najszybciej, podaj tylko miejsce i czas! Buziaczki: Rosaline” – Zakończyła moja kompanka, po czym doczytała – „Wysłać!”, „Wysłano piętnastego stycznia, sześćset siedemdziesiątego ósmego.”
Zapadła dziwna cisza. Obie patrzyłyśmy na siebie z lekkim zmieszaniem.
– To jakieś dwa lata przed narodzeniem Deidary – Powiedziałam – Jest napisane do kogo to wysłała?
– Hmm, nie. Ale wydaje mi się, że to do jej męża. Do Seijiego – Uznała blondynka.
– No… W sumie logiczne – Zgodziłam się, przeglądając gorączkowo w głowie wszystko to, co powiedział mi Dei o swojej rodzinie – A te dwa lata wstecz… Dawo temu Deidara powiedział mi że miał mieć starsze rodzeństwo, ale coś z tego nie wyszło.
– Jedno czy więcej? – Gina podniosła wzrok znad notatnika by na mnie spojrzeć.
– Nie wiem, on sam do końca nie wie bo Rosaline zaraz zanosiła się płaczem. Więc już nie pytał – Westchnęłam – Może tylko jedno, albo i dwójkę… Płci oboje nie poznaliśmy… Jest tu coś jeszcze?
– Tak, ale… Ech… Możemy stąd wyjść? Kręci mi się w głowie, potrzebuję świeżego powietrza… – Rzekła męczeńsko moja towarzyszka. Skinęłam głową.
Usiadłyśmy przed domem. Odetchnęłam z ulgą czując leśne, rześkie powietrze. Co prawda deszcz i burza nie ustawały, lecz musiałyśmy martwić się o zmoczenie. Przed wejściem do domu był daszek.
– Z tego co z grubsza przewertowałam, było jeszcze trochę tych wpisów – Zaczęła blondynka, po czym spojrzała z obawą za siebie – Powiedz… Będziemy jeszcze musiały wracać… Do tych zwłok?
– Myślę, że przejrzałyśmy wszystko w tym pokoju. Znaczy, jeszcze tam wejdziemy, tylko na chwilkę, lepiej sprawdzić dwa razy – Mruknęłam uspokajająco – Zostało nam jeszcze parę pomieszczeń ale nie powinny być już tak przerażające jak to w którym byłyśmy.
– Mam nadzieję – Westchnęła okularnica, ponownie zaglądając w lekturę – To jest krótkie… „Mój kochany! Potrzebuję cię! Szybko! Poroniłam… Musisz mi doradzić! Nie wiem co robić! Przyjedź do mnie! Nikt cię nie znajdzie, obiecuję! I jak zawsze, spalę twoją odpowiedź! Wiem, że to daleko, ale błagam, zrób coś... Rosaline. wysłać!!!, wysłano: ósmego kwietnia sześćset siedemdziesiątego ósmego” .
– „Nikt cię nie znajdzie”? – Zmarszczyłam brwi – Dobra, to już jest dziwne…
– Może Seiji popełnił jakieś przestępstwo i musiał się ukrywać? – Podsunęła natychmiast Gina .
Pokręciłam głową przecząco.
– Nie, ponoć nie było go w kartotekach – Oznajmiłam – Co może oznaczać…
– Że te „listy” są do kogoś innego – Dokończyła dziewczyna. Patrzyłyśmy na siebie przez krótką chwilę, aż nie zanurzyła się w dalszą treść – „Mój Drogi… Jeszcze raz dziękuję ci za tamtą wizytę. Nawet nie wiesz jak bardzo to doceniam, że pomimo tylu przeszkód udało nam się spotkać i porozmawiać jak za starych czasów! To przykre, że jesteśmy tak daleko od siebie… Całuski: Rosaline.” Hmm… - Mruknęła – To zostało wysłane… tydzień po poprzednim liście.
– Ok. Czytaj następne. I podaj czas wysłania od razu na początku – Poprosiłam – Podpis też możesz sobie darować.
Moja towarzyszka w potwierdzeniu przewróciła stronę pamiętnika. Czytałyśmy razem przez jakąś godzinę, przeglądając cały rok sześćset siedemdziesiąty ósmy. Z każdym nowym listem coraz bardziej było jasne, że nie były one adresowane do męża kobiety (tym bardziej, że kilka razy został on wymieniony z imienia ).Była to jednak osoba bardzo bliska jej sercu. Pisała do niej o wielu troskach, radościach… I często podkreślała jak bardzo jej tej osoby brakuje. W każdym słowie czuć było potężną frustrację. Dowiedziałyśmy się też, że Rosaline była w ciąży jeszcze przynajmniej dwa razy. I tak jak z pierwszą, nic z tego nie wyszło. I jakby tego było mało, osoba do której pisała kobieta, ciągle sugerowała jej zmianę partnera, ponieważ ten „do niczego się nie nadaje” (delikatnie mówiąc, te słowa mocno upiększyłam, było to bardziej chamskie) na co ona się nie godziła.
– Następny wpis jest z… Ee, z następnego roku – Powiedziała blondynka – Ten co czytałyśmy to jakieś pasmo nieszczęść.
– Weź nic nie mów – Machnęłam ręką – Naprawdę coraz mniej się dziwię czemu ta kobieta miała zryty gar. Kim do cholery jest ten typ? I… Dlaczego ten pamiętnik był w tak widocznym miejscu?
– Na pierwsze pytanie ci nie odpowiem… - Westchnęła okularnica, wertując wszystkie kartki – Co do drugiego, to wydaje mi się, że to zostało specjalnie tam schowane po to, by ktoś w końcu to znal… O! – Zawołała, po czym z szybkością karabinu wyrzucała z siebie kolejne słowa – Zostało jeszcze kilkanaście wpisów, potem jest wiele pustych kartek… I notka na końcu.
– Jaka notka? – Wytrzeszczyłam oczy.
– „Synku!” – Przeczytała, a mnie zmroziło – „ Zostawiłam mój pamiętnik w tak widocznym miejscu nie bez powodu. Ufam, że kiedyś go znajdziesz, przeczytasz… I dowiesz się wszystkiego. Oczywiście, zdaję sobie sprawę że nie wszystko zrozumiesz za pierwszym razem, ale na wszystko przyjdzie czas. Osoba, do której pisałam jest dla mnie równie ważna co ty. Obaj jesteście moim szczęściem! Wiem, że nie wiesz o kim mówię, ale mimo tego, co było między nami (mną a nim), liczę że kiedyś go poznasz! To moje marzenie. Tymczasem wiedz, że jesteś moim mądrym słoneczkiem! Bardzo cię kocham, mama.”
Dłuższa pauza. W głowie huczało mi od pytań. Nic mi się nie kleiło.
– To z roku, w którym Deidara zniknął – Usłyszałam głos Giny – Kilka miesięcy przedtem.
– To… Jest coraz bardziej popieprzone – Wplotłam palce we włosy – Nic do siebie nie pasuje... Męczy mnie to już, ale… Co mamy dalej? Znaczy, wiesz, zanim przeczytałaś to ostatnie.
Czytałyśmy dalej. W kolejnym roku Rosaline znowu poroniła, znów pojawiały się prośby z jej strony o spotkanie z tajemniczym gościem. Tym razem jednak ten był coraz mniej chętny na spotkania. Bywało, że nie odpisywał. I jak już to robił, pomimo całej jego ignorancji kobieta wciąż posłusznie paliła jego odpowiedzi.
W jednym z wpisów był wspomniany moment, w którym Seiji znalazł jej listy, na co ta wcisnęła mu kit o pisaniu jakiegoś opowiadania kryminalnego i że tylko zbiera na nie pomysły. Mężczyzna, o dziwo, kupił to idiotyczne kłamstwo, przestając więcej zadawać pytania. Rosaline oczywiście pochwaliła się tym swojemu „przyjacielowi” (czy kim on tam dla niej jest), na co ten znów zaczął jej odpisywać, ponoć bardzo ją chwaląc. Mówił też, że czasem musi „karać ją milczeniem za nieposłuszeństwo” (wtf) i że powinna o tym wiedzieć. A także o tym, że jego sytuacja jest teraz napięta i że lepiej by nie kontaktowali się przez jakiś czas, chyba że oznajmi mu, że tym razem na pewno urodzi zdrowe dziecko. Kobieta oczywiście przez jakiś czas bardzo rozpaczała wypisując do niego kilka razy jaki to on nie jest podły.
Była też wspomniana kolejna ciąża oraz plany przeprowadzki z nią i z Seijim do Skały, co nie lada mnie zdziwiło. Nigdy nie słyszałam o tym, by się tu przeprowadzali. To znaczy, wiedziałam że Rosaline nie pochodzi z naszej osady, ale Seiji...? Na osobie do której były pisane listy chyba nie były nowością. Tak wywnioskowałam po upartej ciszy. Rosaline więc w końcu odpuściła… Aż do momentu narodzin Deidary.
– „… tym razem wolałam nie zapeszać…” – Czytała Gina – „nie informowałam o niczym, zrozumiałam, że to może przynieść pecha. Przynajmniej dla mnie. A więc, kochany… Urodziłam dziecko! Nareszcie! To zdrowy chłopiec! Oh, cały czas płaczę! Ja płaczę! Nie mogę przestać! Tak przepełnia mnie szczęście! Od początku go kochałam, tak jak pozostałych… Ale on się w końcu narodził! Żyje! Widzisz?! Mówiłam, że Seiji się spisze! I kto miał rację?! Ha, ha! Och, mój syneczek! Mogę trzymać go w ramionach godzinami! Nie chcę go puszczać, mam dosłownie ochotę poturbować te położne… Co chwila coś od niego chcą. Ale daję im go tylko dla jego dobra. No i umówmy się – to dzięki nim ciąża przebiegła pomyślnie. Tylko dzięki temu jeszcze żyją, hah! I co… Teraz będziesz dla mnie miły? Wiesz, mimo wszystko bardzo za tobą tęsknię! Ale nie daruję, jeśli nie przeprosisz! Wtedy zapomnij, że dam ci zobaczyć a co dopiero wziąć Deidarę na ręce. Tak, tak nazwałam mojego synka, Deidara. Prawda, że ślicznie? Całuski, Rosaline”.
Spojrzałam w zamyśleniu na szare niebo. Deszcz nieco się uspokoił. Nie słychać już było grzmotów. Dalsze listy dotyczyły już rozwoju Deidary. Nie było ich wiele, ale były bardzo obszerne. No i w dość dużych odstępach czasowych. Niezbyt podobało się to osobie otrzymującej „raporty”. Kobieta próbowała więc załagodzić sytuacje wyjaśnieniami iż wychowywanie dziecka jest bardzo ciężkie i czasochłonne. Tajemniczy gość przymknął więc na to oko… Do czasu aż Rosaline oznajmiła, że Deidara jest coraz starszy i coraz bardziej zdaje sobie sprawę z otaczającego go świata, więc „póki sytuacja się nie unormuje, muszą urwać kontakt, tj. Deidara nie może zapamiętać tej osoby”. Mimo to obiecała dalej opisywać swoją pracę wychowania. Obie strony kłóciły się jakiś czas, ale ostatecznie doszli do zgody. Pod koniec zapisków temat listów odrobinę się zmienił. Kobieta skarżyła się na Seijiego. Mówiła że ciągle się kłócą odnośnie wychowania Deidary i że facet „zaczyna coś podejrzewać”. Generalnie opanował ją pewnego rodzaju strach, którego nie potrafiłam w żaden sposób zrozumieć, gdyż autorka nie pisała dokładnie co go powoduje, zamiast tego, za każdym razem gdy mówiła że się boi to padały takie zdania jak: „wiesz o co chodzi”, „to o czym rozmawialiśmy”, „nie muszę ci tego wyjaśniać” etc.
W końcu zapiski się urwały. Skończyło się na informacji iż zapisała Deidarę do szkoły i że musi podjąć, jak to ujęła „radykalne środki”, które mają ponoć zaprowadzić syna wprost do tej osoby. A na koniec dodała: „Przykro mi, że tak to się skończy. Będę czekać w piekle. Bardzo cię kocham, buziaczki – wysłać!”.
Nie wiem, ile siedziałyśmy z Giną przed tym wejściem. Pewnym natomiast jest że obie tępo wpatrywałyśmy się w przestrzeń. Cała ta lektura była tak ciężkostrawna i dziwna że nie potrafiłam zdobyć się na jakiekolwiek słowa. Miałam wiele pytań, na żadne nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi.
– Chyba tego nie wysłała – Odezwała się w końcu blondynka – Zawsze skreślała to przypomnienie, teraz tego nie zrobiła.
– Fakt…- Przyznałam, wciąż zdruzgotana, po czym pokręciłam głową i poklepałam się po policzkach. Miało mi to pomóc w powrocie do świata żywych. Wstałam – Dobra… Myślę, że obie bezdyskusyjne zgadzamy się, by te zapiski trafiły do Tsuchikage oraz grupy mojego ojca, którzy zajmują się sprawą… Tej kobiety.
Okularnica skinęła twierdząco, również wstając.
– To co… Ech… Wracamy tam? – Spytała, patrząc z obrzydzeniem na wnętrze domu. Westchnęłam.
– Nie mamy innego wyjścia – Odrzekłam.
Weszłyśmy ponownie. Fetor był nadal odpychający, jednak tym razem obie lepiej go zniosłyśmy. Przeszukałyśmy ostatni raz salon oraz gablotkę. Uznałyśmy też że nie będziemy dalej ruszać trupów ani dumać nad tym, co się z nimi stało i do kogo należały ciała. Lepiej dać to ludziom bardziej wykwalifikowanym w tej dziedzinie. Po za tym… Zapewne nie znalazłybyśmy u nich niczego ciekawego oprócz pieniędzy. Przeszłyśmy do innych pomieszczeń. Ja wybrałam, Recz jasna, pokój Deidary. Gina podjęła się inspekcji kuchni oraz łazienki. Na koniec miałyśmy wejść do pokoju Rosaline i Seijiego, by w końcu opuścić ten Tartar.
Weszłam do pokoju przyjaciela. W odróżnieniu od salonu pomieszczenie było prawie nieruszone. Białe prześcieradła znajdowały się niemal na każdym meblu… Prócz rozwartej na oścież szafy na ubrania. Już miałam zamiar się do niej zbliżyć, gdy poczułam lekki ślizg pod stopą. Spojrzałam w dół, dostrzegając coś co wyglądało na… Zdjęcie. Podniosłam je natychmiast, ocierając z kurzu. Wstrzymałam oddech, czując jak robi mi się gorąco. Zagryzłam wargę by się przypadkiem nie rozbeczeć. Faktycznie, była to fotografia, na której znajdowała się cała nasza trójka. Ja, Akatsuchi… oraz Deidara. Fakt, że zdjęcie leżało na musiał oznaczać że miał zamiar zabrać je ze sobą ale mu wypadło… Lub się rozmyślił i specjalnie je wyrzucił na znak odcięcia od dawnego życia. Ale może za dużo myślę? To chyba nie w jego stylu… Westchnęłam i podeszłam do szafy. Prócz pustych wieszaków i pajęczyn nie zawierała zupełnie nic. Podeszłam więc do biurka, uprzednio zdejmując z niego prześcieradło. Tu już było nieco ciekawiej. Na ławie walały się liczne projekty figurek, które Deidara zamierzał ulepić z gliny, by następnie je wysadzić. Wszystko było pokreślone i zatytułowane takimi słowami jak: „gówno”, „wypieprzyć”, „szajs”, „kpina” i tak dalej... Odruchowo się uśmiechnęłam. Odkąd pamiętam, rzadko był zadowolony ze swoich prac. Ciekawe, czy coś się w tej kwestii zmieniło na przestrzeni tych trzech lat…?
Do mebla były też doczepione samoprzylepne karteczki z przypomnieniem o pracach domowych i jakieś plany lekcji. Również pokreślone. Na jednym z nici widniał podpis „zmiana – wywal to”. Pochyliłam się by bliżej przyjrzeć się temu rozkładowi… I wtedy dostrzegłam malutki notatnik wciśnięty w kąt. Od razu po niego sięgnęłam. Uniosłam brwi w zdziwieniu. W porównaniu do Rosaline, Deidara nie za bardzo się rozpisywał. Każdy jego bazgrol zawierał jedno, góra dwa-trzy zdania, jak np. „Jutro znów do budy. Zabijcie mnie”, „Jebać podstawy przedsiębiorczości”, „Pani Pendanto powinna się leczyć. Z chęcią bym jej to zafundował, może wtedy się odpierdoli”, „ Nie cierpię reli. Ta lekcja to jakiś żart a pani Tarachufu jest trzepnięta w mózg. Kiedyś wezwę egzorcystę, pzysięgam”, „ Bazyl to tępa dzida. Moja matka chyba jest chora, jeśli myśli że się z nią będę trzymał”, „Matka znowu siedzi w swoich zielskach i ma mnie w dupie”, „Ojciec wybył na misji, długo go nie ma. Kretyn mógł powiedzieć że idzie po chleb, wtedy mielibyśmy jasną odpowiedź że zostawił nas w pizdu. Matka wyje”.
Przedstawione przeze mnie treści t tylko kropelka w morzu tego chaosu. Było tego znacznie więcej. Bardzo często przewijały się kwestie matki chłopaka, jego ojca, Bazyla oraz wymienionych kobiet o nazwiskach Tarachufu i Pendanto. I to ostatnie uznałam za dość cenną wskazówkę, gdyż prawdopodobnie…
– Aaaaaa!!! – Moich uszu dobiegł przeraźliwy wrzask Giny, na co o mało nie pomazałam sobie długopisem ręki wzdłuż i wszerz. Wsunęłam notatnik do kieszeni kurtki i natychmiast ruszyłam w stronę źródła krzyków.
Przed drzwiami do jakiegoś pomieszczenia stała okularnica. Miała zamknięte oczy, szeptała jakieś niezrozumiałe słowa, drżąc na całym ciele. W ręce trzymała jakieś czarne pudełko.
– Co się stało? – Rzuciłam, błyskawicznie przy niej stając.
– J-Ja…- Wydukała. Słowa ledwo przechodziły jej przez gardło.
– Znowu jakieś zwłoki? – Dopytywałam.
– Nnie… T-to…- Mamrotała.
– Ok. Wchodzę tam – Zarządziłam. Już miałam iść naprzód, gdy dziewczyna schwyciła mnie za ramię – Co?
– L-Lepiej… N-nie…- Łkała. Prawdopodobnie miała atak paniki – Ni… IE WCHODŹ TAM!
– S-Spokojnie – Mruknęłam, luzując uścisk – Nic mi się nie stanie.
– A-Ale… - Marudziła. Uwolniłam ramię z uchwytu, przestając jej słuchać. Wzięłam kilka oddechów, po czym pchnęłam drzwi do pomieszczenia.
Pierwszym, co mnie uderzyło, była temperatura panująca w całym pokoju. Było tu znacznie cieplej niż w całej reszcie domu. Na odpowiedź, co tak przeraziło moją towarzyszkę nie musiałam też długo czekać.
Na wielkim małżeńskim łóżku ujrzałam zieloną, około dwu-trzymetrową anakondę. Gad przyglądał mi się z zainteresowaniem. Przełknęłam nerwowo ślinę. Mimo mojego marnego pojęcia o wężach doskonale czułam, że nie jestem tu mile widziana. I że dziki lokator prędzej czy później zechce mnie przepędzić… Lub poznać bliżej, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zacisnęłam dłoń na klamce drzwi i obrzuciłam wzrokiem pokój. Bez wątpienia należał do rodziców Deidary, jednakże… Musiał ulec znacznemu przemeblowaniu. Większość podłogi była dziwnie rozerwana na kształt dziury, w której utworzył się zbiornik z wodą. Całe pomieszczenie było pokryte w większości mchem i grzybem. W oczy rzuciły mi się też truchła gryzoni i ptaków. Natychmiast przypomniałam sobie że widać je było również w salonie, jednak w tamtym momencie mój mózg musiał to zignorować. Wszystkie szafy i szuflady były pootwierane. Nie udało mi się jednak zarejestrować w nich żadnych dokumentów i segregatorów. Były tam tylko zniszczone ubrania, których resztki walały się na nietkniętej części podłogi. Na ścianach widziałam zakurzone zdjęcia, nie było jednak możliwości do nich podejść i się im przyjrzeć. Tak samo jak do wcześniej wspomnianych ubrań. Popatrzyłam raz jeszcze na gada… I coś mnie tknęło, by spojrzeć w dół, pod łóżko. Czułam, jak ze strachu rozszerzają mi się źrenice. Zza materaca wystawała noga. Mała, pozbawiona skóry, sama kość… Prawdopodobnie dziecięca.
– Nie cierpię węży… Nienawidzę… - Usłyszałam jęk. Podskoczyłam i gwałtownie odwróciłam w stronę Giny. Nadal była spanikowana, ale przynajmniej normalnie składała zdania.
– Wynosimy się stąd – Zarządziłam.
*.*
Po dotarciu do domu pierwszym co zrobiłam było wyrzucenie munduru. Nie miałam z tym większego problemu gdyż w szafie czekał na mnie drugi. Rzecz jasna wzięłam też bardzo długi i bardzo dokładny prysznic, następnie usiadłam przy biurku w swoim pokoju by dalej studiować notatki w zeszyciku Deidary (uprzednio czyszcząc okładkę). Już nawet nie chodziło o to, by czegoś się stamtąd dowiedzieć. Sam styl i beztroska treści okropnie mnie bawiły, czułam swego rodzaju przyjemność w czytaniu tych głupotek. Można by powiedzieć że był to głos większości młodzieży. Wiele rzeczy odnosiło się do jego matki, kolegów z klasy, ojca, narzekania na szkołę… Ot, typowy nastolatek. No, prawie… Były też zapiski o wybuchach i planach co następne wysadzić. Po za tym, jego rodzice do normalnych też nie należeli. Często przewijały się słowa iż matka blondyna zachowuje się „dziwnie”, zaś co do ojca… Były narzekania że go długo nie ma, że… Chce by szybko wrócił. Po czym jak ten tylko wracał, wydawało się jakby zapominał o tym, co wcześniej pisał.Zmarszczyłam brwi. Nie chciałam nawet o tym myśleć, ale czy to nie przypadkiem… objawy rozwoju choroby psychicznej? Nic się nie klei. Chyba, że Deidara próbował na siłę zmienić zdanie o ojcu, mniemanie, ale mu nie wychodziło i stąd te pierw pozytywne, potem negatywne zapiski? Kolejną rzeczą która zasługiwała na uwagę były przewijające się nazwiska „Tarachufu” i „Pendanto”. Jak się domyślam, prawdopodobnie należą do jego nauczycielek.
Odchyliłam się na krześle. A propos nauczycielek i szkoły… Wspomniane też były koleżanki z klasy. O kolegach za bardzo się nie wypowiadał. Mimowolnie podniosłam kącik ust. Podobnie jak ja, też nigdy nie miał dobrych kontaktów z przedstawicielami swojej płci. Zdecydowanie lepiej mu szło rozmawianie z dziewczynami niż chłopakami. Wyjątkiem był jedynie Akatsuchi. Skoro przy nim już jestem… Jak dotąd nie znalazłam ani jednego słowa o nim czy o mnie. Może coś będzie na końcu…?
Moich uszu nagle dobiegł dźwięk przekręcanego w drzwiach zamka. Szybko zgasiłam światło w pokoju i położyłam się do łóżka. Byłam wykończona tym dniem, nie miałam siły i ochoty na rozmowę z ojcem.
**.**
– Wejście na teren prywatny bez mojego nakazu to przestępstwo! – Darł się Tsuchikage. Stałam przed jego biurkiem w asyście roztrzęsionej Giny. Tuż za nami stały osoby z pozostałych dwóch grup, w tym mój tatko – Zdajecie sobie sprawę, że normalnie powinniście za to siedzieć?!Milczałyśmy obie. Mimo tego, że mnóstwo rzeczy cisnęło mi się na język, wolałam się nie odzywać. Wycofanie z misji i pójście za kraty to ostatnie, czego chciałam.
– Jedynym, co mnie przed tym powstrzymuje…- Kontynuował Oonoki, kładąc łokcie na blacie i masując skronie, przymknąwszy oczy - … jest tylko to, że nie chcę robić zamieszania w składzie. Mogłoby to opóźnić postęp misji. Dlatego pozwalam wam kontynuować zadanie. Tym razem to właściwe, które wam zleciłem – Podkreślił, patrząc na naszą dwójkę surowo – Macie zakaz zbliżania się do tego domu ponownie, zrozumiano?!
Przytaknęłyśmy.
– I żeby było jasne, nie jestem zwolennikiem nepotyzmu – Tu zatrzymał swój wzrok nieco dłużej na mnie – Dlatego nie uciekniecie przed karą. Prócz oddania mi połowy swojej wypłaty, przez następne pół roku zajmiecie się sprzątaniem placu. Macie stawiać się tam codziennie wieczorem. Jeśli jednak będzie sytuacja, że będziecie jakimś cudem musiały gdzieś wyjechać, wasz czas kary zostanie zamrożony. Nieobecność nie odejmuje wam dni roboty. Jasne?
Westchnęłam, kiwając posępnie głową. Nie uśmiechało mi się to kompletnie, ale nie miałam nic do gadania. Mimo to nie żałowałam swojej decyzji.
– A teraz…- Odetchnął starzec – Pozwolę wam dokończyć. Co takiego skłoniło was, byście w ogóle tam polazły?
Okularnica spojrzała na mnie rozpaczliwie. Nie było wątpliwości że strach odebrał jej mowę i że cała ta sytuacja przyprawiała ją niemal o zawał.
– To, co wczoraj powiedziałeś. Że szkoła do której chodził Deidara, prawdopodobnie nie leży w naszej osadzie – Odezwałam się więc – Miałam więc pomysł, żeby poszukać odpowiedzi w jego domu…
– I co, znalazłyście ją? – Zapytał dziadek kpiąco.
– No, prócz nazwisk nauczycielek, nie znalazłyśmy nic, co prowadziłoby do szkoły – Powiedziałam. Tsuchikage znów miał mi dogryźć, jednak go uprzedziłam –… ale za to znalazłyśmy coś innego. To coś, co może pomóc… Grupie drugiej.
Odwróciłam się w stronę mojego ojca, na co ten uniósł brwi. Jego towarzysze spojrzeli po sobie skonsternowani, tak jak i Akatsuchi i Takumi. Skinęłam na Ginę, by pokazała nasze znalezisko. Ta zdjęła niezdarnie plecak, by wygrzebać z niego pamiętnik Rosaline, który podała starcowi.
– W tym pamiętniku znajdują się listy pisane przez Rosaline Douhito – Wyjaśniłam – Nie wiadomo do kogo. Ustaliłyśmy z Giną, że jest to mężczyzna. I że nie jest to też Seiji. Ten ktoś jest przestępcą, który na nielegalu przedostawał się do naszej osady.
– Hm…- Powiedział tylko Oonoki, wertując strony pamiętnika.
– P-Ponadto…- Dodała Gina, na co wszystkie oczy zwróciły się na nią – Z-Znalazłam też… To…
Wyjęła z plecaka czarne pudełko. Uniosłam brwi, po czym je zmarszczyłam. Faktycznie, widziałam jak ściskała je podczas swojego ataku paniki związanego z wężem. Byłam jednak tak zaaferowana że nie miałam głowy, by pytać co to jest.
– Co to jest? – Zrobiła to za mnie Honoka, kobieta współpracująca z moim ojcem w grupie.
– Kaseta… VHS…- Odparła cicho dziewczyna, po czym spojrzała na mnie – W czasie, gdy przeszukiwałaś pokój Deidary, ja prócz kuchni i łazienki postanowiłam sprawdzić jeszcze raz czy nie ma czegoś przy wejściu do domu. Wtedy… Zauważyłam kamerę. Była praktycznie zniszczona, tak samo jak ta kaseta. Mimo to, postanowiłam ją… Wziąć.
– Oddział czwarty – Zabrał znów głos Tsuchikage – Którego miałem powołać do przeszukania domu Deidary zajmie się tą sprawą. Uzyskaniem nagrania znaczy się.
– Jeśli jest ba tyle kompetentny… TopPowinien zająć się czymś jeszcze – Powiedziałam, tym razem to ja byłam w centrum uwagi wszystkich zebranych – W domu tej rodziny znalazłyśmy również… Zwłoki. Cztery osoby. Trudno określić ich tożsamość, pewnym natomiast jest, że jedno ciało należało do kobiety, zaś drugie… Do dziecka.
Wszyscy milczeli, wpatrując się we mnie z przestrachem i uwagą.
– Nie znam się na tym temacie – Kontynuowałam – Ale w tym domu znalazłyśmy węża. Trzy lub czterometrową anakondę. Pamiętam, że ktoś mi kiedyś wspominał że Deidara przed swoim zniknięciem przygarnął tego typu zwierzaka. Być może to on stoi za śmiercią tych ludzi…?
Dziadek westchnął, po czym ułożył splótł dłonie, przymknąwszy oczy. Wszyscy patrzyli już tylko na niego, czekając na jakiś werdykt.
– Jak mówiłem – Przemówił w końcu – Grupa czwarta, której nie przedstawiłem wcześniej weźmie ten dom pod lupę. Udam się tam wraz z nimi. Przekartkujemy dane wszystkich zaginionych, ustalimy tożsamość ciał… I w razie czego zabijemy tego węża. Tymczasem oddaję listy do analizy grupie drugiej. Z tego co wiem, wyruszacie dziś do Chmury.
– Tak jest – Odrzekł mój tatko, sięgając po pamiętnik.
– Tak więc nie traćcie czasu – Powiedział starzec, odprawiając go ręką, po czym popatrzył na Akatsuchiego i reszę jego grupy – A wy? Znaleźliście jakieś informacje na temat Seijiego?
– Jeszcze zbieramy – Odrzekł Ikemochi Asano – Jak na razie zajęliśmy się przepytaniem matki Takumiego. Jednak nie wyciągnęliśmy od niej żadnych istotnych informacji prócz tego, że zamierzał rozwieść się z Rosaline i z jakiegoś powodu odebrać jej prawa rodzicielskie. Nie powiedziała z jakiego powodu miałby to robić, gdyż ponoć nie chciał z nią na ten temat rozmawiać. Dziś zajmiemy się sprawdzeniem pochodzenia mężczyzny.
– Dobrze – Kiwnął głową starzec – Dajcie znać, jeśli znajdziecie coś interesującego. Zaś co do Giny i Kurotsuchi… Dam wam małą podpowiedź, jak możecie zdobyć informacje o szkole. Nazwiska nauczycielek się wam za bardzo nie przydadzą. Wiem, że może się wam to nie spodobać, ale…
*.*
– Naprawdę wolałabym tego uniknąć – Syknęłam, energicznie maszerując przez jedną z bogatszych dzielnic Skały.– Ja też – Zgodziła się Gina – Ale jeśli pozwoli to nam ruszyć dalej…
W końcu dotarłyśmy. Przystanęłyśmy przy małej, niedawno zbudowanej, eleganckiej willi. Zza uchylonego okna dochodziły dźwięki fortepianu. Westchnęłam męczeńsko, po czym chwyciłam masywny uchwyt, by zapukać w mosiężne drzwi. Granie ustało, po czym usłyszałyśmy niski i chrapliwy kobiecy głos:
– Mei! Otwórz drzwi! – Po czym naszych uszu dobiegł odgłos energicznych, drobnych kroczków. Po chwili drzwi otworzyła nam niziutka kobieta w średnim wieku, ubrana w czarną sukienkę i biały fartuch, w rękach trzymała kielich, energicznie wycierając go szmatką od środka. Zapewne była pokojówką. Poprawiła białą opaskę na czarnych włosach, po czym popatrzyła na nas krytycznie, po czym spytała z wyraźnym, chińskim akcentem:
– W czym mogę wam pomóc?
– Dzień dobry. Przysyła nas Tsuchikage – Odezwałam się, pokazując swoją odznakę. Gina zrobiła to samo – Chcemy rozmawiać z…
– Czy byłyście wcześniej umówione? – Przerwała nam, nie przestając wycierać kielicha.
– Nie, ale jak mówiłam, przysyła nas…- Próbowałam cokolwiek powiedzieć, jednak ta znów wcięła mi się w zdanie.
– Pani Yutaka nie przyjmuje niezapowiedzianych wizyt – Warknęła ciemnowłosa – Proszę wcześniej się umówić. Żegnam.
– Chwila! – Syknęłam, wciskając stopę między drzwi w momencie gdy miała je już zamknąć – Czy pani jest głucha?! Powiedziałam, że przesyła nas…
– Wiem, kto was przesyła – Odrzekła sucho kobieta – Ale nawet żądanie czcigodnego nie oznacza, bym miała sprzeciwić się woli mojej pani. Jej polecenia są…
– Mei! Gdzie jesteś?! Gdzie mój szampan? A masaż?!– Usłyszałam stłumiony, chrapliwy głos. Ten sam, który doszedł zza otwartego okna nim zaczęła się cała ta scena. Nie mogłam unieść brwi w zdziwieniu. Spojrzałyśmy na siebie z Giną porozumiewawczo. Szampan… O w pół do ósmej rano…
– Chwila, pani! – Odkrzyknęła Mei – Tylko wyproszę stąd te dwie natrętne dziewuchy!
– Co?! Jakie dziewuchy?! – W tym momencie w holu rozległy się ciężkie, lecz szybkie kroki po białych schodach z pozłacanymi poręczami. W końcu naszym oczom ukazała się pulchna kobieta o falowanych, mahoniowych włosach, odziana w gruby szlafrok. Najprawdopodobniej z niepodrabianej, lamparciej skóry. Gdy tylko nas zobaczyła, uchyliła delikatnie swe okulary-połówki a pomalowane fuksjową szminką usta wykrzywiły się w szyderczym uśmieszku. Junko Yutaka. Największa plotkara w osadzie. Każdy ją znał, a jak nie znał to słyszał o niej na sto procent.
— No proszę – Mruknęła, schodząc ze stopni, by do nas podejść. Pokojówka cofnęła się, by zrobić jej miejsce, nie zamierzała jednak odchodzić – Czemu zawdzięczam tę… Ekhem… wyjątkową wizytę o tak wczesnej porze?
– Przysyła nas Tsuchikage – Powtórzyłam już któryś raz.
– Oooch – Udała zdziwienie pomieszane z radością, po czym natychmiast przeszła do suchego tonu – No i?
– Chodzi o Baz… O Zakuro – Poprawiłam szybko – Musimy wiedzieć jedną rzecz.
– Córki nie ma w domu – Odrzekła chłodno moja rozmówczyni – Czego od niej chcecie?
– Potrzebne nam jej świadectwo ukończenia szkoły średniej – Powiedziałam. Gina siedziała przez cały czas cicho, zapewne bojąc się odezwać. Babsko uniosło brew.
– A po cóż wam ten świstek? – Parsknęła – Naprawdę nie macie co robić?
– Jest nam potrzebny… – Tłumaczyłam, siląc się na spokój - … gdyż prawdopodobnie stanowi klucz do postępu nad naszą misją.
– Chodzi o…- Zawahałam się – O Akatsuki.
Wiśniowowłosa zaśmiała się złośliwie. Niemal fizycznie odczuwałam zażenowanie płynące w moich żyłach. Beznadziejność tego aktorstwa była przytłaczająca.
– Ah! Już rozumiem – Otarła łzy z kącików oczu – Nadal szukacie tego zbira, co nas zdradził trzy lata temu? Tego, z którego matką udawałam dla hecy że się przyjaźnię? Mówiłam od początku że z nim coś jest nie tak. Ale w sumie nie ma się co dziwić. Skoro z matką, suką, było źle to przecież jasne że z jej szczeniakiem…
– Dasz nam pani w końcu to świadectwo?! – Rozsierdziłam się, miałam ochotę dać jej w pysk – Nie przyszłyśmy tu z panią na nic nie warte plotki! Jesteśmy na służbie i chcemy mieć tę gównianą wizytę za sobą!
Kobieta wytrzeszczyła oczy w zdumieniu, po czym zerknęła znacząco na służącą.
– Mei, pilnuj by te siksy nie przekroczyły progu – Rzuciła, obracając się do nas plecami – Nie zamierzam potem odkażać domu przez ten i następny rok. Idę do pokoju Zakuro. Zaraz wracam!
*.*
Lista szkół średnich, do której uczęszczała Bazylka była dość… Duża. W ciągu jednego semestru zmieniała miejsce swojej nauki, dopiero za trzecim razem na dobre zaaklimatyzowała się w naszej miejscowej szkole i tu też ukończyła edukację. Jednak to nie szkoła w Skale mnie interesowała, gdyż miała się nijak do sprawy, lecz prywatna szkoła katolicka do której Deidara z uczęszczał z tą idiotką znajdowała się blisko Skały, bo w osadzie Klucza*, zaś później Bazyl ruszyła za nim uczyć się w kraju Kamienia**… I tu informacje jakie dotyczą blondyna urywają się. Nie wiadomo już czy zmieniał szkołę trzeci raz jak Zakuro czy skończył ją w Kamieniu.Po jakże „przyjemnej” rozmowie z matką Bazyla, razem z Giną udałyśmy się do swoich domów, aby spakować rzeczy na podróż. Siedziałam w swoim pokoju i zbierałam potrzebne klamoty. Nie planowałam wziąć nie wiadomo czego. Tylko prowiant, parasol, ewentualną broń, notatnik, długopis, księgę Bingo i pieniądze. I chociaż wiedziałam że wypraw może być męcząca to nie zamierzałam brać niczego do spania. W końcu usiadłam na łóżku, przymknąwszy oczy. Mimo tego, że trwało to krótko, rozmowa z matką Bazyla przyprawiła mnie o poczucie bezsilności. Zupełnie tak, jakby dopiero teraz uderzyło mnie, jak ciężka jest cała ta sprawa z Deidarą. Nie wiedzieć czemu, coraz bardziej byłam przekonana że znalezienie go nie będzie proste, a co dopiero… Namówienie go na powrót do domu. Ciekawe, jak bardzo się zmienił…?
Usłyszałam stukanie i przekręcanie klucza w drzwiach od domu. Wychyliłam głowę z sypialni na korytarz, by spotkać się twarzą w twarz z ojcem.
– O, to ty – Mruknął, podnosząc wzrok znad jakichś papierów – Ale dałyście rano czadu…
– Możemy do tego nie wracać? – Wywróciłam oczami, po czym skinęłam głową w stronę papierzysk – Co tam masz?
– Ah, spisałem sobie imiona i nazwiska rodziców Rosaline – Odrzekł tatko, stawiając jakąś torbę na podłodze, po czym się wyprostował – Arthur i Julia Howard**. Ich losy są obecnie nieznane, sama Rosaline, o dziwo, w ogóle nie wspominała o nich w swoich listach. Dlatego też razem z pozostałymi wyruszamy do wioski Chmury. Możliwe, że nie będzie mnie kilka dni lub dłużej, zostawiam ci dom pod opieką.
– Spoko – powiedziałam – Too… Co tu jeszcze robisz?
– Zapomniałem o uzbrojeniu – Skrzywił się mój rodziciel, po czym szybkim krokiem ruszył do swojego pokoju, skąd słyszałam:
– Na stole w kuchni zostawiłem ci trochę pieniędzy. Nie spal domu, podlewaj rośliny… I słuchaj rozkazów dziadka następnym razem!
*.*
– Z tego co słyszałam, przed śmiercią jej ojciec zadbał o to, by już nigdy nie była gnębiona przez rówieśników – Mówiła Gina. Byłyśmy już w wiosce Klucza, szukając obecnie szkoły – I ponoć było to bardzo, bardzo drastyczne… To gnębienie, znaczy się. I możliwe, że to sprawiło, iż stała się jaka się stała?– Możliwe – Zgodziłam się, uważnie rozglądając po okolicy, nie przestając iść przed siebie – Ale nie zmienia to faktu, że jej nie znoszę. Nie pałałam do niej sympatią od samego początku.
– Czy to przez Deidarę? – Wypaliła okularnica. Zatrzymałam się w pół kroku i spojrzałam na nią. Nie zamierzałam jej jednak przerywać, tylko cierpliwie czekałam aż dokończy myśl. Zawahała się, po czym dodała – Wiesz… Słyszałam, że… No, byłaś… W nim zakochana.
Zamrugałam zdezorientowana, po czym, westchnęłam.
– Taak… To prawda – Mruknęłam.
– A czy… A czy nadal tak jest? – Dociekała blondynka – Wiesz, to twoje zaangażowanie w tę misję… Można by pomyśleć że…
– Deidara był głównie moim przyjacielem – Przerwałam jej – To normalne, że chcę go odnaleźć. Co do twojego pytania, czy nadal… To nie wiem.
– Nie wiesz? – Powtórzyła dziewczyna – Jak to… Nie wiesz?
– W ciągu tych trzech lat wszystko mogło się zdarzyć – Powiedziałam w zamyśleniu – Gdy zniknął, miał szesnaście lat. Teraz ma dziewiętnaście. W dodatku, środowisko do którego dołączył… Jego charakter mógł się diametralnie zmienić. Znaczy, pewnie coś zostało z tego, którego znam, ale… Ale jednak oboje jesteśmy teraz dorośli. I nasze drogi się rozgałęziły. Także nie mogę odpowiedzieć twierdząco czy przecząco. Musiałabym go najpierw odszukać. Sama rozumiesz.
– No tak – Przyznała moja towarzyszka, nie drążąc już tego tematu. Szłyśmy między różnymi budkami, straganami, mijałyśmy sklepy... W końcu trzeba było się poddać i zapytać kogoś o drogę. Nie było to łatwe. Ludzie w tej osadzie byli dość… wycofani. Niby patrzyli na nas z ciekawością, ale zachowywali wyraźny dystans. Widać obecność aż dwóch Kunoichi jednej z pięciu wielkich wiosek napawała ich niepokojem. W końcu przeważnie wizyty kogoś z większych krajów do mniejszych nie oznacza niczego dobrego.
W końcu jednak udało nam się znaleźć dobrą duszyczkę w postaci sympatycznego dziadziusia, który pokierował nas jak trzeba. Będąc już na dobrej drodze, usłyszałyśmy spokojny, szkolny dzwonek**** i momentalnie poczułam się dziwnie. Zupełnie tak, jakbym znów była w akademii.
Tymczasem stałyśmy przed malutkim, dwupiętrowym budynkiem połączonym z kościołem. Ponieważ było dosyć ciepło, na wszelkich ławkach i murkach widać było mnóstwo rozgadanych nastolatków z książkami, telefonami lub jedzeniem. Ci, którzy akurat nie byli za bardzo zajęci od razu zwrócili głowy w naszą stronę, by zaraz szturchnąć tych skupionych na swych zajęciach. W ten sposób byłyśmy już w samym centrum uwagi. Zgadywałam, że gdyby nie nasze stroje nikt nawet nie zaprzątnął by sobie nami głowy.
– Chyba mi słabo – Jęknęła okularnica. Chwyciłam ją bez słowa za rękę w upewnieniu, że na pewno mi nie ucieknie, po czym ruszyłyśmy w stronę szkoły. Weszłyśmy na prawie pusty korytarz, jednak i tu nie obyło się bez spojrzeń chłopców ubranych w czarne marynarki, koszule i spodnie oraz dziewcząt odzianych w szkolne sukienki z bufiastymi rękawami. Prócz koloru mundurków, obie płcie miały ten sam element: żółto niebieskie krawaty i ugrzecznione, schludne fryzury. Wszystkie dziewczyny starały się czesać swoje włosy do ramion tak, by nie przeszkadzały w nauce, zaś u żadnego chłopaka nie zauważyłam kosmyków dłuższych niż do czubek uszu. Odruchowo uniosłam brwi. Ciężko mi było wyobrazić sobie wśród tych dzieciaków kogoś takiego jak Deidara.
Po krótkiej rozmowie z jedną z przechodzących nauczycielek dowiedziałyśmy się, iż gabinet dyrektorki leżał na drugim piętrze, dokąd od razu się udałyśmy.
*.*
– Nazywam się Kimiko Yamada i bardzo nie lubię niezapowiedzianych wizyt – Powiedziała z naciskiem starsza kobieta w czarnej sukience opiętej na zgrabnej talii. Przed oczami momentalnie stanęła mi poranna scena w domu Bazyla. Tymczasem dyrektorka poprawiwszy okulary i ciasnego koka, zaprosiła nas gestem byśmy usiadły naprzeciw niej, co też uczyniłyśmy. Babka zapewne należała do ekscentrycznych osobowości – Ale ponieważ przybyłyście panie z wioski Skały, zgaduję że musiał być ważny powód, by się tu pokazać. Co was więc sprowadza?– Jeden z uczniów, który uczęszczał do pani szkoły – Odrzekłam – Nazywał się Deidara Douhito.
– Hmm…- Mruknęła pani Yamada, przymknąwszy na chwilę oczy – Hmm, kojarzę skądś to imię i nazwisko. Ale nie potrafię przypisać go do żadnej twarzy… Od lat pięćdziesiątych, od których prowadzę tę szkołę było ich tak wiele…
– To zrozumiałe – Kiwnęłam głową, starając się powstrzymać nerwowe tuptanie pod biurkiem – Proszę sobie jednak przypomnieć… To bardzo ważne.
– Tak, oczywiście – Westchnęła kobieta, wstając z krzesła by podejść do jednej z wielkich półek z segregatorami. Pomimo tego, że nie było specjalnie zimno, w tle słychać było trzaskanie ognia w kominku – Podajcie mi więc rok nauki, tak będzie łatwiej.
– Sześćset dziewięćdziesiąty szósty – Odparłam, czując małe ukłucie w sercu. Na samo wspomnienie tej liczby robiło mi się słabo – Klasa pierwsza.
– Litera? – Dopytywała Kimiko, wertując kartki segregatora – „A”, „B” czy „C”?
– Eee… - Bąknęłam. Tego się nie spodziewałam – P-proszę?
– W naszej szkole klasy prócz numerów mają także trzy litery – Wyjaśniła siwowłosa – „A”, „B” i „C”. Ten cały Deidara chodził do jednej, drugiej czy trzeciej grupy?
– Nie wiem… - Wymamrotałam z wahaniem. Próbowałam przypomnieć sobie ten szczegół w papierach Bazyla, ale za nic nie mogłam tego wydobyć – Wiem tylko, że zmienił szkołę jeszcze w pierwszym semestrze…
– No dobrze – Yamada westchnęła po raz drugi, tym razem ciężej – Poradzimy sobie… Jakoś. Wiadome jest imię i nazwisko wychowawcy czy też nie?
– Zaraz…- Szepnęłam marszcząc brwi. Pamiętam, że w notatniku Deidary wymienione były dwa nazwiska. Zaczęłam więc przeszukiwać torbę. Owszem, znalazłam w niej notatnik… Ale mój. Ten, którego potrzebowałam zostawiłam w domu. Musiałam się siłą powstrzymać, by siarczyście nie przekląć – Eh… Pamiętam jedno nazwisko… Ch-Chyba Pendanto.
– Hmm. Tak, Masa Pendanto – Potwierdziła kobieta – Ta pani nadal uczy w naszej szkole. Jest nauczycielką podstaw przedsiębiorczości, ale… Trzy lata temu nie zajmowała stanowiska wychowawcy żadnej z klas. Wykładała tylko swój przedmiot.
– W takim razie – Zaczerpnęłam powietrza, myśląc jeszcze intensywniej – Hmm… Wiem, że uczyła religii…
– Mamy trzech nauczycieli od tej lekcji– Powiedziała dyrektorka - Pan Nanase, pani Komatsu i pani Tarachu…
– Tarachufu! – Wykrzyknęłam, doznając olśnienia – Tak, o nią chodzi!
– Zgadza się. Pani Sachiko Tarachufu – Odrzekła Yamada – Zaczęła prowadzić klasę „C” w roku sześćset dziewięćdziesiątym szóstym. Przedmiotami jej nauczania była religia oraz matematyka. Jej podopieczni skończyli jakiś czas temu szkołę.
– Ma pani listę z nazwiskami tych uczniów? – Odezwała się w końcu Gina, jakby zniecierpliwiona.
– Właśnie jej szukam – Odparła zapytana, wertując segregator – Jest! Hmm… O kogo to pytałyście?
– Deidara Douhito – Powtórzyłam, czując jak mimowolnie wali mi serce. Czyżbyśmy były blisko prawdy?
– Taak, mam go na tej liście – Pani Kimiko pokiwała powoli głową – Uczęszczał do nas miesiąc***** po czym…
Kobieta nagle zbladła, opierając się gwałtownie o oparcie swojego krzesła. Jej ręka spoczęła w miejscu serca, a wzrok utkwiła gdzieś w dal.
– W-Wszystko w porządku? – Zapytałam, patrząc na nią podejrzliwie.
– Sachiko… - Bełkotała siwowłosa, jakby nieobecna – Jak… Jak mogłabym to pominąć… Ona…
– C-Co? – Pisnęła moja koleżanka spanikowana – Co z nią?
– Ona… Ona przecież niedawno poszła na zwolnienie lekarskie – Wydukała staruszka nieco przytomniej, po czym energicznym ruchem chwyciła za długopis, szukając czegoś w papierach – Na zwolnienie! Lekarskie!
– No, dobrze…- Powiedziałam powoli – I co z tego…?
– Nie mogła poprowadzić tej... innej klasy do końca – Mówiła gorączkowo Yamada, prawdopodobnie do samej siebie – Dwa miesiące przed testami maturalnymi… Poszła na leczenie… Do szpitala psychiatrycznego. Ma wrócić, gdy poczuje się lepiej…
– Ale co to ma do… - Zaczęłam, ale mi przerwała, spoglądając to na mnie, to na Ginę takim wzrokiem, jakby dopiero nas zobaczyła.
– Deidara Douhito – Rzekła w końcu, parsknąwszy cicho. Kącik jej ust nieznacznie uniósł się do góry – Wiedziałam, że coś mi świta… To przez niego tam trafiła! Do tej pory tam przebywa!
– Eee… C-Co? – Zgłupiałam, czując jak moje ciało sztywnieje – Jak… Przez niego…?
– Niedawno, bo jakieś dwa miesiące temu pani Tarachufu przejęła opiekę nad pierwszą klasą, z powodu problemów ich wychowawczyni. Miała sprawować tę funkcję krótko. Pojechała też w odwiedziny do krewnych – Odparła kobieta – Do wioski Piasku. Wróciła stamtąd w okropnym stanie. Po urlopie nie pojawiła się w pracy, musiałam szybko szukać kolejnego nauczyciela. Jej mąż zadzwonił do mnie z informacją, iż Sachiko wymaga leczenia psychiatrycznego. Ponoć uczestniczyła w masakrze… Jaką spowodował członek Akatsuki. Dokładniej dwóch. Doszło ponoć do porwania młodego Kazekage… I…
– Chce pani powiedzieć, że ta nauczycielka, pani Sachiko rozpoznała swojego ucznia? – Wcięła się okularnica – W jednym z członków Akatsuki?
– D-Dokładnie… Tak… - Sapnęła staruszka, wycierając twarz wilgotnymi chusteczkami – Słabo mi…
Poleciłam Ginie, by ta pobiegła po jakiegoś nauczyciela. Po chwili przyszła w towarzystwie młodego mężczyzny niosącego pustą szklankę i dzbanek z wodą. Przystanął obok biurka, by napełnić szkło.
– Dziękuję ci, złotko – Mruknęła dyrektorka, biorąc kilka łyków. Odetchnęła głęboko, by znów zacząć mówić, w tym czasie blondynka zajęła swoje miejsce, zaś sam facet stał dalej przy kobiecie – Tak… Tarachufu rozpoznała swojego byłego ucznia, Deidarę. Z początku myślała, że coś jej się przewidziało… Ale niestety nie. To był on. Sama osobiście nie zapamiętałam jego wyglądu, ale jak mówiłam, nazwisko i imię kojarzę. Pamiętam, że przez ten krótki pobyt u nas zdążył zrazić do siebie połowę kadry nauczycielskiej. Co chwila otrzymywałam donosy. I z tego co wiem, chociaż był popularny, to nie miał za bardzo przyjaciół. Właściwie, to wcale.
Patrzyłam w brzeg biurka, starając się nie uśmiechnąć. Ten opis był do niego tak podobny…
– Czy wiadomo, jak to się stało, że zmienił szkołę? – Postanowiłam zadać kluczowe pytanie.
– Hmm – Zastanowiła się zapytana, patrząc w sufit, po czym się zreflektowała, na nowo się przejmując – To… To były dość… Dziwne okoliczności… Ta, teraz pamiętam jak doszły mnie słuchy o zaginięciu… To się zbiegło z momentem, w którym przeniósł się do innej szkoły. Do Kamienia…
– Czy pamięta pani, kto go tam zapisał?! – Serce zaczęło walić mi mocniej niż przedtem – Do was na pewno zapisała go matka, potem zginęła, więc…
– To musiał być inny, tak – Zgodziła się siwowłosa, dziwnie marszcząc brwi, gdy wertowała kartki w jedną i drugą stronę – Uczniowie szkół średnich nawet jak są już pełnoletni to nie mogą sami się wypisywać i zapisywać do szkół. Robią to za nich rodzice lub opiekunowie prawni… Tylko że… Zaraz… Czemu…
– Co się… Dzieje? – Wydukałam.
– To dziwne – Powiedziała po długiej pauzie – W żadnej rubryce… Nie ma informacji kto go wypisał.
Nastała cisza. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na Yamadę przewracającą kartki. W końcu ją olśniło.
– Zadzwonię do dyrektora tamtej szkoły – Zaoferowała, wykręcając numer na starym telefonie. Nic nie powiedziałam, czując coraz większy niepokój – Ale to niemożliwe, że nic tu nie ma…- Ciągnęła pod nosem, nim wreszcie połączyła się z wybranym numerem. Całe szczęście, dyrektor szkoły nie robił problemów i chciał współpracować. Wyraził też głęboką złość i żal na wieść, iż jeden z jego absolwentów należał do tej organizacji.
– Czyli skończył u pana szkołę – Podsumowała Kimiko.
– Niestety – Potwierdził męski głos w słuchawce. Telefon ustawiony był na tryb głośnomówiący – Z dobrymi ocenami, o dziwo.
– Czy pamięta pan może, kto go zapisał do pana szkoły? – Spytała szaro włosa – Skoro zapamiętał pan tego ucznia, to może kojarzy pan też jego… Opiekuna lub opiekunkę? Nie mógł się przecież zapisać do pana sam! Miał szesnaście lat!
– Pewnie, że nie – Prychnął facet. W tle było słychać krzątaninę i przekładanie książek – U mnie chodził do klasy „F”. I został zapisany… Z tego, co pamiętam, była to kobieta w czarnym płaszczu, ale… O! Mam! To…- W tym momencie wszystkie trzy podskoczyłyśmy z przerażenia, albowiem spokojny jak dotąd ton przemienił się w pełen paniki wrzask.
– Co się tam dzieje?! – Krzyknęłam, zupełnie zapominając o fakcie, iż miałam milczeć i udawać że mnie nie ma – Proszę pana! Co się stało?!
– K… Kartka – Wymamrotał facet, widocznie na tyle przejęty, iż nie rozróżnił barwy głosu który do niego mówił – O…Ona s-się… Wygięła… I… I zapaliła…
– Zapaliła?! – Odkrzyknęła dyrektorka – Czy u pana jest pożar?! Jest pan w niebezpieczeństwie?!
– N… Nie… Już nie…- Jęknął zapytany – To się zapaliło… fioletowym... najpierw był fioletowy, po sekundzie zmienił się w normalny... ognień…****** I zaraz zgasło… O dziwo, inne nazwiska… I informacje o innych uczniów… Są nienaruszone… Ale to jedno… Wszystko jest… Zwęglone… Jak… Jak to m-możliwe?!
.*+ C.D.N+ *.
==========================*.*.*.*=========================
*Proszę bardzo, oto mapka (tym razem dałam nieco bardziej szczegółową) : >KLIK<** Ogólnie na mapce wioska „Kamienia” nazwana jest po angielsku jako „Rock”, co teoretycznie oznacza skałę… Ale z tego co wiemy, wioska Skały jest znacznie większa (jak Liść i Piasek) i jest też inaczej znana jako „Land of Earth”/ "Iwa-gakure"… Także, brawo tłumacze za zamieszanie xD Tak czy inaczej, przyjmijmy że wioska Kamienia i Skały to dwa różne miejsca.
*** Tak, zmieniłam nazwisko panieńskie matki Deidary na inne, gdyż... Z połączeniem imienia "Arthur" (które koniecznie chciałam dać jej ojcu) mogłabym niechcący nawiązać do pewnej postaci z Hetalii, a tego nie chciałam xD Po za tym, tamto nazwisko było jednak dziwne. Także, jak coś, wybaczcie za zamieszanie ^‿^""
**** Chodzi dokładnie o ten dźwięk >KLIK< xD
***** Tak naprawdę to już nie pamiętam dokładnie ile czasu Dei uczęszczał do starej szkoły. Nie mam ochoty za tym szperać. Ale z tego co pamiętam, nie był to jakiś długi czas, więc niech już zostanie ten "miesiąc".
****** Nie, to nie jest technika Itachiego :P odpowiedź na to pytanie macie w sumie na tacy, komu dałam tę nową, ulepszoną umiejętność xD
======================***=====================
I jak na razie, to tyle. Przepraszam, że kończę w takim momencie, ale jak mówiłam, musiałam co nieco uciąć. A i tak wyszło za długo xD Co do "animcowego" obrazka z dłońmi trzymającymi list... Nie, nie wiem z jakiego to anime xD Zignorujcie też proszę te znaki, nie chciało mi się ich usuwać. Pasował zresztą ... Dlatego go wzięłam ^‿^"
Aha i wybaczcie jeśli coś popieprzyłam z tymi rzeczami na tema krwi - biologię miałam dawno i też nie wiem czy wszystko dobrze zrozumiałam przy odświeżaniu wiedzy ^‿^"""
Przypominam że następna kolejna również z perspektywy Kuro :3
Dzięki za wszelki odzew i do następnego! ❤




Och... Kuro płacze że szczęścia że Dei żyje??? Czuje chemię jak nic! Ale... po co prognoza pogody? Nie wiem. Ten cały Takumi się jeszcze upomina o przytulasa? No szczyt bezczelności. XD Reiji? Okulary? Czy ja czuje nawiązanie do pewnego psychicznego wampirka? Oj biedny olbrzymek, czemu musi pracować z tym... chłopakiem?
OdpowiedzUsuńMiałam nie lubić tej... Giny, ale ostatecznie mamy takie samo zdanie o Bazylu więc ją jednak lubię. A może jednak nie? Strasznie jęczy. No nie wiem... Chyba dzisiaj już nic nie zjem przez tą ich wyprawę...
Listy trochę nudne ale ważne. Pokój Deia? O! Urocze. O! Czyżby to stara przyjaciółka Deia? Kochana Anakonda? 😊
Ale ta baba jest wredna z tej willi. Chyba dawno nikt jej gonga nie podarował...
Sachiko? O nie. Też kojarzę! Ale nie kojarzy się dobrze to imię... Serio.
Fajne mają zabezpieczenia te Akasie.
No i to by było na tyle.
Podsumowując, nie porwała mnie ta notka Ale informacje z niej są ważne i potrzebne. To pa.
Bardzo fajny ff jeden z najlepszych, które czytałam. ����
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawa notka. Podobała mi się perspektywa Kuro. Było dużo tajemnic w związku z rodziną Deidary, ta paląca się kartka z informacją na końcu, wredna matka Bazyla, dom z robalami i zwłokami, listy... Normalnie powstał nam tu wątek kryminalny :D
OdpowiedzUsuńKimi
Zapomniałabym... Wyjątkowo przypadło mi do gustu wyjaśnienie Giny, dlaczego została kunoichi (żeby przypodobać się rodzinie, bo urodziła się kobietą, hehe). Kto wie, może z pomocą Kurotsuchi uda jej się zabłysnąć, jeśli np. uzyskają kolejne ważne informacje w sprawie Deidary. Kuro też ciekawie sama siebie opisała - to, że woli rozmawiać z mężczyznami niż z kobietami, a wszystko dlatego, że wychowywała się wyłącznie w męskim towarzystwie. Logiczne uzasadnienie^^
OdpowiedzUsuńKimi