piątek, 26 czerwca 2020

| Katsu 27 | Drzewo genealogiczne

Cześć Wam!
Oto (jak na razie) ostatnia perspektywa Kurotsuchi. Mam nadzieję, że przez ten czas co nią pisałam choć trochę ją polubiliście :P W prawdzie, oryginalnie jest trochę bardziej wyluzowana i mniej poważna, alee… Uczucia do Deidary, jakie jej dodałam zrobiły swoje x”D Dziewczyna jest bardziej spięta, przepraszam ;_;
Czas akcji: czerwiec, 699 roku l.a.t.e
I po raz ostatni przypominam o moim nowym FF z uniwersum DN o nazwie „Eter”, które znajdziecie >TU< niedługo powinien wlecieć trzeci rozdział, gdyż po tym robię sobie przerwę od Deidary na jakiś czas ^^”
O moich zmianach w uniwersum „Naruto” i wszelkie wyjaśnienia odnośnie roku akcji (i inne pierdoły) są w polecanym poście pt. „Uniwersum – ważne info!”  – zachęcam do regularnego zaglądania, gdyż co jakiś czas odświeżam tamten post, dodając nowe punkty.
Aha i jeszcze jedno - jeśli jest to dla Was możliwe, proszę, nie sprawdzajcie długości tej notki, gdyż możecie odebrać sobie przyjemność z czytania ze względu na ważny spoiler. Żeby nie było że nie ostrzegałam ^‿^"
Dlatego też wyjątkowo dla tego wpisu, jeśli będzie potrzeba zastosuję ostatni raz "dop.autorki" w nawiasach. Dziękuję za uwagę! :3
=======================**======================

Ku mojemu rozczarowaniu, misja z „edukacją” zakończyła się dość szybko, mimo tego co stało się w gabinecie dyrektorki dawnej szkoły Deidary. Zarówno dyrektorka jak i dyrektor drugiej placówki nie mogli znaleźć odpowiedzi na płonące dokumenty. Zaś ja jak i pozostali śledczy doskonale wiedzieliśmy, iż była to technika jednego z członków Akatsuki. Nie mieliśmy jednak pojęcia, którego. Jedyne co udało mi się wychwycić, to fakt iż do nowej szkoły Deidarę zapisała jakaś kobieta. Po uspokojeniu dyrka, facet nie był już w stanie opisać jej wyglądu, po za faktem że nosiła czarny płaszcz.
Westchnęłam, spoglądając w błękitne, czyste od chmur niebo. Właśnie skończyłam kosić trawnik przed pałacem Tsuchikage. Od mojej misji w osadzie Klucza minęło jakieś osiem dni, mniej więcej tyle samo, ile już odbywałam moją karę za włam do opuszczonego domu rodziny Douhito.
Przymknęłam oczy i oparłam o uchwyt kosiarki, wsłuchując w śpiew słowików i lekki szum wiatru. Cóż, dziedziniec posprzątany, wszystkie żywopłoty przystrzyżone przez moją towarzyszkę Ginę… Teraz trzeba zamieść podłogi oraz umyć wszystkie okna wewnątrz czteropiętrowego budynku. Zetrzeć kurze i…
– Kurotsuchi! – Usłyszałam nagle, po czym gwałtownie otworzyłam powieki, zwracając głowę w stronę źródła krzyków. W moją stronę biegł zaaferowany Akatsuchi. Odsunęłam się od maszyny, by jak najszybciej podejść do przyjaciela.
– Co się stało? – Spytałam, rozglądając się – I gdzie jest Takumi?
– W archiwum – Odrzekł wielkolud, po czym nabrał powietrza w płuca i odetchnął głęboko – Pamiętasz, na czym polegała moja i jego misja?
– No…- Powiedziałam ostrożnie – I co z tego?
– Prawdopodobnie… Prawdopodobnie czeka nas podróż – Oświadczył czarnowłosy i zaraz po tym nieco się zawahał – I chciałbym zapytać się… Chociaż wydaje mi się, że odpowiedź jest oczywista. Jedziesz z nami i z panem Asano?
– Zaraz… Co? O czym ty gadasz?
*.*

Akatsuchi nie uraczył mnie odpowiedzią na pytanie, tylko bez zbędnych ceregieli kazał iść za nim. W ten oto sposób znaleźliśmy się w archiwum, które znajdowało się na najwyższym piętrze pałacu Tsuchikage. W pomieszczeniu, wśród niezliczonych regałów wypełnionymi segregatorami na podłodze siedział Takumi. Chłopak miał nieobecny wyraz twarzy, a w rękach trzymał plik jakichś kartek, w które wbijał wzrok. Tuż za nim stał Ikemochi Asano, facet, który jakiś czas temu oznajmił nam o statusie Deidary.
– Co się dzieje? – Zapytałam, nie siląc się na żadne uprzejmości, na co mężczyzna zwrócił ku mnie spojrzenie, zaś nastolatek nadal pozostał w tej samej pozycji.
– Dobrze, że jesteś – Powiedział Ikemochi – Myślę, że prawdopodobnie mamy odpowiedź, dlaczego Deidara dołączył, lub nie zamierza odstąpić z Akatsuki.
– Ale…- Wydukałam – Z tego co kojarzę, wasza trójka zajmowała się przypadkiem Seijiego Douhito, czyż nie? Mieliście przecież znaleźć jego krewnych.
– I znaleźliśmy – Oświadczył Asano, odbierając chłopcu gruby segregator z kartkami, na co ten nawet nie zareagował – Bardzo proszę. Oto lista jego krewnych, począwszy od jego matki. Nie jest to co prawda całe drzewo genealogiczne tego rodu, ale to nie ważne. Wcześniejsi przodkowie  nas nie interesują. Tylko ta konkretna linia.
Uniosłam brwi, odbierając papierzyska wraz z segregatorem. Pierwszym, co zauważyłam, były imiona „Chiyo” oraz „Ogato”, zaś pod nimi lista ich potomków. Bez trudu odnalazłam wyżej wspomnianego Seiji’ego oraz Deidarę.
– Drzewo jak drzewo – Mruknęłam – Co z tym nie tak?
– Czy imię Chiyo nic ci nie mówi? – Zapytał podenerwowany Akatsuchi, spojrzałam na niego zaskoczona. Rzadko się tak do mnie odnosił- Albo inaczej…  Spójrz na dzieci starszego brata Seiji’ego.
Zrobiłam jak mówił, nieco zdezorientowana. O ile pamiętam, Deidara nie za wiele mówił o bracie swojego ojca. Właściwie wspomniał mi tylko raz, że praktycznie w ogóle go nie pamięta i że ma on dwójkę kuzynów których nie zna. I których nie widział. To wszystko. Więcej nie drążyliśmy tego tematu, nie było po co.  Zamrugałam kilka razy, jeszcze bardziej zbita z tropu. Liczba jego kuzynów się nie zgadzała z tym, co mi powiedział.
– Deidara mówił, że ma tylko dwójkę ciotecznego rodzeństwa – Odezwałam się w końcu – Więc co to robi ten trzeci? Czy to nie jakiś…?
Urwałam w pół zdania, czując jak robi mi się słabo. Prawie osunęłabym się na ziemię, gdyby nie refleks mojego kumpla, który podstawił mi krzesło. Moje myśli momentalnie powróciły do majowego zebrania, w którym mowa była o zniknięciu Deidary, jego dołączeniu do Akatsuki, aferze w klubie „Ego” oraz zostały wymienione imiona i nazwiska pozostałych członków organizacji. Od razu mnie oświeciło.
–  Jak mogłam tego nie skojarzyć?! – Wydarłam się, wplatając palce we włosy – Cholera! Odpowiedź miałam już przy pierwszych imionach…! Ja…!
Od razu spojrzałam na Takumiego. Nic dziwnego, że był w stanie jakim go znalazłam.
– No właśnie – Odburknął olbrzym, również patrząc na brązowowłosego – Mną też by to wstrząsnęło.
– Ta rodzina jest przeklęta – Parsknął Asano – Żeby mieć w linii aż dwóch zwyrodnialców to trzeba naprawdę być pod wpływem jakiejś klątwy…
Posłałam mu mordercze pojrzenie, nic jednak nie powiedziawszy. Słowa więzły mi w gardle. Czułam, że jeśli cokolwiek mu odpowiem, nie będzie miało to sensu.
(Notka od autorki - tak, pozwoliłam sobie sama nadać imiona rodzicom Sasoriego, gdyż nigdy nie było wspomniane jak się nazywają. A jakieś imiona muszą być xD W prawdzie, niezbyt kreatywne, gdyż jego ojciec ma imię oznaczające "prawdziwego najstarszego syna" zaś Seiji oznacza "drugi" xD
Imię mamy Sasoriego oznacza "potulną/szanowaną". Zaś wymyślony przeze mnie mąż Chiyo nosi imię "alternatywny początek" - tyle, że to powinno być imię "Ogata", ale że brzmi żeńsko to przekształciłam na Ogato. Ot, takie tam ciekawostki)

– No to wygląda na to, że czeka nas podróż do Piasku – Stwierdził lekko Ikemochi, zbierając swoje rzeczy w postaci płaszcza i butelki wody, po czym ruszył w stronę wyjścia – Wyruszamy za dwa dni. Chcę jeszcze przesłuchać twoją matkę, Takumi. Dobrze się spakujcie. Do obaczenia!
I wyszedł. Zostaliśmy już tylko we trójkę.
– A-Ale skoro Chiyo jest waszą babcią – Powiedział olbrzym po bardzo długiej pauzie – To przecież… Przecież nie jest tak źle, prawda? Wasza rodzina… N-no, nie jest do końca… Przeklęta, no nie?
Popatrzyłam na niego z zakłopotaniem. Widać, że chciał pocieszyć dzieciaka, ale nie wiedział jak się do tego zabrać. Ten zaś w końcu podniósł na nas swoje dwukolorowe oczy. Z początku nie mogłam nic z nich wyczytać, do czasu, aż kąciki jego ust znacznie się podniosły.
– Żartujesz? – Parsknął, wstając gwałtownie – Nie jest źle?! Jest… To więcej, niż bym chciał! To super!
– Super? – Powtórzyłam ogłupiona.
– Co masz na myśli? – Dołączył czarnowłosy. Szatyn spojrzał to na mnie to na niego, był nienaturalnie podekscytowany.
– No, jak to? – Zaczął chodzić po pomieszczeniu z promiennym uśmiechem – Nie dość, że mam super brata, to jeszcze zyskałem jeszcze lepszego kuzyna! Nie jestem… Sam na tym świecie! Mimo, że nie poznałem ich osobiście, już ich zaczynam uwielbiać! Chciałbym... Chciałbym ich jak najszybciej poznać!
Wymieniliśmy z Akatsuchim zdezorientowane spojrzenia. Wiedziałam, że tak jak ja, on również nie pojmuje tego entuzjazmu. Dzieciak ewidentnie miał swój świat i swoje kredki.
– A-Ale… Sasori Akasuna to… Przestępca, morderca – Powiedział wreszcie wielkolud a mnie zmroziło. Sama wzmianka tego imienia jak i fakt że Deidara może dzielić z kimś takim tę samą krew była… Dziwna.
– No i? – Prychnął chłopak – To przecież prawdziwy geniusz w dziedzinie technik marionetek! Przewyższył naszą babkę, która tę umiejętność zapoczątkowała! I ktoś taki jest częścią mojej rodziny!  On i ona!Mam się z tego nie cieszyć tylko dlatego, że ten drugi ma na koncie kilka przestępstw? Każdy ma coś na sumieniu…
– Jesteś… Niemożliwy – Wydukał wielkolud, biały jak ściana. Tym razem to ja musiałam zadbać o to, by nie zemdlał – Czy… Czy ty się słyszysz? Kilka przestępstw? Kilka?! Dzieciaku, to jakich czynów się dopuścił to nie kradzież cukierków w spożywczym, by traktować to lekką ręką! On zamordował wielu ludzi! I na sto procent… Robi to nadal… Tak jak Deidara… Twój brat - Mówił coraz słabszym i cichszym głosem. Zmarszczyłam brwi, słysząc w nim bardzo wyraźną nutę… W sumie nie miałam pojęcia czego. Zwątpienia? Zobojętnienia? Coś mi nie pasowało.
– Doprecyzujesz, o co ci chodzi? – Zapytałam go, na co spojrzał na mnie pytająco – Wydaje mi się, że chcesz powiedzieć… Coś innego.
– Dokładnie – Podchwycił Takumi, siadając z powrotem na podłodze, uważnie przyglądając się Akatsuchiemu, by powtórzyć moją kwestię – Co chcesz powiedzieć, Akatsuchi?
Wielkolud, przyparty do muru, od razu spalił cegłę, przy czym wbił wzrok w ziemię, aby uniknąć naszego wzroku.
– Ja…- Wymamrotał, po czym milknął na dłuższą chwilę. W końcu spojrzał na nas rozeźlony  i gwałtownie wstał z miejsca – A dajcie wy mi spokój!
Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ten już zdążył wyjść na korytarz. Podbiegłam do okna, widząc że już jest za budynkiem, idąc przed siebie szybkim marszem. Był wyraźnie wściekły.
– Przejdzie mu – Usłyszałam i momentalnie przeniosłam wzrok na nastolatka. Uśmiechał się złośliwie – Prędzej czy później będzie musiał to przyznać.
– Co „przyznać”? – Zirytowałam się – Możesz wyjaśnić, co się tu stało? No i… Co miało znaczyć to, że „nie będziesz sam na tym świecie”? Przecież twoja matka żyje!
– No tak, żyje ale wcześniej czułem się jak jedynak – Stwierdził dzieciak – A co do tego, co ma przyznać Akatsuchi… Sama zobaczysz. Myślę, że oboje myślicie tak samo.

*.*
Informacja o kuzynie Deidary i mała kłótnia z Akatsuchim wstrząsnęły mną na tyle, że straciłam chęci na cokolwiek. Nie miałam siły sprzątać, robiłam to na odczep. Usiadłam w końcu na jednej z ławek, przerzucając butelkę z wodą z ręki do ręki.
Myślałam już tylko o podróży do Piasku. Po co mielibyśmy tam jechać? I czego jeszcze się dowiemy? I jeszcze ta sprawa z Rosaline i jej listy, które ujrzały światło dzienne w zeszłym tygodniu. Przypomniałam sobie swoje przeczucia, zanim zostałam uderzona przez natłok wszystkich tych faktów… O tym, jak spokojnie piłam kawkę przy akompaniamencie deszczu stukającego w szybę i o tym, jak miałam ochotę na czytanie książek, nie angażując się w nic. Z jednej strony chciałabym cofnąć czas, nie wiedząc niczego, ale z drugiej… To przecież dotyczy Deidary. I nawet, jeśli obecnie nie jestem pewna dawnych uczuć co do niego, tak wiem że nadal uważam go za przyjaciela. I chcę dowiedzieć się, co go popchnęło, by być w Akatsuki. Za długo go znałam, by go teraz tak zostawić.
– Ej, co robisz? – Usłyszałam nad sobą po czym podniosłam głowę. Moja towarzyszka Gina patrzyła na mnie karcącym wzrokiem, wydymając policzki i ściskając w rękach jakąś szmatę – Mamy karę, zapomniałaś? Musimy sprzątać tu we dwie!
– Wiem, wiem – Westchnęłam, wstając z męczeńską minął, w rękach wciąż trzymając butelkę. Dopiero wtedy twarz dziewczyny złagodniała.
– Coś… Nie tak? – Zapytała z niepokojem.
– Cóż… Możliwe, że będę musiała wyjechać do Piasku – Oznajmiłam, biorąc duży łyk wody.
– Do Piasku? – Zdziwiła się – Po co?
Opowiedziałam jej co robiłam przez ostatnie półtorej godziny. O drzewie genealogicznym, Takumim, jego reakcji… Z każdym moim zdaniem jej oczy coraz bardziej się powiększały, a usta otwierały szerzej.
– Ja… Jadę z wami – Powiedziała, gdy skończyłam jej wszystko streszczać – Też chcę się wszystkiego dowiedzieć!
Popatrzyłam na nią przez moment w zamyśleniu, na co ta się speszyła.
– N-No co? – Mruknęła – Co tak patrzysz?
– Powiedz mi jedną rzecz – Poprosiłam – Dlaczego tak ci zależy na tej sprawie? Co będziesz miała z poznania prawdy?
W tym momencie okularnica była już całkowicie zakłopotana. Stojąc w bez ruchu i ściskając szmatkę wbiła wzrok w podłogę, cała czerwona.
– To…- Zaczęła – To w pewnym sensie… Zemsta.
– Zemsta? – Uniosłam brew.
– I tak jak u ciebie, rozliczenie z… Z uczuciami – Dodała szybko. Zamrugałam kilka razy, trawiąc to co usłyszałam. Dopiero po czasie to do mnie dotarło.
– Ch-Chcesz powiedzieć, że…? – Szepnęłam.
– Od zawsze go…- Odrzekła, urywając, gdy wstałam gwałtownie, mimo to postanowiła kontynuować dalej– No… Podobał mi się. Bardzo go… Lubiłam. Obserwowałam. Ale nie miałam odwagi się do niego zbliżyć, zawsze był z tobą i Akatsuchim. Więc zawsze mu, Deidarze znaczy, wysyłałam liściki i…
Westchnęłam ciężko, przecierając twarz ręką.
– Wiedziałam, że skądś cię kojarzę – Mruknęłam – Chodziłaś do naszej Akademii, no nie? Do klasy niżej.
– T-Tak – Powiedziała blondynka, nieco przestraszona – C-Czemu pytasz?
– Gdybyś wyjechała mi z tym oświadczeniem w tamtym czasie, w Akademii, prawdopodobnie dostałabyś ode mnie w twarz – Odparłam z krzywym uśmiechem, po czym odkręciłam znów korek od butelki – Byłam wtedy strasznie zaborcza, ale na szczęście dorosłam. W końcu nigdy nam nie przeszkadzałaś, sam Dedara tak naprawdę chyba cię nie znał. Właściwie… Rozmawiałaś z nim kiedykolwiek?
– No… Nie – Wydukała – Mówiłam, zawsze byliście we trójkę i… I…
Znowu westchnęłam. Czyli nie było mowy o poważnym uczuciu. Jednak z grzeczności nie miałam zamiaru jej tego uświadamiać.
– Noo… A ta zemsta? – Zmieniłam nieco temat, biorąc kolejny łyk wody – Co miałaś na myśli?
– Zemsta ma być na Bazylu – Zdradziła, bawiąc się rąbkiem bluzki – Odkąd Deidara zniknął, wszyscy widzieli jej przemianę. Stała się pewniejsza siebie, zdecydowana… Rozwiązła. Miała złamane serce. W tym czasie też zaczęła… Mnie prześladować.
Zadławiłam się i dostałam napadu kaszlu. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co dokładnie. Gdy chciałam otworzyć usta, ona przerwała mi ciągnąc dalej:
– Bardzo przeżyła kosza, którego dostała od Deidary. To było po tym, jak zakończyłyśmy przyjaźń, a stało się tak gdy dowiedziała się, że on też mi się podoba. I jestem prawdopodobnie pierwszą, jak nie jedyną osobą, która o tym koszu wie. Bała się, że reputacja którą zaczęła sobie budować ucierpi na tym. Że nikt już nie będzie w niej widział tej przebojowej, atrakcyjnej laski, która robi co chce. I która chce schwytać Deidarę dla dobra…
– No dobrze, ale jak chcesz się zemścić? – Przerwałam jej – Mówiąc że co? Że dał jej kosza? Muszę cię oświecić. Akurat wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że ją olał.
– Nie o to chodzi – Stwierdziła – Powiedziała mi, że to ona sprowadzi Deidarę i pokaże wszystkim, że są razem. Miała być bohaterką, która ocali swojego księcia przed złem. I Ponoć spotkała go po jego dołączeniu do Akatsuki, miała zacząć na nowo go uwieść by jej kosz poszedł w niepamięć. Wtedy też zmieniła zdanie i nawet zapragnęła dołączyć do Akatsuki. Jej oferta jednak została odrzucona i została strasznie upokorzona nawet przez samego Deidarę. Od tego momentu zaczęła gorliwie opowiadać się za jego śmiercią. Tak jak i całego Akatsuki. Cały czas mówi że Deidara pójdzie na stryczek i szkaluje każdego, kto sądzi inaczej. W tym i mnie. Uważa, że jestem dla niej przeszkodą. Chcę udowodnić jej, że jej życzenia się nie spełnią. Że Deidarę i tak uniewinnią i że pewnego dnia do nas wróci… Ale mam też drugą wersję. Jeśli nadarzy się okazja, rzucę ją w łapy tej organizacji dbając, by dowiedzieli się, że depcze im po piętach. A wtedy wiadomo, to ona straci życie.
Słuchałam tego, ani razu jej już nie przerywając. Miałam mętlik w głowie. W końcu wstałam i chwyciłam za miotłę. Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
– Chodź, musimy dokończyć dzisiejsze sprzątanie – Powiedziałam.

*.*

Uwinęłyśmy się szybciej, niż bym się spodziewała. Wyznanie Giny nie wiedzieć czemu wprawiło mnie w motywację do dalszego działania. Myślałam też nad słowami Takumiego. W końcu wszystko ze sobą połączyłam… I byłam nieco przerażona. Sobą samą.
– No! Konieec! ~ - Zawołałam radośnie, przeciągając się.
­– No! Wystarczy tylko wprawa i z czasem w ogóle nie będziemy czuły po tym zbytniego zmęczenia! – Odrzekła moja towarzyszka z entuzjazmem.
– Zgadza się – Przytaknęłam, poprawiając zwichrzone włosy.
– Co… Będziesz teraz robić? – Zapytała blondynka, tracąc nagle całą energię. Wyglądała na dziwnie zagubioną.
– No…- Zawahałam się – Chciałam się nieco przejść… W pewną okolicę. Dokładniej, niedaleko domu Deidary – Mruknęłam – Nie będę oczywiście tam wchodzić! – Dodałam szybko – Jak mówiłam, to miejsce leży niedaleko i…
– Mogę… Iść z tobą? – Popatrzyła na mnie błagalnie. Przez chwilę chciałam jej odmówić, ale ostatecznie kiwnęłam głową na potwierdzenie.

*.*

Pagórki. Pluskanie wody w jeziorze. Zostawione  Łodzie. Pojedyncze mosty, śpiew ptaków, świerszczy i słońce chowające się za horyzontem. Wszystkie te rzeczy towarzyszyły mi przez większość dzieciństwa jaki na początku nastoletniego życia. Jednak przez wydarzenia sprzed trzech lat kompletnie zapomniane. Teraz towarzyszyły mi na nowo. Otworzyłam oczy, by spojrzeć na dom niedaleko, następnie przeniosłam wzrok na wodę. Pływały w niej te same, małe rybki których nazwy nie znałam i które często łapaliśmy z Akatsuchim i Deidarą, by zaraz je wypuścić. Nie tylko po to, by przywrócić im wolność. Stworzonka te w czasie zagrożenia wystawiały małe kolce znajdujące się na płetwach… Albo grzbiecie. Nie pamiętam, bo nigdy nie mogłam się dokładniej przyjrzeć.
– Czemu chciałaś tu przyjść? – Usłyszałam głos Giny, jednak nie skierowałam w jej stronę wzroku. Byłam zajęta obserwowaniem tafli jeziora, a dokładniej tego co się w nim znajdowało. Małego kraba, próbującego ukryć się za kamyczkami.
– Żeby poczuć nostalgię – Odrzekłam – I… Udało się. To było główne miejsce zabaw dla mnie, Akatsuchiego i Deidary. Już dawno mnie tu nie było. Odkąd było mówione że „umarł” nie miałam odwagi tu przychodzić.
– No tak – Przytaknęła okularnica, tkwiąc spojrzenie w tym samym punkcie co ja. Krabik nadal siedział ukryty. Widać było tylko jego szczypczyki.
– Po za tym – Ciągnęłam, czując narastający dyskomfort – Mam takie dziwne wrażenie… Że Deidara z jakiegoś powodu… No, jest szczęśliwy. I zastanawiam się, czy…
– Czy warto mu to odbierać – Dobiegł nas męski głos i obie odwróciłyśmy się w tym samym czasie. Akatsuchi stał oparty bokiem o drzewo niedaleko nas, patrzył w łąkę – Może jednak… Skoro ma tam kuzyna… To nie jest mu tam tak źle?
Wytrzeszczyłam oczy. Chciałam coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Uprzedziła mnie Gina:
– Żartujesz?! – Oburzyła się, wstając na równe nogi – Przecież to zbiry! Jak mu może być z nimi dobrze?!
Patrzyliśmy na nią bez słowa, uważnie słuchając. Oboje chyba czuliśmy to samo. Że jej słowa są czyś w rodzaju ocucenia, opamiętania, którego potrzebowaliśmy. Zachęcona ciągnęła więc dalej:
– Ten cały Sasori… Jak i reszta tej bandy na pewno już dawno są wyzbyci z jakichkolwiek uczuć – Zawyrokowała – Jestem pewna, że to samo usiłują zrobić Deidarze. Wątpię, by ich wszystkich łączyły bliższe relacje niż te czysto zawodowe. To… To sekta! Tam nie ma miejsca na przyjaźń… Tym bardziej na miłość! To nasi wrogowie, którym trzeba Deidarę odbić, jasne?!
– Jasne – Odparłam na równi z olbrzymem. Zerknęłam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Zrozumiałam, że oboje zgadzamy się z nią tylko na pokaz.
– Tak, masz rację – Czarnowłosy zaśmiał się nieco nerwowo – Jak mogłem kiedykolwiek tak pomyśleć? To głupie.
Przez kilka minut o tym dyskutowali, a po jakimś czasie przeszli do nieco lżejszych tematów. Ja siedziałam w ciszy, wsłuchując w dźwięki wody i koncertu świerszczy. Mimowolnie skupiłam się na wspomnianych relacjach w tej organizacji… Czy tam w ogóle możliwe są jakiekolwiek bliższe kontakty? Z tego co już mówiłam, Deidara miał tylko mnie i Akatsuchiego, nawiązywanie innych znajomości nie szło mu jakoś specjalnie łatwo. Odpychał ludzi arogancją i zbyt wysoką samooceną, nikt nie próbował go w żaden sposób zrozumieć… Czy to było w ogóle możliwe, że w tej enigmatycznej organizacji mógł znaleźć kogoś, z kim nawiązał nić przyjaźni, porozumienia… A może też miłości? Odruchowo na myśl przyszła mi kobieta, która zapisywała go do nowej szkoły. Kim dla niego była?
Wszystkie te pytania zadawałam sobie również po powrocie do pustego domu. I o dziwo, nawet gdyby Deidara znalazł tam miłość… Nie czułam żadnej złości.

*.*

Asano zwlókł mnie z łóżka około godziny siódmej rano poprzez walenie do drzwi. Gdyby nie obowiązkowość względem misji, na pewno zbluzgałabym go i trzasnęła drzwiami przed nosem. Ubrałam się i umyłam z prędkością światła, by w końcu dołączyć do tego dziada, następnie poszliśmy do pałacu Tsuchikage, gdzie czekali już na nas Akatsuchi, Gina i Takumi.
– Nie jest w dobrym humorze – Skrzywił się nastolatek,­ idąc za przewodzącym misji mężczyzną.
– Kto? – Zapytałam, jednak olbrzym pociągnął mnie za rękaw na znak, bym się nie odzywała.
– Zaraz się dowiesz – Odszepnął mi.
– Gdyby nasze misje zależały od humorków przesłuchiwanych, nie ruszylibyśmy z niczym – Powiedział tymczasem Ikemochi, na co brunet wywrócił oczami – Pamiętaj, że jej zdanie jest da nas bardzo ważne!
– Tia…- Skrzywił się chłopak, a ja od razu pojęłam o co chodzi. Wywiad z jego matką… Faktycznie, mieliśmy go dziś przeprowadzić, a droga którą przebywaliśmy prowadziła prosto do ich domu. Nasz lider zapukał kilkakrotnie w drzwi, aż w końcu naszym oczom ukazała się kobieta o kruczoczarnych włosach sięgających za ramiona. Miała bardzo zgrabną i szczupłą sylwetkę oraz oczy o kolorze zieleni wpadającej w złoto, zupełnie jak kolor prawego oka Takumiego. W skrócie: była naprawdę piękna. Skrzywiłam się nieco. Pomimo tego, że Seiji był dupkiem i potworem, musiałam przyznać w duszy że gust co do doboru kobiet miał naprawdę trafny. Przynajmniej, jeśli chodzi o ich wygląd, zaś co do charakteru…

(art jest własnością Takenaka Dahlia. Przerobiłam go nieco na potrzeby ff. Link do jego strony to: https://www.dahliart.jp/index.htm)


– No, w końcu się zjawiliście – Mruknęła czarnowłosa, kiwając głową na znak byśmy weszli, po czym zwróciła się do syna – Mówiłeś, że przyjdziecie tu szybko. Masz problem z tym pojęciem, dziecko, czy o co chodzi?
Takumi czerwony ze złości już miał coś powiedzieć, gdy uprzedził go Asano:
– Droga pani, proszę wybaczyć naszą tak wczesną wizytę. Mamy ku temu jednak bardzo ważny…
– Taak, wiem – Machnęła bladą ręką jego rozmówczyni, po czym odwróciła się do nas plecami, dając nam znak byśmy wszyscy za nią poszli. Usłyszałam, jak Gina nerwowo przełyka ślinę. Była bardziej przerażona niż przy rozmowie z matką Bazyla.
Weszliśmy do obszernego, jasnego salonu. Kobieta wskazała nam palcem na kanapy i fotele, sama zajmując miejsce na wysokim krześle obok domowego barku. Usiadłam na białej sofie, mając wrażenie że zaraz się w niej zapadnę. Pozostali zrobili to samo, prócz Ikemochiego, który zajął fotel.  Mojej uwadze nie umknął fakt że na szklanym stoliku stał przygotowany chiński zestaw do herbaty.
– Pijcie, bo zaraz ostygnie – Rzuciła rozkazująco. Chwyciłam więc bez słowa za swoją filiżankę, tak jak i większość pozostałych. Tymczasem bladolica mówiła dalej – Powinieneś pan przeprosić nie za to, że składacie mi wizytę tak wcześnie. Powinniście przeprosić, że w ogóle tu przychodzicie. Nienawidzę wizyt żołnierzy w moim domu.
Po usłyszeniu tej deklaracji niemal zakrztusiłam się herbatą. Jej przyjemny, jaśminowy aromat  przestał być kuszący w jednej chwili. Już wcześniej było jasne, że nie jesteśmy tu mile widziani, jednak nie spodziewałabym się, że usłyszę to wprost. Odłożyłam parujące naczynie, starając się z całych sił nim nie trzasnąć. Zerknęłam na Takumiego. Jego herbata stała nietknięta, on sam widać nie był specjalnie zaskoczony postawą swojej matki. Podczas gdy my wgapialiśmy się z niedowierzaniem w Rin (gdyż tak na imię miała ta paniusia), on patrzył znudzonym wzrokiem w okno.
– To… - Odchrząknął Asano, próbując ukryć potężne zakłopotanie – Taak, tak. Oczywiście. To zrozumiałe. Zwykle nie wróżą niczego dobrego – Zaśmiał się nerwowo – Tu niestety… Też nie ma za bardzo wyjątku. Chcieliśmy porozmawiać z panią o Seijim Douhito…
– Słucham – Odrzekła sucho.
– …oraz Rosaline i ich synu, Deidarze – Dodał mężczyzna. Rin prychnęła niczym rozzłoszczona kotka, po czym nerwowym ruchem przerzuciła jedną nogę na drugą, wywracając oczami.
– Serio… Czy chociaż raz od miesiąca nastanie dzień w którym NIE usłyszę o tej wywłoce i jej chrzanionym gówniarzu?!
– EJ! –Wrzasnął Takumi, podnosząc się gwałtownie z miejsca – Uważaj na słowa! Mówisz o moim bracie!
– Cicho bądź – Syknęła czarnowłosa, krzyżując ramiona. Po czym rzuciła rozeźlone spojrzenie w stronę Asano – O co chodzi?
– Czy… Czy wiedziała pani, że Seiji ma żonę? – Wypalił nasz lider. Spojrzałam na niego błagalnie, czując jak pali mnie wstyd. Rin uniosła brew. Widać również była tak samo zażenowana jak ja.
– Oczywiście – Odrzekła – Ale nie stanowiło to dla mnie problemu, gdyż obiecał, że się z nią rozwiedzie tak szybko, jak to możliwe.
– Czyli nie kochał jej? – Dopytywał facet.
– Nie wiem. Może kiedyś… Nie interesowałam się  zbytnio ich związkiem ani w ogóle… Nią. Jedyny aspekt tej relacji, który w ogóle mnie obchodził to rozwód. Interesował mnie tylko sam Seiji i nasz syn Takumi.
– To znaczy, że nie wie pani nic o Rosaline?
– Mam się powtarzać?
Westchnęłam ciężko. Czułam, że jeżeli Asano nadal będzie robił z siebie idiotę, to wyjdę oknem.
– N-No dobrze – Zająknął się, przewracając z zakłopotaniem kartki pamiętnika – To inaczej… Było coś, co przeszkadzało pani w… W Seijim?
Kolejne durne pytanie, które prowadziło do nikąd. Tym razem to Akatsuchi sapnął ze zniecierpliwienia. Zaczęłam się wiercić na sofie, niemal gotowa do wyjścia.
– Owszem, jego drugi syn – Odrzekła niechętnie zapytana, a ja znieruchomiałam – Seiji planował… Cóż, chciał mieć nad nim pełne prawa, odebrać je Rosaline z jakiegoś tam powodu… No i włączyć dzieciaka do mojego życia. Nie chciałam wychowywać cudzego bachora, to chyba logiczne… Ale że mówimy o Seijim, to byłam gotowa się zgodzić na spełnienie jego prośby. Widzicie, kochałam go, nadal jest w moim sercu.
– Czemu Seiji chciał mieć… Pełne prawa nad Deidarą? – Podchwyciłam. Kobieta spojrzała na mnie, wyraźnie zaskoczona tak jak i pozostali. Po jej wzroku myślałam przez chwilę że zostanę zrugana za to że w ogóle się odezwałam. O dziwo, Rin tylko westchnęła. Asano już miał coś powiedzieć, ale powstrzymałam go gestem.
–No… Dobrze. Skłamałam – Przyznała tymczasem czarnowłosa , na co wytrzeszczyłam oczy. Zupełnie tak, jakby wzmianka o Deidarze coś w niej złamała – Podobno ta… Kobieta… Źle się nim zajmowała – Mówiła przymykając oczy, jakby próbowała sobie wszystko przypomnieć – Seiji uważał, że po trzech, czterech latach małżeństwa i ogólnie siedmiu latach obcowania z nią… Nie może pozwolić na to, by wychowywała jego syna. Że chce z nią zakończyć wszelkie kontakty. Po tym, jak się poznaliśmy, był już pewny, że chce to zrobić.
– Ale czy on… Nie znęcał się przypadkiem nad Deidarą? – Zapytał nagle Akatsuchi. Tym razem wszystkie oczy skierowały się ku niemu - Podobno robił mu regularnie krzywdę!
Takumi parsknął, rozbawiony, zaś bladolica wywróciła oczami, jakby zniecierpliwiona.
– Pranie mózgu – Stwierdziła – Seiji mówił mi kiedyś, iż podejrzewa Rosę o umiejętności władania technikami shinobi. I że jedną z nich jest coś na wzór… Zmiany wspomnień. I to prawdopodobnie dotknęło Deidarę. Według Seijiego posiadała ona umiejętności kunoichi, mimo tego, że nie posiadała papierów potwierdzających ukończenia przez nią akademii. Była przecież znana tylko z tego, że była modelką a potem kwiaciarką… Przepraszam, że nie powiedziałam prawdy od początku. Seiji zabronił mi o tym mówić, gdyż chciał załatwić sprawy z Rosaline po dobroci. Po prostu… Gdy słyszę o tym dzieciaku… Nie wiem, trochę mi go szkoda.
– Może pani powiedzieć coś więcej o tej zmianie wspomnień? – Zapytał Ikemochi, robiąc skrupulatne notatki.
– Wiem tylko, że Deidara zmienił nastawienie do Seijiego o sto osiemdziesiąt stopni z dnia na dzień – Powiedziała kobieta – Stało się to po odwiedzinach w domu siostry Seijiego. Podobno samej Rosaline nie podobało się, żeby tam jechać. Ona i Kayoko nie przepadały ze sobą, delikatnie mówiąc… Robiła więc wszystko, żeby odwieść Seijiego od pomysłu poznania ich dziecka z ciotką. Oczywiście się jej nie udało, decyzja była nieodwołalna… Seiji strasznie tęsknił za rodzeństwem i chciał by poznało się ono z jego dzieckiem. To naturalne. Sam… Deidara bardzo się cieszył na tę wizytę i dopytywał, kiedy się tam udadzą. Z początku wszystko było dobrze, dzieciak świetnie się bawił, jednak po tym, jak Rosaline wyszła z nim pod pretekstem przebrania go z ubłoconych ciuchów… No, chłopak zaczął zachowywać się dziwnie. Zaczął unikać Seijiego. To już nie było to samo dziecko, które tak uwielbiało swojego ojca. Podsumowując… Rosaline to głupia krowa.

*.*

– Wiedziałeś o tym wszystkim? – Rzuciłam, spoglądając na Takumiego.
– O czym niby? – Mruknął brązowowłosy, nie otwierając oczu.
– Czyżbyś nie słuchał matki? – Spytałam, unosząc brew.
– Ah, to…- Ziewnął, przeciągając się – Nie, nie wiedziałem. Przynajmniej nie tak szczegółowo.
Siedziałam pomiędzy nim a Giną na dość miękkim siedzeniu. Naprzeciwko naszej trójki siedział Asano wraz z Akatsuchim. Znajdowaliśmy się w niewielkim, zacienionym powozie, zaprzężonym przez dwa wielbłądy, które to miały za zadanie zabrać nas wszystkich do osady Piasku. Wyznanie Rin spowodowało, iż lider naszego zespołu postanowił przyspieszyć nieco rozwój misji i wyjechaliśmy niemal od razu po przesłuchaniu.
– Co znaczy, „nie tak szczegółowo”? – Wtrącił olbrzym.
– Wiedziałem, że mój ojciec jest dobry – Stwierdził kolorowooki, krzyżując ramiona – Nigdy mnie nie uderzył. Nie widziałem więc sensu, by miał bić Deidarę.
Przełknęłam nerwowo ślinę, spoglądając w okno. W głowie kołatało mi się od myśli.
– Nie jestem zbyt zaskoczony – Odezwał się Asano, zerkając na mnie przez chwilę – Z tego co wiem, Deidara od zawsze miał tendencję do koloryzowania rzeczywistości. Możliwe że wymyślił te całą historyjkę by wzbudzić sensację…?
– Weź ty już pan lepiej zamilcz – Warknął Akatsuchi, rozmasowując twarz – Jeśli wzbudzał jakąkolwiek sensację, to miało to tylko związek z tym co nazywał sztuką! Naprawdę myślisz, że robiłby z siebie drama queen od tak, dla rozrywki?! I co, jaki miałby w tym cel?!
– Wzruszające, że tak go bronisz mimo bycia przez niego zdrajcą osady – Odrzekł Ikemochi  - Tak samo zresztą jak wy – Tu spojrzał na mnie i Takumiego – Radzę wam wszystkim otworzyć oczy. To przestępca. Tacy już raczej nie wracają na ścieżkę dobra. A to, że szukamy o nim teraz informacji, to tylko droga do znalezienia i zgładzenia go. Nie liczcie na resocjalizację ani jego, ani całej tej gównianej organizacji. To potwory bez uczuć. Osobiście dopilnuję, by każdy z nich wylądował na stryczku.
*.*

Po tych jakże wzniosłych słowach naszego lidera, nikt się już zbytnio nie odzywał. Osobiście nie widziałam w tym żadnego sensu, gdyż zdania mężczyzny nie zmienię. Akatsuchi wraz z Giną milczeli, wiedziałam jednak że podzielają moje zdanie. Takumi próbował jeszcze dyskutować z przywódcą ale też szybko odpuścił. Każdy zajął się swoimi myślami.
Na wspomnienie o Akatsuki znów skupiłam się nad rozmyślaniem o ich wzajemnych relacjach, o tym co bym zrobiła gdybym spotkała kogoś kto tam przynależy… I wtedy odkryłam straszną rzecz, do której bałam się przyznać nawet przed sobą. Że prawdopodobnie… Nawet, gdyby wydano taki rozkaz, nie odważyłabym się zabić nikogo. Nikogo, kto jest w Akatsuki. W końcu… Co jeżeli natrafiłabym na kogoś, kto jest dla Deidary ważny? Miałabym… Potrafiłabym tak po prostu tę osobę zgładzić? Dajmy na to, tego Sasoriego. Wiedząc, że on i Deidara są połączeni więzami krwi…
Przygryzłam wargę, opierając głowę o poduszkę siedzenia. Kompletnie nie zwracałam uwagi na widoki za oknem. Byłam przerażona. Cholera… Nie dałabym… Nie dałabym rady nic mu zrobić! Nie przemawiał nawet do mnie fakt zamordowanych przez niego niesprecyzowanej ilości ludzi. To chore…
Zamknęłam oczy, zadając sobie jednocześnie pytanie: „czy powinnam się już siebie bać”?
– Kurotsuchi – Usłyszałam i podniosłam głowę, otwierając oczy. Siedziałam na piasku, po środku pustyni. Rozejrzałam się z niepokojem, wstając gwałtownie.
– Akatsuchi! Takumi! Gina?!…! Asano! – Darłam się w panice, rozglądając na wszystkie strony, nie dojrzawszy nikogo. Mimo okręcania się wokół własnej osi, dopiero po czasie zauważyłam stojącego niedaleko mnie… Wielkiego, glinianego kanarka.
– Co…- Wychrypiałam, nie dokończywszy zdania przez niespodziewaną burzę piaskową. Gdy ustąpiła, zobaczyłam przed sobą około piętnasto, szesnastoletni ego chłopaka o popielatych włosach, fiołkowych oczach i pokaźną szramą na twarzy. Zamrugałam zdezorientowana, na co nieznajomy przechylił głowę w bok, patrząc na mnie z zainteresowaniem.
– Powiedz to rodzinom – Powiedział. Uniosłam brwi.
– Ee… Co? – Odparłam zdezorientowana.
– Powiedz to rodzinom – Powtórzył, po czym dodał z nagłą agresją – Wszystkim tym, którzy stracili przez nich bliskich! Wszystkim tym, którzy stracili przez nich marzenia! Jesteś taka sama jak oni… Chociaż… Nie! Nie! Ty jesteś gorsza!
– A… Czekaj, nie wiem o co ci chodzi! – Zaprotestowałam, unosząc ręce w obronnym geście – Jacy „oni”?! Co „przez nich”… Przez kogo?! Kim ty...?!
– Akatsuki – Usłyszałam kolejny głos i odwróciłam się. Serce momentalnie zaczęło walić jak szalone.
– T… To ty… Ty…? - Wydukałam. Deidara uśmiechnął się pobłażliwie w odpowiedzi. Wyglądał nieco dojrzalej niż go zapamiętałam.
– A więc jesteś po naszej stronie – Powiedział. Jego głos nie wyrażał jednak zupełnie nic. Ani radości, ani smutku. Był obojętny.
– To… Ja…- Zakłopotałam się – Wiesz, to… Dlatego że ty z nimi jesteś…
– Ach… Czyli gdybym „z nimi nie był” to byś życzyła im śmierci?! – Parsknął z gwałtowną złością – Wiedziałem, że z ciebie ciemnogród. Nie potrafisz spojrzeć szerzej, tak jak wszyscy inni…
– Ale… Zaraz, o czym ty gadasz?! – Teraz to ja się wkurzyłam – Przecież oni… Akatsuki...
– No co „oni”, co "Akatsuki"?! – Zapytał blondyn, nie spuszczając z szyderczego tonu – Co, okradają? Mordują? A zastanawiałaś się chociaż przez chwilę dlaczego oni… My to robimy?! Pomyślałaś, jaka idea się za tym kryje?! I dla kogo ona jest?! Zainteresowałaś się chociaż, ty i ci frajerzy, którzy próbują się o nas czegokolwiek dowiedzieć?! Zastanawiałaś się nad naszym losem?! Oczywiście, że nie!
Zatkało mnie. Faktycznie… Dotąd tak naprawdę myślałam tylko o nim… I o sobie. Owszem, pomyślałam o pozostałych ludziach przynależnych do tej organizacji, ale tylko pod kątem Deidary. Nie rozważałam nigdy jak się czują członkowie z osobna.
– Ale… - Wymamrotałam, momentalnie spuszczając z tonu – Ja tylko… Martwię się. Skoro mordują… Chcę wiedzieć, czy jesteś z nimi bezpieczny…
– Bardziej niż ci się zdaje – Warknął głos za mną. Odwróciłam się. Przede mną stały trzy postacie. Deidara, który przed chwilą był z innej strony a obok niego jakiś czarnowłosy mężczyzna, u którego nie mogłam dojrzeć twarzy. Podobnie zresztą jak przy postaci w bordowym kapturze stojącej przed dwójką chłopaków. Mimo tego, że ten ostatni stał metr przede mną, nie byłam w stanie zobaczyć jego oblicza.
– On nie należy już do was – Oznajmił chłodno zakapturzony – Wracajcie. On jest nasz. A wy… Jesteście na moim terenie. Nie ma tu nic dla was, uciekajcie.
– Ale… Ale ja muszę wiedzieć – Upierałam się – Czy Deidara… On… Wszystko z nim dobrze?
Tak. Zadałam to pytanie nieznajomemu, zamiast zwrócić się bezpośrednio do blondyna. Mój mózg pracował jakby na zwolnionych obrotach.
– Oni nie są niewinni – Usłyszałam znów głos fioletowookiego, tego którego spotkałam wcześniej – Przypomnij sobie… Rodziny zabitych… Po czyjej jesteś stronie?
– Ja…- Dukałam, czując jak się dławię. Mówienie przychodziło mi z coraz większym trudem.
– Wynocha! – Syknął kapturnik, wypuszczając zza rękawów coś na kształt ostrzy skorpiona. Wystraszona, próbowałam odskoczyć, jednak nie mogłam się ruszyć. Przed sobą ujrzałam nagle dwie marionetki przedstawiające kobietę i mężczyznę, którzy próbowali wydłubać mi oczy ognistymi zapałkami.

*.*

Z moich ust wyrwał się głuchy krzyk, zaś ciało rzuciło się jak ryba w sieci, po czym moja głowa zderzyła się z czymś twardym. Natychmiast złapałam się za czoło.
– Auu… Kobieto… Spokojnie…- Usłyszałam na co od razu otworzyłam oczy, zdając sobie sprawę, że nie jestem już na pustyni… Tylko w powozie wraz z moimi towarzyszami. Wszyscy gapili się na mnie z przestrachem.
– K… Kurotsuchi… Wszystko ok.? – Zapytał ostrożnie Akatsuchi, który ku memu zdumieniu podtrzymywał Takumiego.
– Eee… Czemu Takumi na tobie leży? – Wymamrotałam, ignorując jego pytanie.
– Bo upadłem gdy przywaliłaś mi z dyńki, wariatko – Mruknął nastolatek, rozmasowując czoło.
– Takumi próbował cię obudzić bo strasznie się szamotałaś – Odezwała się Gina, kładąc mi dłoń na ramieniu – Już dobrze?
– Musiałaś mieć koszmar – Dodał Asano, zerkając w okno – W każdym razie… Za niedługo będziemy na miejscu.
Przetarłam oczy, by spojrzeć na szybę. Niewiele było można dostrzec. Cały widok spowijał mrok. Próbowałam przełknąć ślinę, po czym dotknęłam gardła. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo byłam spragniona.
– Masz, lepiej się napij – Powiedział olbrzym, podając mi butelkę z wodą. Wzięłam ją bez zastanowienia by wziąć kilka łapczywych łyków. Towarzystwo jakby odetchnęło z ulgą.
– Taak… Miałam zły sen – Wyjaśniłam w końcu – To chyba… Cała ta sytuacja się na mnie zaczyna odbijać. Śnił mi się Deidara…
– Dobrze, opowiesz nam jak się już rozbijemy w hotelu – Zarządził Ikemochi, łapiąc za klamkę i przysuwając się do drzwi powozu jakby chciał wysiąść – Bierzcie swoje rzeczy i…
– Była tam też dwójka innych ludzi z Akatsuki – Uzupełniłam, na co facet zastygł w bezruchu – I… chłopak, którego już chyba widziałam w księdze Bingo.
*.*
Dalszą część snu opowiedziałam gdy byliśmy już w naszej piaskowej kwaterze. Wraz z Giną szybko odnalazłyśmy chłopaka, który mi się śnił. Był to czwarty, nieżyjący już Mizukage Yagura Karatachi, który zginął z rąk członków Akatsuki jakieś cztery bądź pięć lat temu. Co wyjaśniało wzmianki o rodzinach i oskarżenia jakie padały we śnie z jego ust. Rzecz jasna, nie powiedziałam wszystkiego. Mój dialog z nim jak i z Deidarą zostawiłam dla siebie. I nawet jeśli większość towarzyszących mi osób zrozumiałaby dlaczego patrzę na tę organizację nieco przychylniej, tak z Asano mogłabym mieć z tego powodu wojnę. Facet w końcu nienawidził ich z całego serca i nie chciał nawet słuchać o tym, że mogliby mieć jakiekolwiek uczucia.
Przewróciłam się na plecy, wgapiając w sufit. Dostałam pokój z Giną, która spała już w najlepsze. Ja zaś nie mogłam go przywołać. I to nie tylko z powodu przespanej podróży i wcześniejszego snu. Wiedziałam, że za kilka godzin wyruszymy na spotkanie z krewnym Sasoriego, który być może powie nam o wiele więcej. A skoro przy nim już jestem… Miałam nieomylne wrażenie, że postać w kapturze, która próbowała mnie wygonić była właśnie nim. I to on zapewniał mnie, że z Deidarą wszystko jest dobrze. W przeciwieństwie do postaci w czarnych włosach, która nie odezwała się ani słowem… Po prostu stała przy blondynie... Trzymając go za rękę.
Zmarszczyłam brwi. Zaraz… Nie… To faktycznie tak było, czy mój mózg zaczyna już coś sobie dopisywać? Muszę jak najszybciej zasnąć…

*.*
Ostatecznie przespałam ledwie kilka godzin. Po śniadaniu całą piątką udaliśmy się do jednej z największych szych wioski Piasku. I nie mam tu na myśli Kazekage.
– Panie Ebizo, ma pan gości – Oznajmiła jedna z kobiet zajmujących się odwiedzanym przez nas starcem. Mężczyzna spojrzał na nas pytająco, unosząc siwe, krzaczaste brwi.
– W czym wam mogę pomóc, dzieciaki?- Rzucił, nie odłożywszy trzymanej wędki, albowiem w pomieszczeniu znajdowało się coś na wzór prywatnego jeziorka, w którym pływały kolorowe, obojętne na przynętę rybki. Dziadek jednak uparcie wpatrywał się spławik licząc na zdobycz.
– Przyszliśmy w sprawie pana siostry – Odezwał się Asano (jak ktoś zapomniał to przypominam – Asano nie jest dzieckiem czy nastolatkiem. Typo ma ponad 40 lat. A to że został też nazwany dzieckiem przez Ebizo to z uwagi na dużo większy wiek staruszka, mam nadzieję że zrozumieliście ten mój bełkot xD dop. autorki) – Dokładniej, w sprawie jej wnuka, Sasoriego.
– O choroba…- Sapnął Krzaczasty, błyskawicznie odkładając wędkę by pomasować się po skroniach. Dopiero wtedy zauważyłam na jego twarzy pojedyncze wątrobowe plamy –To chyba nie do mnie…
– Wręcz przeciwnie – Odrzekł natychmiast Asano, żwawo gestykulując – Ponieważ przykre okoliczności uniemożliwiły nam kontakt z pana siostrą, to właśnie do…
– Chiyo! – Krzyknął niespodziewanie starzec, na co wszyscy znieruchomieliśmy, by za chwilę wymienić zaniepokojone spojrzenia – Chiiiyooo!
– Zwariował…- Szepnął Takumi, stając obok mnie – To tak wygląda żałoba? Że  z rozpaczy rzuciło mu się na łeb…?
Facet mimo wieku słuch miał widocznie nie najgorszy bo od razu obrócił się w naszą stronę i o dziwo… Szeroko uśmiechnął.
– Oj, dzieciaczku, do tego poziomu jeszcze nie dotarłem – Mruknął dobrotliwie, po czym jakby zastygł, uważnie lustrując nastolatka, na co ten wyraźne się speszył. Zapadła niezręczna cisza, którą nagle przerwało energiczne tuptanie. Po chwili z drugiego pomieszczenia wyszła krępa, siwowłosa staruszka. Jej twarz szpeciły te same brązowe placki co u dziadka. Ubrana była w długą, jakby szpitalną koszulę nocną, podpierała się ściany.
– No, czegoś się tak wy…? – Rzuciła w stronę Ebizo, po czym podobnie jak on, gwałtownie skamieniała, gdy tylko jej oczy natrafiły na Takumiego.
Niezręczna cisza, o której wspomniałam wcześniej stała się teraz jeszcze bardziej uwłaczająca i ciężka. Sama miałam ochotę uciec jak najdalej, nie wspominając już o ciemnowłosym, na którym to przecież skupiła się cała uwaga Zasłużonego Rodzeństwa.
– S…Seiji? – Wydukała Chiyo, a w jej oczach momentalnie zaszkliły się łzy  – Seji… Seji, synku! Mój synku!
Nie zdążyłam mrugnąć, a staruszka już sterczała przy moim najmłodszym towarzyszu, ściskając go i płacząc.
– Ee… Proszę pani…- Odezwał się nieśmiało Akatsuchi – Ale to…
– Mój kochany, tak bardzo, bardzo cię przepraszam – Łkała tymczasem babcia, nie zwracając uwagi na nikogo poza zażenowanym chłopakiem, nie przestając przytulać i głaskać go po twarzy – Ja nie mogłam… Nie mogłam nic zrobić… Czemu się nie odzywałeś? Mój skarbeńku, tak się stęskniłam…
– Proszę pani – Chrząknął tym razem Asano, próbując zwrócić na siebie uwagę. Bezskutecznie.
– Sam przyszedłeś? Kayoko też tu jest? Mów mi wszystko! – Mówiła siwowłosa, wpatrując się w nastolatka – Maleństwo, wiem, że tyle złego się wydarzyło, ale…
– Ja… - Wydukał w końcu ten – Ja… Ja nie jestem Seiji.
Chiyo skamieniała, wgapiając się w niego z niedowierzaniem. Nie odsunęła się jednak ani nie puściła ciemnowłosego. Zmarszczyła brwi, jakby intensywnie analizowała i układała sobie coś w głowie.
– Siostrzyczko – Rzekł w końcu życzliwie Ebizo – Minęło za dużo czasu, by Seiji nadal tak młodo wyglądał, nie uważasz?
– No to… Kim ty jesteś? – Zapytała po krótkiej pauzie babcia, robiąc w końcu krok do tyłu – Przysięgam, że wyglądasz… Dokładnie jak… Jak Seiji, ty…
– Jestem jego synem – Odrzekł Takumi.


*.*

Po tym oświadczeniu staruszka prawie osunęła się na ziemię, słabnąc. Nie zgodziła się jednak odpocząć w odosobnieniu, tylko zajęła miejsce obok swojego brata. Razem z pozostałymi zadbaliśmy o to, by miała jak najwygodniejszą pozycję i warunki do rozmowy. Asano przedstawił nas wszystkich i jak najdokładniej opisał całą sytuację, starając się nie przedłużać.
Zadanie to uniemożliwiała jednak Chiyo, która co chwila dopytywała o różne rzeczy. Co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu że cała ta podróż nie ma zbytnio sensu, bowiem babcia nie tylko nie wiedziała że ma więcej wnuków, ale nie miała pojęcia o tym, że wszystkie jej dzieci nie żyją.
– Gdy Seiji i Kayoko się wyprowadzili do Skały, nasz kontakt się urwał – Powiedziała wyraźnie przybita.
– Co się stało? – Zapytałam. Siedzieliśmy wszyscy wokół staruszków, pijąc mrożoną herbatę.
– Pokłóciliśmy się – Oznajmiła staruszka, wzdychając ciężko – Seiji i Kayoko byli na mnie wściekli, że pozwoliłam Schin’ichiemu i Nao wyruszyć na tę wojnę… I że przez to Sasori został sierotą. I właśnie ta okoliczność sprawiła, że przestaliśmy się odzywać.
– To skoro mieli do pani taki żal o to, że Sasori został sierotą, czemu żadne z nich nie wzięło go na wychowanie? – Odezwał się Akatsuchi – W sensie, pan Seiji lub pani Kayoko? Nie chcieli?
– Chcieli… To znaczy, Seiji chciał go wziąć – Odparła babcia – Ale nie pozwoliłam mu ze względu na to, że zamierzał się ożenić z tą… Z tą Rosaline. A ja nie przepadałam za tą kobietą, delikatnie mówiąc. I odwrotnie.
– I to tylko przez niechęć do niej nie pozwoliła pani im wychowywać chłopca? – Wtrącił Ikemochi, intensywnie zapisując wszystko w zeszycie.
– Niestety, to nie była tylko niechęć – Mruknęła Chiyo – Ta kobieta była po prostu niekompetentna, niedojrzała… Nie chciałam, by Sasori był w jej rękach. Dlatego w głębi serca cieszyłam się, że nie mogła zajść w ciążę. Oczywiście nigdy bym nie powiedziała tego Seijiemu. Było mi go strasznie szkoda, wiem że chciał mieć dzieci… Ale wracając do Sasoriego… Ech…- Posępniała – Niestety przyznaję, że nawaliłam. Zawsze powtarzałam że to pod opieką tej kobiety chłopak zejdzie na złą drogę… Tymczasem stało się tak gdy ja się nim zajęłam. Wszystko przez jeden, malutki błąd… Taki wstyd…
– Co się wydarzyło? – Dopytywał nasz lider.
– Nigdy mu nie powiedziałam wprost, że jego rodzice zginęli na wojnie – Westchnęła babcia – Ciągle go okłamywałam… Wreszcie sam się domyślił. To musiało mu zniszczyć psychikę. Że osoba, która przejęła nad nim opiekę tak bezczelnie go zwodziła… Tyle lat. To moja wina.
Ebizo położył przyjacielsko dłoń na jej ramieniu, jakby chciał dodać jej wsparcia. Z ust Akatsuchiego, Asano i Giny posypały się również słowa otuchy. Ja zaś milczałam. W głowie miałam tylko myśli i pytania, że gdyby tylko Sasori miał wybór, gdyby tylko zamieszkał z Deidarą… Czy byłoby lepiej? W pewnym stopniu na pewno tak. Blondyn miałby kogoś na wzór starszego brata, nie byłby sam. Oboje mogliby wieść inne życie, razem na pewno poradziliby sobie z Rosaline, która okazywała się nie być taka idealna jak o niej wcześniej myślałam… A tak? Zerknęłam na Takumiego. Po jego minie wywnioskowałam, że myślał podobnie jak ja.
Rozmowa tymczasem toczyła się dalej. W pewnym momencie staruszka wyjęła dwie fotografie, nie pokazawszy nam ich. Wpatrywała się w nie, prowadząc dyskusję jak gdyby nigdy nic.
– Czegoś tu nie rozumiem – Powiedział Asano – Przeglądaliśmy ostatnio drzewo genealogiczne oraz dokumenty pani rodziny. I wyszło na to, że tylko pani pierwsze dziecko, Schin’ichi, ojciec Sasoriego, nosi pani nazwisko, a pozostała dwójka po mężu. Dlaczego tak?
– Mieliśmy wiele wzlotów i upadków w naszym związku – Powiedziała siwowłosa – Z początku miałam wychowywać Shin’igiego sama. Tuż przed jego narodzinami strasznie pokłóciłam się z Ogato i nic nie zapowiadało że do siebie wrócimy… A jednak myliliśmy się. Nie tylko wróciliśmy, ale powstała z tego jeszcze dwójka naszych pozostałych dzieci. Ale zanim to nastąpiło wzięliśmy ślub. I dlatego pozostała dwójka ma nazwisko po mężu. Co do Schin’ichiego... Ponieważ mój brat nie ma dzieci, to ja musiałam zadbać, by ród Akasuna przetrwał. A że już wcześniej nadałam mu moje nazwisko, to go nie zmienialiśmy. Podsumowując, wszystkie dzieci jakie urodziłam są tego samego mężczyzny.
– To interesujące, na swój sposób – Przyznał Ikemochi, a ja chcąc nie chcąc zgodziłam się w nim w duchu – To teraz reszta pytań. Czy po narodzinach Sasoriego Schin’ichi utrzymywał kontakt ze swoim rodzeństwem? W ogóle, byli ze sobą blisko? Chcę powiedzieć… Bardzo mnie zastanawia, czy Sasori przez to wszystko wiedział, że ma wujka i ciotkę.
– Po jego narodzinach Schin’ichi skupił większość uwagi na swojej żonie i synu – Odparła cierpliwie Chiyo – Ale tak, ogólnie cała trójka miała ze sobą bliskie relacje… No ale jak to w życiu bywa, każdy w końcu musiał iść w swoją stronę i… szczerze, nie mam pojęcia czy Sasori o tym wiedział. Jakoś nigdy przy nim o nich nie rozmawialiśmy, o Seijim i Kayoko. Jeśli nawet, to nie wiem czy dzieciak zwracał na to uwagę. Nigdy specjalnie nie wtrącał się w sprawy dorosłych. Możliwe że po odejściu jego rodziców coś mu wspominałam, ale… Wydaje mi się że w ogóle mnie nie słuchał. Strasznie za nimi tęsknił i był do nich przywiązany. Jego żałoba była zbyt silna by interesował się kimkolwiek innym. W końcu uciekł w świat marionetek, do którego już wcześniej go wprowadzałam.
– Czy… Sasori miał jakiś przyjaciół? – Zapytałam nagle. Babcia spojrzała na mnie w zaciekawieniu.
– Jednego, ale też nie trwało to zbyt długo – Odparła – Chłopak był raczej… Hm, specyficzny. Nie miał cierpliwości do ludzi… Ani oni do niego. Jego zainteresowania kręciły się głównie wokół sztuki.
„Czyli mniej więcej tak jak u Deidary”, przemknęło mi przez głowę.
– Czemu o to pytasz, słońce? – Zapytała kobieta.
– Cóż… Zastanawiam się, jaki miał stosunek do dzieci – Rzekłam – Jakby zareagował że… Ma kuzyna.
– I rodzeństwo – Uzupełnił Akatsuchi.
– Ciężko mi powiedzieć – Mruknęła Chiyo, przenosząc zdezorientowany wzrok na wielkoluda – Był wychowywany jako jedynak, wydawało się że ta pozycja w zupełności mu odpowiada. Nigdy nikt z nim nie podejmował takich tematów jak… Rodzeństwo. A na inne dzieci reagował obojętnie. Ale zaraz… On… Ma też rodzeństwo?
– Zgadza się – Wtrącił się znów Asano – Brata, który jest w wieku Deidary i czternastoletnią siostrę. Mieszkają u nas w Skale, wraz z rodzicami Nao, matki Sasoriego.  Nie kontaktowaliśmy się jeszcze z nimi i…
– Teraz ja chciałabym wam pozadawać pytania – Oświadczyła stanowczo staruszka – Wystarczająco mnie już wymęczyliście. Teraz moja kolej.
– Jeszcze momencik – Zaoponował nasz lider z przepraszającym uśmieszkiem, na co babiczka wywróciła oczami – Chciałem zapytać o to… Jak poznali się Seiji i Rosaline? I jak dokładnie wyglądała sprawa z jej… Ciążami? I waszymi relacjami
– Choroba…- Westchnęła ciężko siwowłosa – Jak mus, to mus. A więc… - Poprawiła się na swoim siedzeniu – Waściwie to… Ta kobieta pojawiła się u nas… Jakby znikąd.
– U was? – Zapytała Gina, po raz pierwszy się odzywając – To znaczy… W waszej rodzinie czy ogólnie, w Piasku?
– I tu i tu – Mruknęła niechętnie Chiyo – Seiji i jego ówczesna drużyna natknęli się na nią podczas powrotu z egzaminu na chuunina, którego organizowali wraz z ludźmi z Liścia. Była sama na pustyni, wycieńczona. Wymagała hospitalizacji, przenieśli ją do szpitala gdzie leżała kilka dni w śpiączce. Gdy się obudziła, nie za wiele pamiętała. Seiji stale ją odwiedzał. W końcu odzyskała pamięć. Okazało się że dziewczyna zgubiła swoją grupę koleżanek z Chmury, z którymi to miała do nas przyjechać na wybieg modelek. W tamtym czasie wykonywała właśnie ten zawód, a miała tylko szesnaście lat.
– I… Co, wzięła udział w tym wybiegu? – Chciałam wiedzieć, choć cała ta historia brzmiała co najmniej dziwnie.
– Taak. Wzięła. Aczkolwiek, co dziwne, organizator z początku w ogóle jej nie kojarzył – Powiedziała staruszka, a ja czułam jak gdzieś z tyłu głowy zapala mi się czerwona lampka – Ale z tyloma dziewczynami to w sumie trudno wszystkie spamiętać. Dopiero dokumenty potwierdziły że faktycznie z nimi podróżowała.
– Ah… - Wyrwało mi się. I choć mój niepokój był nieuzasadniony, wolałam jednak zapamiętać ten drobny niuans o organizatorze.
– Rzecz jasna, Seiji poszedł ten wybieg obejrzeć – Kontynuowała babcia, jakby zirytowana – Od początku zresztą chłopak był nią zafascynowany. Nie ukrywajmy, gówniara była atrakcyjna, zgrabna, z talentem wokalnym… A mojemu synowi też niczego nie brakowało. Szybko się sobą zainteresowali, nie minęło więc dużo czasu, by w końcu zaczęli oficjalnie się spotykać jako para. . I nawet się do nas wprowadziła. Do domu w którym mieszkałam ja, Seiji i Kayoko. Schin’ichi się już wtedy dawno wyprowadził, a mój mąż nie żył.
– Ale co z jej karierą modelki? – Dociekał Akatsuchi – Przecież te całe wybiegi… No, nie trwają zbyt wiele czasu. Rosaline w końcu musiała wrócić do Chmury, czyż nie?
– Nie wróciła – Odrzekła siwowłosa – Ponoć jej rodzice dali jej oficjalną zgodę na zamieszkanie i kontynuowanie kariery u nas… Przyznaję, że było to dla mnie okropnie dziwne i podejrzane, że przystali na to od tak, ale na wszelkie moje próby dowiedzenia się czegokolwiek Rosaline zwyczajnie mnie zbywała. Mówiła, że to wyłącznie sprawa jej i jej rodziców, co ona może a czego nie. W ogóle… Nie mówiła o sobie dużo. Tych jej rodziców nigdy na oczy nie widziałam. Nie zdawała się też zbytnio za nimi tęsknić. Wydawało się też, że sam Seiji niezbyt wiele o niej wiedział. O jej przeszłości. Ale nie przeszkadzało mu to zbytnio.
– Proszę coś więcej opowiedzieć o waszej relacji – Nalegał Asano.
– Tu nie ma zbyt wiele do gadania – Parsknęła staruszka – Nie znosiłyśmy się wzajemnie. Ta dziewczyna żyła w jakiejś odległej rzeczywistości… Na wszelkie uwagi czy pomoc z mojej strony reagowała agresją, histerią wręcz. Wszystko wiedziała najlepiej… A mój głupi, zakochany syn jej oczywiście bronił i w niedługim czasie stał się w stosunku do mnie bardzo chłodny. Doszło też nawet do tego, że ta siksa o utratę swoich ciąż zaczęła obwiniać mnie, że to rzekomo moja wina, „bo ona się przeze mnie denerwuje”. Bzdura! Ona po prostu nie dbała o siebie tak, jak powinna kobieta w ciąży.
– Czyli co robiła? – Zapytała Gina.
– Drakońska dieta, to raz, a dwa – Tu babcia nabrała powietrza i wzięła łyk ziółek, jakby chciała się uspokoić – Zastrzyki na przyspieszenie wzrostu, na których ją przyłapałam. Miała zamiar nadal wykonywać zawód modelki, twierdziła więc że musi jeszcze urosnąć… I schudnąć. 
– To… Okropne – Wydukał olbrzym, a mnie zatkało.
– Biedny Deidara – Przyznała okularnica ze smutkiem – A miał by rodzeństwo…
– Nie chcę już o tym rozmawiać – Warknęła zirytowana babcia – Teraz wasza kolej. Chcę usłyszeć więcej o tym Deidarze i o rodzeństwie Sasoriego!
Na temat brata i siostry Sasoriego nie mogliśmy niestety nic powiedzieć, gdyż sami nie mieliśmy o nch żadnych informacji. Dużo jednak odpowiedzi udzieliliśmy na temat blondyna. Pokazałam kobiecie zdjęcie, które znalazłam osiem dni temu w domu rodziny Douhito, na którym byłam ja, Akatsuchi i oczywiście Deidara. Babcia i jej brat Ebizo oglądali je uważnie. Chiyo nie omieszkała nie wspomnieć, iż chłopak wyglądem bardzo przypomina swoją matkę. Mimo to, była bardzo wzruszona i przejęta, gdyż mimo wszystko był to jej wnuk. W dodatku z tymi samymi oczami co jej najmłodsze dziecko…

– Teraz ja wam coś pokażę – Oświadczyła, kładąc przed nami dwie fotografie. Na pierwszej z nich był młody Seiji  ze swoim rodzeństwem. To mnie jednak nie zainteresowało tak bardzo, jak zdjęcie rudowłosego, na oko dziesięcioletniego chłopca, który siedząc na łóżku oglądał z przejęciem i skupieniem stworzoną przez siebie marionetkę.

– Obecnie już tak nie wygląda – Zdradziła siwowłosa, wzdychając – I nie, nie mówię o tym, że dorósł… Bo to przecież logiczne. Po prostu… jego prawdziwa postać ukryta jest za marionetką. To coś na wzór drewnianego skorpiona z ludzką, zamaskowaną głową. Sasori nazwał tę lalkę Hiruko i służy mu ona jako pancerz. Mówię wam to, w razie jakbyście mieli zamiar go szukać. Aczkolwiek… Nie radzę. Sama z trudem przeżyłam z nim starcie. Musiałam zadbać, by dzieciak myślał że nie żyję, że zginęłam w walce z nim. Myślę, że nie pozwoli wam od tak zabrać Deidary. Jest przestępcą, bardzo oddanym jak zauważyłam, organizacji dla której pracuje. I… Choć to groteskowe, mimo tego wszystkiego o zrobił, czuję że nie przestałam go kochać.

*.*
Pobyt w Piasku trwał jeszcze dwa dni, w ciągu których to Chiyo nie tylko dała nam najróżniejsze antidota przeciw truciźnie w marionetkach Sasoriego i instrukcje ich wyrobu (wszystko to trafi oczywiście do naukowców i medyków Skały), ale podała nam też miejsce niedawnej kryjówki Akatsuki. Zażyczyła sobie też, by odbyć rozmowę z każdym z nas w cztery oczy. Cel tego był raczej oczywisty. Nie muszę więc chyba wspominać, i że dla mnie ta konwersacja była szczególnie… Krępująca. Tym bardziej, że staruszka prawdopodobnie domyśliła się, iż nie żywiłam do Deidary typowo przyjacielskich uczuć.  W pewnym momencie czekałam już tylko na to, aż opuścimy tę osadę. Lecz niestety… nasz kochany Asano musiał znaleźć osobę, która została zaatakowana przez Sasoriego. Był to niejaki Kankuro, starszy brat Piątego Kazekage.
Ponieważ miałam dość już tych wszystkich wywiadów, postanowiłam odpuścić sobie to przesłuchanie. W końcu  i tak dowiem się jak to przebiegło.
Wyszłam na dach szpitala, by poprzyglądać się okolicy. Jak już wspomniałam we wcześniejszym wpisie, słońca w Skale raczej jest mało więc korzystałam ile mogłam, by się powygrzewać. Oparłam się o barierkę i przymknęłam oczy, wystawiwszy twarz na promienie. Przez myśl przeszło mi kolejne pytanie… Czy tam gdzie teraz przebywa Deidara jest pełne słońce? A jeśli tak, jak to znosi?
– Widać że ktoś tu zasmakował w urokach naszej wioski – Usłyszałam damski głos i natychmiast odwróciłam w stronę jego źródła. Stała za mną młoda, blond włosa kobieta z trzema kucykami na głowie ubrana w długą, czarną sukienkę. Za jej plecami dostrzegłam pokaźnych rozmiarów wachlarz doczepiony pasa na biodrach.
– Eh, ta… Jak długo tu stoisz? – Zapytałam nieco speszona, mimowolnie odrywając się od barierki.
– Niedługo – Odrzekła, ani na moment nie spuszczając swych ciemnozielonych oczu z mojej osoby – Za to ty nieco przesadziłaś ze słońcem. Jesteś cała czerwona na twarzy.
– Yy… Tak? – Wydukałam, odruchowo dotykając policzków.
– Daj, zajmę się tym – Zaoferowała, dopiero wtedy zauważyłam jej rozbawiony uśmiech. Weszłyśmy z powrotem do środka, pierwszym co odczulam był chłód od klimatyzacji. Nie minęło więc dużo czasu by mój rozgrzany organizm zareagował. Kichnęłam kilka razy, na co moja towarzyszka prychnęła wzgardliwie, nic jednak nie powiedziawszy. Przynajmniej nie do mnie. Mogłabym przyrzec, że słyszałam z jej ust ciche: „amatorka”.
Tubylcza otworzyła drzwi do jakiegoś pomieszczenia, gestem zapraszając bym przekroczyła je pierwsza, co też uczyniłam. Był to duży, acz przytulny salon w barwach brązu i bieli z dużą ilością bezkwiatowych roślin. Pierwszym, co rzucało się w oczy na wejściu, były brunatne sofy otaczające niski, przeszklony stolik. Moja towarzyszka nie miała zamiaru jednak pozwolić mi na usadowienie się tam. Zamiast tego podeszłyśmy do blatów i kredensów, w których zaczęła grzebać.
– Siadaj – Mruknęła, wskazując krzesło, na którym od razu usiadłam. Przemyła mi twarz wilgotną chusteczką, by następnie zacząć nakładać jakiś krem – Jeśli nigdy się dłużej nie opalałaś, to tak długie wystawianie na słońce może zaszkodzić – Mówiła, nie przestając rozprowadzać kremu – Od razu widać, że nie jesteś stąd. I to nawet nie ze wzgląd na ubiór. W Skale nie macie zbyt hojnie, jeśli chodzi o wysokie temperatury, zgadza się?
– Tak, u nas jest raczej chłodno – Przyznałam, znów odruchowo myśląc o Deidarze.
– Jestem Temari, siostra piątego Kazekage Gaary – Przedstawiła się moja rozmówczyni, odsuwając się w końcu ode mnie, zakręcając i odkładając słoiczek z balsamem. Wyprostowała się, patrząc na mnie z góry – Zajrzałam wraz z nim do mojego drugiego brata, Kankuro. Przesłuchuje go twoja drużyna. Od nich dowiedziałam się o tobie, postanowiłam do ciebie przyjść i zadać ci kilka pytań. Podobno jesteś wnuczką Tsuchikage? Kurotsuchi, tak?
– Zgadza się – Przytaknęłam, czując jak ogarnia mnie wewnętrzny niepokój, choć przecież nic się takiego nie działo – To dlatego chciałaś mnie widzieć?
– Nie tylko dlatego – Powiedziała zielonooka – Głównym powodem jest to, iż podobno ty i ten wielki chłopak… Mieliście w drużynie członka Akatsuki?
Uderzenie gorąca. Mocniejsze bicie serca. Wiedziałam, że to spotkanie nie wróży niczego dobrego…
– Taak… Tak było – Powiedziałam ostrożnie, od razu wstając – I… Co w związku z tym?
– Jest on osobą, która z zimną krwią zamordowała mi brata – Oświadczyła kobieta, krzyżując ręce. Jej spojrzenie było ostre. Po chwili jednak dostrzegłam w nim konsternację, gdy uciekła oczami w kąt – W prawdzie… Został on potem wskrzeszony przez Czcigodną Chiyo…
– A więc? – Spytałam, unosząc brew – Co chcesz powiedzieć?
Temari skierowała na mnie ponownie wzrok. Tym razem biła z niego większa zaciętość… I agresja.
– To, że nie zamierzam odpuścić tak łatwo – Syknęła – Bez względu jakie ty i twój kolega macie odczucia względem tego… Mordercy… Wiedz, że jego dni są policzone. I choć może wioska Liścia byłaby łaskawa i gotowa przebaczyć, tak Piasek jest pamiętliwy. I nie zostawia na zbirach suchej nitki. Ten sukinsyn zdechnie w męczarniach za to co zrobił mojemu bratu. Dopilnuję tego. Nawet jeśli Skała jakimś cudem zechce go uniewinnić, bądź pewna że przed śmiercią nie ucieknie.
Po tym oświadczeniu nastała głucha cisza. Słychać było jedynie pracę klimatyzacji.
– Tak… Pewnie – Odrzekłam, siląc się na uśmiech i obojętny ton – Macie… Macie absolutną rację. Powinien zapłacić za to wszystko. Jeśli to ma ci pomóc w uśmierzeniu bólu to… Nie zamierzam ci przeszkadzać. Popieram…
Kłamstwo. Ohydne kłamstwo. Byłabym pierwsza, która rozszarpie tę cizię gdyby tylko tknęła Deidarę palcem. Jego śmierć absolutnie nie znajdowała się na liście moich upragnionych rzeczy. I blondyna zapewne od razu się tego domyśliła, gdy spojrzała w kierunku mojej dłoni, wbijającej się paznokciami w oparcie drewnianego stołka, jakby chciały zrobić tam dziurę. Po chwili skierowała ponownie wzrok na mnie. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, może nawet, sądząc po agresywnym wyrazie ślepi, ostro opieprzyć za łgarstwo, jednak zamiar ten został brutalnie zażegnany przez gwałtowne otwarcie się drzwi.
Odruchowo spojrzałam w stronę źródła dźwięku. W progu stał ubrany w białą szatę młody, czerwono włosy chłopak o błękitnych, otoczonych czarnymi obwódkami oczach. Cerę miał białą jak kreda.
– G-Gaara, ja… - Zaczęła Temari, na co ten przerwał jej gestem ręki. Jego wzrok spoczął na niej ledwie sekundę, by ostatecznie zawiesić go na mnie.
– A więc, jesteś Kurotsuchi, tak? – Zagaił, lekko się uśmiechnąwszy – Wnuczka Tsuchikage, oraz jego przyszła następczyni, która nie chciała się spotkać ze mną i z moim bratem?
– Ech… To nie tak, że coś do was mam – Zaoponowałam, nieco zażenowana – Jestem tylko… Zmęczona. Po za tym, mój dziadek nie zdecydował jeszcze kto będzie jego następcą.
– Jasne – Mruknął bladolicy, po czym zerknął w stronę sof i stolika. W tym momencie do pokoju weszła moja drużyna wraz z nieznanym mi chłopakiem o pomalowanej w dziwne wzory twarzy – Proponuję, byśmy wszyscy na spokojnie usiedli i porozmawiali. Matsuri, mogłabyś podać nam herbaty?
– Oczywiście, czcigodny Kazekage – Ćwierknęła niska dziewczyna o krótkich, wyblakło brązowych włosach, której wcześniej nie zauważyłam. Gdy ona rzuciła się w kierunku szafek, my zajęliśmy miejsca. Rzuciłam szybko okiem na Akatsuchiego. Po jego zdołowanej minie i wbitym w stolik wzroku nie nastawiałam się na nic dobrego… To samo zresztą z Takumim i Giną. Nastolatek był wyraźnie wściekły, a Gina spanikowana i zagubiona, wyglądała jakby szukała we mnie pomocy. Zaś Asano wyglądał na całkowicie zadowolonego.
Gaara wyjął z kieszeni dwie fotografie, które następnie położył przede mną na szkle.
– Skany z księgi Bingo – Oznajmił, krzyżując ręce na klatce piersiowej – To oni zaatakowali jakiś czas temu naszą wioskę.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i spojrzałam na zdjęcia przedstawiające nikogo innego jak Deidarę i Sasoriego.
– Wiem – Powiedziałam słabym, ledwo słyszalnym dla samej siebie głosem.
– Ponieważ jednak ten cały Deidara jest od was – Kontynuował czerwono włosy – Mało tego, był w waszej drużynie, zdecydowaliśmy z panem Asano jedną rzecz.
– Lud Skały nie zdecydował ostatecznie co zrobić z Deidarą – Wtrącił Ikemochi – Możliwe, że jego kara będzie łagodna i go uniewinnią – Skrzywił się, po czym ciągnął dalej – A może nie. Jak mówiłem, co do naszej osady nie ma jednoznacznej odpowiedzi. A ludzie z Piasku chcą krwi, więc…
– Więc los Deidary jak i każdego członka Akatsuki zależeć będzie od tego, kto z jakiej wioski ich dopadnie – Uzupełnił czerwono włosy – Jak już powiedział pan Asano, każdy chce czego innego, więc…
– Więc to będzie… wyścig? – Spytałam sucho. Matsuri podeszła do nas, obchodząc dookoła by rozdać herbatę, po czym oddaliła się, cichutko zamykając za sobą drzwi – Kto pierwszy kogo „złapie”, ten decyduje co dalej?!
– Można tak to ująć – Odrzekł spokojnie Kazekage – Ale ponieważ istnieje dużo prawdopodobieństwo, iż ty i ja będziemy w przyszłości razem pracować… Logicznym jest, że nie zamierzam mieć z tobą wrogich relacji. To mogłoby się odbić na kontaktach Skały i Piasku.
– Cóż… Dzięki? – Mruknęłam – I czego ode chcesz?
– Znać twoje stanowisko – Powiedział Gaara – Chcę wiedzieć, co sądzisz o naszym pomyśle. Czy możemy liczyć na współpracę?
Temari spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem, jakby chciała zmusić mnie, bym przyznała że wcześniej kłamałam. Tak samo zresztą jak koleś z pomalowaną twarzą.
– Mam nadzieję, że nie będziemy wchodzić sobie w drogę – Oznajmił ten klaun – Widzisz, mam pewne porachunki z tymi dwoma… Z Sasorim i tym całym Deidarą. Nie chcę, by ktokolwiek mi…
– Kankuro, daj jej odpowiedzieć – Upomniał go czerwono włosy, po czym spojrzał na mnie. Tak jak zresztą wszyscy. Każdy wpatrywał się we mnie w oczekiwaniu –Pozwólmy jej pomyśleć.
Na to ostatnie zdanie zaczęłam mieć mętlik w głowie, speszyłam się. Ale ok., musiałam sobie to przekalkulować, skupić się… A więc: rozumiałam, że sprawa jest poważna, że liczą się relacje pomiędzy naszymi Osadami. Jeżeli my się odwrócimy a potem będziemy w potrzebie… Oni nam nie pomogą. Z drugiej strony… Życie Deidary. Od teraz ludzie z Piasku chcą go zabić. Ale czy też… Mają oni wystarczająco dużo siły, by do dopaść? Mówili o wyścigu, że kto pierwszy, ten lepszy. Nie wspominali nic, byśmy pomagali im go ścigać, w razie gdyby im się coś nie udało… A to bardzo możliwe, biorąc pod uwagę, kogo Deidara ma po swojej stronie. Sasoriego jak i resztę Akatsuki, organizację składającej się z potężnych ludzi. Zresztą, on sam nie jest słaby. Możliwe, że się znacznie polepszył. Nie pozostaje mi nic innego, jak…
– Zdecydowałam – Odezwałam się w końcu – Masz absolutną rację, Kazekage. Nie chciałabym, byśmy byli we wrogich stosunkach. Dlatego jestem za „wyścigiem”.
Na to oświadczenie Asano, jak i Temari i Kankuro wymienili podekscytowane spojrzenia i uśmiechy, zaś reszta mojej drużyny patrzyła na mnie z przerażeniem.
– Doskonale – Gaara uśmiechnął się lekko, następnie wstał, wystawiając ku mnie rękę. Również podniosłam się z miejsca. Uścisnęliśmy sobie dłonie.
*.*
– Co ty zrobiłaś?! – Wrzasnął Takumi, gdy byliśmy już wystarczająco daleko od pałacu. Kierowaliśmy się w stronę naszego powozu. Idący obok niego Akatsuchi pokiwał na to głową, minę miał zgorzkniałą. Gina wpatrywała się we mnie pytająco.
– Kurotsuchi, jestem taki dumny – Oświadczył Asano – Twoja decyzja była bardzo dojrzała, twój dziadek będzie…
– Cicho bądź – Przerwałam mu, po czy stanęłam w miejscu. Pozostali zrobili to samo. Obróciłam się w ich stronę, wszyscy patrzyli na mnie z napięciem – Mam swoje powody, dlaczego to zrobiłam. Po pierwsze, dobro Skały, po drugie… Wierzę w Deidarę.
– Och, to o to chodzi – Parsknął Ikemochi, krzyżując ręce na klatce piersiowej ze wzgardliwym uśmieszkiem – Sądzisz, że da radę masie ludzi, którzy chcą go zabić? Wątpię.
– Tak, tak właśnie sądzę – Warknęłam – Jest silny. I nie jest sam. Ma na kim polegać.
– Masz na myśli towarzystwo tych zbirów? – Kpił dalej facet, po czym zrobił się czerwony ze złości. Nagle podniósł głos – Nie łudź się...To bestie! Niezdolne do uczuć sukinsyny! Więzy krwi tu też nie pomogą! Ta sekta pierze ludziom mózgi, rozumiesz?! Jak możesz być tak głupia, by wierzyć w jakieś pozytywne relacje między nimi?!
– Ano, mogę – Również skrzyżowałam ręce na piersi – Widocznie należę do tych głupich.
Mierzyliśmy się wzrokiem. Mężczyzna drżał, wyraźnie wyprowadzony z równowagi.
– Chcesz wiedzieć…- Wydukał w końcu – Czemu tak bardzo ich nienawidzę?! Tej chrzanionej organizacji?! Wiesz, przez co przez nich przeszedłem?! Lata temu, jeden  nich, Hoshigaki Kisame… Prze tego skurwysyna… Jak myślisz, czemu dawno nie widziałaś mojej rodziny?! Mojej żony i nastoletniej córki?! Bo nie żyją! Gryzą. Kurwa. Piach! Zostały zamordowane i zgwałcone! Przez niego i… Jakiegoś kolesia z Siedmiu Mistrzów Miecza… Jak w ogóle możesz myśleć o kimś takim tak przychylnie?! Deidara praktycznie zamordował Kazekage, Sasori zrobił prawie to samo ze swoją własną babką… Jesteś psychopatką?!
Nastała cisza. Pozostała, przyglądająca się nam część drużyny patrzyła z konsternacją to na mnie, to na mojego rozmówcę.
– Przykro mi z powodu twojej rodziny – Odezwałam się wreszcie po długiej pauzie – Ale ta sprawa nie ma nic wspólnego ani z Deidarą, ani z Sasori. Podejrzewam, że też nie ma nic wspólnego z Akatsuki. Skoro Kisame był wtedy w towarzystwie kogoś z Mgły… To musiały być czas przed jego dołączeniem do organizacji. A więc czasy przed włączeniem się tam Deidary… Co do niego i Sasoriego, myślę że wykonywali tylko rozkazy, w przeciwieństwie do Kisame i jego kumpla.
– I co, stoisz po ich stronie?! – Wrzasnął Asano – Bo wykonywali… rozkazy?! Te rozkazy polegały na mordowaniu!
– Bo nasi żołnierze w ogóle nie mordują, co? – Zapytałam ironicznie, a jemu zrzedła mina – Tak jak i żołnierze z pozostałych wiosek? I zanim powiesz, że my zabijamy tylko tych złych, przypomnę ci tylko Trzecią Wojnę Shinobi. I śmierć wielu cywilów, w którą byli zamieszani również nasi jak i te Osady które kreują się na takie święte. Właściwie, wielu z nas niczym się od Akatsuki nie różni. I ja tu kończę dyskusję. Jak mówiłam, dbam o bezpieczeństwo Skały. Ale też zamierzam dbać o to, by Deidara nie zginął. I proszę cię, nie odzywaj się już do mnie. Mam cię serdecznie dość!
*.*
Minął tydzień od misji w Piasku. Po moim oświadczeniu, reszta drużyny szybko wybaczyła mi mój manewr z sojuszem. Gina, która początkowo sądziła iż Akatsuki to zło wcielone, szybko zmieniła zdanie i przejęła mój tok myślenia. Akatsuchi i Takumi byli bardzo zadowoleni, uspokojeni i nie przestawali mnie chwaić. Problem miał tylko oczywiście Asano po naszej utarczce. Ale jego zdanie mnie nie obchodziło. Moje współczucie dla jego sytuacji oczywiście istniało, było prawdziwe, ale nie zmieniło mojego nastawienia. Ponadto odkryto tożsamości ludzi pożartych przez węża w domu Deidary. Większość z nich była kwalifikowana jako złodzieje, a dzieciak, który również był ofiarą, prawdopodobnie pochodził z Domu Dziecka. Ogólnie zarządzono zabicie gada, jednak ten zbiegł. Teren byłego domu blondyna został zabezpieczony, a technicy próbują odzyskać nagrania z kaset pochodzących z kamer przy wejściu willi, możliwe że są kluczowe.
Po tygodniu od złożenia raportu z misji dziadzio postanowił wezwać mnie do siebie.
– Cieszy mnie, iż nie zaprzepaściłaś naszych stosunków z Piaskiem – Oświadczył, po czym się nieco skrzywił –Aczkolwiek, widzę, że do sytuacji z Deidarą nie zmieniłaś nastawienia… Ten sojusz masz zamiar wykorzystać na jego korzyść, mam rozumieć?
– Głównie na naszą – Powiedziałam – Po prostu będę się starać tak, byśmy to my go złapali jak najszybciej. A sojuszników dobrze mieć, wszystko może się zdarzyć.
Stałam naprzeciw jego biurka. Oprócz nas w Sali konferencyjnej nie było nikogo. Wszystkie krzesła były równo wsunięte przy stołach.
– Hm – Mruknął, patrząc na mnie przez dłuższą chwilę – Można powiedzieć, że wykonałaś już swoją pierwszą misję… Chociaż nie masz oficjalnego stanowiska.
– O czym ty gadasz? – Uniosłam brwi.
– O roli Tsuchikage – Oświadczył poważnie starzec – Nie zamierzam jeszcze z niej rezygnować, bowiem aż tak stary i słaby nie jestem, ale już nie mam wątpliwości… Byłem głupi, że się wahałem.
– Chcesz powiedzieć, że…? – Wytrzeszczyłam oczy.
– Że to ty przejmiesz moje stanowisko – Oznajmił – A więc… Od teraz jesteś uznawana jako moja następczyni. I mam to zamiar niedługo ogłosić publicznie. Jesteś teraz kimś w rodzaju… Księżniczki. To twój nowy tytuł. Jak się z tym czujesz?
Otworzyłam lekko usta, po czym zaraz je zamknęłam. Nie wiedziałam, co robić, co myśleć… Może z trzy lata temu byłabym wniebowzięta tą informacją, ale teraz… Nic nie czułam. W prawdzie widziałam w karierze Tsuchikage wiele potencjału by pomóc Deidarze, ale…
Nagle usłyszeliśmy huk. Gwałtownie obróciliśmy się w stronę drzwi, skąd dobiegł hałas. W progu stał mój ojciec wraz z jego grupą dochodzeniową.
– Witaj z powrotem, synu – Zawołał dwornie dziadek – Czyżbyś się spieszył do mnie z raportem?
– Tu nie ma czego zdawać – Warknął tatuś, błyskawicznie do nas podchodząc, by rzucić jakieś papierzyska na biurko. Jego grupa natychmiast stanęła za nim – To wszystko to mistyfikacja! Jedna, wielka mistyfikacja! Tułaliśmy się jak idioci!
– Zaraz, zaraz… Powoli – Powiedział nieco zirytowany Tsuchikage – Możesz powiedzieć, o co chodzi?
– O to, że wioska Chmury nie wie nic o żadnej Rosaline! Nie ma żadnej rodziny Howardów! Nie ma i nigdy nie było ich w bazie danych! Pieprzeni Arthur i Julia nie istnieją!




.*+ C.D. N +*.

==============================
No, to jak na razie na tyle. Jak Wam podobała się notka? W ogóle, pomysł z pokrewieństwem? :D Przyznaję, że myślałam nad nim od bardzo, bardzo dawna, jednak nie potrafiłam porządnie podejść do tej kwestii.
Od razu uprzedzam pytania: nie, panowie nie mają pojęcia, że są kuzynami. Nie zdają sobie sprawy, że ich ojcowie są braćmi. I nie, nie wiem jeszcze czy kiedykolwiek się o tym wszystkim dowiedzą i jak szybko to nastąpi. To dość delikatna kwestia, dlatego muszę ją porządnie przemyśleć.

1 komentarz:

  1. No to wracamy to kolejnych tysiącu latach oczekiwania. <3
    Zaczyna się od akcji z poprzedniego rozdziału... Polsat. xD Ojej, biedna Kuro dostała szlaban i prace społeczne od dziadunia za to włamanie? Przykro, ale było warto. Tak myślę.
    Zaczyna się coś dziać! Kolega ziemniaczek uratował naszą słodką czarnulkę przed sprzątańskiem. Szanuje ziemniaczka. :D Drzewo genealogiczne Deia... powiązane z Akasiami? Czyżby to był... Nie. Poczekamy i zobaczymy. Tak czytam i trochę nie rozumiem sytuacji... Dlaczego wszyscy są tacy poruszeni? xD Przekonamy się, czy moje przypuszczenia i domysły to prawda... Tak czy inaczej, drzewo genealogiczne tutaj sie bardzo przydało i jest dla samego poczytania i ciekawości fajne. Nie nie wierzę... A tym Takumim to... No nie wiem. Niby ma trochę nie po kolei w głowie, bo każdy normalny by się tak nie cieszył, że ma w rodzinie kryminalistów. Ale... No w sumie nie jest sam, jak do tej pory myślał. Ciekawe, czy będzie się pchał do Akasiów... Dobra, właściwie to dzieciak ma racje. Bo przecież każdy, kto nie ma rodziny, marzy o niej. O, ta spalona cegła, to trochę prychłam. xD Nie wiem... Ten ziemniaczek chyba ma okres...

    ***

    A to łajza! Bazyl prześladował biedne dziewczę? Nigdy nie przestanę jej nienawidzić. xD Szanuje i tą dziewoje... Udupić Bazyla! Na kotleta! :D HAHAHA

    ***

    Gina jeszcze nie wie, że dla tych zbirów sama mogłaby stracić głowę. W sumie to nie wiem jak wygląda, jak było to nie pamiętam. Ale... Pasowałaby do kogoś z nich... Ten jej charakterek... Gdyby ona wiedziała, jak tam jest i jacy oni są prywatnie... Kuro jest bardzo dojrzała, szanując możliwość, że Dei mógłby mieć partnerkę. Gdyby tylko znała prawdę...

    ***

    Poranne przesłuchanie biednej kobitki, wytulonej przez ojczulka dzieci... Ciekawe, ile takich jest... Ale art mega... Hmm... Chyba jej nie polubię. Rozmowa zaczyna być ciekawa... O cholercia... Czyli matka Deia zmieniała mu wspomnienia, bawiła się jego umysłem, bo nie lubiła tam kogoś? I narzucała mu tym samym kogo ma lubić, a kogo nie... Troche to przykre. Ale przynajmniej teraz mamy pewność, matka była zła.

    ***
    Nie wiem dokładnie co tu zaszło... Albo Kuro się coś śni, albo ktoś wlazł jej do głowy i miesza, albo była nieprzytomna... Ale wtedy to skąd by wiedział? O kurcze, to niezła akcja. Ale to chyba sen z tymi Akasiami... Tak. To był totalnie sen, możliwe, że ktoś jej narzucił ten sen... Ale pewnie za bardzo kombinuję. No na tym etapie nie uwierzyłabym, że Itaś tak po prostu trzyma Deia za rączkę... Może w przyszłości.
    To ta babcia żyje? Przecie zginęła, ratując Gaare... A może coś zmieniłaś, czego nie pamiętam... Dobrze, dalej... O cie panie... to Rose szprycowała się narkotykami podczas ciąży... No to by wyjaśniało te poronienia... Hej, hej... Polaku! Pisze się chyba "tubylka", nie "tubylcza". xD Literóweczki. O nie... Temari i Kuro się chyba nie polubią... O kurcze, Dei raczej nie powinien wybierać się na wakacje do Piasku. xD Dobrze Kuro postąpiła. Dbając o cały kraj, którym w przyszłości będzie władać, być może skłamała. A jeśli nie, to dyplomacja uchroni cały kraj, narażając jednostkę, którą łatwo dopaść nie będzie. Tak właśnie myślałam. Kuro wierzy, że Dei da sobie radę. I dobrze! Bo ja też. Brawo dla czarnulki! Dobrze mu nagadała!

    ***

    Ooo... Księżniczka Kuro! Śliczna buzia, ślicznie brzmi... Cóż... właściwie to zapomniałam o tej drugiej misji. Ale możliwe, że ten wątek też okaże się ciekawy...

    I to już koniec notki. Odpowiadając na twoje pytania i domysły... Notka mi się podobała, może nie było gorących namiętności i naszych milusich Akasiów, ale była super. Ten sen bardzo mi się spodobał, drzewo genealogiczne, pokrewieństwo Deia i Sasorka. No i ta niema nienawiść Temari i Kuro. Mam jednak ogromną nadzieję, że Dęi i Sasorek dowiedzą się o swoim pokrewieństwie. Bo podejrzewam, że Sasor podszedłby do tego na chłodno, to Dei mógłby zareagować niespodziewanie i ciekawie. Do następnego!

    OdpowiedzUsuń